kiniox
27.09.11, 23:08
Dzisiaj rano moja ośmiotygodniowa córeczka obudziła się o 7, została przewinięta, zjadła, po czym leżała w łóżeczku i oglądała świat, podczas gdy ja:
- obudziłam, nakarmiłam, ubrałam, wycałowałam i wyprawiłam w świat starszego syna;
- ogarnęłam chałupę, nastawiłam zmywarkę, pralkę, zlikwidowałam pobojowisko w pokoju syna;
- umyłam się;
- umalowałam się;
- ubrałam się;
- spakowałam sobie torbę na gimnastykę;
- przygotowałam rzeczy dla małej.
Co jakiś czas wchodziłam do pokoju, w którym leżała córka i widziałam, jak bawi się paluszkami, uśmiecha do karuzelki, cieszy się na mój widok. Trwało to wszystko jakąś godzinę z hakiem. Potem z radością poddała się wykonywanym na niej zabiegom, przewijaniu, ubieraniu, przemywaniu noska i ogólnie przygotowaniu jej do intensywnego dnia, który potem nastąpił.
I w związku z tym chciałabym sobie ulżyć i powiedzieć: na drzewo z tymi (e)matkami, które mają dzieci chociaż w połowie takie, jak moja córka, ale próbują wmawiać matkom dzieci podobnych do mojego syna (którego w niemowlęctwie trzeba było bez przerwy obsługiwać), że radzenie sobie ze wszystkim z pieśnią na ustach przy niemowlęciu to tylko kwestia dobrej organizacji. Na drzewo! Ulżyłam sobie, to teraz idę spać.