Jak co roku o tej porze zaczął się u mnie w domu najazd tych paskudnych i upierdliwych stworzonek. Nikt mnie nie przekona,że to takie ślitaśnie,ocka jak paciorki,dla mnie paskudztwo śmierdzące i tyle. Po zapachu potrafię się zorientować,że już są myszy. Mój szanowny małżonek ma w zwyczaju zostawiać szeroko otwarte drzwi wejściowe jak coś robi na ogrodzie i gryzonie włażą. Kombinuję,jak się tego cholerstwa pozbyć,w zeszłym roku mąż wysypywał trutkę,ale widziałam,jak myszy się męczą,wyłaziły w stanie agonalnym na środek np.salonu i tak tkwiły. Mimo,że ich nie lubię chciałabym ich się pozbyć w sposób humanitarny,kot nie wchodzi w grę-uczulenie,poza tym miałam nieprzyjemność zaobserwowania co zrobił kot sąsiadów z myszą

poradźcie coś emamy mieszkające na wsi