kochamcie
26.05.04, 11:05
Przyjaciel z lat mlodosci mojego meza zeni sie. Zostalismy zaproszeni na slub
i wesele. Niestety okazalo sie, ze ja w tym czasie mam egzaminy, ktorych nie
moge przelozyc. Moj maz byl z tego bardzo niezadowolony, ale zadzwonil do
kolegi i powiedzial, ze nie mozemy przyjechac. Sprawa wydawala sie zakonczona.
Jednak inni koledzy mojego meza, zaczeli go pytac, dlaczego sam nie moze
pojechac? I chociaz im odpowiedzial, ze nie pojedzie sam, to jednak zaczal
sie nad tym zastanawiac.
Bardzo mi sie to nie podoba, poniewaz po pierwsze, wydaje mi sie, ze na
wesela to jednak chodzi sie razem a poza tym moj maz nie stroni od alkoholu i
jesli mnie nie bedzie, to on upije sie tam do nieprzytomnosci. Z tego
ostatniego powodu nigdzie nie pozwalam mu chodzic beze mnie. Z reszta my
raczej wszedzie chodzimy razem, tak jest od lat. On jest bardzo niezadowolony
jak chodze sama np na imprezy sluzbowe. Kolejny powodem jest tez brak kasy,
bo na razie to mamy dlugi i trzebaby bylo je jeszcze powiekszyc, zeby kupic
prezent weselny. Ale koledzy uwazaja mnie za hetere, okropna zone, dyktatorke
itp. Oczywiscie ja mam gdzies ich zdanie, ale jak facet facetowi wejdzie na
ambicje, to nie skonczy sie to dobrze...
Najgorsze jest to, ze moja kolezanka, a zona jednego z kolegow popiera ich
zdanie i nie rozumie mnie ani troche. Ona by puscila swojego meza samego.
Wszyscy zgodnie twierdza, ze jestem okropna i robie wielka przykrosc Panu
Mlodemu.
Co o tym sadzicie?