lejla81
29.03.11, 14:21
Byłam w sobotę z dzieckiem w markecie budowlanym. W sklepie stała rozstawiona dziecięca huśtawka. Syn podbiegł i oczywiście chciał się w niej pobujać. Już miałam go w niej posadzić, gdy nagle słyszę ryk na pół sklepu:
"Proszę tam nie wsadzać tego dziecka!"
"Ale dlaczego?" - spytałam
"Bo to jest huśtawka dla małych dzieci! Ona się połamie!" - znów ryk na pół sklepu. Pani nawet się nie pofatygowała, żeby do mnie podejść.
Patrzę i patrzę na mojego syna i z każdej strony nie chce być niczym innym tylko małym dzieckiem. Przebiegle postanowiłam spytać panią do ilu kilogramów jest ta huśtawka.
"Do dwudziestu pięciu!" - ryczy pani.
"No to mój syn waży tylko trzynaście" - odpowiadam zadowolona z siebie.
Ale zwycięstwo było tylko pozorne.
"To jest do kupowania, a nie żeby się na tym bujać! Przecież to się może zniszczyć!" - pani była doprowadzona już naprawdę do ostateczności moim brakiem zrozumienia.
No i przyznam, że mi mina w tym momencie zrzedła. W jaki sposób ta pani chce mi sprzedać tę głupią, do niczego niepotrzebną mi huśtawkę za kilkaset złotych, jeśli nie pobujam na niej wcześniej syna i syn nie wybłaga ode mnie takiego zbędnego zakupu? Chyba po to niektóre rzeczy stoją rozpakowane, żeby oglądać, dotykać, usiąść, wypróbować, wreszcie kupić pod wpływem impulsu. Taki duży market chyba może wrzucić w koszty podniszczony sprzęt albo sprzedać na przecenie. Tak samo chyba jest z butami, czy z ubraniami.
Przyznam, że od czasu do czasu spotykają mnie takie sytuacje, i o ile jestem w stanie zrozumieć panią z malutkiego, osiedlowego straganu, że nie życzy sobie, żeby macać brzoskwinie, to już kobieta z dużej księgarni, która kiedyś nawrzeszczała na mnie, że zbyt długo przeglądam książkę, jest dla mnie zaprzeczeniem handlowca.
Oczywiście do tej księgarni nigdy więcej nie poszłam. I do tego marketu też nie pójdę.
A Wy co na ten temat myślicie?