Dodaj do ulubionych

Internat, stancja - niedzisiejszy problem?

12.03.11, 08:15
Na forum jest mnóstwo postów na temat jak udupić nastolatka, jak zmuszać 16-latkę do odpowiednich znajomości, 18-latkę do wracania do domu o 22, 14-latkę, żeby nosiła czapkę na słońce, 17 żeby się uczył, a jakoś w ogóle nie ma nic o młodzieży, która w wieku 15, no dobra dzisiaj 16 lat, opuszcza rodzinne gniazdo i może mu mamusia naskoczyć smile

Naprawdę nikt nie mieszka na głuchej wi i nie musi dziecka do internatu oddać? Czy tez wozicie dzieci do szkół odległych o 100 km. A może porostu dzieci forumek chodzą wszystkie do LO, które w każdej pipidówce jest, choć bywa, że i do tej pipidówki trzeba 60 km jechać...
Obserwuj wątek
    • verdana Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 09:00
      Moi znajomi wożą. Wszyscy.
      • verdana Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 09:04
        Kot wysłał.
        Wożą, między innymi dlatego, że dzisiejszy system uznaje kazdego ponizej lat 18 za nieodpowiedzialnego małolata, ktory do najgłupszych rzeczy potrzebuje rodziców. Jak wysłać dziecko na stancję, kiedy lekarz może odmowić zbadania 17 latka bez mamusi? Kiedy kazda nieobecność w szkole musi byc potwierdzona przez mamę, szkoła bez przerwy chce widzieć rodziców, albo uzyskać od nich deklarację, czy 16 latek ma prawo uczestniczyć w wycieczce? Internaty, ktore kiedyś byly powszechne, niemal zanikają, a jesli są - sa zazwyczaj b. złe.
        • andaba Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 09:11
          Serio jest tak źle?
          Moja mama mojej szkoły sredniej na oczy nie widziała, słowo daję - w ogóle nie była wymagana jej obecność do czegokolwiek, przez cały okres pobytu, podobnie z internatem czy stancją.
          • verdana Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 09:28
            Serio.
            Nie będziesz chodziła na żadne wywiadówki - dziecko będzie funkcjonowało w szkole, jako "zaniedbane". W dodatku, niestety, rzeczywiście czasem potrzebna jest jakaś interwencja rodzica. Potrzebna jest też pisemna zgoda na bardzo wiele rzeczy.
            Ostatnio moj syn, ktory od lat chodził do poradnu psych.-ped. poszedł do nowej poradni. W starej sprawa byla prosta - jak była potrzebna moja zgoda na badania, dawałam świstek dziecku (wlasnie, dziecku) i szedł. W nowej, po wizycie syna - lat 16 - zadzwoniła zbulwersowana pscyholog, ze "Dziecko przyszło samo" - dziecko, nadmieniam, ma lat 16.
            I ze musi byc moja zgoda. Powiedziałam,z ę przeslę przez "dziecko". I nie, niemożliwe - "Dziecko nie ma lat 18, więc muszę przyjść sama i zlożyć podpis".
          • angazetka Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 10:18
            Serio? Trochę nie umiem sobie wyobrazić - dla mnie to olanie dziecka przez rodziców.
            • andaba Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 10:24
              Wiesz, jeżeli do miasta, w którym była szkoła jechało sie 3 godziny w jedną stronę, to niestety była to wyprawa na cały dzień. I wcale nie miałam najdalej. Szkoła nie wymagała od rodziców obecności, owszem wywiadówki były, ale wiadomo było, że moja mam na wywiadówke o 17 nie przyjdzie, bo musiałaby spać potem na dworcu. Niby mogła przyjechac kiedy indziej - ale w sumie po co? Problemów nie sprawiałam.
              • angazetka Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 10:33
                Zobaczyć, jak mieszka jej dziecko? Z kim? W jakich warunkach? Zobaczyć samo dziecko?
                Parę powodów bym znalazła.
                • andaba Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 10:39
                  Wiesz, dawniej rodzice nie mieli świra na punkcie "z kim" i " w jakich warunkach" O warunkach wiedziała z moich opowiadań, co do tego "z kim" to co mogłaby zawyrokowac na podstawie odwiedzin? Że są dwie blondynki i dwie brunetki w pokoju?
                  A tęsknic widać za mną nie teskniła tak żeby brac urlop i jechać zobaczyć mnie w przelocie pomiędzy moimi lekcjami a jej autobusem.

                  • angazetka Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 10:44
                    Zależy chyba, którzy rodzice. Jak mówię, dla mnie byłby to totalny brak zainteresowania potomkiem.
            • martishia7 Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 13.03.11, 14:33
              Serio. Moi rodzice widzieli mój ogólniak (mieszczący się 10 min od domu) trzy razy. Pierwsze dwie wywiadówki oraz jedna wizyta mamy w szkole w klasie maturalnej. Więcej nie było powodu. Przez pierwsze trzy lata z wychowawczynią był system - dawała mi kartkę z ocenami, ja odnosiłam podpisaną przez rodziców. W klasie maturalnej zmienił się wychowawca i zapragnął zobaczyć moją mamę. Miał zapał neofity. Przyszła, powiedział, że nie ma co do mnie żadnych uwag i uczę się bardzo dobrze. Mama spytała, po co w takim razie ją wzywał, skoro on nie ma zastrzeżeń, a ona doskonale wie o wszystkim co się dzieje w szkole ode mnie i znajomych z klasy, którzy się przez nasz dom przewijają smile
              Rozumiem doskonale moich rodziców, bo na wywiadówce głowa może pęknąć od z palca wyssanych problemów, czego doświadczyłam jakiś czas później chodząc na wywiadówki moich siostrzeńców - czy pomidorowa nie mogłaby być rzadziej, bo Edgar pomidorowej nie lubi.
        • przeciwcialo Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 10:03
          Nie do końca. Dziecko w internacie jest pod opieka tamtjszych opiekunów i to oni zaprowadzą do lekarza lub lekarz przyjdzie.
          Moje dziecko było w sanatorium, 8 lat. Nikt nie sciągał mnie do badań dziecka skoro podpisałam że opiekę medyczna zlecam tamtejszemu personelowi i wyrażam zgodę na działania medyczne.
        • imasumak Verdano, ale co Ty opowiadasz? 12.03.11, 14:09
          Znasz rzeczywistość panującą w internatach od ludzi, którzy nie posłali tam swoich dzieci?
          Otóż nic z tego, co napisałaś, nie jest prawdą - mówię to z perspektywy półtorarocznego pobytu mojego dziecka w internacie.
          Na początku roku szkolnego podpisuje się zgodę na ewentualne leczenie czy hospitalizowanie dziecka w razie gdy zaistnieje taka konieczność, na większość wyjść można wyrazić zgodę telefonicznie i jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby ktoś mnie wzywał do szkoły czy internatu, żebym złożyła jakiś podpis.
          Zgoda na wycieczkę kilkudniową? Pisze ją córce, gdy przyjeżdża na weekend do domu albo na wywiadówce - w końcu takich wyjazdów nie planuje się z dnia na dzień, prawda?
          Na wywiadówki jeździmy na zmianę z mężem - jest ich raptem cztery w roku - żadne poświęcenie.
          Podobnie jest u znajomych, których dzieci mieszkają w internatach.
          • verdana Re: Verdano, ale co Ty opowiadasz? 12.03.11, 21:18
            Cóż, nie pozwoliłabym zupełnie nieznanym mi ludziom decydowac o zdrowiu mojego dziecka. Ale kazdy podejmuje własne decyzje.
            • krapheika Re: Verdano, ale co Ty opowiadasz? 12.03.11, 21:34
              A coz innego robisz w szpitalu jak nie powierzasz zdrowie twojego dziecka w rece lekarzy, co robisz w przedszkolu i szkole, powierzasz zdrowie w rece nauczycieli, bo to oni dbaja o bezpieczenstwo dziecka.
              Co bys zrobila gdyby dziecko wybralo szkole gdzie nie dalabys rady go dowozic? zamknelabys mu droge do kariery i rozwoju?
            • imasumak Przeczysz sama sobie - w poprzednim poście 12.03.11, 21:51
              uznałaś za absurdalne, że siedemnastolatkowi mają towarzyszyć rodzice podczas wizyty u lekarza.
              • verdana Re: Przeczysz sama sobie - w poprzednim poście 13.03.11, 10:21
                Mówimu o 15-latku, o ktorym decydować mają ludzie, ktorych nigdy na oczy nie widziałam. Mają decydowac, czy iść do lekarza czy nie. Widziałam kolonijną akcję z lekarzem - gdzie dziecko przez trzy dni prosiło o to, aby go zaprowadzono, a opiekunowie mowili, ze nie trzeba.
                Starsze - tak powyżej lat 16 - bez problemu.
                • ib_k Re: Przeczysz sama sobie - w poprzednim poście 13.03.11, 10:31
                  verdana napisała:
                  Mają decydowac, czy iść do lekarza czy nie. Widziałam kolonijną akcję
                  > z lekarzem - gdzie dziecko przez trzy dni prosiło o to, aby go zaprowadzono, a
                  > opiekunowie mowili, ze nie trzeba

                  coś gonisz w piętkę, skoro argumentujesz przytaczając takie śmieszne przykłady, na zasadzie "a u was biją murzynów"

                  daj spokój, bursy dla dzieci/młodzieży przy szkołach to nie są ośrodki szkolno-wychowawcze dla małych łobuzów
                • imasumak Re: Przeczysz sama sobie - w poprzednim poście 13.03.11, 11:24
                  Przecież do liceum idą dzieci 16letnie.
                  Dopiero za parę lat będą szły 15latki.
                • przeciwcialo Re: Przeczysz sama sobie - w poprzednim poście 13.03.11, 12:12
                  To może wypadałoby wiedziec z kim się dziecko zostawia?
    • demonii.larua Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 09:02
      Otóż ja Ci powiem. Mój syn sobie wymyślił technikum geologiczne, najbliższe jest w odległości ponad 300km od domu. I mam dylemat - trochę liczę że mu się odwidzi przez ten czas który mu został w gimnazjum lub że moja wiedza na dzień dzisiejszy jest uboga i nagle odkryję, że taka szkoła jest bliżej. Moje argumenty przeciw są bardzo irracjonalne, bo mój syn jest inny niż moi koledzy z młodości i ja sama, ale... zbyt dobrze pamiętam co się działo w tzw. moich czasach big_grin Sama dojeżdżałam do szkoły 20km ale to nie 300 big_grin nie ma opcji codziennego dojazdu...
      • andaba Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 09:08
        A właściwie dlaczego nie? Czy nasi rodzice mieli do nas większe zaufanie, czy miej wyobraźni?
        Dlaczego nie chcesz, żeby syn poszedł do wymarzonej szkoły w dobie telefonów komórkowych i jakby nie patrzył sprawniejszego niz niegdyś transportu? Z jednej strony pewnie znalazłby coś mozliwego bliżej domu, ale na tej zasadzie można by powiedzieć każdemu chłopaklowi - na co co technikum mechaniczne oddalone o 100 km, jak 40 km dalej masz LO lub jak wolisz zawodówkę gastronomiczną smile
        • verdana Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 09:31
          Mimo wszystko internaty dla 15 - latków nigdy nie byly uwazane za miejsce dobre dla mlodego człowieka. A teraz jest gorzej - kiedyś sieć oświatowa była mniejsza i do miasta przyjeżdżaly najaambitniejsze dzieci z prowincji. Obecnie, niestety, przyjeżdżają w dużym procencie dzieci, z ktorymi rodzice albo sobie nie radzą, albo nie szczególnie zalezy im na edukacji. To zupełnie inne towarzystwo.
          • andaba Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 09:35
            verdana napisała:

            > Mimo wszystko internaty dla 15 - latków nigdy nie byly uwazane za miejsce dobre
            > dla mlodego człowieka


            ?????????????????

            O tym się dowiaduję od Ciebie smile
            A mieszkałam w internacie, podobnie jak 80% moich kolegów i kolezanek.

            Myslę, że jadak na zadupiu, gdzie inna opcja nie istniej podejście było (i jest) inne niz w okolicach dużych aglomeracji.
            • przeciwcialo Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 10:08
              Moja siostra, wszyscy z rodziny męża kończyli szkoły srednie mieszkając w internacie. Wszyscy na ludzi powychodzili, większość pokończyła studia, reszta technika. Ani mojej mamy ani teściowej nie stresowało mieszkanie dzieci poza domem.
          • adwarp Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 09:51
            znam wiele osób, których dzieci mieszkały w internatach i nikt nie uważał tego miejsca za złe, mało tego te miejsca wcale złe nie byłysmile
            znam też wiele osób, które mieszkały w internacie i było ok

            młodzież pewnie była inna, osobiście nie słyszałam o samobójstwach, czy choćby próbach samobójczych w internatach, nie było pewnie też takiego dostępu do rożnych używek.
          • ib_k Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 10:37
            verdana napisała:

            > Mimo wszystko internaty dla 15 - latków nigdy nie byly uwazane za miejsce dobre
            > dla mlodego człowieka.

            a tam, gadasz jak potłuczona, przy moim liceum był internat dla dzieciaków (nie tylko z tego liceum ale ze wszystkich szkół średnich w mieście), jakiś większych patologi tam nie było, na pewno nie gorszych niż na każdym obozie młodzieżowym, w tamtych czasach była to jedyna możliwość aby te bardziej ambitne skończyły w miarę dobre szkoły średnie

            Obecnie, niest
            > ety, przyjeżdżają w dużym procencie dzieci, z ktorymi rodzice albo sobie nie ra
            > dzą, albo nie szczególnie zalezy im na edukacji.

            znowu głupota, w tej kwestii nic się nie zmieniło, dalej do internatów idą dzieci z daleka chcący uczyć się w dobrych/doskonałych szkołach do których czasami muszą zdawać kilkudniowe egzaminy, młodzież nie chcąca się uczyć wybiera zawodówkę lub liceum w najbliższym mieście
            we wrocławiu znam osobiście 3 bursy, dwie międzyszkolne dedykowane najlepszym gimnazjom/liceom w mieście i kraju, gdzie przyjeżdżają dzieci z całego dolnośląskiego i połowy śląskiego, i jedną przy liceum katolickim, funkcjonującym co najmniej od 40 lat

            oczywiście nie każde dziecko nadaje się do mieszkania poza domem, i zawsze powinien to być przemyślany wybór
        • demonii.larua Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 09:43
          Wiesz co, nie wiem czy nie chcę - bardzo chcę żeby chodził do takiej szkoły, która pokrywa się z jego zainteresowaniami. Obawiam się ot co. Nie było kiedyś komórek, dzisiaj sa i byle dres może przywalić w łeb, gdy zechce ją odebrać. To samo z netbookiem czy kasą. Nie obawiam się, że młody zarośnie brudem czy padnie z głodu oraz że się zgubi sam w obcym mieście - radzi sobie doskonale, jeździ sam do dziadków (70km od domu). Bardziej nie ufam obcym, do niego mam zaufanie smile
          • andaba Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 09:55
            To może nie dawaj komórki?smile

            No bez jaj, dzisiaj komórki maja wszyscy, gdyby tak było nikt nie wychodziłby z domu, bo mu może dres przywalić.

            No nie wiem, ja patrzę na dziecko w tym wieku przez pryzmat własnej osoby, która od 15 roku zycia przyjeżdżała do domu raz miesiącu, na jedną noc i jednak chyba nie miałabym większych obaw. Fakt, mam sopokojną głowe, chyba, że któreś z dzieci wybierze sobie tę szkołe co Twoje smile wszystkie inne sa w zasięgu MPK. Ale zainteresował mnie kompletny brak tego rodzaju tematów na forum, gdzie przecież tysiące matek pisze.
            • demonii.larua Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 11:17
              Oj tam... no z komórkami to oczywiście, że jaja smile Ot po prostu mam obawy no, może kwocze trochę ale mam smile Jak będę szukała argumentów przeciw, to jeszcze wszelkie papierkowe pierdoły sobie doszukam, zgody rodziców i inne takie duperele smile Ja na mojego syna nie patrzę przez pryzmat siebie - bo z domu by nie wyłaził - mając 15 lat chodziłam już do liceum i odwalałam takie numery, że no... grzeczną nastolatką to ja nie byłam, a internat to było niezłe miejsce na wytrzeźwienie na przykład tongue_out Widzę jaki jest, trochę podglądam jego rówiesników - póki co jest zupełnie nie podobny do mnie w tym wieku, co nie ukrywam bardzo mnie cieszysmile
              Hm.. a brak tematów... ja głównie z mężem i synem o tym gadam i temat jeszcze nieco odległy, bo młody ma jeszcze ponad rok na podjecie decyzji smile Może też niewiele ematek ma dylematy tego typu smile
          • przeciwcialo Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 10:10
            Obcy będa zawsze, w każdym miejscu i na każdym etapie zycia.
    • volta2 Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 10:09
      w moim małym miasteczku był interant i raczej pozytywnie nie był postrzegany, a mieszkała tam młodzież z lo i zawodówki,

      do niedużego miasta woj. poszła moja koleżanka po podstawówce, na dojazdy jej mama skazać nie chciała, warszawy się bała ze względu chyba na możliwość demoralizacji(?), no i dziś ta koleżanka właśnie najlepiej zawodowo i finansowo wyszła. zasługa to zapewne jej samej nie tylko internatu i mamy, ale z jej punktu raczej się to opłacało.

      obecnie znam tylko jednego nastolatka który po wiejskim gimnazjum planował udać się po nauki do warszawy do władysława IV, i miał mieszkać na stancji(lub u jakiejś dalszej rodziny) - nie wiem, czy się dostał, ale plany były. rodzice rozumieli, że aby syn na wsi nie został to trzeba na edukację wysłać wcześniej niż na studia.
    • deodyma Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 10:15
      na dzien dzisiejszy znam moze tylko jedna rodzine, gdzie dzieci mieszkaja w internacie...
      kiedys znazlam takich rodzin wiecej.
    • angazetka Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 10:17
      Nie znam nikogo, kto by mieszkał w internacie/wysłał tam dziecko. No nie znam, co począć. Ale fakt, że mam znajomych "wielkomiejskich".
    • esofik Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 11:30
      znam nastolatkę, która mieszka w internacie. Internat spoko, cisza nocna, zero szwedania się po mieście, porządek w pokojach musi być
      ze względu na charakter liceum, młodzież szalona, nietuzinkowa ale z ambicjami
    • niejagoda Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 13:30
      Mieszkałam w internacie 10 lat temu. Nic mi się nie stało poza znacznym poluzowaniem więzi z rodziną.
      Znam mnóstwo osób, które mieszkały poza domem w liceum, nie jest to zjawisko niespotykane.
    • nyquist.frequency Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 17:15
      Hmmm, cóż mieszkałam w internacie praktycznie całe liceum i oto, co zaobserwowałam u siebie:

      1. Szybciej niż moim rówieśnicy nauczyłam się 'samodzielności' (piszę w cudzysłowie, bo przecież nie musiałam sobie sama gotować, dbać o dom itp, ale tak czy inaczej, byłam odpowiedzialna sama za siebie bardziej, niż gdybym mieszkała w domu). Dzięki temu na studiach nie miałam 'szoku wolności', czyli 'syndromu pierwszego roku' - nie upijałam się do nieprzytomności tylko z tej okazji, że po imprezie nie wracam do mamy.

      2. Bardzo, bardzo rozluźniły mi się kontakty z rodziacami - ale w moim przypadku nigdy nie były one za dobre, internat był tylko utęsknioną okazją do tego. W przypadku zdrowszych relacji zapewne następuje po prostu szybsze przecięcie pępowiny.

      3. Uważam, że jestem bardziej odpowiedzialna dzięki temu, że dbałam o siebie sama od 15/16 roku życia. Nie miałam szansy zostania córeczką mamusi - i dobrze.

      4. Łatwiej było przyjść nawaloną czy naćpaną do internatu niż do domu - wieczorna kontrola polegała na policzeniu wszystkich lasek w pokoju, nikt w oczy nie zaglądał, nie kazał chuchać czy rozmawiać, żeby sprawdzić czy się w ogóle wie co się dzieje.

      5. Seks łatwiej jest uprawiać w domu, bo w internacie wymaga to wygonienia z pokoju 3 innych lasek.

      6. Jak się mieszka na pierwszym piętrze koło drzewa to można chodzić w nocy na koncerty i imprezy. (Ale z domu też można tak uciekać, więc nie wiem, czy to jakaś szczególna różnica smile)

      Podsumowując - ok, robiłam w internacie rzeczy, z których moi rodzice nie byliby dumni (na szczęście się nie dowiedzieli, nie widzieli mojego internatu ani razu, oprócz momentów, kiedy mnie tam zawozili we wrześniu i odbierali w czerwcu. Szkoły za to nie widzieli w ogóle - ale skoro nikgdy ich nikt tam nie wezwał, to może rzeczywiście nie musieli smile
      Wychowywałam się praktycznie sama, nie byłam aniołkiem (ocena z zachowania zawsze była najlichsza na moim swiadectwie). Ale nie to było ważne - mieszkałam w internacie, bo chciałam iść do najlepszej szkoły i naukowo rzeczywiście dałam radę zaje*iście.

      Natomiast nikt mnie do nauki nie zmuszał, nie ochrzaniał po wywiadówkach - wiedziałam, że mam to robić dla siebie i robiłam. Nikt mnie nie zmuszał do noszenia czapki - więc szybko się nauczyłam, że jak chcę przyszpanować jej brakiem to będzie mi zimno, więc może rozsądniej będzie ją założyć.

      Na + zaliczam przede wszystkim lekcję odpowiedzialności za siebie. Nie zamieniłabym internatu na nic innego, i nawet wiedząc, że sama czasami źle wykorzystywałam swobodę posłałabym do internatu moje przyszłe dzieci, żeby dostały tę lekcję. Uważam, że to jedna z najlepszych rzeczy, jakie mi się przydarzyły w zyciu.
    • kropkacom Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 17:26
      Mój mąż całe technikum przesiedział wink w internacie. Bardzo sobie go chwalił. Często chodzili do kina, teatru, dużo fajnych zajęć. Do dzisiaj ma kontakt z wychowawcami.
      • kropkacom Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 17:28
        Niestety jeden wychowawca twierdzi, że dzisiaj to już inna młodzież. Nie wiem na ile to zmęczenie zawodem a na ile realna ocena sytuacji.
    • cruzbos Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 17:57
      Liceum mojej starszej córki ma internat, z tym że jest to najlepsze lo w wojewodztwie, bardzo trudno się dostaci, więc przyjeżdża powiedzmy "elita", jest młodzież z miast i ze wsi. Z tego co się zdążyłam zorientować zupełnie normalna młodzież. Możliwości balangowania na pewno mają mniejsze niż ci co mieszkają z rodzicami, bo jest duża kontrola. Rodzice starają się przyjeżdżać na wywiadówki.
      Gdyby nie było innej możliwości niż szkoła oddalona od domu, nie miałabym oporów, żeby wysłać córki, w końcu 16latka jest prawie dorosła, ale robiłam wszystko, żeby w każdy weekend przyjeżdżała do domu, nie chciałabym stracić z nią kontaktu.
      • nyquist.frequency Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 19:56
        Mieszkałam w internacie, bo tez chodziłam do 'najlepszej szkoły w województwie' przy której był właśnie rzeczony internat. Przyjeżdżała tam 'elita'.

        I jak Boga kocham, możliwości imprezowania były ogromne. Fakt - uczyliśmy się dużo wszyscy, ale tak jak pisałam wyżej - nie było przypadku, żeby złapali kogoś pijanego, naćpanego, albo uciekającego po nocy na koncert, a nie było to wcale rzadkie zjawisko.

        Panie i panowie wychowawcy chyba za bardzo wbili sobie do głowy, że jesteśmy 'elitą', a zaglądanie w źrenice czy badanie alkomatem pewnie by nam uwłaczało. Cóż, zapewne mieli rację i dzięki temu, że trzymali się tej myśli nie odkryli wielu rzeczy, których nie chcieli odkryć, a my w ich umysłach na zawsze pozostaliśmy kwiatem młodzieży smile

        Chociaż i tak, wszyscy znajomi z internatu wyszli na ludzi, mimo, że czasem się nie zapowiadało...
        • mali-nki Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 20:49
          chodzilam do szkoly muzycznej i duzy procent uczniow naszej szkoly od liceum to byly dzieci spoza miasta i mieszkali w tzw "bursie". Niektorzy jezdzili na kazdy weekend do domu, niektorzy tylko na wakacje/swieta. Po szkole wszyscy musieli duzo cwiczyc wiec nie balangowali zbyt duzo, szkola byla otwarta do 21 wiec oni ostatni wychodzili z cwiczeniowek. Czesto ci wlasnie z bursy to byli zamiejscowi z wsi lub mialych miasteczek z ogromnym talentem. Mieli bardzo dobre wyzywienie, sympatycznych wychowawcow. Mi ich bylo troche zal ze tacy mlodzi (liceum po 6 klasie) i tak daleko od rodziny.
          • imasumak mali-nki 12.03.11, 21:00
            Jesteś z Krakowa?
            Bo wydaje mi się, że tylko w Krakowskim Liceum Muzycznym wprowadzono swojego czasu możliwość rozpoczęcia nauki po szóstej klasie.
            • krapheika Taaaaaa... 12.03.11, 21:28
              Jak czytam o tej demoralizacji, kiepskim jedzeniu i innych atrakcjach to sie zastanawiam czy moj brat nie jest w niebiewink W Bursie jest od lat dwoch, stara sie przyjezdzac na weekendy, ale raczej slabo to wychodzi, jest w renomowanym LO i w szkole muzycznej, wiec ma mnostwo obowiazkow.By dostac sie do bursy w ktorej jest trzeba miec b.dobre swiadectwo, wzorowe zachowanie, opinie nauczycieli itd. czasami zastanawiam sie czy bursa nie jest juz bardziej renomowana jak szkolasmile w kazdym razie moj brat jest w lepszych rekach, bo wychowawcy maja dla niego wiecej czasu niz pracujacy rodzice.Jego znajomi oczywiscie ci ambitniejsi sa w roznych bursach, internatach i stancjach, zyja, maja sie swietnie i jakichs straszliwych incydentow nie ma.
              Syna jesli bedzie taka jego wola, zamierzam jak najbardziej poslac do renomowanego internatu chocby na pol roku.
              • angazetka Re: Taaaaaa... 13.03.11, 12:18
                > Syna jesli bedzie taka jego wola, zamierzam jak najbardziej poslac do renomowan
                > ego internatu chocby na pol roku.

                Przepraszam, ale nie rozumiem. Po co chcesz go wysyłać do internatu na pół roku? big_grin
                • krapheika Re: Taaaaaa... 13.03.11, 14:10
                  Niech cie oswiece, szkoly prowadza wymiany miedzyszkolne w ramach czego dzieci z De ida na pol roku, rok do internatu w Anglii i na odwrot.Mam wielka nadzieje, ze nadal bedzie nas stac go poslac, taka wymiana kosztuje mnostwo kasy.Uwazam, ze wszelkie wymiany miedzyszkolne sa super doswiadczeniem.
                  • angazetka Re: Taaaaaa... 13.03.11, 14:17
                    Aaa, o to chodzi! Dla mnie to jest właśnie wymiana międzyszkolna, a nie wysyłanie dziecka na pół roku do internatu wink
                    • krapheika Re: Taaaaaa... 13.03.11, 15:14
                      Ale dalej to nie zmienia faktu,ze bedzie w internacie, ktore sa tak znienawidzone przez niektorychsmile
        • cruzbos Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 13.03.11, 15:12
          O tej "elicie" to napisałam w odniesieniu do wypowiedzi verdany, że kiedyś do interantów przyjeżdżała najambitniejsza młodzież, a teraz to przeważnie ci, którym nie zależy na nauce albo rodzice sobie z nimi nie radzą.
          Jeśli chodzi o możliwości balangowania, to wszystko zależy od wychowawców, regulaminu internatu, ja mogę tylko powiedzieć z obserwacji znajomych mojej córki. Np moja córka w weekendy może sobie chodzić na całonocne imprezy, jeśli ma taką ochotę, nawet w ciągu tygodnia może wracać późnym wieczorem, jeśli wiem, gdzie jest i nie odbija się to na nauce. A koleżnaki z internatu nie mogą, bo jest godzina wieczorna, a w razie wpadki telefon do rodziców. Bardzo łatwo można z internatu wylecieć za złe zachowanie.
    • simpleurbanlegend Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 12.03.11, 23:21
      Mój syn lat 15, 5 wyjechał na rok ( 10 mcy dokładnie) do USA do szkoły, sam, bez kolegów, bez rodziny, mieszka u amerykańskiej rodziny której wcześniej nie znał, chodzi do amerykańskiego liceum.. z tego co mówi jest więcej niż zadowolony...
      • kocianna Re: Internat, stancja - niedzisiejszy problem? 13.03.11, 10:06
        Znajomi mają mieszkanie w Warszawie, ale dziecko mieszka w bursie Salezjanów. Dlaczego? Bo rodzice wyjechali na kontrakt (taka praca), a małolat zdecydowanie odmówił przepisania się do rosyjskiej szkoły: bo najlepszy przyjaciel, bo dziewczyna, bo się ruskiego uczyć nie będzie, zwłaszcza, że w Rosji maturę się zdaje dwa lata wcześniej, niż w PL, i przez rok ("dzieciak" ma 15 lat) nie zdążyłby nadrobić różnic programowych i językowych. A poza tym ze względu na pracę rodziców był ciągany po różnych krajach i ma dość.

        Obie strony sobie chwalą.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka