Wyjeżdżałam z dziećmi. Musiałam jeszcze kupić "na mieście" parę leków na wyjazd (dzieci słabowały). Pobiegłam szybko do apteki i zderzyłam się czołem z karteczką: PROTEST. Apteka nieczynna w godz. 13-14.
Była 13.30.
Nie zamierzałam czekać pół godziny, pojechałam w drogę. Leki kupiłam w innej aptece, kilkaset km dalej.
Apteka rodzima straciła klienta tego dnia.
Pytanie: osochzi i po jakiego grzyba ten protest i co on ma wnieść w moje oraz farmaceutów życie? Wydaje mi się, że znalazłam się na planecie Melmak