miedowa
13.10.11, 08:31
Koleżanka,kobieta koło trzydziestki,nie pracuje,zajmuje się czteroletnim synkiem i domem. Mąż bywa w domu średnio raz,dwa razy w tygodniu,w pozostałe dni pracuje,nocuje poza domem. Koleżanka jest na wyłącznym utrzymaniu męża,który opłaca wszystkie rachunki,robi zakupy. Kiedy wyjeżdża do pracy zostawia koleżance 10-15zł wychodząc z założenia,że skoro lodówka pełna,wszystko popłacone to nie ma sensu zostawiać więcej,dlatego zdarza się,że koleżanka podbiera mężowi drobne z portfela. Ma przy tym wyrzuty sumienia i skarży mi się,że czuje się jak złodziejka. Koleżanka próbuje znaleźć pracę,ale ponieważ mieszkają ponad 35km od miasta,a dziecko trzeba odwieźć i odebrać z przedszkola,zająć się nim w weekendy to jest ciężko cokolwiek znaleźć. Dodam przy tym,że koleżanka żyje jak mniszka,nie widuje się z nikim,sporadycznie ze swoją rodziną,bo żeby dojechać do znajomych do miasta trzeba mieć na bilet a ona nie ma. Całe weekendy spędza tylko z dzieckiem,tygodniami nie widuje się z nikim oprócz pań w przedszkolu. Koleżanka jest osobą bardzo oszczędną,ciuchy kupuje tylko sezonowo i to najtańsze,prawie nie używa kosmetyków,do fryzjera chodzi raz do roku,do kosmetyczki wcale. Oboje nie piją,nie palą,nie spotykają się ze znajomymi- mąz nie ma czasu,nie mają żadnych kredytów ani innych zobowiązań finansowych. Szczerze mówiąc nie wiem,jak ta kobieta sobie radzi,a już dawno zwariowałabym. Ale wracając do meritum- nie wydaje mi się,żeby zabranie kilku złotych od męża z przeznaczeniem na np.zabawkę dla dziecka (mąż nie uznaje kupowania zabawek) było złodziejstwem. A jak Wy sądzicie??