no kurcze, po sprzataniu mnie naszło

w wielu karajach masowy- rodzice chca i sie garna do pomocy szkolom, zaktóre PLACA!!!! i to czasem duuuuzo. generalnie- im lepsza (i drozsza) szkola tym bardziej rozwiniety wolontariat rodzicielski.
znane mi przyklady wolontariatu POZA GRANICAMI POLSKI

- pomoc w organozacji zawodów sportowych (sobota, wstac trzeba wczesnie, jeden wozi dzieci, drugi ustawia, trzeci czas mierzy- caly dzien)
-pomoc w pikniku (organizacja- tatus klaun, mama piecze 200!! babeczek, sprzedaja losy, organizacja zawodów etc)
-organizacja codzienna- dyzury! parkingu szkolnego
-sprzatanie !!! szkoly
-pomoc w bibliotece, naprawa ksiazek etc- reularnie co tydzien
-obsluga obiadów- nalewanie zupy etc codziennie!
przyklady mozna by mnozyc. nikt nie sadzi, ze mu sie nalezy- jak pracuje to odpracowuje swoja dzielke w sobote. to DUMA pomagac szkole, nikt od tego ni ucieka.
a u nas? dlaczego to nie funkcjonuje? mimo, ze edukacja bezpłatna (tak bezplatna, bo nie ma znaczenia czy sie podatki placi czy dzieci ma- placa tez ci, ktorzy nie maja).
dlaczego nie pomagacie szkole?
-