el_jot
26.03.11, 20:22
Szkoła, do której chodzi moja córka miała być rozwiązana. Nie stało się tak, głównie dzięki mojemu mężowi. Przedstawił Radzie Gminy inny pomysł, walczył i nadal wlaczy z poronionymi pomysłami wójta. Na początku roku szkolnego byliśmy roszczeniowymi rodzicami, bo żadaliśmy świetlicy i transportu do szkoły dla dzieci - teraz pani dyrektor walczy o to samo z wójtem.
Ale o co chodzi - do połowy marca transport był tylko ze szkoły, cztery razy w tyg. Od poowy marca p. dyrektor wywalczyła, żeby autobus, który jedzie po dzieci jechał inną trasą i zabierał do szkoły moją córkę. Trzy dni jest ok, 7.50 jest zabierana, ok. 8 jest w szkole. Dwa dni jest zabierana córka o 7.10 co od razu mi nie bardzo się podobało, ale miała być przez 40 minut pod opieką nauczycielki nibyu w świetlicy. Okazuje się, że nie ma żadnej nauczycielki a córka siedzi przez 40 minut z panią woźną. Najogrzej jest w piątek: do szkoły przyjeżdża ok. 7.20, zajęcia kończy o 12.30 a autobus jest o 14-tej. W oba te dni córkę mogę spokojnie zawieźć na 8 i odebrać po zajęciach, ale mój mąż stwierdził, żeby poczekać, po to tylko, żeby udowodnić wójtowi, że transport jest potrzebny i sie z niego korzysta. Ok, tylko dlaczego ja mam dla takiej idei poświęcać czas dziecka?? Ostatnio w piątek od 12.30 do 14-tej była córka z innymi dziećmi pod opieką wuefisty, dzieci grały w piłkę, a córa siedziała mna parapecie, bo pan stwierdził, że jest za mała na tę grę.
Co wy o tym sądzicie? Bo ja mam ochotę olać tę ideę i w dni kiedy nie odpowiadają mi godziny transportu sama zawozić i przywozić dziecko. A, i jezcze jedno: na jednej z posiedzeń rady okazało się, że dla mojej córki specjalnie przeorganziowano dotychczaspwy grafik transportu i plan zajęć w szkole. Tyle, że p. dyrektor obiecywała, że córka będzie pod opieką nauczycieli.