Dodaj do ulubionych

wolontariat rodzicielski w szkole

31.01.12, 12:00
no kurcze, po sprzataniu mnie naszłobig_grin
w wielu karajach masowy- rodzice chca i sie garna do pomocy szkolom, zaktóre PLACA!!!! i to czasem duuuuzo. generalnie- im lepsza (i drozsza) szkola tym bardziej rozwiniety wolontariat rodzicielski.
znane mi przyklady wolontariatu POZA GRANICAMI POLSKI big_grin
- pomoc w organozacji zawodów sportowych (sobota, wstac trzeba wczesnie, jeden wozi dzieci, drugi ustawia, trzeci czas mierzy- caly dzien)
-pomoc w pikniku (organizacja- tatus klaun, mama piecze 200!! babeczek, sprzedaja losy, organizacja zawodów etc)
-organizacja codzienna- dyzury! parkingu szkolnego
-sprzatanie !!! szkoly
-pomoc w bibliotece, naprawa ksiazek etc- reularnie co tydzien
-obsluga obiadów- nalewanie zupy etc codziennie!
przyklady mozna by mnozyc. nikt nie sadzi, ze mu sie nalezy- jak pracuje to odpracowuje swoja dzielke w sobote. to DUMA pomagac szkole, nikt od tego ni ucieka.
a u nas? dlaczego to nie funkcjonuje? mimo, ze edukacja bezpłatna (tak bezplatna, bo nie ma znaczenia czy sie podatki placi czy dzieci ma- placa tez ci, ktorzy nie maja).
dlaczego nie pomagacie szkole?

-
Obserwuj wątek
    • triss_merigold6 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 12:13
      Bo pracujemy?
      Bo mamy inne pomysły na spędzenie wolnego czasu?
      Bo nie identyfikujemy się ze szkołą do tego stopnia?
      • bramanka Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 12:16
        to po co posłałaś dziecko do placówki z którą sie nie identyfikujesz?
        inni tez pracuja- ale chca w konstruktywny sposob uczestniczyc w edukacji swoich dzieci.
        czy twoje dzieci poszłyby na piknik zorganizowany przez rodziców (swietna zabawa) czy wolałabys, zeby zostały w domu jak koledzy sie bawia? czy moze jak zlodziej pozwoliłabys dziecku isc nie wspierajac?
        • triss_merigold6 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 12:24
          Hm... a jak sądzisz? Może ze względu na obowiązek szkolny i bliskość rzeczonej placówki?
          W ogóle niespecjalnie identyfikuję się z polskim systemem oświatowym ale kopać z koniem mi się nie chce, więc płacę składki różne, zaopatruję w materiały plastyczne/biurowe i dziecko uczęszcza.
          Aha, w soboty dziecko ma zajęcia dodatkowe (prywatne i kosztowne) więc mała szansa na udział w szkolnym pikniku.
          Przedszkolne pikniki wspierałam ciastem, datkami i gadżetami na loterię tak jak inni rodzice.
          • miedzymorze Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 12:58
            wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma ? ;>

            Ciekawe jakie w tych cudownych innych krajach obowiązują przepisy, np. w kwestii wydawania obiadów przez osoby bez książeczek sanepidu, albo organizacji zawodów sportowych ;>

            pozdr,
            mi
      • mruwa9 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 12:32
        no..w innych krajach rodzice tez pracuja..bywa nawet, ze wiecej (tzn. ze prawie nie spotyka sie kobeit po prostu siedzacych w domu)..
        I niekoniecznie jest tak, ze rodzice w podskokach pedza do pracy na rzecz szkoly..bo problem dyspozycyjnosci i braku czasu/checi/pomyslow jest powszechny. W szkolach moich dzieci (ale dotyczy tez np. klubow sportowych i tego typu miejsc aktywnosci pozalekcyjnych) po prostu obowiazuje "dobrowolny przymus". Czasem nauczyciele dziela klase , na zasadzie: w tym semestrze obowiazku gospodarzy pelnia rodzice tej grupy uczniow, w kolejnym semestrze kolejna grupa, i koniec dyskusji. Takoz np. w przypadku zawodow sportowych w klubach: rodzice maja obowiazek wspolorganizowania imprezy i nie ma odwolania.
        Nie powiem, jest to upierdliwe, bo nie mam ani czasu, ani checi, wiec wykrecam sie, jak moge. Zawsze moge sie zaslonic niepelnosprawnym dzieckiem i brakiem mozliwosci zorganizowania opieki nad nim. Tego mi nikt nie zakwestionuje big_grin
    • ciociacesia bo w tygodniu pracujemy? 31.01.12, 12:17
      i sobota z niedziela to jedyne dni kiedy widzimy potomstwo dluzej niz 2 godziny dziennie?
      • triss_merigold6 Re: bo w tygodniu pracujemy? 31.01.12, 12:28
        Bo, żeby nalewać dzieciom zupę na stołówce należałoby być obecnym w szkole w okolicach południa, a wtedy zwykle przebywa się w pracy/w domu na zwolnieniu na dziecko?
    • gryzelda71 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 12:30
      Serio za garanicami ludziska kupe kasy wykładaja i nalewaja zupy i czyszczą kible?
      • attiya Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 12:47
        taa...szczególnie bramanka przoduje w owych zajęciach, szczególnie w czyszczeniu kibli
        na szczęście w polskich szkołach zatrudnione są sprzątaczki
        smile
    • nabakier Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 12:30
      powariowali
      po co to?
      jakaś usłużność? podlizywanie się szkole?
      • olena.s Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 13:17

        Wlasnie skonczylam z dzieckiem farbowanie 5 kartonow skorupek po jajkach - mamy jeszcxze czas do konca lutego, to kolejne 2 kartony sie zbiora. Skorupki posluza zarobieniu przez szkole kasy na ksiazki, moze na etiopska szkole, ktora moja sie opiekuje, mpoze na nowe palmy - nie wiem, ale wiem, ze bedzie sensownie wydana (wiecej o skorupach pisalam na blogu, jakby ktos byl ciekawy).
        Na miedzynarodowy dzien ugotowalam 200 ruskich pierogow podcas wielkiej miedzynarodowej wyzerki. A przedtem jeszcze bialy ser zrobilam....
        Na Frienship Festival bede moze obslugiwac bilety, albo cos...
        Moje dziecko sie zawsze cieszy i chwali jak jestem w szkole...
        Ile razy jestem w szkole widze rodzicow pomagajacych najmlodszym w nauce czytania...
        • triss_merigold6 Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 13:18
          Ale Ty nie pracujesz.
          • ib_k Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 13:32
            triss_merigold6 napisała:

            > Ale Ty nie pracujesz.

            nie, siedzi na kanapie! jesteś tak mało wydajna? możesz poświęcić czas dziecku po pracy? jak rozumiem nie spędzasz w pracy 7 dni po 24 godz.?

            fakt jest taki że wszystko co możemy zrobić bez wyraźnej korzyści finansowej uważamy za wyzysk! popilnować dzieci na wycieczce? przecież ja pracuję! spędzić pół soboty na szkolnym pikniku? przecież ja muszę odpocząć po pracy! matko!
            a jestem pewna że dzieci są dumne z rodziców którzy angażują się w ich świat, bo szkoła/przedszkole to jest ich świat, spędzają tam niejednokrotnie więcej świadomego czasu niż w domu z rodzicami...
            • iwoniaw Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 13:41
              nie, siedzi na kanapie! jesteś tak mało wydajna? możesz poświęcić czas dziecku
              > po pracy?

              Nie pracuje zawodowo - widzisz różnicę w organizacji czasu?
              Ja np. chętnie z dzieckiem jako opieka na wycieczkę się wybiorę w jeden dzień, a w inny niekoniecznie - bo mam taką specyfikę pracy, że są dni, gdy mam wolne w tygodniu, a w inne wprost przeciwnie. Jeśli ktoś pracuje 8h pn-pt, to przeważnie w czasie wyjść/wycieczek/imprez szkolnych jest W PRACY, z której nie może sobie wychodzić wg własnego widzimisię, tak trudno to pojąć?
              • olena.s Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 13:55
                Ale dla mnie jest jasne, ze bez specjalnej dzikiej, szalonej koniecznosci rodzic nie bedzie sie zwalnial z pracy celem udzielania sie przed poludniem w szkole. Tylko nie o to przeciez chodzi! Czy na przyklad nie mozna poswiecic godziny tygodniowo na np. czytanie malym w bibliotece szkolnej? 5 czy 10 godzin w roku na zorganizowanie malowania bombek celem spieniezenia ich na kiermaszu i zarobienia kasy chocby na jakis szkolny sprzet? Jednej godziny popoludniu na pomoc w arytmetyce? A matki domowe, nie mowie o posiadaczkach mlodszego niemowlecia, przeciez one na litosc opiekuna wszystkich malych zwierzatek tez by sie mogly przylozyc?
                • nabakier Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 14:52
                  Olena, ale Z JAKIEGO TYTUŁU? Co to ma być?
                  • olena.s Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 16:50
                    Az mi glupio teraz odpowiedziec, ale co tam. Z takiego tytulu, zeby maly kawalek swiata obok mnie byl lepszy i zyczliwszy.
                • panpaniscus Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 02.02.12, 23:22
                  Och jak mi się podoba twoja szkoła!
                  No właśnie - aż ręce mi opadają jak się staram wytłumaczyć dlaczego warto. My jesteśmy na etapie przedszkolnym. Dwa razy do roku organizują rodzice olbrzymi dziecięcy pchli targ. Wymaga to bardzo dużo pracy, bo sprzedający dostarczają ometkowane rzeczy, sortuje się to na zabawki/sprzęty/ubrania rozmiarami itd. , potem trzeba pilnować podczas sprzedaży, układać, siedzieć na kasie, a najgorsze na końcu - niesprzedane porozdzielać dla właścicieli. Plus działa kafejka. Przedszkole dostaje 10% przychodu od całości. Z jednego targu wychodzi ~1000 Euro. Za to kupuje się zabawki, dofinansuje wyjścia do teatrzyku lalkowego itp. Pracują pracownicy przedszkola i rodzice. Pracownicy przedszkola też np. z drzewa zalatwionego przez rodzica, z pomocą innych rodziców zbudowali tor w ogródku. Co roku razem porządkujemy ten ogródek. Kilku ojców wybudowało zacienienie w ogródku.
                  Naprawdę czujemy, że to NASZE przedszkole. Bardzo mi się to podoba.
              • ib_k Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 14:13
                > Nie pracuje zawodowo - widzisz różnicę w organizacji czasu?

                nie widzę, naprawdę nie chodzi o to aby codziennie chodzić do szkoły i coś robić, ale nie uwierzę że nie jesteś w stanie poświęcić 3-4 godz w miesiącu aby coś dla szkoły swoich dzieci zrobić, właśnie dlatego że większość rodziców nie widzi potrzeby poświęcenia swojego czasu inni czują się wykorzystywani, zrobienie listy na cały semestr z dyżurami rodziców na tym nieszczęsnym basenie nie jest trudne, ale przecież ktoś "ich zmusza"! jakże to tak! im się należy bo to, bo tamto
                szczerze mówiąc na wymioty się zbiera słuchając tych roszczeniowych, zapracowanych mamusiek...
                • nabakier Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 14:51
                  Bez przesady, od opieki nad dziećmi jest wykwalifikowana kadra, a nie rodzice. Co to w ogóle za myślenie? Może lekcje też będą prowadzić rodzice? Albo chociaż kawę parzyć nauczycielom? Załamka...
                • iwoniaw Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 14:52
                  Primo, nie napisałam, że JA nie mogę i nie poświęcam 3-4 h /m-c na prace na rzecz szkoły dziecka.
                  Secundo, nie widzę roszczeniowości akurat u matek pracujących - no chyba, że za roszczeniowość uznamy domaganie się, by szkoła radziła sobie z organizacją zajęć obowiązkowych bez konieczności brania urlopu przez rodziców.
                  Tertio, jak ktoś jest chętnym wolontariuszem i robi coś dla szkoły/klasy, to nie powinien wyrzygiwać tego pozostałym sugerując, że oni powinni być tak samo chętni i tak samo móc.
                  • elf1977 Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 15:45
                    Chyba szkoły sobie radzą. Ja nie przepadam z kolei za rodzicielkami aktywistkami, które ustawiają wszystkich po kątach i przydzielają zadania. Te całe pikiniki, dni sportu, imprezy integracyjne - to dla mnie przerost formy nad treścią.
                    • triss_merigold6 Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 15:50
                      O toto. Coś jak nakaz firmowej integracji w weekend i koniecznie na wyjeździe. uncertain
                      • elf1977 Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 15:54
                        To zmora: te pikniki stadne wigilie i różnego rodzaju imprezy, na których szkoła ma się "pokazać". Nieraz mam wrażenie, że więcej czasu marnotrawię na tę działalność poboczną niż na uczenie.
                        • olena.s Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 16:07
                          Ja tez nie lubie imprez integracyjnych, ale spojrz na to tak:
                          najwieksza nasza impreza toczy sie dwutorowo: dzieciaki bawia sie na boisku - rozne atrakcje z nieszczesnymi jajkami, zjezdzalniami, diabli wiedza czym - a w auli odbywa sie jarmark i licytacja . Na jarmarku wystawiaja sie (placac za miejsce) rozni sprzedawcy toreb, nalesnikow, kolczykow, podczas licytacji kupowane sa zdonowane dobra (bardzo rozne - np. ktos daje trzygodzinny rejs na jachcie, a ktos upiecze tort, ktos funduje kolacje w dobrej knajpie, a ktos wyhaftowal serwete. Obok wystawiaja sie rozni organizatorzy kursow, szkolek tenisowych itd lowiacy klientow. Forsa z jarmarku i licytacji zasila dzialania szkoly. Poniewaz chodzi do nas cos z 1200 dzieci, ruch jest duzy (fakt, Doha nie jest metropolia gdzie oferty rozrywkowe leza na kazdym rogu), przychodza tez dzieci spoza szkoly.
                          Zyski sa wiec spore ikonkretnie sluza szkole - u nas nie idzie o 'pokazanie sie' czy inne takie profity.
                          • mama303 Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 18:24
                            Na takie zbiorowe żywienie mamuśkowymi tortami to ja bym Senepid nasłała. Jak ja nie lubię takich pikników "szkolno-rodzinnych" i integrowania sie na siłę.
                            • olena.s Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 18:32
                              A, u nas jakos szczesliwie nie nasylaja.
                              Natomiast uspokoje cie co do idei - to nie jest NIC integracyjnego - dzieciaki skacza, rodzice juz to znikaja, odstawiwszy dzieci, juz ich pilnuja, ewentualnie kupuja, zwiedzaja, czy zalatwiaja swoje sprawy.
                              Macie jakas obsesje z ta integracja, jak rany....
                              • mama303 Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 18:39
                                olena.s napisała:

                                > A, u nas jakos szczesliwie nie nasylaja.

                                No i szkoda. Potruje sie towarzystwo to nawet winnego nie będzie. Nie tknęłabym jakiś pierogów niewiadomego pochodzenia smile


                                > Macie jakas obsesje z ta integracja, jak rany....

                                Ja nie znoszę, niektórzy uwielbiają, Ludzie są rózni. Mi wystarczy spotkanie w małym znanym, lubionym gronie inni lubią gromadne spędy rodzinne. Nie kazde dziecko też lubi takie imprezy, moja córka np. nie lubi. Pewnie po mamie.
                                • olena.s Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 19:28
                                  A ja przeciwnie, zazeralam sie wontonami, rety, jakie one przepyszne byly...az mi slinka idzie.
                                  Co zas do integracji, to rzecz nie w twoich czy moich upodobaniach/uprzedzeniach, ale najwyrazniej inaczej rozumiemy to pojecie.
                                  • mama303 Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 20:23
                                    Oczywiście, że rzecz w upodobaniach, czego zrozumiec niektórzy nie potrafią, uważając że ich sposób na spędzanie czasu/udzielanie się społeczne i w ogóle tryb życia jest najlepszy.
                                    • olena.s Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 20:28
                                      Do wlasnych upodoban kazdy ma niezbywalne, najswietsze prawo, i wyjawszy alkoholika na kacu kazdy uwaza, ze jego wlasne upodobania/uprzedzenia sa najlepsze. De gustibus i tak dalej. Natomiast przyjemnie jest, kiedy dyskutanci tak samo rozumieja pojecia, ktorymi sie posluguja. Gdyby wiec nie sprawiloby ci to zbytniego klopotu, bardzo chetnie poznalabym twoja definicje slowa 'integracja'.
                                      • mama303 Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 20:36
                                        olena.s napisała:

                                        > Do wlasnych upodoban kazdy ma niezbywalne, najswietsze prawo, i wyjawszy alkoho
                                        > lika na kacu kazdy uwaza, ze jego wlasne upodobania/uprzedzenia sa najlepsze.

                                        Jesteś w błedzie, nie kazdy tak uważa. Ja szanuję Twoje upodobania do angazowania sie w szkolne zycie. Nie uważam swoich upodobań za najlepsze. Kto chce niech sie angażuje, kto nie chce niech ma mozliwosć ograniczyc sie do niezbędnego minimum.

                                        > Gdyby wiec nie sprawiloby ci to zbytnie
                                        > go klopotu, bardzo chetnie poznalabym twoja definicje slowa 'integracja'.

                                        Prosze bardzo bardzo ogólnie : połaczenie, zjednoczenie pewnej grupy ludzi.
                                        • olena.s Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 21:45
                                          No skoro tak, to ja naprawde nie rozumiem, o co ci chodzi. Slowo.
                                          Wydaje mi sie - oczywiscie moge sie mylic - ze u nas sa raczej aktywni rodzice, ktorzy chca osiagnac pewien cel - ale nie zmierzaja do niego jako jednolita grupa. To nie ma nic wspolnego z zaprzyjaznianiem ludzi na sile, raczej z jednoczeniem wysilkow. Zreszta, tych aktywnych jest chyba u nas miedzy 30 a 50%, czyli cos ze 600 osob, trudno by sie bylo zblizac w takim tlumie.
                                          • mama303 Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 01.02.12, 17:27
                                            No właśnie wiem , że nie rozumiesz tego, że ktoś może tego poprostu nie lubić.
                                            Jeżeli mam w czyms pomóc, z czego moje dziecko będzie mieć korzyści to pomoge ale wolę np. finansowo.Napeqwno mnie nikt nie namówi na wyrabianie jakichś pierogów, pieczenie ciast lub uczestniczenie aktywne w szkolnych spędach rodzinnych.
            • nabakier Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 14:48
              no chwila, jest różnica między piknikiem a myciem kibli czy sprzątaniem szkoły lub zastępowaniem nauczycieli
              Poza tym także [pikników można nie lubić, ja np, nie bardzo lubię bawić się z obcymi mi ludźmi, moje dziecię w sumie też- a takimi są dla nas rodzice tych dzieci. Mamy swoje towarzystwo.
              Owszem, kupuję na imprezy klasowe jakieś ciastka czy zimne napoje, więc spoko. Ale to wsio.
              • elf1977 Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 15:46
                Ja też jak mogę, unikam obcych ludzi. Nie każdemu pikniki do szczęścia potrzebne. Jak muszę coś zrobić, robię, jeśli nie - unikam angażowania się.
            • gku25 Ib_k 01.02.12, 09:45
              Moja matka była właśnie z tych podlizujących. Zawsze w trójce klasowej, zawsze na wycieczkach, zawsze z ręką na pulsie. Muszę dodawać, że nie byłam z tego powodu zbyt popularna wśród innych dzieci? Nigdy nie narobię swojemu dziecku takiej kaszany.
              • elf1977 Re: Ib_k 01.02.12, 17:15
                Szczególnie, że nie wszyscy nauczyciele to trawią. Chyba jednak najpopularniejsze jest to w podstawówkach.
          • olena.s Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 13:39
            Jakbym pracowala, to i tak bym farbowala jaja. No, pierogow zreobilabym mniej i wyslala z dzieckiem, a nie nakladala osobiscie (tak zrobilam jak pracowalam), i na pewno bym sie nie pchala do obslugiwania biletow czy do pomocy w bibliotece, ale takie mniejsze rzeczy bym robila.
            Calkowicie pracujace matki i ojcowie zajmuja sie np treningami amatorow futballu (w klasach 2-4 bylo rok temu 13 druzyn, dwojka dorosluch na kazda, i nie byli to przypadkowi dorosli, tylko tacy z zacieciem, z funem... Treningi sa w tygodniu, wieczorem, a mecze w soboty przed poludniem. Idzie wiec na to 2 godz tygodniowo samego treningu/meczu, plus komunikacja z innymi rodzicami, dojazdy - spokojnie ze 3 godziny tygodniowo nalezy liczyc.
            • nabakier Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 14:54
              Nie rozumiem Cię, ale jak chcesz, to sobie to rób. Nie dziw się jednak innym, że tego robić nie chcą. Ja to osobiście uważam za bezsensowne. Szkoły nie należy wyręczać. Szkoła ma uczyć, i tyle. I tak za bardzo nie uczy nota bene.
              • olena.s Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 15:11
                Nie mowie o wyreczaniu kogokolwiek, ale o wartosci dodanej.
                Nauczyciele ucza w klasach, ale mnostwo dzieci przychodzi z umiarkowana znajomoscia angielskiego: fajnie jest, ze sa rodzice pomagajacy w nauce czytania w ukladzie 1:1. Tego nauczyciel nie jest w stanie zrobic dla kazdego z osobna ucznia.
                Zreszta dzieci sa tez wdrazane do wolontariatu - osmiolatkom przydziela sie male piecioletnie bable, ktorym troche pomagaja, cos przeczytaja, opowiedza jak jest we 'starszych' klasach.
                I mamy z tego wszyscy korzysc - np szkola zbierala kase i wystawila ostatnio wypasiony plac zabaw dla mlodszych. Posadzila nowy ogrod. Jakies grosze z moich jajek tez sa w tym ogrodzie i tym placu zabaw.
              • elf1977 Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 15:47
                Nie uczy, a jednak dookoła sami "wykształceni".
        • elf1977 Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 15:39
          Mogłabym się zgodzić jeszcze na pomaganie w nauce, ewentualnie pomoc podczas wycieczki, ale całe to robienie pierogów, babeczek itd. oraz prace manualno - plastyczne w ilości hurtowej - to dla mnie wizja przerażającego. Poza tym, mam dość szkoły po robocie, więc po pracy staram się od niej odpocząćsmile
          • nabakier Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 15:57
            Dla mnie też, obrzydliwa rzecz sad
          • olena.s Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 16:00
            Ech, mam wrazenie, ze macie wizje jakiegos przymusu, nadzoru, bata nad glowa.
            To naprawde nie tak.
            Po pierwsze, dla mnie znaczaca roznica: prosby o pomoc ida mailem, nikt nikogo nie przypiera do muru. Tak samo ida np. propozycje nabycia kalendarza szkolnego, t-shirta itd.
            Po drugie, wolontariat jest za kazdym razem scisle ograniczony w czasie i formie - np. konkretne dwie godziny na sprzateniu po jakims Halloween czy czyms tam. Wiadomo wiec, ze nie zwala na czlowieka wiecej, niz chce wziac na plecy.
            Po trzecie, kiedy widzi sie, ile rozni ludzie wkladaja w szkole poza swoim minimum, czuje sie wdziecznosc - bo to dla twojego dziecka sie dzieje.
            Po czwarte ludzie chetnie pracuja spolecznie majac z tego profity - np. jezeli uda nam sie pokonac podstepne klasy czwarte i wygramy jajkowa konkurencje, klasa mojego dziecka zostanie nagrodzona tzw. pizza party - i dzieci chca wygrac. A kiedy mamy dzien miedzynarodowy (pierogi) cala kupa matek chce sie pokazac. ja jestem jednym polskim rodzynkiem, ale na przyklad Chinki dogaduja sie miedzy soba, zakladaja kimona i dawaj lepic te swoje wontony na ludzkich oczach i gotwac na miejscu. Tak ze uruchamia sie tez pewna rywalizacja, acz szczesliwie nie majaca nic wspolnego z nie wiem - stopniami dziecka czy cos. Zreszta o czterech piatych tego, co np. ja robie wychowawczyni dziecka w ogole nie wie, bo komunikacja odbywa sie poza nia - od komitetu rodzicielskiego czy organizatora konkretnego dzialania.
            Po piate, jak czlowiek w cos sie zaangazuje, cos komus da, to ma z tego frajde i satysfakcje.
            • elf1977 Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 16:05
              I pięknie. Uwierz, że tutaj też istnieją rodzice, którzy aż się palą, żeby lepić te pierogi.
              • olena.s Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 16:09
                No i super! Im wiecej jest ludzi, ktorym chodzi o cos poza korzyscia wlasna i najblizszych tym swiat jest lepszy, a ludzie zyczliwsi sobie wzajemnie.
                • elf1977 Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 16:12
                  Nie wydaje mi się, żeby zawsze ci, którzy ulepili te 200 pierogów, byli życzliwsi od innych.
                  • olena.s Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 31.01.12, 16:43
                    Wielkie kwantyfikatory w ogole sie slabo sprawdzaja w opisie stosunkow miedzyludzkich.
                    Ale zasadniczo jestem zdania, ze jak kogos potrzba do bezinteresownej pomocy, to latwiej znajdziesz ich wsrod tych pierogowych...
                    Cos podobnego zreszta pisal Aronson w swojej psychologii spolecznej. Porownywal brak pomocy na ulicy (upadek, drgawki) i wszechstronna pomoc na kempingu (glosny krzyk ciemna noca). Jedna z hipotez mowila o skautowskim rodowodzie kempingujacych. Ale takze ludzie na kempingu moga miec wieksze poczucie wspolnoty interesow niz ludzie na ulicy, wiec kto wie, moge nie miec racji.
                    • mama_kotula Re: Jakie podlizywanie sie, co wy???!!!! 01.02.12, 01:32
                      Cytat
                      Ale zasadniczo jestem zdania, ze jak kogos potrzba do bezinteresownej pomocy, to latwiej znajdziesz ich wsrod tych pierogowych...


                      To niestety, wyprowadzę z błędu.

                      Większość (szacuję, że 75-80%) tych najbardziej zaangażowanych mamuś to panie, których dzieci są z jakiegoś powodu zagrożone w nauce albo z powodu zachowania; zaangażowaniem się mamusie chcą coś ugrać dla dziecka (ja też do tego grona się zaliczam, znaczy - tych zagrożonych, ale powiedziałam że ugrywanie takim sposobem po moim trupie).
                      Resztę zaangażowanych można podzielić na model "kaowiec", który wszędzie i ciągle musi organizować, bo inaczej się udusi, oraz na model "bezinteresowny aktywista", który ma prawdziwy z tego fun.
    • attiya Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 12:44
      może tam u ciebie mamusie siedząc w domu i oglądając seriale i nie mając nic do roboty mogą sobie ową zupę nalewać
      mam tę zupę nalewać zwalniając się z pracy??
      poza tym mam ciekawsze pomysły na spędzanie wolnego czasu
    • bri Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 13:04
      Ja akurat pomagam, tyle że nie robię tego dla "szkoły", a dla dzieci. W ogóle rodzice dzieci w klasie mojej córki są generalnie całkiem chętni do pomocy. Raczej nie ma problemy z dodatkową opieką na czas wycieczek, dekorowaniem sali, wykonaniem pomocy do klasy itp.
    • ewa_mama_jasia Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 13:29
      Pomagam w miarę możliwości. W przedszkolu załatwiałam materiały plastyczne i ozdoby świąteczne, rezerwowałam bilety do teatru, dorzucałam się do składkowych imprez.
      W szkole jak na razie dorzucam się tylko składkowo do imprez. Ale byłam gotowa pomóc przy przygotowywaniu dekoracji czy dekorowaniu sali, gdyby to odbywało sie poza godzinami mojej pracy. Pracę mam tak ustawiona, ze wczesniejsze wyjście (nawet za zgodą przełozonego) skutkuje obcieciem pensji. Więc nie pomogę w godzinach pracy. Ale rozważam np. dyzury w szkole i konsultacje dla chętnych dzieci i rodziców (jestem doradcą zawodowym).
      Prawda jest taka, że z mniejsza szkołą łatwiej jest się identyfikować - mniejsze klasy, lepszy kontakt pomiędzy rodzicami.
    • iwoniaw Wolontariat - świetnie 31.01.12, 13:36
      W szkole rodzice, owszem:
      - pomagają w organizacji imprez (pikniki, bale, dzień patrona z konkursami): dekoracje, gadżety na nagrody, dostarczenie prowiantu
      - wychodzą jako dodatkowa opieka gdy są organizowane wyjścia "na zewnątrz"
      - organizują składki/loterie (tu też dostarczają fanty)/kiermasze na cele, na które szkoła nie ma kasy, a jest projekt, że "fajnie byłoby, gdyby dzieci miały..."

      I doskonale. Sama biorę udział, inni rodzice też w miarę możliwości.

      Tylko co to ma wspólnego z oczekiwaniem od rodziców, by w publicznej, państwowej i OBOWIĄZKOWEJ szkole jeszcze raz (bo podatek już zapłacili) się zrzucali na najbardziej podstawowe rzeczy? Może po zwolnionych sprzątaczkach pójdziemy dalej i zapłacimy pensje nauczycielom, skoro miasto tnie koszty - albo nie, ustalmy dyżury i jeśli ktoś się będzie wymawiał od nauczania chemii lub angielskiego, to znaczy że pogardza tą pracą i nie dba o dziecko i jego wychowanie.
      • kajmanik Re: Wolontariat - świetnie 31.01.12, 13:51
        bo nie mam na to ani czasu ani ochoty ani nie uwazam tego za własciwe ani słuszne. owszem - zorganiowanie wycieczki, jakiś atrakcji - z tego dzieci się cieszą, są dumne że to akurat ich rodzice ,,załatwili" zabawę całej klasie. ale sprzątanie czy pomaganie przy obiedzie to dowód na nadmiar wolnego czasu i dziwne poczucie ,,społecznictwa".
    • olena.s Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 13:44
      Ja mysle, ze to jest taka kwadratura kola. W Polsce ludzie strasznie sie boja, ze zostana wykorzystani, ze beda jeleniami - obawiam sie, ze kategoria 'dobro wspolne' jest malo istotna dla wiekszosci.
      W mojej szkole przez pierwszy miesiac roku szkolnego na parkingu/przy przejsciu, w korytarzach dyzuruja wszyscy nauczyciele plus dyrektor plus masy rodzicow (bonus: dzieci sa potem tak ulozone, ze nie mam mowy o rykach/bieganiu po korytarzu - bo przy tej masie zaangazowanych ulegaja skutecznemu wychowaniu. Potem szkola juz nie ma problemow).
      Ktos z Polski, jak ja, idzie ta szkola i widzi: tu rodzice ucza czytac, tu pomagaja robic rzezbe smoka, tu nauczycielka prowadzi poszkolne zajecia, tu dzieciaki kombinuja jak zebrac kase na etiopska szkole... I wtedy kategoria 'wspolnego dobra' rosnie, a poczucie ze jest sie jeleniem -niknie.
      • kajmanik Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 13:58
        co ty masz z tą etiopską szkołą?
        • olena.s Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 14:05
          Ja nic, moja szkola za to sporo.
          A ja popieram goraco, bo uwazam pomoc innym za niezbedny element wychowania porzadnego czlowieka, wiec sie ciesze, ze moja szkola mi w tym pomaga. (Zwlaszcza, ze tutaj dzieciakom latwo jest nabrac tonow paniczykow, co mi nie odpowiada mocno).
          Zreszta do Nepalu tez szly ksiazki... I na Filipiny... Tylko tam jest o tyle fajniej, ze kooperacja jest dosc trwala i starsze dzieciaki same pracowaly fizycznie przy budowie. Ponoc im bardzo dobrze zrobilo na morale.
          • kajmanik Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 14:13
            no popatrz, a ja byłam zachwycona ze dzieci w szkole moje córki przynoszą puszki i kocyki dla kotów ze schorniska. ale Etiopia? Nepal? bez przesady.
            • olena.s Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 14:22
              Ale tu jest duzo Etiopczykow, pracuja jako robotnicy lub sluzba domowa, to nie jest tak daleko jak z Polski...
              Co do meritum zasadniczo cie rozumiem, lepiej jest pomagac blizej niz dalej. Tylko widzisz, Katar to nie jest normalne demograficznie panstwo - 3x wiecej faceto niz bab, ci zatrudniani z zagranicy do najciezszych, najgorzej platnych prac dzieci zostawiaja w domach, tu ich nie ma. A dzieciom latwiej utozsamic sie z bieda innych dzieci niz tych robotnikow s strefie porzemyslowej.
              Ale jak sie schronisko dla zwierzat w Doha sfajczylo to tez dzieciaki pomagaly.
      • elf1977 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 15:52
        Może dlatego, że tę kategorię "dobro wspólne" przerabialiśmy 50 lat?
        Nie jest tak, jak piszesz, są różni rodzice i różne szkoły. W klasie mojej córki (duża szkoła publiczna) rodzice chętnie angażują się w różne inicjatywy, niektórzy są wręcz nadaktywni. Natomiast w szkole, w której uczę (prywatnej) nie angażują się wcale (poza płaceniem terminowo czesnego) - co ma i dobre, i złe strony.
      • nenia1 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 01.02.12, 11:41
        olena.s napisała:

        > Ja mysle, ze to jest taka kwadratura kola. W Polsce ludzie strasznie sie boja,
        > ze zostana wykorzystani, ze beda jeleniami - obawiam sie, ze kategoria 'dobro w
        > spolne' jest malo istotna dla wiekszosci

        Errata, nie że będą jeleniami, ale że są jeleniami.
        Ostatni robiłam symulację dla gościa, który planuje działalność, planował dochód na poziomie 5.000,- zł. brutto. Po odliczeniu podatków gościowi zostawało 2.500,- zł. Czyli 50% zarobków oddaje do budżetu. Z pozostałych mu 2.500,- zł dalej płaci podatki w żywności, paliwie, mediach itd. Dlatego wyliczenia, że Polak płąci podatki rzędu 50%-80% swoich dochód nie są wyssana z palca. Ca ma za to - WIELKIE NIC!
        Jak chce żyć na jakimś poziomie, to zamiast lepić pierogi na festyn musi zapieprzać dodatkowo na czarno po godzinach pracy, żeby odkładać na swoją emeryturę (już wiadomo, że płacąc składki do ZUS dostaniemy...zgadza się, WIELKIE NIC), żeby mieć na dentyste i lekarza, żeby opłacić opiekunkę, bo dziecko nie ma szans na przedszkole i żeby dwa razy w roku wymienić amortyzator w aucie uszkodzony na dziurawych drogach.
        Płaci 50-80% podatku i nie składa się na etiopską szkołę, bo żeby szkoła jego dziecka sama nie wyglądała jak etiopska, musi po pracy na dwóch etatach, charytatywnie pomalować w niej ściany, zrzucić się na kredę i być może niedługo w niej sprzątać.
        I sorry, Olena, ale siedzisz w Stanach, twoje dziecko chodzi do dobrej szkoły dla bogatych, możesz sobie pozwolić na życie bez pracy, piszesz o survivalu na pustyni, rzeżbach smoka
        i zaletach integracji szkolnej.
        Zapraszam do Polski, przyjedź choćby na Śląsk, jest taka dzielnica Lipiny, tam to dopiero można robić survival.



        • olena.s Re: wolontariat rodzicielski w szkole 01.02.12, 14:49
          Zrobilo mi sie troche przykro i poczulam sie ciut zaatakowana. Przykro mi, ze wywolalam u ciebie taka fale goryczy.
          Nie siedze w Stanach, ale to detal. I o ile fakt, ze na skutek zbiegu okolicznosci moglam poslac dziecko do szkoly, na ktora w Polsce nie byloby mnie stac jest niewatpliwie bardzo mily, to jednoczesnie zapewniam, ze nie swiadczy to o jakims dzikim wupasie, w ktorym mialabym sie znajdowac (w Katarze obcokrajowcy nie maja prawa poslac dzieci do szkol panstwowych, wiec pracodawcy placa za prywatne - oto cala tajemnica). I kiedy porownuje, czy wypowiadam sie o szkolach, to nigdy nie pisze o sprawach zwiazanych ze szkolna forsa - ze sa dwa baseny, ze sprzatacze wylizuja szkole, ze jakis dzieciak mieszka w palacu - bo w ogole nie o to chodzi, jasne, bardzo fajnie jak jest, ale nie to stanowi o istocie szkoly. Zapewniam, tez, nie pisze po to, zeby komus wypiekac oczy, ze np, komputerow w szkole jest od czorta a na scianie wisi Rembrandt. Przeciez nie chodzi o survival na pustyni! Dzieciaki ucza sie wyznaczac kierunki swiata i tak samo moga to robic na wiejskiej lace, nawet pewnie byloby ciekawiej, bo krajobraz nie taki jalowy i wyschly jak tutaj.
          Powtarzam, nie chodzi o forse.
          Pisze o tym, ze ludziom, rodzicom dzieci chce sie robic rozne rzeczy, zeby dzieciaki mialy frajde (jakies halloweeny czy inne rozrywki), zeby mialy pomoc w nauce (np uczenie malych czytania przez doroslych ochotnikow) zeby byly wychowane w okreslonych priorytetach (np. pomoc w rozmaitych charytatywnych dzialaniach), zeby szkola dobrze dzialala (woluntariusze w bibliotece) zeby byla bezpieczna (wolontariusze na parkingu, na korytarzach przez pierwsze miesiace roku szkolnego). A pisze glownie dlatego, ze jestem gleboko przekonana, ze w panstwowych polskich szkolach wiele z tych rzeczy mozna byloby spokojniutko robic i uzyskiwac bardzo dobre rezultaty (moze nawet potrzebniejsze wlasnie w normalnych polskich szkolach, o ktorych wciaz slychac niewesole wiesci). Tylko - jakos rzadko sie to udaje, bo zwyczajnie ludziom nie chce sie niczego zmienic. A kiedy ktos na forum zaczyna temat ochotnikow w szkole, to wylaza mi oczy na wierzch kiedy czytam o kolkach plotkarskich, o faworyzowaniu dzieci aktywnych rodzicow, o tym, ze ktos pomagajacy z pewnoscia nie ma niczego ciekawszego do roboty, a to co ochotnicy robia to badziewie warte tylko tego, zeby sie z niego ponabijac w rodzinnym kolku.
          Jasne, pomoc wolontariuszy nie zapewni szkole kredy czy farby, nie zaplaci za zadne ekstrasy. Ale gleboko wierze, ze moze ze szkoly sredniej zrobic fajna.
          • nenia1 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 01.02.12, 17:16
            Olena, masz racje, to detal czy w Stanach czy nie w Stanach. Fakt, że nie żyjesz w Polsce, zyjesz w innym świecie, w innej kulturze. Dla ciebie takie zachowanie jest oczywiste, naturalne, bo żyjesz w takim otoczeniu, gdzie większość zachowuje się w sposób jaki opisujesz. Nic trudnego nie ma w takich zachowaniu, ponieważ jest powszechne, akceptowane, promowane i zwrotnie daje wam satysfakcję.
            Jak jestem w Austrii i w Szwajcarii to też po tygodniu segreguję śmieci na 24 rodzaje, a po dwóch tygodniach jodłuję, ale po powrocie do Polski śmieci dzielę na najwyżej trzy rodzaje
            bo tylko tyle rodzajów kubów stoi przed moim domem.
            I pewnie jakbym siedziała w tej Szwajcarii to bym pisała jak ty, czy Azja, dlaczego nie segregujecie tych śmieci, jestem pewna, że możecie spokojniutko to robić, to daje tyle satysfakcji i jest zbawienne dla środowiska, tyle że ja wracam i widzę, jak ta sama osoba w zależności od srodowiska róznie się zachowuje.
            Dlatego dla mnie proste diagnozy w stylu - nie chce wam się, są totalnym uproszczeniem. Możesz mi nie wierzyć, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę założyć, ze gdybyście ty czy Azja siedziały tu w Polsce, nie miały doświadczeń jakie dała wam zagranica, byłybyście dokładnie takie jak większość tutaj, bo przyczyn takie stanu rzeczy jest bardzo dużo, o wiele więcej niż - nie chce wam się. Należy się zastanowić dlaczego się nie chce.
            To nie jest tak jak starasz się tu wyłożyć, że ja nie rozumiem IDEI działalnia na rzecz szkoły,
            i jakie korzyści może to przynieść, tyle że tutaj tak to nie funkcjonuje, robisz wielkie oczy jak ktoś wspomina o kółkach plotkarskich czy faworyzowaniu dzieci, ale ja sama pamiętam jeszcze takie zjawiska i inne z wywiadówek, gdzie panie ciągle narzekały na nasze dzieci, niestety szkoła to instytucja, która mnie zniechęca do jakichkolwiek działań na jej rzecz i cieszę się, ze już mam córkę na studiach.
            • olena.s Re: wolontariat rodzicielski w szkole 01.02.12, 17:39
              Wiesz, ale wlasnie o to chodzi! Ze nie wiem jak Azja, ale ja jestem generalnie pi razy oko przecietna osoba, i zapewne bez takich czy innych doswiadczen tez mialabym z tylu glowy to wieczne, polskie "niedasie". Zupelnie jak kot trzymany od urodzenia w klatce, ktory wypuszczony po latach widzi pierwszy raz drzewo, ptaka, i tez pewnie mysli "niedasie'. Ale sie da, niech tylko kot lapy rozprostuje.
              Tak samo, gleboko wierze, wiele da sie zrobic w polskich szkolach - jezeli zechcecie.
        • ledzeppelin3 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 02.02.12, 08:45
          Nenia- brawo, 100% racji
          Hjeloł, witamy w Polsce. Tu nie emiraty arabskie, tylko Polska- czytaj BIEDNY kraj, w którym ludzie zapierniczają jak małe samochodziki na podstawowe potrzeby, bo jak będą lepić pierogi w godzinach pracy, to ich z roboty wywalą. Na, za przeproszeniem, farmazony w postaci festynów w szkołach mogą sobie pozwolić kraje, gdzie ludzie nudzą się i szukają pożytecznego zajęcia po pracy. Żeby zarabiać jakieś pieniądze, pracuje się po 9 godzin dziennie. Albo siedzi się w domu i zapiernicza 13 godzin na dobę z dziećmi, bez opiekunki i pana ogrodnika do pomocy. I wybacz, wtedy festyny i bratanie ze szkołą są na ostatnim miejscu w priorytetach.
          • olena.s Re: wolontariat rodzicielski w szkole 02.02.12, 12:44
            Zastanawiam sie, dlaczego uwazasz moj adres za fakt uniewazniajacy moje argumenty?
            Czy do polskich szkol nie chodza dzieci niepracujacych matek? Mlodych emerytowanych babc? Pracownikow zmianowych? Artystow, nie majacych sztywnych godzin pracy? Rencistow? Wszyscy jak jeden maz zasuwaja jak mroweczki o 8 rano do roboty, ktora opuszczaja o 19? Wszak wiesz, ze to nie jest prawda!
            Czy ci, ktorzy pracuja faktycznie nie moga po zadnym pozorem wziac pol dnia wolnego celem pokazania dzieciom swojej korporacji, swojej komendy strazy pozarnej, potowarzyszeniu w muzeum?
            Czy wsrod wymienionych powyzej nie ma pasjonatow, chetnych na poswiecenie paru wtorkowych wieczorow na pokazanie dzieciakom jak sie kopie pilke, lepi latawce? Nie ma specjalistek od aerobiku, nikt nie ma przeszlosci w zespole tanecznym zeby dziewczyny przegonic przez jakas rumbe czy inna czacze? Naprawde, czy ci, ktorzy martwia sie widzac nieruchawe i grubiejace dzieci nie moga poswiecic sobotnich porankow na prowadzenie meczow?
            Dajze spokoj.
            Poza ludzmi nie majacymi krztyny wolnego czasu, poza osobami zaintersowanymi wylacznie profesjonalna usluga jak moja interlokutarka nabakier, jest jescze masa ludzi, ktorzy maja czas, maja umiejetnosci ale nie wpada im do glowy, by dalo sie podarowac to komus innemu. I ja nie sadze, ze to dlatego, ze maja tych innych w nosie, ale dlatego, ze zwyczajnie nie jest to powszechne zachowanie, bo boja sie osmieszenia, bo nie wierza we wspolprace szkoly.
            • ledzeppelin3 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 02.02.12, 17:09
              > Czy wsrod wymienionych powyzej nie ma pasjonatow, chetnych na poswiecenie paru
              > wtorkowych wieczorow na pokazanie dzieciakom jak sie kopie pilke, lepi latawce?
              > Nie ma specjalistek od aerobiku, nikt nie ma przeszlosci w zespole tanecznym z
              > eby dziewczyny przegonic przez jakas rumbe czy inna czacze? Naprawde, czy ci, k
              > torzy martwia sie widzac nieruchawe i grubiejace dzieci nie moga poswiecic sobo
              > tnich porankow na prowadzenie meczow?
              > Dajze spokoj.
              Toś dorobiła ideologię. Niepotrzebnie.
              Nie, nie ma czasu na pokazywanie "pracy" szkole dziecka. Nie ma też takiej potrzeby.
              Natomiast są w Polsce rodzice, wychodzący ze swoimi dziećmi i partnerami na sanki, na tenisa w soboty, na basen, do knajpy i na spacer.
              Sami, bez całej szkoły w zapasie.
              Czasu wolnego jest tak mało, że poświęca się go na porozmawianie ze SWOIM dzieckiem, SWOJĄ żoną, a nie z paniami z klasy.
              Festyn dwa razy do roku- ok, to jest MAX.
              Zebranie raz w miesiącu w zupełności wystarczy.
              Cała reszta jest zbędna i na siłę.
              Cała reszta to działanie pod publiczkę, tylko i wyłącznie.

              Obowiązków rodzice maja i tak za dużo. Zabieranie im soboty na pokazowe działania na siłe jest okrucieństwem.
              • olena.s Re: wolontariat rodzicielski w szkole 02.02.12, 17:31
                Acha, jasne. Nie ma potrzeby, jakie woluntariaty, po cholere darmowe zajecia, kogo to obchodzi, zapisze moje dziecko do specjalistow, niech je trenuja, bedzie super.
                Mam nadzieje, ze mlodsza generacja bedzie miala inne podejscie. Bo jezeli nadal gros polskich rodzicow bedzie zasklepionych w takim - wybacz - egoistycznym podejsciu, to rezultatem, obawiam sie, bedzie dalsze rozwarstwienie spoleczenstwa i postepujaca atrofia wiezow miedzyludzkich. Ktora juz pieknie prezentujesz, pomawiajac masy, masy rozmaitych aktywnych, fajnych i patrzacych dalej niz wlasny nos, dziecko i plot rodzicow o dzialanie pod publiczke. Rozumiem. Ty zwyczajnie nie jestes uwierzyc w bezinteresowna zyczliwosc! We wzajemna pomoc, w to, ze jezeli sie przyprowadzisz a jakas sasiadka wpadnie do ciebie z ciastem, to zrobi to z innych powodow, niz wscibstwo.
                Tylko wiesz co? Jak liczyla tu myelegans, u niej 48 rodzicow zajjmuje sie 16 druzynami pilki noznej 6-8 latkow w niewielkim miescie.
                Ciekawe, ile jest druzyn dla takich malych dzieci w jakims na przyklad Zyrardowie. W Grojcu, na starej Pradze. Ile kosztuja, ile dzieci do nich nalezy i ilu rodzicow nie stac, by dziecko do nich nalezalo. I ciekawe, czy to dzieciaki z miasteczka my elegans czy z Zyrardowa maja wiecej tzw. fanu, kto bedzie bardziej usportowiony, kto lepiej nauczy sie wspolpracy w druzynie, wspolnego dazenia do celu, dumy z osiagniec.
                • ciociacesia w Grojcu 02.02.12, 23:18
                  nic sie nigdy nie udaje, bo na nic nie ma chetnych tongue_out
                • ledzeppelin3 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 18.02.12, 09:09
                  Wiesz co, oleno, nie bede z Toba rozmawiać. Wiesz dlaczego? Bo nienawidze hipokryzji. A jakąż trzeba byc hipokrytką, aby egzaltując się "wspaniałymi stosunkami międzyludzkimi" pomawiac mnie o egoizm i promowanie zrywania wiezi międzyludzkich? Znasz tylko mój punkt widzenia na zabieranie rodzinom soboty, jedynego dnia, gdy rodzina może byc razem, i dorabiasz ideologie i spiskowa teorie dziejów, o wrogach wolontariatu i atrofii więzi. To niedojrzałe, egzaltowane i histeryczne podejście. Do tego okłamujesz się. Chcialabys teoryjki o dzieciach uwiezionych w systemie wyobcowania, i przeciwstawny cudowny swiatek przyjaznych sobie wielkich społecznosci. Tak, myśl o tym w ten sposób,będziesz czuła sie lepiej. A moze nie cierpisz spedzać czasu ze swoim dzieckiem i w imię "socjalizowania" latasz na festyny, aby pomielic ozorem z rzesza znudzonych domowym życiem gospodyn domowych? Ja tez sobie podorabiam teoryjke, bo to wlaśnie robisz, nic innego. Niech zgadnę, masz jedynaka i duzo wolnego czasu?
                  • olena.s Re: wolontariat rodzicielski w szkole 18.02.12, 15:04
                    Nie rozpoznaję w twoim opisie, anie swoich poglądów, ani siebie samej, ale szanuję twoje prawo do niedyskutowania ze mną.
    • chipsi Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 14:13
      No to w druga stronę. W poprzednim wątku padały teksty że jak kogoś nie stać na sfinansowanie pomocy w szkole to niech odrabia.
      A więc drogie panie, skoro nie macie czasu na pomaganie dzieciom w szkole bo pracujecie to możecie za taką pomoc płacić prawda? Będzie sprawiedliwie.
      • kajmanik Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 14:16
        pomoc? czyją pomoc? ludzie zatrudnieni w szkkole (niezaleznie od stanowiska) nie robią tego charytatywnie tylko otrzymują wynagrodzenie.
        • chipsi Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 14:22
          W tym samym w czym mieli by odpracowywać osoby, które nie płacą składek za komitet, dostają dotacje z MOPSu i co tam jeszcze sugerowano w poprzednim wątku o sprzątaniu.
          Skąd ta niechęć w pomaganiu własnym dzieciom? Skąd taki wstręt do posprzątania za sobą?
          Trzeba coś zrobić za darmo to "nie mam czasu, pracuję zawodowo", trzeba za pomoc zapłacić "nie stać mnie, nie mam pracy". Najlepiej tylko brać i nic nie robić.
          • kajmanik Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 14:30
            zaraz ,zaraz. nie zapominaj ze za tych co nie płacą komitetu, nie składają se na rózne akcesoria szkolne itd. płacimy my- inni rodzice. i pomysł aby ci ,,niewydolni" świadczyli ,,w naturze" na rzecz szkoły nie jest zły.
            • chipsi Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 14:33
              Też uważam że pomysł z odrabianiem jest dobry, owszem. Tak samo w sytuacji gdy część rodziców (tych pracujących, składkujących itd) organizuje np. przedstawienie w szkole a ktoś nie może pomóc bo pracuje to sprawiedliwie było by aby się dołożył w inny sposób, tu finansowy.
              • kajmanik Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 14:36
                alez ja nie mam nic przeciwko dokładniu się finansowemu! do tego mnie namawiać nie trzeba. ale do pracy w szkole nikt mnie nie zmusiwink
                • olena.s Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 14:39
                  Sluchaj, ale tak bez urazy, bez sarkazmu, czemu wlasciwie? Zaloz, ze masz czas, nie pracujsze zawodowo albo na pol etetu, nie masz dracego sie niemowlaka ani prababci z alzheimerem pod opieka, to dlaczego wlasciwie nie chcialabys zrobic czegos wspolnie, zeby cos wspolego bylo fajniejsze?
                  • kajmanik Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 14:47
                    ipracuję, mam sporo własnych dodatkowych zajęc własnych i córki i poprostu nie mam ochoty marnować czasu ktorego mam i tak mało. mam chłodne uczucia w stosunku do społecznictwa i szeroko rozumianego wolontariatu. wspólne to fajniejsze? ciekawa teoria ale ja się z nią nie zgadzam.
                  • nabakier Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 15:08
                    Olena, pytasz, jak byś nie wiedziała, że ludzie mają wiele ciekawszych rzeczy d roboty, niż latać do szkoły i sprzątać czy kurna zupę nalewać.
                    • olena.s Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 15:14
                      Jasne ze wiem. A ty wiesz, ze przecietny Amerykanin poswieca poltorej godziny tygodniowo na rozmaite zajecia charytatywne? Ot tak, jako wklad w spoleczenstwo wykraczajacy poza placenie podatkow? Mi sie to podoba.
                      • nabakier Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 15:56
                        A mi nie, bo to praca z rozdzielnika, do której czułabym się przymuszona. Ja INACZEJ wypracowuję dobro wspólne, działając w rozmaitych organizacjach. Których praca obejmuje większy teren. I niech tak pozostanie. Od sprzątania są odpowiednie opłacone służby, od nauki języków odpowiednia kadra, a od leczenia lekarze.
                        Mnie mdli od takiego przymusu lokalnych wspólnot, jakiś prowincjonalizm z tego bije. Nie rozumiem.
                        • elf1977 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 16:03
                          A ja uważam, że jak ktoś chce i to lubi, niech się bawi. Traktowanie ludzi jak trybików w maszynie zespołu - jest chore. Wiem, ostatnio pochwala się pracę zespołową, gloryfikuje i wywyższa nad inne formy, ale są osoby niemające ochoty funkcjonować w stadzie. I już. Pomagać szkole - jestem za, ale niech to nie nabiera cech absurdu.
            • nabakier Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 14:58
              Komitet NIE JEST OBOWIAZKOWY, i dawno w ogóle powinien zniknąć. Nie rozpędzajcie się drogie panie w dysponowaniu cudzymi pieniędzmi. W dodatku wyłudzanymi. Tak, tak, WYŁUDZANYMI. Komitety są wymuszanymi darowiznami.
              • kajmanik Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 15:09
                nabakier napisała:

                > Komitet NIE JEST OBOWIAZKOWY, i dawno w ogóle powinien zniknąć. Nie rozpędzajci
                > e się drogie panie w dysponowaniu cudzymi pieniędzmi. W dodatku wyłudzanymi. Ta
                > k, tak, WYŁUDZANYMI. Komitety są wymuszanymi darowiznami.

                no nie jest. ale skoro z komitetu płacone są rózne imprezy, upominki choinkowe itd to dostaje/uczestniczy ten kto płaci tą ,,darowizne" a nie wszyscy. dla mnie to logiczne. a szkoła z kasy tych ktorzy płaca funduje ,,gratisy" tym ktorzy swoje dzieci/szkołę i parę innych rzeczy mają w d...pie,. to mi się zupełnie nie podoba.
                • nabakier Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 16:01
                  Skoro jest nieobowiązkowy, to wynaturzeniem jest oczekiwać, że jak kogoś nie stać, to odrobi. Kto chce, ten daje. Kto może, ten daje. I już.
                  Właśnie takie stawianie sprawa obnaża, co za tym stoi. "Może" zmienia się w "musi"- tak rodzi się presja społeczna. Ohydne.
                  Dziwię się Wam.
        • elf1977 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 15:56
          Za przygotowywanie pikników i sal przed balem? Nie, to się robi za darmo.
    • tatibi Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 14:46
      Niechec polskich rodzicow do interesowania sie szkoła ich dzieci, znalazła potwierdzenie w wynikach ankiety Rzeczpospoliej. Jakkolwiek mam wrazenie ze nauczyciele tez nie lubia jak im sie rodzice "plątają"

      Przeklejam fragmenty tekstu dot. ankiety.
      "Liczą się dobrzy nauczyciele, wyniki egzaminów i bezpieczeństwo dzieci. Współpraca rodziców ze szkołą nie jest najważniejsza. To wynik ankiety wśród polskich rodziców.Ankieterzy zapytali się rodziców: jaka szkoła jest dobra? 38,5 procent odpowiedziało, że taka, która ma wysoko wykwalifikowanych nauczycieli. 37,6 procent badanych wskazało na wysoki poziom nauczania i dobre wyniki egzaminów. Na kolejnym miejscu jest bezpieczeństwo uczniów – dla 34,5 procent rodziców decyduje ono tym, czy szkoła jest dobra. Na duży wybór zajęć pozalekcyjnych wskazało 24,9 procent ankietowanych. Zaledwie niecałe pięć procent rodziców uznało, że dobra szkoła musi współpracować z rodzicami.

      MAJĄ UCZYĆ, NIE WYCHOWYWAĆ

      Ta ostatnia liczba jest najważniejsza. Zdaniem autorów raportu, świadczy o tym, że rodzice zrzucają wychowanie dzieci na szkołę, nie chcąc współpracy. Są tak zajęci innymi sprawami, że nie obchodzi ich to, co się dzieje w szkole.

      – Zgadzam się z tym – mówi Leszek Osterczy, znany kielecki pedagog i psycholog, zajmujący się sprawami profilaktyki w kieleckim urzędzie miasta. Jego zdaniem, przerzucanie odpowiedzialności za wychowanie na szkołę jest nieporozumieniem. – Matematyk ma przede wszystkim dobrze nauczyć liczyć, a nie zajmować się narkotykami czy kradzieżami – mówi Leszek Osterczy. – Wychowanie, patriotyzm i kulturę osobistą wynosi się z domu, a szkoła ma jedynie wspomagać rodziców w tych sprawach – dodaje.
      ZAPRACOWANI RODZICE

      W opinii fachowców obecna sytuacja jest wynikiem tego, że rodzice są zbyt długo pracują, często daleko poza domem. W tej sytuacji szkoła przejmuje ich rolę.

      – Tego problemu nie da się rozwiązać i tu szkoła rzeczywiście ma dużo do zrobienia. Mam jednak wrażenie, że w wielu przypadkach decyduje wygoda rodziców, którzy dla własnej wygody ślą dzieci na świetlicę, korepetycje, obozy. Byle mieć spokój – mówi Leszek Osterczy. Problem zaczyna się już w przedszkolu. W czasie ostatnich wakacji 2011 roku pracowały wszystkie kieleckie przedszkola, bo tylu rodziców było chętnych na pozostawienie dzieci. Przedszkolaki zamiast spędzać ten czas z rodziną chodziły na zajęcia, często do późnych godzin popołudniowych. – W pierwszych klasach podstawówki jest jeszcze współpraca ze szkołą. Im później, tym gorzej i już wielu rodziców nie ma czasu na wywiadówki czy rozmowę z wychowawcą – uważa Leszek Osterczy.

      BYLE BYŁ WPIS

      Rodzice odbijają piłeczkę i mają pretensje do pedagogów. – Nauczyciele nie mają już takiego autorytetu jak kiedyś, więc trudno im wychowywać dzieci. Czasami mam wrażenie, że traktują nas jak petentów w urzędzie: byle był wpis w dzienniku, że „rodzic został powiadomiony” , bo ktoś ich z tego rozlicza. Brakuje rzetelniej rozmowy o dziecku – mówi mama jednej z uczennic w kieleckiej podstawówce."
      • nabakier Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 15:04
        Ankieta z Rzeczpospolitej- już samo źródło dużo mówi za siebie big_grin Dalej- ja dzieci nigdy nie zostawiałam w świetlicy, na zajęcia szkolne nie posyłałam, na obozy także, podatki płacę, nie czuję się nikomu nic winna.
        Co to za niewolnicza mentalność? Co to plemienność? Nie umiecie dzieciom i sobie zorganizować CIEKAWIEJ wolnego czasu?
        Ja pinkolę, w ogóle sobie nie wyobrażam, by ktokolwiek zwrócił mi uwagę, że mam przyjść posprzątać w szkole! Chyba bym szczękę zbierała z podłogi..albo śmiechem zabiła.
        • elf1977 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 16:09
          Może Ty nie wysyłałaś, ale inni liczą, że szkoła zorganizuje czas dzieciom od 7 do 18. Mam uczennicę, która "otwiera" szkołę przed siódmą, bo matka jedzie do pracy, a wychodzi po 17, ponieważ nie chce sama w domu siedzieć. Takich dzieci jest coraz więcej- znak nowych czasów.
          • leolina Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 22:42
            Jadę do pracy o 7,więc moje dziecko jest już od tej godziny w szkole.Odbieram je o 16.30 czyli zaraz po pracy.Niestety, pracuję i innej możliwości nie ma.
        • tatibi Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 18:11
          A czemuz to ankieta a Rzeczpospolitej jest nieodpowiednia? Wybacz ale mnie poprawnosc polityczna mało obchodzi i nie mam parcia na czytanie tylko ankiet z GW czy Wprost.
    • izabellaz1 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 14:52
      bramanka napisała:

      > jak pracuje to odpracowuje swoja dzielke w sobote. to DUMA pomagac szkole

      No już był taki jeden aktywizator - Stanisław Anioł się nazywał tongue_out
    • landora Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 15:14
      Bo przez lata ludzie byli zmuszani do udziału w "czynie społecznym" i teraz, kiedy wreszcie nie muszą, to z tego korzystają. Nikt nie lubi być do niczego zmuszany.
    • hamerykanka Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 15:22
      Czego sie spodziewasz....
      Przeciez kazdy tu jest tak zapracowany, ma swoj bizndes, posiada pol tuzina dzieci, chora babcie i jamnika z padaczka ze absolutnie nie moga sie zaangazowac w zadna dzialanosc przyszkolna sad
      Do takiego wolontariatu i poziomu swiadomosci spolecznej, niestety, trzeba dorosnac. W Polsce nie ma takiej swiadomosci, ludzie sobie nie ufaja i boja sie byc wykorzystanym, a po drugie najlepiej pokazac komus palcem, zeby to zrobil...
      W przedszkolu mojej corki jest podobnie; pare razy w miesiacu sa rozne akcje, sa miesiace gdzie co tydzien rodzice maja zrobic rozne'party', wiec kraza listy kto co przynosi i jest OK. W Polsce ludzie by sie burzyli, a dlaczego maja przynosic skoro juz za przedszkole placa, a bo Iksinska przyniosla tylko tanie drinki, a Ygrekowa nie przyniosla nic, choc jej dziecko tez bedzie jest i pic...echh....
      • nabakier Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 16:05
        Co Ty wygadujesz? Ludzie świadomi społecznie działają w rozmaitych organizacjach, których zasięg jest większy, niż obsługa kibli. Nie urządzają "party" w przedszkolu ani nie malują okien
        Świadomość dobra wspólnego na poziomie party- omg! I takie osoby ośmielają się krytykować 0poziom tej świadomości u innych. Weź Ty kobieto spójrz trochę dalej, niż podcieranie tyłków czy smarków przedszkolakom.
      • kolpik124 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 16:08
        To rób, w Hameryce socjał macie minimalny, więc musicie nadrabiać akcjami charytatywnymi i filantropią.

        A party to sobie mogę zrobić z przyjaciółmi i ich dziećmi w swoim domu/ogrodzie.
        • hamerykanka Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 16:19
          Uderz w stol...
          • kolpik124 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 17:02
            Też oglądałam 90210 big_grin big_grin big_grin
    • mmena Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 16:16
      bramanka napisała:
      > w wielu karajach masowy- rodzice chca i sie garna do pomocy szkolom,
      Pewnie, w równie wielu mają lepszy sposób na spędzanie swojego czasu niż udzielanie się w szkole.

      > racowuje swoja dzielke w sobote. to DUMA pomagac szkole,
      Nie, to strata mojego czasu, wolę go poświęcić na coś co sprawia mi przyjemność.

      > a u nas? dlaczego to nie funkcjonuje? mimo, ze edukacja bezpłatna (tak bezplatn
      > a, bo nie ma znaczenia czy sie podatki placi czy dzieci ma- placa tez ci, ktorz
      > y nie maja).
      Nie, edukacja nie jest bezpłatna. Wręcz przeciwnie jest płatna i to bardzo. Nie trzeba kończyć studiów ekonomicznych by zdawać sobie z tego sprawę.

      > to po co posłałaś dziecko do placówki z którą sie nie identyfikujesz?
      No przecież nie po to by zacząć się identyfikować!! Kobieto, weź ty się chwilę zastanów!. Dziecko jest w szkole po to aby się tam uczyło, poznawało kolegów, spędzało czas, a nie po to abym ja się z placówką identyfikowała.

      > Skąd ta niechęć w pomaganiu własnym dzieciom? Skąd taki wstręt do posprzątania
      > za sobą?
      Znowu??? Przecież już raz zapłaciłam! Płacę pensję sprzątaczkom i jeszcze mam za nie pracować?? Może zaczniemy też udzielać się w urzędach? My wolontariat, a urzędnicy w tym czasie będą popijać kawkę i odpoczywać.

      > Do takiego wolontariatu i poziomu swiadomosci spolecznej, niestety, trzeba doro
      > snac.
      Dorosnąć? Dorosłość nie ma z tym nic wspólnego. W tygodniu wystarcza mi czasu na zjedzenie obiadu po pracy, sprawdzenie lekcji dzieci, kąpiel i sen. Mam przestać spać by spełnić czyjąś wizję świata? Weekend to jedyny czas kiedy mogę robić to co lubię. Udzielanie się społecznie nie należy do tej grupy.
      I teraz ja zapytam - dlaczego się czepiacie matki aktywistki? Co was to obchodzi? Chcecie się udzielać? Wolna droga. Ja nie zamierzam, znam przyjemniejsze sposoby odpoczynku. Nie nudzę się w wolnym czasie, mam go zbyt mało by w pełni robić to co bym chciała.
    • nanuk24 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 16:17
      Bo emamy sa mocno zapracowane od 9 do 16tongue_out
      W moim otoczeniu rodzice pracuja od 8 - 9 do 18 - 19 i maja czas, sile i checi by cos robic dla swoich dzieci.
      Moje dziecko ma dwa razy w tygodniu(poniedzialki trening, w niedziele gre), trenerami(jest ich dwoch) sa ojcowie dzieci z druzyny, ktorym chce sie bujac w niedziele by uczyc inne dzieci. Nie dostaja zadnego wynagrodzenia. Inni rodzice(wszyscy na zmiane) dostarczaja przekaski i napoje.
    • wiu Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 16:36
      Polacy są INDYWIDUALISTAMI. Kiepsko im idzie współpraca w zespole. Potrafimy się zmobilizowac, ale od wielkiego Halo (np. powstania). Plus złe wspomnienia z czasów tzw. "czynu społecznego". I fakt, że najpierw społeczeństwo się dorabia, a potem zastanawia co zrobić z nadmiarem czasu/pieniędzy/energii. My wciąż jesteśmy społeczeństwem na dorobku.

      A tak osobiście: mieszkam pod miastem, dojazdy do pracy+praca+powrót zajmuja mi w dni robocze czas od 10:00-19:00. Rano zajmuję się wyekspediowaniem dzieci do przedszkola i niani oraz nadrobieniem prac domowych, wieczorem szykuję już tylko kolację, kąpiel i kładę dzieci spać, po czym doprowadzam dom do względnego ładu. Czas naprawdę wolny mam ok. 21:30. O tej porze raczej nie da się "iść i udzielać". Soboty i niedziele przeznaczam dokłądnie "dla rodziny" i "dla domu": np. duże zakupy, porządny obiad, wyjazd gdzieś z dzieciakiem/dzieciakami, spotkania z przyjaciółmi domu. Tu widzę jedyną przestrzeń dla ew. działalności "społecznej" ale zdecydowanie lightowej, tzn. związanej głównie z przyjemnością, a nie jakąs wielką mobilizacją.
    • woman_in_love najlepiej nic nie robic i brac duzy socjal 31.01.12, 17:12
      a wolontariat jest dla frajerów hehe. W sobotę i niedzielę to my idziemy z dziećmi do Tesco na zakupy i nie będziemy spędzać z nimi czasu na jakichś głupich weekendowych zawodach sportowych. Piknik jest dla klaunów. My ze szwagrem Józkiem robimy grilla na balkonie, puszczamy głośno fajną muzę, wszystkie dzieci się cieszą i rzondzimy na dzielni. Pomoc w bibliotece? Biblioteki to przeżytek. Nie po to mamy neta zasponsorowanego przez MOPS, żeby korzystać z jakiejś głupiej biblioteki. Zresztą polikwidowaliby już to przestarzałe dziadostwo a za zaoszczędzoną kasę zwiększyli nam prędkość neta, bo się filmy ściągają pół nocy i ściągnąć nie mogą. Ot co!
      • hamerykanka Re: najlepiej nic nie robic i brac duzy socjal 31.01.12, 18:02
        Oplulam monitor smile))
      • nabakier Re: najlepiej nic nie robic i brac duzy socjal 31.01.12, 19:02
        Women, ale wiesz o tym, ze wolontariat nie musi być związany ze szkołą, a praca społeczna może być na innym poziomie, niż organizowanie dzieciom zabaw?
        I że to nie musi się wiązać ze spędzaniem czasu w Tesco?
        I że nie musi się to wiązać z niechęcią do bibliotek?
        A już wcale z prędkością neta?

        Skąd Ty bierzesz takie alogiczne powiązania? Czytam Cię z coraz większą fascynacją, muszę napisać.

        Z jednej strony jesteś przeciw socjalowi, z drugiej chcesz wyręczać państwo w jego podstawowych obowiązkach, czyli składać daninę państwu. Weź Ty się jakoś uspójnij.
        • woman_in_love jestem spójna w poglądach 31.01.12, 20:21
          Jestem ZA socjalem, ale:
          1) w ograniczonej formie
          2) i w miarę możliwości w formie zwrotnej.

          Czyli: jestem za darmową i powszechną oświatą (ze żłobkami i przedszkolami włącznie, i z odpłatnością co najwyżej za posiłki/kino/wycieczki), a także za darmową i powszechną służbą zdrowia i refundacją częściową leków.

          Jestem też za ograniczonym socjalem, np. dofinansowania posiłków dzieci w szkołach, jakieś zasiłki z MOPS, itp. ale to już tylko i wyłącznie za odpracowanie w postaci prac społecznych. Ba! Nawet przydałoby się tu wypłacanie jednorazowych rekompensat tym paniom, które decydują się podwiązać jajowody i w ogóle uzależnienie dalszego wypłacania socjalu od poddania się temu zabiegowi po 1, góra 2 dziecku.
    • mama_kotula Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 17:15
      Jakbym miała taką samą jakość edukacji i taką samą jakość opieki nad dziećmi oraz w miarę poprawne standardy współpracy z rodzicem jak oferują te płatne szkoły za granicą, to bardzo chętnie bym się udzielała w tejże szkole. Teraz ni hu hu, nie ma mowy, płacę i nie zamierzam poza to wykraczać.
      • volta2 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 18:29
        a jesteś w stanie na taką jakość edukacji wyłożyć tyle co ja?
        ja wykładam za jedno 5 koła miesięcznie.

        i nie do końca jestem zadowolona, ale przecież co roku dzieciom się szkoły nie zmienia, tylko datego, że z powodu jednego cm śniegu odwołali wczoraj zajęcia.

        nie palę się do wolontariatu, ale jak trzeba - to trzeba.
        na dzień narodowy, na dekorację świąteczną szkoły, na wyjazd po prezenty świąteczne - poświęciłam kilka przedpołudni.

        na zebranka mi się nie chce chodzić, bo za duża jednak bariera językowa, sprzedawać też nie lubię i ciasteczek nie dostarczam na bakesale.
        ale cieszę się, że są ludzie, którym chce się więcej.
        za swój udział nie oczekuję specjalnego traktowania dzieci, jakichś tam podziękowań, czy bycia zauważoną. ot, robię to dla dzieci, nie dla siebie.

        a czy nie mam innych rzeczy do roboty? ależ mam, ale rozumiem, że czasem trzeba pomóc i nie ma co zasłaniać się pracą/dojazdami/nielubieniem.
        nie wiem, jak będzie w polskiej szkole, ja jako nauczyciel nie za bardzo lubiłam jak mi się mamy "wtrącały" - ale to nie były mi kobiety przyjazne. raczej patrzyły mi na ręce, czy przypadkiem napojów po andrzejkach nie zabiorę do domu(świństwo z liderprice, bleee)
        • mama_kotula Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 23:18
          volta2 napisała:
          > a jesteś w stanie na taką jakość edukacji wyłożyć tyle co ja?
          > ja wykładam za jedno 5 koła miesięcznie.

          A co to ma do rzeczy? Zapewne, jakbym była za granicą, tez bym tyle wykładała (nie można porównywać do cen edukacji prywatnej w Polsce). Jak na warunki polskie wykładam sporo, I think.

          Powtarzam: jeśli mi szkoła zapewni dobrą jakość edukacji i sensowną opiekę na dzieckiem, również psychologiczną i pedagogiczną; jeśli szkoła mi zapewnie inwestowanie w rozwój dziecka a nie uwstecznianie tegoż dziecka i demotywację (w tym miejscu chciałam podziękować mojej szkole za to, że mam w domu 8-letnie emo, któremu się NIC nie chce i które uważa, że nic nie musi, a nauka jest generalnie nudna i po co, oraz ja nie będę brał udziału w konkursie walentynkowym bo i tak nie wygram bo wygra jak zawsze jakaś dziewczyna), to ja bardzo chętnie mogę się zaangażować w działalność szkoły. O, i jeśli szkoła zechce ze mna współpracować nie rozumiejąc współpracy jako "rodzicu rób to, co my ci każemy, a my cię w sumie słuchać nie musimy, boś kiep".


          Natomiast jak mi szkoła na dzień dobry wręcza ankietę "co możesz rodzicu zrobić dla szkoły" i pierwszy punkt to "opracowywanie programu wychowawczo-profilaktycznego szkoły" a ostatni punkt to hyyyyyhyyy "sponsoring", to ja się mogę jedynie roześmiać wesolutko.


          > nie palę się do wolontariatu, ale jak trzeba - to trzeba

          Wolontariat z definicji, jak sama nazwa wskazuje, nie może być przymusowy i pod presją.

          > ale cieszę się, że są ludzie, którym chce się więcej.
          Uhm, ja też się cieszę, bo wiem, że takim ludziom "chcenie więcej" sprawia niesamowitą przyjemność.
          Oraz bardzo bym chciała, ażeby w gronie tych ludzi, którym chce się więcej, znaleźli się nauczyciele. Niestety, nauczycielom z reguły się nie chce. Chwalebnym wyjątkiem są u nas wychowawczyni mojej córki i pani prowadząca warsztaty teatralne.
          Natomiast na tzw. "warsztatach plastycznych" dzieci ostatnio dostały, uważaj, kolorowanki #facepalm. A wf się nie odbył i dzieci poszły oglądać film (!!!), bo strój miało 6 osób tylko (czyli połowa klasy, ale co tam, po co na szybko wymyślić jak zorganizować dzieciom zajęcia ruchowe nie wymagające przebierania się w stroje - lepiej dvd zapodać i miec spokój przez 2 godziny lekcyjne). Nie mówię już o powszechnej spychologii, na zasadzie "proszę coś zrobić z dzieckiem, bo dziecko nie umie tego tego i tego". No więc, do czego zmierzam - dopóki nauczyciel będzie miał w dupie, to ja również zamierzam mieć w tej przysłowiowej dupie. I nie będę wykonywać dekoracji na przedstawienie (mimo, że sprawiłoby mi to sporą przyjemność), dopóki na warsztatach plastycznych dzieci będą dłubać kolorowanki, bo te 2h warsztatów można poświęcić na wykonanie dekoracji, nieprawdaż? które może nie będą tak piękne jak te zrobione przez rodzica, ale przynajmniej zaangażowane w to będą dzieci.

          > a czy nie mam innych rzeczy do roboty? ależ mam, ale rozumiem, że czasem trzeba
          > pomóc i nie ma co zasłaniać się pracą/dojazdami/nielubieniem.

          Nic nie TRZEBA. Można, w miarę możliwości. Ale nie pod presją i nie na zasadzie sztucznej przymusowej integracji, nie na zasadzie wzbudzania poczucia winy. Bo ani to fajne, ani przyjemne, ani pożyteczne. Jeśli szkoła będzie w stanie zrobić tak, aby rodzice angażowali się nie z obowiązku, ale z autentycznej szczerej chęci, to ja polecę pierwsza. Na razie szkole się nie udało, wręcz przeciwnie.
          • volta2 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 01.02.12, 09:39
            A co to ma do rzeczy
            ano, ma
            nic nie ma za darmo

            ciekawa jestem ile wykładasz, skoro tak się żalisz, i nie mów mi o podatkach, bo my też płacimy.
            a za granicę jechać nikt nie broni, i płacić za szkołę za tą granicą również(w sekrecie ci powiem, że nielicznych stać na naszą szkołę, nawet ambasador polski miał problem by wyłożyć kasę za przedszkole córki - bo za to nasz rząd nie płaci - co dopiero za szkołę, droższą 4 razy)

            Nic nie TRZEBA
            ależ właśnie - czasem trzeba i tu się różnimy w postrzeganiu świata. nie pojechałam na bazar po prezetny dla dzieci bo chciałam, tylko wyszło, że jako jedyna znam rosyjski. miałabyś w tej sytuacji sumienie odmówić? ja nie miałam i też jako płacąca za szkołę nie uzanałam, że mogą jechać nauczycielki czy asystentki, które ten ruski też znają.

            a to, że się twojemu dziecku nic w szkole nie chce - no skoro mamcia prezentuje postawę, że nic nie trzeba - to dziecko tę postawę dziedziczy. i nie obwiniaj tu nauczycieli, takie sygnały po prostu wysyłasz na co dzień, i ono tym nasiąkneło.
            • mama_kotula Re: wolontariat rodzicielski w szkole 01.02.12, 12:52
              Nie czuję się zobowiązana przystępować do licytacji, kto więcej płaci za szkołę, bo to płytkie - więc do tego fragmentu się nie odniosę.

              Cytat
              a to, że się twojemu dziecku nic w szkole nie chce - no skoro mamcia prezentuje
              > postawę, że nic nie trzeba - to dziecko tę postawę dziedziczy. i nie obwiniaj
              > tu nauczycieli, takie sygnały po prostu wysyłasz na co dzień, i ono tym nasiąkn
              > eło.


              Z łaski swojej nie wyrażaj się o mnie per "mamcia", nie lubię protekcjonalnego traktowania. Nie znasz mnie i nie masz bladego pojęcia, jakie sygnały wysyłam dziecku.

              Wyjaśnię ci, co miałam na myśli, pisząc o demotywującej funkcji szkoły. Moje dziecko było homeschoolowane do 6rz. Owszem, chodziło do przedszkola również, niemniej większość czasu spędzało ze mną w domu. Tyle, co robiliśmy razem - najrozmaitszych aktywności - nie robiła chyba żadna obecna tu ematka. Dziecko łaknęło wiedzy, było chętne do robienia róznych rzeczy, CHCIAŁO mu się, bo widziało w tym wszystkim korzyść - choćby wiedzę dla samej wiedzy, i że jest to fajne, fajnie jest coś robić razem, z własnej woli i chęci, umiałam mu wyjaśnić, dlaczego to, co robimy razem, jest potrzebne i dobre.

              A potem dzieciątko poszło do szkoły. Gdzie się okazało, że nie warto w sumie uczyć się więcej, niż jest w książce, bo i tak nikt za to nie pochwali, a nawet nie pozwoli przekazać tej wiedzy - interesującej - innym, więc po co to robić. I nie warto brać udział w konkursach i starać się, bo przez 2,5 roku nie dostało się nawet wyróżnienia, a cały czas wygrywaja te same osoby, których prace noszą ewidentne znamiona pracy rodzica. Nie warto się starać.
              A zamiast wf mamy oglądanie dvd przez 2h, bo tylko połowa klasy ma strój (to tylko mały szczegół, że szkoła w lesie i można dzieci wsadzić w kurtki i przejść się na spacer).
              Za to w soboty mamy wycieczki szkolne. 8 godzin zapieprzania po górach w tempie wyścigowym, aby zobaczyć jak najwięcej. I w tym dzieci 6- i 7-letnie, które nie nadążają, ale co tam, mięczaki są. Przez całe wakacje odkręcałam rozpaczliwie efekty tych nieszczęsnych wycieczek, bo moje dziecko miało rozpacz w oczach na hasło "idziemy w góry".
              Nie warto nawet pisać "od siebie", tylko trzeba tak, jak pani każe. Nie można napisać w zadaniu, że się nie lubi szpinaku, wuefu i Filipa, bo nie, pani kazała wymazać Filipa, bo jak to tak, o koledze tak pisać, nieładnie a fe a fe. A tworzone przez całe popołudnie opowiadanie o smoku pożerającym księżniczki jest zbyt okrutne i trzeba mu zmienić końcówkę, aby się dobrze skończyło. Najbardziej zaangażowany entuzjasta by w końcu oklapł, skoro i tak zawsze jest źle.


              I podtrzymuje to, co napisałam - nic nie TRZEBA. Przymusowy wolontariat mija się z celem i prowadzi do tego, że człowiek robi byle jak, byle odbębnić. Prawdziwą sztuką jest natomiast takie zmotywowanie ludzi - rodziców, uczniów - aby im się chciało. Aby widzieli cel w tym, co robią, cel inny niż "bo tak trzeba, bo tak wypada".
              • volta2 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 01.02.12, 17:08
                jak to nic o tobie nie wiem?
                wystawiasz się na forum całkiem otwarcie, a interpretacje twoich wypowiedzi mogą być niezgodne z twoją intencją, musisz się do tego przyzwyczaić

                czy się o tobie wpowiadam protekcjonalnie - ano, nic ci do tego, co tam sobie o tobie piszę i mówię, bo mam takie na forum prawo. nie jest to grzeczne, przyznaję, ale ja nigdy grzeczna i kulturalna nie byłam, może więc zaniechaj dyskusji jak taka delikatna jesteś?

                co do homschoolingu - zazdraszczam, ale widać że ta forma edukacji nie przygotowuje do konfrontacji, och mały księciunio niedoceniony... i ciągle kto inny pierwszy? a to niespodzianka?

                może wypisz ze szkoły dzieciątko jak taka ta szkoła niedobra - przecież nic nie trzeba, wyedukujesz dziecko do matury nie gorzej niż wielce kosztowna szkoła, za którą płacisz górę kasy. wtedy sama zmotywujesz, i strój na wf będzie zawsze.
                • mama_kotula Re: wolontariat rodzicielski w szkole 01.02.12, 17:59
                  Protekcjonalny ton wyklucza wyważoną dyskusję. I nie ma się czym chwalić, że "nigdy nie byłaś grzeczna i kulturalna" - chyba, że ci się wydaje, że to takie cool jest i asertywne. No way, nie jest. Mylisz asertywność z chamstwem. Jak i wiele osób.

                  Cytat
                  co do homschoolingu - zazdraszczam, ale widać że ta forma edukacji nie przygotowuje do konfrontacji, och mały księciunio niedoceniony... i ciągle kto inny pierwszy? a to niespodzianka?


                  I znowu protekcjonalnie. Po co? Sprawia ci to przyjemność? smile

                  Zgodzisz sie ze mną, że demotywujące jest kiedy bierze sie udział w fefnastu konkursach, kiedy się czlowiek ośmioletni stara jak może, a konkursy wygrywa zawsze TEN SAM zestaw osób? I po pracach WIDAĆ, że są wykonywane przez rodziców, i ten ośmioletni człowiek to dostrzega i ma dysonans. Jego młodsza siostra jeszcze nie dostrzega, ale pewnie niedługo zacznie.

                  Księciunio, jak napisałaś, jest nauczony i świadomy, że nie zawsze jest się najlepszym - w domu regularnie ogrywam księciunia w planszówki, otwarcie mówię, że nie podoba mi się to, co zrobił (napisał, narysował itp.), nie mam żadnych oporów przed porównywaniem prac jego i siostry na jego niekorzyść, jeśli faktycznie są gorsze.
                  Ale "nie zawsze" to nie znaczy "nigdy". I księciunio jest zdemotywowany i nie chce robić pracy na konkurs, bo "i tak wygra Julka". I cholera, z trudem udaje mi się przekonać księciunia, że fajnie jest zrobić pracę. Dzisiaj robił. Spędził nad pracą 2 godziny, wyszła nieźle, napracował się. I szlag mnie trafia, kiedy potem dziecko nie dostaje głupiego wyróżnienia, a nie dostanie. A z wychowawcą i pedagogiem szkolnym było milion rozmów nt. motywowania - same zaobserwowały, że dziecko potrzebuje docenienia swoich wysiłków, że dziecko jest w szkole niedoceniane i że trzeba dziecko motywować pozytywnie. Na litość, nie mówię, że ma wygrywać każdy konkurs - wręcz jest to niewskazane. Ale w szkole jest 80 dzieci, konkursów w miesiącu +/- 3, można wyróżnić za każdym razem np. 6 osób - 3 miejsca na podium i 3 wyróżnienia, wyróżnienia nawet z tyłka wytrzaskane, ot, w celach motywacyjnych, losowo, żeby różne dzieci zachęcić do angażowania się w robienie czegoś więcej niż przewiduje minimum programowe. Czuję się jak idiotka, która robi dziecku wodę z mózgu, mówiąc, że fajnie jest zrobić pracę na konkurs, i że może tym razem się uda, a jak się nie uda, to nic takiego. A konkurs wygrywa przepiękna wydzieranka, idealnie wyklejona, co do milimetra... a potem słyszę od młodszej córki "to dziwne mamo, Michał nienawidzi wydzieranek i brzydzi się kleju, a na konkurs zrobił taką piekną i staranną".
                  Nie dziwne, córko, nie dziwne. Ty po prostu jeszcze nie wiesz, że masz wstrętną matkę, która nie skala się robieniem pracy ZA ciebie, a inni mają takie dobre mamusie.

                  A o wypisaniu dziecka ze szkoły jak najbardziej myślę. Szkoda mi tylko języków - nie będę w stanie sama mu zapewnić 8 godzin języka z konwersacjami w grupie. Ale może jakoś to się da załatwić.
                  • volta2 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 01.02.12, 18:23
                    nie mam zamiaru prowadzić tu wyważonych dyskuji, bo jeśli ktoś podchodzi do życia w ten sposób że nic nie trzeba? to o czym tu dyskutować?

                    a co do asertywności to ja gdzieś o tym pisałam? o byciu cool?

                    a w życiu!

                    więc raczej nic mi się nie myli.

                    dyskusja o demotywacji twojego dziecięcia mnie nie interesuje, bo nie o tym jest wątek.
                    tylko o rodzicach - którzy jak ty uważają, że nic nie TRZEBA(ach, jakie to asertywne i w ogóle nie chamskie!), i takich jak ja - którzy jak większość ludzi nic z przymusu lubić nie robią, ale jednak czasem się wysilą.

                    i nie robią tego tylko DLA SZKOŁY, a może dla swojego dziecka, dla siebie, dla innych dzieci i rodziców. szkoła i nauczyciele - zyskują na tej aktywności niejako przy okazji.
                    • mama_kotula Re: wolontariat rodzicielski w szkole 01.02.12, 18:27
                      No więc własnie - rozmowa miedzy nami jest bez sensu, skoro nie interesuje cię to, co mam do powiedzenia i skoro sprawia ci przyjemność protekcjonalne traktowanie współrozmówcy. Ja masochistką nie jestem. Miłego wieczoru.
                      • volta2 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 01.02.12, 19:22
                        nie interesuje mnie w tym wątku użalanie się na brak nagród dla księciunia homeschoolowanego przez mamcię.

                        za życzenia miłego wieczoru - dziękuję
                        ale u mnie już noc
                  • olena.s Re: wolontariat rodzicielski w szkole 01.02.12, 18:40
                    Cholernie frustrujaca sytuacja z tymi konkursami. Czy nauczycielka nie widzi, czy z jakichs powodow kogos faworyzuje?
                    • mama_kotula Re: wolontariat rodzicielski w szkole 01.02.12, 19:33
                      olena.s napisała:
                      > Cholernie frustrujaca sytuacja z tymi konkursami. Czy nauczycielka nie widzi, c
                      > zy z jakichs powodow kogos faworyzuje?

                      Daj spokój, Olena. Ja już się właśnie wyżej dowiedziałam, że moje dziecko to księciunio, a ja mamcia. I potwierdza się to, co podejrzewałam - nauczyciele czerpią dziką satysfakcję z utarcia nosa takiej "mamci księciunia" i samemu księciuniowi, bo przecież dziecku lat 8 które chce być od czasu do czasu pochwalone za to, co umie i za wysiłek, który włoży w wykonanie czegoś - w dupie się po prostu poprzewracało, temu dziecku. Niech ma gó...arz za swoje, do parteru go, do parteru, niech widzi, że wcale nie jest taki dobry, jak mu się wydaje mwahahahahahaha nawet jeśli jest, to i tak mu dowalimy, niech nie ma za dobrze. Przerabiałam to przez całą moją podstawówkę.

                      Teraz już wiesz, dlaczego mam w nosie angażowanie się? M.in. przez takie podejście. Wystarczy raz wyrazić uwagi krytyczne nt. czegoś, czy zaproponować jakąś alternatywę. I od razu człowiek zostaje zmieszany z błotem, że mu sie we łbie przewraca.

                      Dzisiaj syn zrobił pracę na konkurs, autentycznie boje się ogłoszenia wyników, wyć mi się chce, jak po raz kolejny syn wraca zniechęcony. Na początku jeszcze buntował się otwarcie, wyrażał jakieś emocje, teraz już coraz bardziej jest mu to obojętne uncertain
                      • olena.s Re: wolontariat rodzicielski w szkole 02.02.12, 12:29
                        Nie no, powiedz serio: czy twoje dziecko jest sekowane, czy nauczycielka zlewa, badz wrecz woli 'poprawione' prace?
                        • mama_kotula Re: wolontariat rodzicielski w szkole 18.02.12, 00:34
                          olena.s napisała:
                          > Nie no, powiedz serio: czy twoje dziecko jest sekowane, czy nauczycielka zlewa,
                          > badz wrecz woli 'poprawione' prace?

                          Specjalnie czekałam do dnia ogłoszenia wyników konkursu.
                          Nie odpuszczę, będę interweniować.
                          Dziecko wróciło jak zawsze smutne. Ok, nie zdobył nagrody, do przeżycia, nie musi, zdobył ktoś inny. Już chcę pocieszać, kiedy dziecko mi mówi:
                          - Pani I. powiedziała, że moja praca jest ładna, ale niedokończona, bo nie ma tła. A takie prace w ogóle nie będą brane pod uwagę. I ona może powiesić, ale praca nie weźmie udziału w konkursie, bo prace niedokończone, niestaranne i plagiaty nie będą oceniane przez jury.

                          Pani I. jest wychowawczynią klasy równoległej, chwilowo na zastępstwie u syna. Syna nie lubi, pozwala sobie wobec niego na złośliwe przytyki (kiedyś, jeszcze w zeszłym roku zapytała, kto jest najlepszy w klasie z matematyki, syn odpowiedział zgodnie z prawdą, że on, na co odparła ze śmiechem "a kto ci powiedział, że jesteś najlepszy? wcale nie jesteś! nie wygrałeś żadnego konkursu!!"; w październiku skonfiskowała synowi zabawkę - ok, bawił się na lekcji; kiedy na koniec semestru poprosił o oddanie zabawki, udawała, że nie wie o co chodzi, ja na wywiadówce zażądałam zwrotu, zaczęła sie śmiać i mówić, że syn musiał coś pomylić - pytałam osoby z klasy syna, potwierdziły, że pani odebrała synowi zabawkę).
                          Wg pani praca syna nie została dopuszczona do konkursu, bo "nie ma tła" - jest na białej kartce, pani uznała również, że praca jest niedokończona (syn nie umie się postawić - nie powiedział, że praca jest dokończona, tylko stał jak cielątko) - nie rozumiem, kto lepiej od twórcy wie, czy dzieło jest skończone?
                          Co najciekawsze, w konkursie bez problemu wzięła udział praca córki, również na białej kartce, co jeszcze ciekawsze - jedną z nagród zdobyła praca bez pomalowanego tła.
                          Co najbardziej ciekawe, choć niezaskakujące - znowu wygrał ten sam zestaw osób.

                          Olać nagrody, olać konkurs - w temacie demotywujących uwag pani I. będę zaraz po weekendzie interweniować, bo mnie jasny szlag trafił.
                          • ciociacesia twoje opowiesci 18.02.12, 10:35
                            mnie przerazaja i odnawiaja mi traume szkolna
                          • olena.s Re: wolontariat rodzicielski w szkole 18.02.12, 15:16
                            No to faktycznie tylko ręce łamać, robić dym albo zmieniac szkołę. Że też takie wredoty się trafiają. Daj znać, co wyszło. Trzymam kciuki z całej siły!.
              • elf1977 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 01.02.12, 17:22
                Cóż, może miałaś rzeczywiście takiego pecha z tymi szkołami, może wyolbrzymiasz, nie wiem. Z ciekawości jednak spytam, dlaczego uważasz, że ten nielubiany Filip powinien pozostać w zeszycie? Jeśli Filip siedzi w klasie i tego słucha? Czy dziecko nie powinno wiedzieć, że na forum, publicznie niekoniecznie głośno mówi się o swoich antypatiach? Przecież to jedna z ważnych zasad życia w społeczeństwie - nauczyć się, czego nie powinno się mówić głośno.
                • mama_kotula Re: wolontariat rodzicielski w szkole 01.02.12, 18:25
                  Cytat
                  Przecież to jedna z ważnych zasad życia w społeczeństwie - nauczyć się, czego nie powinno się mówić głośno.


                  No więc dziecko nie mówi tego głośno, nie okazuje swojej wrogości koledze, napisało w zadaniu 3 rzeczy (osoby), których nie lubi. Zgodnie z prawdą. Kolega zadania nie widział, bo i z jakiej okazji miał widzieć?

                  Zgadzam sie, że nie powinno się wszystkiego mówić głośno, ale nakazanie wymazania kawałka pracy, bo jest niepoprawny politycznie - jest imho przegięciem.

                  Uważam, że dziecko powinno samo ponieść konsekwencje i przekonać się, czym grozi nadmierna szczerość - a grozi rozmaitymi konsekwencjami, od wykluczenia z grona znajomych do obicia pyszczka przez rzeczonego Filipa. Podczas wymazywania z zeszytu zawiodła komunikacja - dziecko przyszło do mnie i zapytało, cytuję "dlaczego nie wolno mi nie lubić Filipa". Wolno ci nie lubić, synu.
                  A to, czy o tym będziesz głośno mówić, czy nie, to zależy od ciebie - i patrz, widać to nawet tutaj na forum, Volta używa w stosunku do mnie określeń typu "mamcia", "księciunio" - zatem dostaje ode mnie negatywny feedback, że sobie nie życzę, na co stwierdza, że "zawsze była chamska i niegrzeczna, a jak mi nie pasuje, mogę nie dyskutować" - co też i zamierzam uczynić, bo dla mnie dyskusja na forum jest rozrywką dla przyjemności.
                  • elf1977 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 01.02.12, 18:29
                    Na forum to można wiele, w końcu się jest anonimowym. Mało jest ludzi, którzy potrafią zachować klasę w wirtualnym i bezkarnym świecie.
                    Nauczycielka popełniła błąd, powinna zostawić to zdanie, ale przestrzec ucznia przed tego typu sformułowaniami.
                    • mama_kotula Re: wolontariat rodzicielski w szkole 01.02.12, 19:39
                      Cytat
                      Nauczycielka popełniła błąd, powinna zostawić to zdanie, ale przestrzec ucznia przed tego typu sformułowaniami.


                      Wiesz, to też zależy od sytuacji. Akurat Filip doskonale wie, że syn go nie lubi, i vice versa. Myślę, że bardziej niż przed samym sformułowaniem powinna przestrzegać przed jawnym OKAZYWANIEM tego, że się nie lubi - jawną wrogością, złośliwościami, pogardą, dokuczaniem; bo na tym etapie to jest problemem bardziej, niż samo wyrażenie swojej antypatii. Jednocześnie powinno być - wg mnie - uczenie dzieci, że mają prawo do sympatii i antypatii, że mają prawo kogoś nie lubić; bo to chyba umyka w dobie politycznej poprawności.

                      Bo to, że nie lubię Ziutki, nie znaczy automatycznie, że pójdę jej podpalić dom i otruć kota. Nie - to znaczy tylko i wyłącznie, że nie lubię Ziutki. I jest to sformułowanie wbrew pozorom neutralne.
        • ewa_mama_jasia Re: wolontariat rodzicielski w szkole 02.02.12, 10:05
          > a jesteś w stanie na taką jakość edukacji wyłożyć tyle co ja?
          > ja wykładam za jedno 5 koła miesięcznie.
          Jeśli mierzysz jakość edukacji wysokością czesnego, to możesz się przejechać. W Warszawie jest szkoła amerykańska, miesieczne czesne ponad 4 tys. zł. Niedawno był o niej artykuł w prasie, że taka dobra, niezmiernie wysoki poziom, czego to dzieci się uczą (oczywiście katalog zajęć obszerny), jak są świetnie przygotowywane do studiów itp. A w parę tygodni po tym artykule informacja, że zatrzymano wicedyrektora szkoły za podrabianie ocen, za usprawiedliwianie nieobecności uczniów na zajęciach, za zaliczanie im przedmiotów niezbędnych do przystapienia do matury międzynarodowej.
          • olena.s Re: wolontariat rodzicielski w szkole 02.02.12, 12:32
            Co do meritum masz slusznosc, czesne nie jest ani koniecznym, ani najistotniejsym czynnikiem warunujacym dobra edukacje, ale co do faktow to mylisz dwie szkoly: amerykanska w podwarszawskim Konstancinie, oraz amerykanska na Ursynowie. Skandal dotyczyl tej drugiej, wysoka jakosc - tej pierwszej, obie sa mocno drogie.
            • volta2 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 02.02.12, 12:55
              myślę, że szkoła na kabatach też nie jest słaba pod względem jakości nauczania, tym bardziej że w wawie była chyba mocno pierwsza(na pewno od dawna działała, nim otworzono konstancin).

              to że dyrektor dopuścił się nadużyć - czy też tylko takie miał zarzuty(nie wiem, czy potwierdzone) - niekoniecznie musi świadczyć o poziomie nauczania.
              zazwyczaj dyrektorami w takich placówkach - inaczej niż w pl- nie są nauczyciele, tylko ktoś z przygotowaniem administracyjnym.

              a zarzuty - poważne, ale:
              jeśli dziecko X wyjeżdżało już z rodzicami z pl na zawsze, mogło dostać zgodę na robienie 2 lat w jednym roku, by maturę zdać, ktoś, kto nie był w wtajemniczony w procedurę, a zobaczył dziecko x na graduacji - mógł pomyśleć, że coś było nie w porządku i swe zarzuty gdzieś tam zgłosić.
              skoro gościa zatrzymano - to raczej sprawa nie jest czysta. ale nie śledziłam, jak się skończyłą, więc nie wiem.



              a szansę, że w prywatnej szkole nie będą nikogo(dziecka i rodzica) traktować "z buta" są znacznie większe niż w bezpłatnym molochu, aczkolwiek lepiej się pocieszać tym aresztowaniem.

              a jak szkołę ocenia mój syn?
              na pytanie dlaczego nie chce wracać do pl - bo szkołasmile
              dlaczego chce zostać dłużej tu gdzie jest? - bo szkołasmile
              w pierwszy dzień wakacji - o rany, szkoda, że już są wakacje...

              jeśli po 2 latach nauki w warszawie tak mi podsumuje bezpłatną rejonówkę - będę bardzo szczęsliwa.
      • elf1977 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 01.02.12, 09:43
        No właśnie, szkoda, że to nie działa w drugą stronę. Dlaczego mi płacą od godziny, a tego typu rzeczy jako nauczyciel mam robić za darmo?
        Jak już mają być dodatkowe szopki, niech się angażują wszyscy, a jak nie ma kto zapłacić nauczycielom za dodatkową robotę - niech się skupią na uczeniu.\
        Ostatnio przyszli do mnie uczniowie 3 klasy z zapytaniem, czy nie może być w II semestrze więcej godzin polskiego, a mniej różnego rodzaju imprez. Gdyby to ode mnie zależało...
    • zona_mi Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 18:54
      Pomagamy.
      • phantomka Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 21:42
        U nas się pomaga w miarę możliwości. Fakt, szkoła mała, rodzice w naszej klasie zgrani i zwarci do tego, żeby udzielać się tam, gdzie możemy. Dla mnie ma to ten plus, że to pokazuje dzieciom, że rodzice współuczestniczą w życiu szkoły, że spotykają się po szkole, planują wspólne wypady dla klasy/szkoły.
      • myelegans Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 21:46
        W PTA w szkole syna sie nie udzielam, bo jest obstawione przez niepracujace mamy, ktore sie wyzywaja w organizowaniu i sa bardzo hierarchiczne, robia dobra robote, maja wiecej czasu.
        Za to w szkole polskiej jestem w trojce klasowej od 4 lat, poza tym pracuje na rzecz kazdej zabawy organizowanej przez szkole (andrzejki, zabawa karnawalowa, festyn wiosenny), przygotowywanie przekasek, obsluga, sprzatanie po, bo pieniadze z tych zabaw ida na ogrzewanie szkoly dzieci.

        Moj syn jest w klubie narciarskich, w ktorym sa cotygodniowo zawody, ktore w 100% sa obslugiwane przez rodzicow, bo wybor jest: albo brak zawodow (dzieci pod zawody trenuja), albo kosztowaloby to spore pieniadze zelcajac jakiejs firmie.

        Liga pilkarka, baseball, football itd. trenerami sa rodzice, wszyscy wolontariusze, dzieki temu kosztuje nas to grosze. Dziesiatki dzieci korzysta z tego w trakcie sezonu, ze wszystkich warstw socjo-ekonomicznych, wiec jest duzo druzyn na rozgrywki.

        Poza tym mam swoj ulubiony klub biegacza, na ktory wlasnie organizuje "food donation" od rozmaitych sponsorow na nasz coroczny bieg uliczny kobiet w Dzien Matki (1000 biegaczek), ktorego caly dochod przeznaczamy na rzecz lokalnego towarzystwa walki z przemoca w domu i school bullying. Wolontariuszy nam jescze nigdy nie zabraklo.
        • leolina Re: wolontariat rodzicielski w szkole 31.01.12, 22:57
          W tygodniu jestem w domu dopiero po 17. Po uporaniu się z obowiązkami domowymi ledwo mam czas i siły przeczytać kilka stron książki.W weekend zajmuje się większymi sprawami domowymi, piekę ciasto dla rodziny, jedziemy na działkę, gdzie w końcu mamy czas dla siebie-możemy spokojnie porozmawiać,pograć w piłkę,podrzemać na leżaku, pojeździć na rowerze, wybrać się na wycieczkę i pozwiedzać ciekawe miejsca, odwiedzić dziadków.Weekend to dla mnie czas tylko dla rodziny i wołami by mnie nie zaciągnęli do szkoły na piknik czy zawody.
          • myelegans Re: wolontariat rodzicielski w szkole 01.02.12, 00:20
            No to tak jak my, rodzinnie idziemy na boisko, dziecko gra, my z mezem przynosimy lezaki, kawe i wreszcie mozemy spokojnie porozmawiac. Po drodze do domu wszyscy idziemy do jakiejs knajpki na lunch.
            Na narty tez jedziemy rodzinnie, dziecko startuje w zawodach, my gdziez na trasie, po zawodach lunch i po lunchu rodzinnie jezdzimy na nartach.
            Drzemac na lezaku to moge jak bede miala 100lat. Nie ten poziom energii, ani mojej ani tym bardziej mlodego.....
    • malila Re: wolontariat rodzicielski w szkole 01.02.12, 11:48
      Pewnie dlatego, że tam się ludzie identyfikują ze swoją szkołą. Nauczyciele są pomocni - wszyscy albo większość, nie mają podejścia typu: "wasze dziecko jest beznadziejne, wy też, zróbcie coś z tym", wszystkim zależy na dobrej współpracy.
      Ja mam taką szkołę w Polsce - płatną, z rodzicielskim wolontariatem. Ale gdybym miała dziecko w pobliskim publicznym molochu - to nie wiem, czy bym w ogóle chciała się tam pojawiać.
      • azjaodkuchni Re: wolontariat rodzicielski w szkole 01.02.12, 15:16
        Z zainteresowaniem przeczytałam cały wątek i poczułam się jak na targu..
        - Ta nie pracuje nie niech zasuwa
        - Ta ma w prywatnej niech zasuwa
        - Ta z zagranicy niech zasuwa... wszyscy tylko nie ja..sad
        Rozumiem Olenę sama też zasuwam i nie oczekuję pochwały. Tylko, że w Singapurze praca na rzecz szkoły własnego dziecka to zaszczyt.
        Mam dziecko w szkole za granicą nie żadnej międzynarodowej tylko w zwykłej ( po naszemu mówiąc rejonowej) i w rodzicielskim wolontariacie udzielają się ludzie z całego świata. Pani z Bangladeszu pomaga odrabiać lekcje z francuskiego, bo świetnie zna ten język, a pan który jest ratownikiem pomaga na basenie. Poza ekspatami wszystkie " tubylcze" matki pracują i jakoś dają radę ...
        • ciociacesia jakbym chciala zaszytów 01.02.12, 15:32
          to bym za ksiecia wyszla
          • azjaodkuchni Re: jakbym chciala zaszytów 01.02.12, 15:54
            A ja Azjatom zazdroszczę tego, że im się chce , że pani która w kasie w sklepie ma czas być sprzedawcą również na kiermaszu. A pani z banku przyszła i opowiedziała trzecioklasistom o % i o tym, że jak się bierze kredyt to trzeba oddać więcej niż się wzięło. Wiele rzeczy z azjatyckiej czy amerykańskiej szkoły jest nie do przeniesienia , bo nie te fundusze, ale wiele wymaga jedynie zmiany podejścia.
            • ciociacesia no mi sie nie chce 01.02.12, 16:00
              chcialam poczytac w przedszkolu trzylatkom ale dowiedzialam sie ze rodzice sa niemile widziani, bo 'dzieci sie rozpraszaja'
              na zaszczytach mi nie zalezy, a czas lubie spedzac rodzinnie, niczym jakis dzikus
              • azjaodkuchni Re: no mi sie nie chce 01.02.12, 16:07
                To strasznie smutne to przedszkole sad w polskim czytałam i 7 letnia wtedy przyjaciółka córki też. Sporo rodziców czytało...fajne to jest.
                • ciociacesia takie specyficzne panie 01.02.12, 16:19
                  ktorym wpojono wizje - rodzice do przedszkola nie wchodza - czekaja pod drzwiami. przedszkole to osobny swiat w ktorym na rodzica bawiacego sie z dziecmi na dywanie miejsca nie ma. ona tez zawsze z wysokosci swego biurka nadzoruja zabawe
        • mama303 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 01.02.12, 17:37
          azjaodkuchni napisała:

          > Rozumiem Olenę sama też zasuwam i nie oczekuję pochwały. Tylko, że w Singapurze
          > praca na rzecz szkoły własnego dziecka to zaszczyt.
          W Singapurze to wszystko jest zaszczytem. Taka kultura wink. Dla mnie niezrozumiała podobnie jak amerykańska, gdzie wszyscy sa happy nawet jak nie są.
          • elf1977 Re: wolontariat rodzicielski w szkole 01.02.12, 18:26
            To kwestia klimatusmile Poza tym mnie to śmieszy, wolę się pośmiać czy ponarzekać z przyjaciółmi, niż wiecznie szczerzyć zęby.
            Ja w ogóle lubię Polskę, może to nie jest najdoskonalsze miejsce na świecie, ale dla mnie jest ważne.
          • myelegans Re: wolontariat rodzicielski w szkole 01.02.12, 18:46
            Cytat Dla mnie niezrozu miała podobnie jak amerykańska, gdzie wszyscy sa happy nawet jak nie są. A pracowalas z nimi kiedys na codzien, czy tak tylko z filmow wnioskujesz?. Punkt widzenia zalezy od punktu odniesienia. Anglicy przyjezdzajacy do stanow przechodza szok kulturowy np. jakiz to gburowaty, niegrzeczny i niekkulturalny narod.
    • agathencja Re: wolontariat rodzicielski w szkole 23.04.12, 15:19
      Wiecie co, przeczytałam całą dyskusję i się uśmiechnęłam do siebie w duchu. Bo tak naprawdę ludzie mają coraz mniej czasu, a działania- często konieczne- w szkołach zajęłyby często resztkę tych wolnych chwil, które mamy dla własnej rodziny... Poza tym jednak chyba w nas Polakach często funkcjonuje przekonanie, że czemu ja mam coś zrobić skoro tamten nie robi nic. wink Trochę to chyba taka narodowa choroba. wink
      Czasami jednak można zrobić chociaż coś niewielkim kosztem... Tak jak ktoś napisał nawet kilka godzin w miesiącu.
      A dla tych, którzy są skarbnikami/ zbieraczami gotówy na np. wyjazdy szkolne to polecam to: KlasowyKsiegowy
      Naprawdę fajne ułatwienie w zbieraniu funduszy+rodzice mogą się tam komunikować ze sobą więc jak należycie również do zapracowanych rodziców to się Wam przyda. Korzystanie jest bezpłatne.
    • mgla_jedwabna Re: wolontariat rodzicielski w szkole 23.04.12, 15:41
      W prywatnych małych szkołach często jest tak, że ze względu na koszty i profil szkoły, chodzą tam dzieci rodziców o podobnych poglądach, trybie życia i sposobie myślenia. Więc łatwiej im dogadać się między sobą i zorganizować cokolwiek.

      W Polsce do osiedlowego gimnazjum chodzi cały przekrój społeczeństwa, rodzice typu "sprzątaczka i kierowca tira" niekoniecznie dojdą do porozumienia z rodzicami "ordynator chirurgii + główna księgowa" w kwestii profilu, kosztów i pory organizacji imprezy.

      Poza tym w zagranicznych szkołach chęć pracy rodziców jest z reguły nie mniejsza niż chęć pracy personelu szkoły. A u nas często jest tak, że rodzice robiący coś dla szkoły stykają się albo z obojętnością personelu (i mają poczucie, że odwalają ich robote, bo tamtym się nie chce) albo z otwartą niechęcią (a po co im robić zawody sportowe, jeszcze salę gimnastyczną zniszczą).

      I jeszcze takie skojarzenie osobiste: mam wrażenie, że na taki udział w życiu rodziców mogą sobie pozwolić bogaci ludzie, np. mamusie, które piekąc te 200 babeczek, zatrudniają panią do regularnego sprzątania i tatusiowie, którzy mają siły i chęć dopingować dzieci na turnieju, bo w tygodniu nie są wyzyskiwani i pomiatani.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka