Dodaj do ulubionych

Śmieszne wypadki...

21.07.11, 09:58
Post o złamanym palcu przypomniał mi kilka śmeisznych choć bolesnych wypadków. miałyście takie?
Oto mój ostatni:
Obudziałm się o 5 rano do pracy i jak zawsze była pół przytomna. Zawsze zaczynam od złożenia łóżka. składając je, spadł mi za wersalkę pilot. Klęknęłam, patrzę - lezy. Myslę, sięgnę. Nachyliłam się więc, ale brakło kilka cm, więc bardziej się nachyliłam i w tym momencie łóżko się przewazyło. Fiknęłam razem z oparcie na dół, a moja głowa zakleszczyła się mocno i boleśnie między ścianą a wersalką. Nogi dyndały w powietrzu. Nie mogłam się uwolnić. W końcu wyszarpnęłam głowę w panice.
Efekt: sine ucho, pogruchotane chrząstki w lewym uchu.
Moja głupota nie zna granic. Oczywiście u lekarza nie byłam, bo tak bolało, że nie chciałam, żeby ktos tego dotykał. Jak zeszła opuchlizna to dopiero się okazało, ze chrząstki się połamane.
Obserwuj wątek
    • czarnaalineczka Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 10:22
      wczoraj sie walnelam wlasnym lokciem we wlasnego cycka uncertain
      boliuncertain
      • rosapulchra-0 Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 10:53
        Jak to zrobiłaś?? Mi łokieć jakoś niżej wypada od cycka! Znaczy się - nie zwisają jeszcze tak strasznie! big_grin
        wink
        • czarnaalineczka Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 10:58
          walczylam z bluszczem tongue_out
          podnioslam reke i myslalm ze sie bedzie mocniej trzymal
          wiec mocno szarpnelem uncertain
          a ze jakos pod katem to bylo to gora lokcia ( wlasicie to koncowka kosci ramiennej
          przywalilam od gory w piers uncertain
          • czarnaalineczka Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 10:59
            od gory i z prawej strony
            mam siniaka jak zaslona zupa uncertain
    • poppy_pi Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 10:24
      Może nie tak spektakularne ale kilka razy w nocy kiedy chciałam naciągnąć na siebie kołdrę, ta wyślizgnęła mi się z ręki i boleśnie uderzyłam się pięścią w twarz tongue_out Raz rozcięłam sobie nawet wargę big_grin
      • attiya Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 10:48
        haha też tak miałam ze dwa razy - teraz się śmieję ale wtedy nie było mi do śmiechu big_grin
        • morgen_stern Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 10:55
          Miałam tak wiele razy!
          • poppy_pi Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 11:23
            Myślałam, że jestem największa sierota świata ale widzę, że nie jestem sama big_grin Dzięki, dziewczyny smile
      • chipsi Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 10:50
        Dzięki! Oplułam się przez Ciebie herbatą ;P
    • dziub_dziubasek Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 10:26
      Biegłam w nocy do płaczącej córki do drugiego pokoju i nie trafiłam w drzwi- piekne różnokolorowe siniaki na ramieniu i biodrze mam.
      • rosapulchra-0 Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 10:55
        Drzwi! Były otwarte. Było ciemno. Szłam z rękami wyciągniętymi przed siebie. Idealnie trafiłam czołem w kant drzwi. Idealnie. Miałam idealnego pionowego siniaka. Za to jak jaśniuśko się od razu zrobiło!
        • rosapulchra-0 Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 10:56
          Ręce wyciągałam, żeby zlokalizować zamknięte drzwi, które były otwarte suspicious
      • daszka26 Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 15:37
        Ja tak biegłam, i też nie trafiłam w drzwi. Trafiłam głową- okiem w futrynę. Piękne fioletowe limo przez tydzień miałam. Ludzie myśleli, że chłop mi przylał.
    • thorgalla Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 10:29
      Nadziałam się na antenkę od internetowego pudełka.Oko mało mi nie wypłynęło.Choć to śmieszne nie było.
    • mama_kotula Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 10:45
      Leżałam sobie na wznak zrelaksowana i czytałam książkę na ipadzie, a w pewnym momencie po prostu spuściłam go sobie na twarz. Przez dłuższy czas leżałam z nim na nosie i byłam ciężko zdziwiona, co się stało.
      • czarnaalineczka Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 10:47
        wygralas big_grin
    • attiya Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 10:47
      przepraszam ale parsknęłam śmiechem big_grin
      zaraz coś sobie przypomnę big_grin
    • morgen_stern Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 10:50
      Był kiedyś taki fajny wątek... eee, lepiej, go zostawmy tongue_out
      • czarnaalineczka Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 10:52
        jaki pisz!!!!
      • morgen_stern Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 10:55
        O, przypomniało mi się.
        Błysnęłam inteligencją i jakąś plamę na panelach wyczyściłam pronto (prontem?) do mebli. Stoję sobie otóż dokładnie w tym miejscu z ręcznikiem na świeżo umytych włosach i kot przyturlał zabawkę. Zrobiłam zamach nogą, żeby mu ją kopnąć i jak nie je...łam do tyłu, to był tylko głuchy huk głowy o te panele. Ręcznik mnie uratował przed większymi obrażeniami i cudem nie trafiłam w stolik.
        Przez chwilę leżałam na podłodze i nie mogłam wstać ze śmiechu smile
        • lola211 Re:o,pronto 21.07.11, 12:31
          Lezałam sobie luksusowo na rozłozonej kanapie, nago, zajadajac owoce z talerzyka.
          Po czym zamiast po ludzku sie z tej kanapy zwlec, wykombinowałam, ze najpierw na niej stane pionowo,a potem z gracją- jak na naga nimfe przystało-ponętnie zejde.I to był błąd, wykonałam piekne salto i rymsnęlam jak długa na podłoge wzdłuz owej kanapy.Bo podłoga byla swiezo popryskana tym co pod ręka,czyli pronto do mebli.
          Po chwili dotarło do mnie , ze talerzyk bohatersko dzierzę caly czas w dłoni, wysoko, zeby mu sie przypadkiem krzywda nie stała.
          Jestem wdzieczna mojemu facetowi, ze zachował powagę i mnie pozbierał.Ja w takich sytuacjach nie potrafie opanować rżenia.
          • rosapulchra-0 Re:o,pronto 21.07.11, 14:58
            Czyścisz mi monitor! suspicious ROTFL
    • ladyjm Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 10:50
      hehehe smile
    • lelija05 Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 10:51
      Może nie tragiczne jak wasze, ale chłop miał uciechę.
      Wzięłam sobie na ogródku krzesełko i wiadro na chwasty. Ustawiłam oba przy grządce, po czym z impetem siadłam w wiadrze.
      Nie wiem, kto się głośniej śmiał smile
      • rosapulchra-0 Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 11:03
        Mój kolega usiadł na brzegu koła ratunkowego, na chwilę. A że kolega był w stanie upojenia alkoholowego, jakby to policjant napisał, to się wziął i w to koło wsunął dupskiem. I tak wystawał sobie śmiesznie: z jednej strony poślady, z drugiej głowa, ręce i nogi. Posikałam się ze śmiechu.
        • lelija05 Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 11:08
          big_grin Wyobraziłam to sobie big_grin
          Ale i tak Twoich wypadków nie przebije smile

          Ja jestem chuda, więc w to wiadro wpadłam smile
    • rosapulchra-0 Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 10:51
      Jako roczne dziecko wylałam na siebie wrzątek. O tyle niebezpieczne to było, że całe ciało z góry na dół zostało zalane, bo.. pociągnęłam za kabel od elektrycznej maszynki, na której stał garnek z gotującą się wodą. Garnek wylądował na mojej głowie jak hełm, a woda spłynęła na dół. Do dziś mam rozległą bliznę na lewym ramieniu.

      Kładłam się do łóżka, ale tak chciałam po cichu i po ciemku, żeby męża nie zbudzić i próbowałam wpełznąć od strony nóg. Wpełzłam.. twarzą prosto w szafkę nocą. Siniak na pół twarzy.

      Innym razem autobus zahamował ostro, a ja z nim na drążku. Twarzą.

      Ale kiedyś, jeszcze jako nastolatka zrobiłam coś, czego do dziś nie potrafię wyjaśnić. W starych tramwajach było tak, że drzwi, gdy się otwierały, to się łamały i opierały o takie metalowe drążki. No. To ja włożyłam swoją szanowną głowę między taki drążek a otwierające się drzwi. Tak elegancko mi w łeb wyrąbały, że okulary, które miałam na nosie wklęśnięte miały uchwyty na uszy. A ponieważ głupio mi było się przyznać znajomemu optykowi, co zrobiłam, to powiedziałam, że sprawdzałam szerokość imadła. Nie uwierzył.

      Mieszkałam w centrum Warszawy, obok hotelu Forum (dziś Novotel). Jako nastolatka przy kości suspicious dostałam od jednego księdza zioła na sraczkę. Mało apetycznie będzie - uprzedzam suspicious Hotel Forum jest przy wielkim rondzie Dmowskiego, na skrzyżowaniu ulic Marszałkowskiej i Alej Jerozolimskich. I na tym rondzie zatrzymał się tramwaj, którym jechałam. W kucki. Bo ziółka zaczęły działać, a ja parcia dostałam takiego, że miałam wrażenie, że mi g*ówno uszami wyjdzie suspicious. Normalnie to się podziemiami takie rondo pokonuje. Ale nie! Ja w kucki co chwila pokonałam je górą. Wyglądało to mniej więcej tak: sprint, sprint, sprint wery szybki sprint i KUC na chwilę, coby nie poleciało. Sprint przypadał na jezdnię, kuc na tory, miejsce dla policjantów, chodnik. I tak kucając i sprintując dobiegłam do domu i przy otwartych drzwiach od mieszkania oraz przy akompaniamencie odgłosów temu odpowiednich pozwoliłam ziółkom zadziałać..

      Byłam pulchną nastolatką suspicious I próbowałam kiedyś przez płot przeskoczyć suspicious Zawisłam.. na spódnicy. Przez moment można było spokojnie sobie obejrzeć moje tłuste nóżki włącznie z brzuchem, ale tylko przez moment. Spódnica się po prostu rozerwała, bo nie wytrzymała ciężaru. Takie badziewia kiedyś produkowali suspicious Potem to już całe Śródmieście widziało mój tłusty zadek sciana
      • czarnaalineczka Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 10:56
        umarłam big_grin
        • estragonka Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 10:59
          czarnaalineczka napisała:

          > umarłam big_grin
          >

          ja tez big_grin

          a salatka ktora jadlam wlasnie, jak parsknelam to sie znalazla na fakturach ktore przede man lezaly. ide jeszcze raz drukowac...
      • dentek_85 Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 10:58
        dziewczyno szturchnęłaś mną!
        • kubek0802 Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 11:10
          Śnił mi się pożar i żeby go ugasić trzeba było plunąć. Więc plunęłam śpiąc na wznak.
          • rosapulchra-0 Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 11:12
            A naplułaś sobie do oka? Bo ja tak. Ale nie we śnie. Ino całkiem na żywo, na ławce w parku. Głowę miałam odchyloną i chciałam się popisać przed kolegami z klasy. To się popisałam suspicious
      • an_ni Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 11:01
        ooo luudzie ze zsinialam ze smiechu
    • morgen_stern Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 11:05
      Niestety nie widziałam samego wypadku, ale wrażenia dźwiękowe były niezłe.
      Chłop wychodził z wanny i dokładnie w tym momencie dotychczas siedzący sobie cichutko w kącie kot postanowił wejść mu pod nogi. Żeby go nie zdeptać stanął obok, ręcznik na podłodze się ślizgnął był i biedak wylądował całym męskim impetem na kafelkach krzycząc, a jakże, soczyste "qrwa mać!". Kot uciekł przerażony, a ja zamiast pomóc chłopu się podnieść złożyłam się ze śmiechu, jak go zobaczyłam leżącego z ręką na zewnątrz łazienki tongue_out
      • rosapulchra-0 Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 11:10
        Kocica moja ruję miała. Japę darła niemiłosiernie, a ja postanowiłam ją zlekceważyć. A męcz się, ja też się męczę suspicious Spałam sobie snem sprawiedliwego, a tu mi coś skoczyło na pierś i zaryczało MRRRRAAAAAAUUUU! Zawał to pikuś, tego sinika w okolicach obojczyka nie mogłam znieść suspicious
    • panna.w.paski Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 11:09
      Dostałam ci ja nowy korkociąg i usiłowałam otworzyć nim butelkę pochylając się nad nią i trzymając ją między nogami.
      Początkowo źle go umocowałam cholerstwo- ciągnę, ciągnę, naprężam rękę i nic: korek ani drgnie. Pokminiłam, poprawiłam i pooooszło! Przyłożyłam do korkociągu tak dużą siłę, że pięścią wyrżnęłam się z całej pary w szczękę, aż mi zęby zadzwoniły. Cud, że sobie w paszczęce niczego nie połamałam..
      • morgen_stern Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 11:12
        Ja dokładnie w taki sam sposób wiele lat temu zrobiłam sobie kuku na kciuku lewej ręki. Otwierałam kotu puszkę whiskasa, taką z zawleczką. Ciężko szło, więc pociąąągnęłam.... prawa ręka z wieczkiem odskoczyła, odbiła się od ściany i wróciła, własnie na lewy kciuk smile oglądałam sobie przez chwilę kostkę w palcu... bliznę mam do dziś.
        • estragonka Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 11:45
          morgen_stern napisała:

          > Ja dokładnie w taki sam sposób wiele lat temu zrobiłam sobie kuku na kciuku lew
          > ej ręki. Otwierałam kotu puszkę

          ja ostatnio jak otwieralam puszke - w powietrzu zamiast ja na blacie postawic - to uje...am cala kuchnie sosem z tej kociej karmy... jak szarpnelam to wieczko poszlo a reka z puszka sila rzeczy poszla gwaltownie w dol. no i super - cala kuchnie uwalona sosem, jeszcze plynnym w dodatku bo byl upal. smrod niczym z zepsutego jajka uncertain

          a keidy otwieralam puszke (bez zawleczki) i klocilam sie z facetem. tak mnie wku.wil ze jak mialam otworzona te puszke w 2/3 to szarpnelam za wieczko. okazalo sie ze wjenym miescu niedokladnie docielam i ja szarpnelam, a wieczko zostalo na meijscu... rozwalilam do kosci pol kciuka lacznie z panzokciem na nim - wygladalo to jakby palec sie rozlazl na pol, ale sie krew lała...
      • lola211 Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 12:42
        Jak przy korkach jestesmy- mój facet otwieral mi wino musujace, stalam przy nim.Korek z całych sił odbil sie od sciany i trafil mnie rykoszetem prosto w srodek czola.Umarlismy.

        Pare lat wczesniej zas, gdy miałam problem z kręgosłupem, spałam na podłodze- bo mi to pomaga.Rano sobie leże i słyszę jak obok mój facet bawi sie z psem.Nie minelo 10 sekund,a zrobiło mi sie czarno przed oczami.A wlasciwie przed 1 okiem.Bo mój luby tak pieskowi rzucał tenisowa piłkę, ze trafil mnie centralnie w oczodół.Pierwszy raz w zyciu miałam podbite oko i brano mnie za ofiare przemocy domowej.
    • chipsi Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 11:10
      Postanowiłam kiedyś jadąc rowerem drogę sobie skrócić. Pamiętałam że gdzieś przez las można. I źle skręciłam. W ścieżce była dziura zasłonięta wysoka trawą. Koło zostało a ja się przekonałam że człowiek też może latać i to całkiem wysoko. I nie widzieć czemu nie chciałam upaść na kolana. Udało się. Pysk mnie bolał przez 2 tygodnie.

      Nocą natomiast często za szybko kończy mi się korytarz i to zawsze wtedy gdy drzwi są akurat zamknięte. Zderzenie czołowe skłania mnie wtedy do przebycia dalszej drogi w oświetleniu.
    • sadosia75 Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 11:17
      Na tydzień przed ślubem wlazłam nogą do kibelka. nie chciałam zdeptać kota ale drugi się pod nogi przypałentał to ja tą nogą wychodząc z wanny gdzieś tak na prawo na lewo i noga chlup do sedesu. zrobiłam nogę baletnicy i palcami zaklinowałam się w odpływie. niestety sedes trzeba było rozbić bo noga puchła i puchła i nijak nie dało się jej wyciągnąć.

      będąc w 8 m-c ciąży usiadłam w głębokiej pufie ( taka duża kula materiału wypełniona czymś miekkim ) i nie dałam rady wstać. nikogo w domu nie było. koty nie pomagały nic a nic. siedziałam tak przez 3 godziny czekając aż mąż wróci z pracy. ale podejmowałam nieudolne próby uwolnienia się. i to nawet kilka. zwątpiłam po jakimś czasie i zasnęłam.

      kilka lat temu zimą zamarzły mi zamki w drzwiach od auta. mogłam wsiąść tylko przez bagażnik więc próbowałam cierpliwie. ale utknęłam między siedzeniem a bagażnikiem. całe osiedle widziało mój wypięty zad smile dopiero sąsiad ( ksiądz ) mnie uratował. musiał popchnąć mnie do przodu . a skoro tylko tyłek wystawał to wiadomo smile po tym wydarzeniu postanowiłam kupić większe auto co by więcej się to nie powtarzało.
      • czarnaalineczka Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 11:21
        big_grin noga w kiblu wymiata big_grin
      • rosapulchra-0 Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 11:23
        Z twoją pufą przypomniało mi się, jak kilka miesięcy temu UKUCNĘŁAM, bo chciałam coś z szafki kuchennej wyjąć. Sama byłam w domu. Nie przyszło mi do łba, że kucanie jest zabronione, tak samo jak KLĘKANIE. Udało mi się w końcu wstać, po jakiejś godzinie suspicious poprzedzonej przeczołganiem się do pokoju i oparciem o kanapę. To było jakoś szybko po wyjściu ze szpitala.
        Do dziś nie kucam i nie klęczę. Bo tak!
      • premeda Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 14:44
        Tak odnośnie bagażnika na szczęscie wypadku nie było ale było śmiesznie. Mieliśmy kiedys zepsuty centralny zamek w aucie i trzeba było go zamykać wewnątrz, wyleźć przez bagażnik i bagażnik zamknąć (na szczęscie jest osobno) . Wróciliśmy kiedyś z zakupów i ze względu na moje 155cm musiałam to zrobić ja. Chłop z torbą zakupów i psem wysiadł, otworzył bagażnik i czekał na mnie, chciał mi pomóc wysiąść ale stwierdziłam, że sama to zrobię to szybciej. I przechodzącym przez parking ludziom (sporo ich było bo akurat tamtędy prowadzi skrót osiedle-centum) ukazał się taki obrazek: facet wysiada z auta, otwiera bagażnik, a z bagażnika wyłażę ja z torebeczką pod pachą. Pewenie się wszyscy zastanawiali czy często w bagażniku jeżdżę smile
    • dentek_85 Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 11:21
      o przypomniało mi się też...parę lat temu byliśmy z mężem (jako studenci jeszcze) na zbiorze wiśni w Niemczech. Spaliśmy w barakach, w kilkuosobowych pokojach, gdzie stały łóżka piętrowe. Wszyscy w pokoju (już po orce). My z mężem na górnym łóżku coś tam się wygłupialiśmy. No i tak się wygłupy skończyły, że z tego górnego łóżka spadliśmy. OK..., ale w trakcie spadania zauważyłam, jak mojemu mężowi z majtoch zaczynają wypadać klejnoty...on niczego nieświadomy leży na podłodze z przyrodzeniem na wierzchu, ja ze śmiechu nie mogę mu powiedzieć co jest, a reszta pokoju...część zażenowana, część zawstydzona, część ze śmiechu padała...A on biedny myślał, że to przez to, że po prostu spadliśmy.
    • default Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 11:36
      Słynny numer mojego męża ze... spławikiem. Stał sobie w drzwiach do kuchni, gadał ze mną i (obrzydliwe, wiem) dłubał sobie w uchu takim bardzo długim spławikiem, który się gdzieś akurat walał na lodówce. W pewnym momencie zadzwonił telefon, mąż odwrócił się gwałtownie (nie opuszczając ręki) i zahaczył łokciem o futrynę, w wyniku czego spławik wbił mu się w ucho... Chociaż bardzo się wstydził, to jednak musiał iść do laryngologa, bo uszkodził bębenek (na szczęście niegroźnie).
      Ja kiedyś zakładałam rajstopy stojąc przed otwartą szafą i dla wygody oparłam stopę na jednej z półek - półka się oberwała, a ja zaryłam czołem w kant wyższej półki... Miałam eleganckiego "sznyta" nad brwiami przez całą szerokość czoła.
      • annajustyna Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 12:12
        Jak w dowcipie o babie u lekarza z poparzonymi uszami:
        - Co pani sie stalo?
        - Dzwonil telefon, a ja wlasnie prasowalam...
        - A drugie ucho?
        - Chcialam zadzwonic na pogotowie...
        • lafiorka2 Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 21:24
          Proszę was...Już mi chusteczek zabrakło do wycierania monitorabig_grin big_grin big_grin
    • majowadusza śmierć przez głupotę ? 21.07.11, 12:10
      myłam szafki kuchenne, te najniższe. Musiałam kucać aby mieć do nich wygodny dostęp. Mokrymi rękami wyjmowałam przybory kuchenne i odkładałam je na blat, ktory w tym czasie był nad moją głową. Wiadomo - kucając, musiałam te przedmioty podnosić do góry.
      Wyjmując tasak ( tak, TASAK taki tłuczek) odkładając go na blat, trzymając za rączkę, tak mi się przechylił uderzając mnie niefortunnie ostrzem w czoło.

      Nie wiem czy dość opisowo przedstawiłam sytuację. Sumując, sama bym się zabiła tasakiem, centralnie w czoło. Do dziś mam niewielką szramę
      • a-inka Re: śmierć przez głupotę ? 21.07.11, 12:30
        jestem bałaganiara,ale mam zrywy sprzątaniowe.I pewnego razu postanowiłam wypastowac podłogi,a że nie miałam za bardzo czym uzyłam nabłyszczacza do mebli.I jak schodziłam ze schodów,w dodatku z dzieckiem na rękach i w ciązy-posliznęłam się i upadłam.Wszystko skończyło się dobrze.
        Mniej szczęścia miałam u znajomych-nie wiem dlaczego,bo zawsze dziękuję za kapcie w obcym domu,ale załozyłam te killery na nogi(moze dlatego,że tam było bardzo zimno) i poszłam z koleżanka na pietro,jak schodziłam kapcie zaczęły się slizgać na wykładzinie,którą były wyłozone schody i zleciałam z samej góry na dół...był taki rumor,że nasi faceci siedzacy nieopodal mieli wizję walacego się sufitu ponoć,a kolega ze stoickim spokojem:
        -kochanie,dlaczego zepchnęłaś koleżankę ze schodów??
        Niestety,mimo usilnych próśb mojego chłopa,nie dałam się zawieźć na pogotowie i kontuzję kostki czuję do dziś.A zwichnięcie było dość paskudne,bolało mocno.
        pamiętam,ze jak spadałam to pomyslałam tylko:k...a po co zakładałam te kapcie????
        Nigdy więcej obcych kapci!
    • elske Re: Przypomniało mi się jeszcze, 21.07.11, 12:15
      Kilkanaście lat temu , idąc do pracy założyłam buty mojej siostry. Buty na miały podeszwę na 2 cm i bardzo wysoki obcas. Ja elegancka, w tych butach, czarnych spodniach, białym sweterku , marynarce, z mała torebeczką jadę autobusem do pracy. Zawsze rano po wyjściu z autobusu, musiałam przebiec na druga stronę jezdni do nastepnego autobusu (zawsze był kilka minut przed czasem, kierowca czekał chwile na ludzi wysiadających z mojego autobusu). Zawsze jezdziłam z tymi samymi osobami (przewaga facetów). I tym razem biegnę do autobusu i dokładnie przed maską autobusu, oświetlona światłami jak w teatrze na scenie, jak się nie wyrżnę na tych obcasach. Wyłożyłam się jak długa na asfalcie tongue_out . A pózniej musiałam wejść do tego autobusu tongue_out. Wybrałam tylne drzwi. Już nigdy więcej tych butów nie założyłam.

      I kilka lat temu. Wysiadam z autobusu w centrum miasta, przeszłam parę kroków, a tu słyszę że kierowca autobusu trąbi na mnie. Odwracam się, a kierowca pokazuje na coś różowego co leży na chodniku . Wypadła mi podpaska z torebki tongue_out
      • lola211 Re: Przypomniało mi się jeszcze, 21.07.11, 13:05
        Licealistka bedac trase do domu przemierzałam autobusem.
        To była zima, ja w długim modnym płaszczu ,w kozaczkach na obcasie.Siadłam sobie na siedzeniu i siedze -z noga na noge załozona,jak na pańcię przystało.Jak autobus nie skręci..w sekunde z krzesła przeniosłam sie na podłoge pod nogi pasazerów.Cala uwalona, bo snieg i błoto.Ktos przytomny próbowal mi pomóc.Ni cholery nie mógl mnie podniesc,bo tymi cholernymi obcasami przydeptałam sobie poły płaszcza,a w dodatku autobusem rzucało.Powrót na krzesełko trwało dla mnie wieki całe.
        I to wszystko na oczach chłopaków z mojej szkoły.Ze wstydu chciałam po raz pierwszy udac sie w nastepnych dniach na wagary.
        • ally Re: Przypomniało mi się jeszcze, 21.07.11, 14:07
          Niezłe smile Większości opisanych w wątku zdarzeń nikt nie widział, ew. domownicy - a tu taka akcja na widoku publicznym wink
    • volta2 Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 12:26
      w nowym - wynajętym mieszkaniu chciałam dolać zimnej wody do herbaty dzieci, żeby szybciej mogły wypić.
      woda była w 5 litrowym baniaczku plastikowym, i było jej bardzo dużo, aż pod nakrętkę. jak otworzyłam tą nakrętkę to woda mi się nieco ulała na płytki w kuchni. i tak gdy szłam z tym baniakiem i zaczęłam go unosić do wysokości stołu(ciężki ten baniak był) to poślizgnęłam się na plamie rozlanej wody. i nie wiedziałam, co ratować, siebie, by nie pierdyknąć czy baniak z wodą, by nie wylał się cały i przy okazji nie oblał mnie.

      nie udało się i pojechałam z tym baniakiem na brzuchu do tyłu - w efekcie wywaliłam się upadłam czachą na płytki i przywaliła mi na klatę ta 5 litrowa woda w baniaku, część się przy okazji na mnie wylało.

      było i boleśnie i zimno od wody i trochę śmiesznie. mąż mówi, że najbardziej widowiskowe były próby trzymania baniaka w pionie i jazda tyłem.

      okazało się że w tym nowym mieszkaniu mokra podłoga w kuchni to najbardziej niebezpieczny element.
      • attiya Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 12:46
        volta - popłakałam się big_grin
    • kura17 Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 12:42
      a ja ostatnio o malo co nie zabilam mlodszego dziecka (3 lata).
      maz wyjechal na weekend do tesciowej, mlodszy syn sie w nocy przyplatal do naszego lozka...

      w pewnym momencie zaczal kwekac, ja ledwo przytomna stwierdzilam, ze pewnie sie odkryl, zmacalam nagie calo na wysokosci nog, wiec nakrywam... mlody sie rozkopuje znowu, nakrywam znowu, znowu koldra odlatuje... syn krzyczy coraz glosniej... ja wciaz zaspana... nakrywam po raz kolejny, tym razem przytrzymuje... krzyki przycichly... az tu nagle dostaje noga w twarz... troche mnie to rozbudzilo, przyznaje, koldre puscilam i zaczelam sie orientowac w sytuacji... krzyki sie wzmogly...

      syn zamienil glowe z nogami w nocy i ja bardzo usilnie probowalam nakrym mu ta koldra glowe smile nie dziwie sie, ze wyl...

      drugiego (starszego) zepchnelam niedawno ze schodow sad
      u tesciowej w domu sa fatalne, strome i sliskie schody na pietro... nienawidze ich... no i sie (po raz kolejny) na nich poslizgnelam i spadlam na dol... niestety dziecko szlo przede mna, wpadlam na niego calym impetem i polecielismy na dol razem... on zupelnie nie wiedzial, co za tornado mu sie przytrafilo wink na szczescie za duzo strat nie bylo.
    • bellatrix01 Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 12:45
      Miałam około pięciu lat. Przyglądałam się, jak wujek maluje (drewniany dom) i puszka z farbą spadła mi na łeb. Do dziś pamiętam smak tej chol..nej farby wink
      Podróż pociągiem, poszłam do Warsu po dwie kawy. Kiedy wracałam z wrzątkiem, automatycznie otwierane drzwi zakleszczyły mnie tak, że z jednej ich strony miałam jedną rękę z kawą, a drugą z drugiej i stałam jak ta fujarka okrakiem, zanim ktoś mi nie pomógł. Do tej pory się zastanawiam, jak udał mi się ten manewr. Niestety, poparzyłam jedną rękę uncertain
    • estelka1 Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 13:12
      Zebra i rosapulchra, Was nie pobiję bo jesteście bezkonkurencyjne big_grin ale pochwalę się kilkoma moimi wyczynami. Razu jednego pływaliśmy z ex i paroma znajomymi na jachcie. Nimfa czyli ja, zapragnęła poopalać się, więc ułożyła się na burcie. Słoneczko, delikatny wietrzyk i nifma przysnęła. W subtelności swej zachrapała jak zdrowo nawalony facet. Obudził mnie dziki rechot, wiec zerwałam się jak poparzona. W tym momencie łódeczka zrobiła zwrot i żagiel odbił w moim kierunku, zmiatając mnie do wody.
      Inna wodna przygoda, to kiedyś też wyleciałam z żaglówki i to w opakowaniu, czyli sztormiaku, grubych spodniach, swetrze itd. Wszystko błyskawicznie nasiąkało wodą, więc miałam wrażenie że zaraz się utopię. Usiłowałam dopłynąć do brzegu (bo było blisko), ale mój ex zapragnął mnie ratować, więc rzucił w moim kierunku koło ratunkowo. Koło przydzwoniło mi centralnie w łeb, aż się poderwałam i stanęłam na nogi. Wtedy okazało się, że woda sięga mi ledwie do pasa.
      No a z niewodnych występów, to kiedyś wychodziłam ze szpitala i jak to ja, zapomniałam zdjąć z butów ochraniacze. A zima była, przed szpitalem leżał śnieg. Ślizg na folii jaki zaprezentowałam, był imponujący. Niestety wylądowałam z wielkim impetem na tyłku boleśnie tłukąc sobie kość ogonową.
    • kub-ma Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 13:47
      W zamierzchłych czasach to było. Miałam się przenieść z jednego lokum do drugiego. Pełnoletnia już byłam, ale głupia niemiłosiernie. Wymyśliłam sobie, że zrobię to sama. Napakowałam plecak i dwie torby (głównie książkami) i ruszyłam. Drogę do tramwaju jakoś przebyłam jeszcze pełna optymizmu. Gorzej wyszło wejście do tramwaju (nie był to niskopodłogowy). Postawiłam nogę na stopniu, ręce zajęte, więc odbiłam się drugą nogą ile sił. Niestety zamiast przechylić się do przodu, te koszmarne książki przeważyły i pociągnęły mnie do tyłu. Przed upadkiem na plecy i zrobieniem figury orła uratowali mnie obcy chłopcy stojący za mną. Złapali mnie za plecak i wepchnęli do tramwaju.
    • morderek Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 14:03
      Najwięcej wypadków miałam na rowerze, przeważnie z własnej winy.

      W wieku ok.10 lat złamałam 2 palce u lewej dłoni, bo jechałam bez trzymanki, z rękami wyciągniętymi na boki i zahaczyłam o metalowe ogrodzenie jednego z miajnych domów. Do lekarza nie poszłam, palce są krzywe i niezwykle "elastyczne".

      Kilka lat później podczas wycieczki rowerowej z rodzicami uparłam się, że nie będę jak oni sprowadzać roweru z dość stromej górki, tylko zjadę. Efekt był taki, że przeleciałam przez kierownicę i wyprzedziłam własny rower o jakieś 2 metry. Moje nadagrstki zostały uartowane bo miałam rękawiczki, gdyby nie one, to byłoby nieciekawie, bo zdarłam te rękawiczki niemiłosiernie.

      Kolejnych kilka lat później chcaiałm dokuczyć koledze i jedąc za nim rowerem przytrzeć mu swoim przednim kołem jego tylne koło. Niestety najbardziej zaszkodziłam samej sobie, dość poważne zwichnęłam łokieć, wtedy na podwórku zyskałam przydomek "łokietek" bo dość długo nosiłam rękę w szynie.

      Wyceczka rowerowa z moim chłopakiem, wracaliśmy już właściwie i rozpędziłam się nie zauważając, że naprzeciwko stoi zaparkowane auto. Wjechałam w nie z całym impetem. Efekt: złamana ręka w nadgarstku i zwichnięty bark.

      Najpoważniejszy wypadek to wjazd pod samochód jadący. Chciałam przejechać rowerem przez ulicę w nieoznakowanym miejscu i wjechałam pod nadjeżdżający samochód, byłam pewna że zdążę. W efekcie uraz głowy, obite nerki i sporo drobnych urazów.

      Mam nadzieję że wykorzystałam limit wypadków na rowerze bo na szczęście już mi się nie przytrafiają, a jeżdżę nadal.
      • zebra12 Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 14:50
        Ło matko, ma jakiś gen pecha. Niektórzy całe zycie nie mają tyle wypadków, co Ty w kilka lat...
      • kub-ma Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 15:36
        Odnośnie roweru przypomniało mi się.

        Uczono mnie jeździć na rowerze. Zeby było łatwiej pusczono mnie z górki. Jechało się samo, miałam tylko skręcić kierownicą. Nie skręciłam. Wjechałam prosto w ogromne pokrzywy, a mój krzyk słyszało pół miasta.

        Będąc nastoletnim dziewczęciem przyjechałam w odwiedziny do rodziny. W sąsiedztwie mieszkał przystojniak, idealnie w moim guście. Zawsze tam będąc jeździłam na rowerze po okolicy. I tak zrobiłam owego dnia. Zabrałam rower, wyprowadziłam na przyosiedlową drogę na lekkim wzniesienu. Napatoczył się akurat przystojniak z koleżankami. Chciałam z gracją to wzniesienie pokonać a tu kicha. Nie mogłam ujechać nawet pół metra, ciągle spadałam. Rower nie chciał jechać mimo, że naciskałam na pedały ile fabryka w nogach dała. Dopiero w połowie wzniesienia zauważyłam, że tylne koło to całkiem flak, a przednie niewiele lepsze.
        Zawróciłam ze spuszczoną głową.
        • lola211 Re: ... 21.07.11, 21:32
          Co do roweru-bohaterka pewnego zdarzenia jest moja mama.
          Urodzona na wsi, najstarsza z rodzenstwa.Majac lat nascie wiozla na ramie roweru 6 letniego brata.Jechali z gorki i napatoczyli sie na stado owiec.Owce grzecznie przeszly, ale stary baran postanowil stawic czola przeciwnikowi.Doslownie.Rower z dziecmi odbil sie od baranich rogów, pasazerowie wyladowali dlugim brzusznym slizgiem na sciezce.Mama sie pozbierala szybko, ale zamarła widzac braciszka calego we krwi.Płacz, histeria.
          Niepotrzebnie calkiem, bo sie okazalo, ze braciszek na polu nazbierał myszy dla kota(!) i wsiadzil je za pazuche.Biedne myszki, straszna smierc.Braciszek tylko sie lekko poocieral.
          • attiya Re: ... 22.07.11, 07:24
            biedne myszki big_grin
            a mogły tylko skończyć w paszczy kota a tu proszę bardzo big_grin
      • morderek Re: Śmieszne wypadki... 21.07.11, 21:00
        I jeszcze mi się przypomniał mój najlepszy wypadek. Byłam wówczas w ciąży, studiowałam dziennie i chciałam sobie załatwić na ostatni już semestr indywidualny tok nauczania, w razie czego. Udało się! Tak się podekscytowałam tym faktem że nie zauważyłam że szklane wielkie wyjściowe drzwi uczelni są zamknięte, było ciepło, więc pomyślałam że są otwarte i w nie weszłam...twarzą. Rozbiłam sobie nos, ale najgorsza była siara, której sobie narobiłam, bo akurat stało tam pełno ludzi i ich wzrok w jednym momencie skierował się na mnie. Pomyśleli zapewne, nie dość że głupia to jeszcze w ciąży (bo brzuch już był widoczny). Przez tydzień łaziłam z opuchniętym nosem.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka