gosciu-1
04.08.11, 14:05
wiem, wiem temat teść , teściowa poruszany jest dość często....
mam dwoje dzieci 6 i 2 lata. Nie mam rodziców, nie mam brata, jestem sama jak palec ( oczywiście ciocie są ale mają swoje rodziny) . Mąż jest jedynakiem, ma rodziców. Rodzice mieszkają w tym samym mieście co my. Nie mają ochoty widywać naszych dzieci. Spotykamy się tylko na urodziny dzieci,imieniny rodziców, święta. Wtedy wszystko jest oki, jak oni to kochają wnuki. Przykro jest mi kiedy tak bezinteresownie nie chcą się spotkać z dziećmi, przytulić, pobyć choć chwilę z nimi na podwórku, pójść na lody, kina. Teść przyjeżdża tylko po pracy, kiedy teściowa nie ma obiadu, jest to może ze 2 razy w miesiącu. Jest o ok godziny 17 po pracy.Zje obiad, napije się kawy i leci, tyle jego z dziećmi. Wiem,ze weekendy maja dla siebie (wolne) ale przez 6 i pół roku żeby nie spotkać się z wnukami, pójść na mały spacer nawet na te 30 min. Nie wymagam opieki nad wnukami. Nie oto mi chodzi. Szczerze mówiąc wolałabym ,zeby kontaktu nie było wcale, niż takie obiecywanie,ze dziadek Cie zabierze następnym razem, to gdzieś pojedziemy, tylko nigdy z tego się nie wywiązał.
Często mam tak,ze teść mówi,że będzie we wtorek po pracy na obiad. Czekam a on wcale się nie zjawia nawet nie zadzwoni, bo po co. Miałam tak wczoraj. W niedzielę mi powiedział,ze w środę przyjedzie. Lecę z pracy, szybko obiad, ogarniecie mieszkania, nie przyjechał,tel nie odpowiadał. Mąż zadzwonił, to po pracy siedział w domu bo robił słoiki. Ale po co zadzwonić? Siedziałam w domu i czekałam na niego, dzieci czekały , a mogłam siedzieć z dziećmi na dworze. Jest mi strasznie przykro,że tak mnie i nasze dzieci traktuje. W zeszłym roku na wakacje obiecał mi,ze podczas przerwy w przedszkolu, wezmą starszego syna do siebie. (powiedział to sam z siebie, powiedziałam mężowi, byliśmy zaskoczeni i myśleliśmy,ze idzie ku lepszemu) . Mieli wziąć małego od poniedziałku. Dwa dni wcześniej zapytałam się czy my mamy go przywieźć czy oni po niego przyjadą. Okazało się,że teściowa nic nie wiedziała i że absolutnie,nie zgadza się. Teściowa ma co roku wakacji 2,5 miesiąca. Zostałam na lodzie bez opiekunki, bez opieki nad synem.
Czy tak trudno przytulic własnego wnuka, pójść z nim na lody, raz na ruski rok, poświęcić mu trochę czasu, pogadać z nim, co lubi, jakich ma kolegów itd. W te dni kiedy się widzimy: imieniny, urodziny, teść i teściowa biorą na siłę dzieci na ręce, przytulają ale wtedy są obecne też inne osoby. Nie wiem czy to na pokaz. ??? Zazdroszczę rodzicom co dziadkowie się biją z kim teraz ma być wnuczek czy wnuczka. Nie chodzi o pieniądze, tylko o miłość. Tak naprawdę moje dzieci oprócz męża i mnie nie mają nikogo.
Czy mogę mieć żal,że tak mnie olewają,że umawiają się a potem nawet nie zadzwonią,że ich nie będzie. Rozmawiałam dzisiaj z teściem przez telefon, to przecież nic się nie stało, tylko że to nie pierwszy raz tak mnie zrobią w konia. Wolałabym,żeby wcale nie przyjeżdżał i nie obiecywał. Dzieci ich kochają i dla nich dziadkowie są super. Starszy wczoraj od okna do okna latał i czekał. Jestem strasznie zła, nie mam ochoty ich widzieć.
Znowu są wakacje a dzieci po sąsiadkach ( za wynagrodzeniem), a czy nie mogli choć na jedną noc zabrać starszego.
Mąż w niedziele po pracy ma z nimi pogadać, nie wiem co powie. Dla mojego M matka ma zawsze rację ale widzę,ze też go boli.
Wygadałam się...