Wnerwiona jestem po raz kolejny.
Po raz kolejny dziecko zostało na lodzie. Nowe książki (każdy korepetytor chce pracować tylko z sobie znanymi podręcznikami, czyli za każdym razem kupujemy nowe).
Czy tylko ja mam pecha??
Pierwsza nauczycielka-j.obcy.
Zaczęło się od podniesienia ceny na "dzień dobry" z powody dojazdu do nas. Ok, w końcu dojeżdża. Ale wkrótce okazało się, że lekcje muszą się odbywać u pani, bo tam są książki, pomoce, bo tam lepiej. Oczywiście cena pozostała bez zmian, "bo wszystko idzie w górę".
Zrezygnowaliśmy, u pani nie było warunków (mieszkanie wynajmowane przez kilka osób, hałas, brak warunków).
Druga nauczycielka-j.polski.
Początek dobry, po jakimś czasie pani zaczęła przychodzić 5-10 minut po czasie i wychodzić 5 minut przed końcem, zawsze miała jakieś wytłumaczenie. Zwróciłam uwagę, pani zrezygnowała z fochem. Zostawila syna miesiąc przed egzaminami, z powodu których się spotykała z synem. Ot, stwierdziła, że sobie da radę.
Trzecia pani-j.obcy.
Po kilku miesiącach pani miała, do wyboru, nadgodziny w pracy, wizytę u lekarza, chora mamę, zepsuty samochód, komórka padła...Dramat za dramatem. Dopiero potem okazalo się, że pani zmieniła miejsce zamieszkania i nasza lokalizacja nie była jej na rękę. Przeciez wystarczyło powiedzieć.
Za każdym razem akceptowałam stawiane mi warunki, jeśli chodzi o miejsce nauki, cenę, zmianę podręczników. Za każdym razem płatność po lekcji.
Ale każda zmiana nauczyciela to dla dziecka jakiś problem, coś nowego, etap wdrażania się, docierania.
W końcu postawiłam na zajęcia w szkole językowej. I tu znów wpadka, czyli połowy grupy nie ma i pozostali niemal stoją w miejscu z materiałem

Cena nieadekwatna do ilości przerobionego materiału. Wyboru nie ma, jedna szkoła odpowiadająca poziomowi dziecka.
W końcu powiedzialam sobie, że wezmę osobę solidniejszą, taką, co ma zarejestrowaną firmę, nawet swoją stronę

Taką, która lekcje prowadzi z pracownikami firm, słowem osobę solidną, choć zdecydowanie droższą.
Nie wiem na co w duchu liczyłam, chyba na uczciwość i solidność.
Osoba z polecenia, czyli będzie super. Teraz okazało się, że to polecenie to po prostu znajomy, który w zamian za polecenie miał tańsze lekcje
Pani zaczęła od stawiania warunków: płatność z góry za cały miesiąc, lekcje opuszczone z naszej mają być zapłacone. Lekcje opuszczone przez nauczyciela będą zawsze odrabiane.
Wyboru nie miałam, u nas strasznie trudno o nauczyciela o czym tych kilka osób świetnie wie.
Pierwszy miesiąc ok.
Drugi-dwie lekcje opuszczone z winy nauczyciela (coś tam wypadło).
Trzeci miesiąc (luty)-firma zmienia lokalizację i kompletny bałagan, część lekcji poprzesuwana, nadal część nie została odpracowana. Ale obietnice, że już po przeprowadzce i będzie wszystko w porządku, nadgonimy, nadrobimy. Lekcje powoli były odpracowywane choć mając inne osoby pani nie była elastyczna, to my się do niej dopasowywaliśmy.
Dałam sobie marzec na przyjrzenie się i ew. zdecydowanie, idziemy dalej czy nie.
Ano nie jest dobrze. W marcu, pomimo płatności z góry nie odbyła się niemal żadna lekcja. Pani albo nie odbiera, albo znów tłumaczy się tak pokrętnie, że aż mnie to śmieszy. Chyba wszyscy już pomarli, pochorowali się, szef się uwziął.
Od trzech lekcji cisza, ani telefonu (milczy), ani odpowiedzi na maile. Pieniądze wpłacone. Niestety, bez faktury, bo pani i nie chce zwiększać dochodów.
Co z tymi ludźmi się dzieje? Wkurzona jestem, bo kilka stów poszlo w błoto. Wkurzona jestem, poniewaz znów czeka nas szukanie nauczyciela.
Aha, żeby nie było, że ja taka kulawa jestem. Podpytałam znajome i wyszlo, że nauczycielom języków obcych po prostu poprzewracało się w głowie. Koleżanka wprost powiedziała mi, że gdyby nie egzaminy syna, już dawno pogoniłaby panią, która do jej dziecka przychodzi.
Nie pytam, czy Wy też tak macie. Inna sytuacja jest w W-wie, inna w Pcimiu.
Mieszkając w W-wie (kilka lat temu) nigdy nie byłam świadkiem takich sytuacji. Nie wiem, czy to kwestia kryzysu, czy miejsca zamieszkania i braku innych nauczycieli. Nie zmiania to faktu, że szlag mnie po raz kolejny trafia.
Pozostaje urząd skarbowy i donos na podstawie przelewów za lekcje, ktore nigdy się nie odbyły