Właśnie w świeżo zasiedlonym mieszkaniu sąsiadów (nowy blok, ludzie się jeszcze wprowadzają) córka sąsiadów ćwiczy grę na wiolonczeli.
Ale ślicznie gra, chyba Vivaldiego...
Na prawdę, siedzę na balkonie i słucham z zachwytem, choć od pół godziny powtarza jeden fragnent.
Podobno sąsiedzi nie lubią uczniów szkół muzycznych - tak mówił mi mąż, trębacz.
Ja ją kocham normalnie, tak ślicznie gra!
Ciekawe, kiedy mi się znudzi