tak mnie w ostatnich dniach wzięło na przemyślenia, jaki obraz mnie jako matki ma moje dziecko (lat dwa z kawałkiem)

- oczywiście staram się przy dziecku nie przeklinać, ale zdarzyło mi się raz czy drugi niewinne (?) "kurde". dziecię natychmiast podchwyciło

(dlaczego dzieci nie uczą się równie chętnie pożytecznych rzeczy???). poinstruowane, że tak mówić nie wolno, z powagą ogłosiło: "kurde! ja tak nie mogę mówić, tylko mama tak mówi".
- kolejna rewelacja z ust dziecka: "mama pije wino". no tak, widział, że pijemy z mężem wino do kolacji. raz, słownie raz był też świadkiem, jak kupujemy piwo, i teraz wchodzi do sklepu z okrzykiem "poproszę piwo!"
- wczoraj zobaczył jak się przebieram i skomentował: "mama zrobiła siusiu w majtki".
i teraz czekam, kiedy poinformuje kogoś, że jego matka mówi "kurde", pije wino, kupuje piwo i sika w majtki. aha, i "nie ma siusiaka". no nie mam, ale też nie mam ochoty, żeby cały świat o tym słuchał. normalnie patologia.