prawdziwy_ewelina22
22.11.11, 23:32
Nie będzie o szlachetnej paczce, chociaż zainspirował mnie ten wątek. Będzie o koledze z klasy mojego syna. Kolega jest środkowy z trojga dzieci mamy, która nie wiadomo z czego żyje, bo pracą się nie kala (najmłodsze dziecko w zerówce). Prawa swoje zna, bo nauczycielka opowiadała, jak prawie z pyskiem na nią naskoczyła, że jej się dofinansowanie za podręczniki należy. Faktem jest, że kolega często niedoubrany chodził i pewnie głodny także. W klasie ustalono, że nie robi się mu problemów, że cała klasa jedzie na wycieczkę płatną - a on nie, czyli de facto składamy się na niego. I, żeby ktoś mnie nie zrozumiał źle - uważam, że słusznie nie robi się dziecku przykrości.
Pani opowiadała nam, że starszy 13 l. brat mu często w zeszycie brzydkie słowa pisze, a jak on naskarży na brata (tj. powie, że to brat) to dostaje w domu łomot od brata. Pani dobra jest dla kolegi jak anioł, sama widziałam. Natomiast kolega zaczął już wagarować. Pani się go pyta, czemu nie przychodzi do szkoły - czy mu tu źle - i naprawdę, nikt, ale to nikt nie robi mu żadnych przykrości.
Dodatkowo, mama innego chłopaka z naszej klasy opowiadała mi, że po wizytach kolegi przepadła w domu komórka, a potem ładowarka do przepadniętej komórki.
No i reasumując dochodzę do następujących konkluzji, chcemy być dobrzy (tak jak w tej szlachetnej paczce) nauczeni jesteśmy, że źle się mamy czuć, iż inni od nas mają gorzej. Natomiast nie nauczeni jesteśmy w ogóle WYMAGAĆ.
Szanowna mamusia kolegi co to się żadną pracą nie skalała nawet dzieci na porządnych ludzi nie potrafi wychować. Pomaga się jej na prawo i lewo (bo marnie, bo marnie, ale z czegoś przecież żyje nie robiąc absolutnie nic), W I i II klasie było mnóstwo potrzeby zaangażowania rodziców jako dodatkowego opiekuna zgodnie z przepisami. ANI RAZU ta pani się nie udzieliła. Inna sprawa, że musiałoby jej albo odebrać mowę, żeby mogła takim opiekunem być, albo trzeba by jej pożyczyć rozmówki menelsko-polskie, żeby k.. mimowolnie nie wstawiła zwracając się do dzieci.
I tak lata płyną, rośnie kolejny człowiek nauczony, że mu się pomaga, a on może w podzięce kraść.
I nie chodzi o to, że on ma tylko 9 lat i że to nie jego wina, bo to wiem, ale naprawdę, on taką lekcję od życia dostaje już teraz. Wszyscy hojną ręką się na niego zrzucamy, a podziękowanie jest takie. Tak nie powinno być.