Dodaj do ulubionych

nieszczęśliwe wypadki dzieci

    • shellerka Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 15:09
      tak. młody miał może z pół roku właśnie. ja notorycznie niewyspana przenosiłam go taka na wpół przytomna z salonu do sypialni i walnęłam jego główką w futrynę drzwi. zaczął ryczeć, nie miał jakiegoś specjalnego guza, ale momentalnie odechciało mi się spać. obserwowałam go przez tydzień, a i tak do dziś (ma terz 5 lat) obwiniam siebie i boję się, że zrobił mu się wtedy jakiś tętniak.
      • redheadfreaq Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 16:12
        Tętniaki nie powstają w wyniku uderzeń - rozwarstwienie ścian naczyń krwionośnych następuje w wyniku ich nieprawidłowej budowy, lub w wyniku nadciśnienia. Mogą być też wrodzone, ale z pewnością nawet konkretne przygrzmocenie o framugę nie ma wpływu na ich powstanie.

        Myślę, że po takim czasie nie musisz się już martwić smile
    • sagittarius_84 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 15:11

      Córka, miała wtedy z 1,5 roku, poparzyła się moją prostownicą.
      Prostowałam włosy, dziecko biegało po domu aż przyszło do mnie do łazienki, prostownica leżała na ubikacji a mała ją chwyciła. Nagrzana była na maxa.
      Od razu zimna woda itd. Nic się nie stało szczęśliwie. Nawet blizny nie ma, więcej strachu i paniki.
      Więcej przypadków nie mam i nie z nam z otoczenia na szczęście chyba
    • kiszczynska Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 15:28
      Nie milaam, bo taka glupia jak ty nie jestem.
      • mamaemmy Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 15:51
        Nie miałam-i mam nadzieję,że mieć nie będę..
        Jako dziecko ponoc stanęłam raz na parapecie w pokoju(podstawiłam sobie krzeslo),to bylo 3 pietro w bloku,ale mama podeszła cicho i mnie stamtąd zabrała jednym ruchem,odtąd zawsze pilnowala.
        Jak emka sie urodzila,obsesyjnie czytalam emamę i rózne sytuacje i rady JAK zapobiegac,chocby nawet rada,że jak dziecko jest na przewijaku,żeby nawet na moment sie nie odwrócic(rada której żadna z moich znajomych nie stosowała..jak zauwazylam;/),albo żeby nie wychodzic do sklepu jak dziecko śpi(nigdy tego nie robiłam,ale cholera wie,czy nie wpadlabym na to,jakbym tego nie przeczytala tutaj..)i rózne inne opcje,moznaby mnożyc..



        Historia małej Emmy Marii
    • asia_i_p Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 16:41
      Poważnych nie miałam - ale raz półtoraroczne dziecko weszło na fotel i zleciało z jego poręczy tyłem, wykafelkowaną w tym miejscu podłogę koło kominka. Na szczęście leżały tam poduszki i wpadła w te poduszki. Tak jak patrzę wstecz, to przy mojej zręczności brak wypadków to nieomal dowód na istnienie Anioła Stróża wink. Pamiętam obudzenie się kiedyś w nocy na fotelu, w którym karmiłam, z dzieckiem na kolanach, nie wiedząc, czy już po karmieniu czy jeszcze przed - cud, że nie spadła mi z tych kolan.

      Pamiętam, że co noc mi się śniło, że ją upuszczam - że wysuwa mi się z rąk, spada na ziemię, wpada pod stół (były różne wersje) i wyciągam ją ze zniekształconą głową. Myślałam, że te sny to objaw depresji poporodowej - teraz wydaje mi się, że kiedy zapadałam w głębszy sen i mięśnie mi wiotczały, pojawiały się te sny, jako rodzaj sygnału alarmowego.

      Ja mojej mamie spadłam z przewijaka i leciałam na podłogę, głową w dół (jako noworodek). Mój ojciec skoczył i złapał mnie nad samą podłogą - do dziś mówi, że pamięta to w zwolnionym tempie, jak mi się głowa odgina i w końcu nie dosięga do tej podłogi.
      • ga-ti Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 04.02.12, 13:05
        Miałam podobnie z zasypianiem podczas karmienia i z budzącym natychmiast snem. Też myślę, że to jakaś reakcja "ostrzegawcza" organizmu albo Anioła.
    • zebra12 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 16:46
      Nie miałam, na szczęście. Ale na pewno dzowniłabym po pomoc, a nie ukrywała ciało...
    • dziennik-niecodziennik Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 16:55
      moja koleżanka niosła po schodach (z wysokiego piętra na parter, około 25 schodków, w dolnej partii zakręcone) czteromiesiecznego syna zapiętego w foteliku samochodowym. urwala się rączka... dziecko w foteliku poszło w dól po schodach, fotelik był twardy, wiec sie odbijal od schodów, podskakiwał, poniewaz cięzar rozłożony nierówno to się odbijał krzywo i parę razy tez w scianę przyłożył... dziewczyna mowiła że prawie jej serce stanęło.
      dziecku nie stało sie kompletnie nic.
      a fotelik był nowy i markowy, zeby nie było.
      • dziennik-niecodziennik Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 17:05
        a, jeszcze mi sie przypomnial kolega mojego brata ze szkoły ktory w wieku lat czterech bodajże ściągnął na siebie z kuchenki garnek z gotującym się kompotem. poszło na twarz. buzie odratowali, prawie bez śladów, ale gałki oczne uszkodzone uncertain
    • nanuk24 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 17:22
      Moja mama miala nieszczesliwe wypadki ze swoimi dziecmi.
      Ja, mam duza blizne na boku i na udzie po garacej zupie, ktora na siebie wylalam. Moj brat ma blizne na posladku po tym jak tylkiem siadla na stluczonej butelce. a moja siostra postanowila wyjsc z domu obejrzec sanki w wystawie sklepowejwink


      Mnie starszy syn spadl z lozka, raz go szukalam okol 40 minut - poszedl z kolega do jego domu.
    • zuzanka79 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 17:48
      Całkiem nie dawno moja prawie dwuipółletnia córeczka wypadła z wanny ( wyszła tak szybko, że nie zdążyłam jej złapać). Na szczęście skończyło się tylko guzem, bo głową uderzyła w kafelkową podłogę na której był rozłożony ręcznik, by się nie poślizgnęła sad
      Dodam, że wejście i wyjście z wanny od dłuższego czasu nie stanowi dla niej problemu. I nie kąpie się bez opieki.
      Wystarczy moment.
    • paulka25 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 18:31
      Najpoważniejszy wypadek mojej córki to wywrotka twarza na asfalt i zdarcie skóry z czoła, policzka, brody i nosa. Na szczęscie szybko się zagoiło i nie zostały na buzi zadne blizne.
      Mój największy i najbardziej "spektakularny" wypadek z dzieciństwa to wbicie sobie swiezo zatemperowanej kredki w skroń.
      Moj brat natomiast jako nastolatek stłukł szybe w drzwiach i wielki kawał tej szyby wbil mu sie pod posladek. Rodzice jechali z nim taksowka na pogotowie zeby to wyciagnąc.
      • paliwodaj Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 19:22
        u nas najbardziej talentny w samooklaczeniu sie jest moja najstarszy syn. najbardziej dla mnie drastyczne bylo jego zlamanie reki z przemieszczeniem. Dzieci bawily sie na placu zabaw, na naszym ogrodzie, wyszed wyzej i spadl, nie bylo to baaardzo wysoko, lezal i plakal, a ja mu mowie, ze przeciez go uprzedzalam zeby tak nie robil i ma w tej chwili wstac.
        Ale on lezal i nie wstawal, podeszlam i zaczelam go podnosic, i w tym momencie dotknelam tego miesca zmania i te poprzemieszczane kosci i to chrupniecie kosci przy moim dotknieciu
        Za 50 lat ( jak dozycje ) bede to pamietac.
        A moje dziecko w tym bolu i szoku, chcialo uciekac z dyndajaca reka, mlodszego wyslalam po sasiadow, bo starszego musialam trzymac aby nie uciekal.

        Zadlawil sie parowka, siedzial w kuchni w krzeselku i jadl, poszlam na chwile do salonu i krzycze cos do niego, a on nie odpowiada tylko wali nogami w krzeselko. Ja mu na to " nie rob tak, nie wolno' weszlam do kuchnia a on siny, a nogami walil bo nie mogl mowic. Przechylilam do dolu, uderzalam w plecki, az wkoncu trzymajac do glowa do dolu pobieglam do kolezanki , ktora ma 4 dzieci, ale akurat jak otwierala drzwi , on wykrztucila parowke. Od tej pory zawsze kroje parowki po skosce, tworzac cos na ksztalt stozkow.

        Co jeszcze , wszedl na oparcie sofy , spadl i stracil przytomnosc

        Pierszwszy raz zlamal reke, ale bez przemieszczenia, mial 3 lata.

        Ostanio poszlismy na wieczorny spacer, po Swietach Bozegonarodzenia, jak zwykle aby poogladac dekoracje, syn wszedl na skrzynke na listy, rozcial luk brwiowy, zalal sie krwia, mlodszy syn zartowal ze wyglada jak "Target dog". Dla nie bedacych w temacie, Target to pies w logo sklepu Target
        https://www.stateofthebrand.com/Images/Target-logo-history.jpg

        a tu jedno ze zdjec obrazujacych jego nieograniczone mozliwosci nawet ze zlamana reka
        https://lh6.googleusercontent.com/-3k9ZxIWVMss/TywjotfvoSI/AAAAAAAAG2k/AWBALUV3Z2I/s288/2009-02-21%2520-%25202009-02-28%2520Amelki%2520ciuszki%25203%2520-%2520z%2520karty.jpg
    • easyblue Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 19:30
      Chyba już 2 letni brat napił się płynu do pastowania mebli. Koszmar szpitalny.
      Drugi brat włożył ojcu mielącemu ser w maszynce do miesa /takie czasy kiedyś byłysmile/ palec. Cudem go uratowali /palec oczywiście/, bo przyszywać nie chcieli wcale, matka wyżebrała.
      Zszywanych głów była masa.
      Moja wywrotka na rowerze skończyła się półgodzinną utratą przytomności i wstrząsem mózgu.
      Jazda brata na kolarzówce - koziołkowaniem przez samochód i rowerem na złom.
      A kilka dni temu mój brat z całej siły walnął się z całej siły 5 kg młotkiem w palec.
      Takich sytuacji można by mnożyć.
      A młoda jako chyba 2 letnie dziecko najadła się sudokremu - siedziała na nocniku, a ja siedziałąm obok niej. Zaczęła nim wymiotować i wtedy się zorientowałam, co zrobiła.
      Kiedyś spadłą z bardzo stromych betonowych schodów w piwnicy. Patrzyłąm na to jak sparaliżowana.Zaczęła schodzić, a ja kazałam jej wracać, więc odwróciłą się i poleciałą w dół, z wyprostowanymi plecami, jak patyczek. Byłam przekonana, że ma roztrzaskaną głowę, pogruchotany kręgosłup. A ona... nawet nie miała zaczerwienienia na głowie. Nie wiem, jak to możłiwe, bo takich koziołków a'la gwiazda zrobiła kilka.
    • aadelina Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 20:16
      Jako dziecko chyba 5-letnie w ramach zabawy wsadziłam malutkiej siostrze do noska kawałek ostrego pazłotka, na szczęście moja mama to wyjęła. Innym razem ganiałyśmy się po mieszkaniu, ja jej zatrzasnęłam drzwi przed nosem i rozcięła sobie rękę rozbijając szybę. Ma też rozwalony łuk brwiowy, chyba też po jakiejś naszej kłotni o zabawki. Więcej grzechów nie pamiętam wink

      Aaa, raz wzięłam na spacer 3 moich malych kuzynów, najmłodsza 1,5 roczna kuzynka zakrztusiła się wtedy cukierkiem, który znalazła w wózku. Mała była przypięta jakąś uprzężą, zaczeła się dusić, odpięłam ją wtedy i klepnęłam w plecy, landrynka szczęśliwie wypadła jej z buzi.
      • martaad Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 20:35
        Mój mały miał 3 latka kiedy zdarzył nam sie wypadek.Bylismy na placu zabaw i własciwie juz zbieralismy sie do wyjścia.Wzięłam go za rączkę ale nie był zbyt chętny do pójścia,chciał się jeszcze bawić.Dosłownie wyrwał mi się i zaczął ze śmiechem uciekać.Nie miałam szans go dogonić tak szybko przebierał tymi małymi nóżkami.Na nieszczeście wprost pod huśtawkę....hustała się na niej 11 letnia dziewczynka,z całej siły,jak najwyżej.Wołałam go,żeby się zatrzymał ale on uwarzał,że to świetna zabawa tak uciekać mamie...Pamiętam to jak w zwolnionym tempie,mały podbiega pod tę hustawkę,"nadziewa"sie na nogi tej dziewczynki i koziołkuje w powietrzu.Spada uderzając głową w podłoże.Usłyszałam tylko głuchy łomot i czas jakby sie zatrzymał.Mały nie ruszał się,stracił przytomność.Podbiegłam do niego,wraz ze mną jakaś kobieta okazało się,że emerytowana pielęgniarka.Wyciągnęłam telefon i dzwoniłam na pogotowie.Ale-uwaga-odmówili przyjazdu,ponieważ jak twierdziła pani dyspozytorka jest tylko jedna wolna karetka i kogo ona wysle do zawału jeśli akurta taki sie trafi?autentycznie.Byłam w takim szoku,że nie wiedziałm co robić.Bałam się,że może mieć uszkodzony kręgosłup,na szczęscie odzyskał przytomność.ta pielęgniarka sprawdziła pobieżnie czy nie ma czegoś złamanego,inni ludzie dzwonili na to pogotowie ale tam cały czas ta sama śpiewka.w końcu ta kobieta zawiozła mnie na izbę przyjęć,okazało się,że nie ma nic złamanego tylko silnie stłuczone żebra,rękę i potężne siniaki na połowie ciała.a lekarz na izbie wprost nie mógł uwierzyć,że pogotowie odmówiło przyjazdu.To było 3 lata temu a mnie na samo wspomnienie serce staje.
        • kotka.zielonooka Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 21:03
          Mojej koleżanki maż i 8 letni syn o mało się nie zaczadzili . Syn sie kąpał się i mieli taki piecyk w łazience. Dzieciak na tyle duzy że kapał się sam przy zamknietych drzwiach.
          Byłam wtedy u niej - pamietam krzyk jej męza jak zajrzał do łazienki , pamietam ze mąz reanimował dziecko (i po chwili sam zasłabł i o mało się nie przekręcił).
          Pamietam jak ona (wzrostu niecałe 160 cm i 49 kg wagi ) wyciągnała ich obydwóch z tej łazienki (mąz prawie dwa metry i 100 kg a syn też nie ułomek ) - w ciagu sekundy (w szoku faktycznie człowiek dostaje super mocy).
          Ja w tym czasie dzwoniłam na pogotowie totalnie w szoku ....
          Skończyło sie dobrze ale nawet teraz jak to pisze - a mineło ok 2 lata od tego zdarzenia - to trzęsą mi się ręce ....
        • quark_xpress Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 05.02.12, 01:44
          Mam nadzieje ze zlozylas skarge na dyspozytorke?
      • joann_80 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 04.02.12, 18:17
        aadelina napisała:

        > Jako dziecko chyba 5-letnie w ramach zabawy wsadziłam malutkiej siostrze do nos
        > ka kawałek ostrego pazłotka

        czego???

        mój syn oparzył się moją prostownicą, na szczęście była już wyłączona więc nie nagrzana na maksa ale i tak bez pęcherzy na dłoni się nie obyło. Jak miał dwa miesiące to spadł mi z kanapy, po tym kładłam go wyłącznie na podłodze lub w kojcu, Latem( 2 lata miał) niezliczona ilość siniaków i prawie non stop zdarte kolana, Jakiś czas temu chowałam jego pościel do skrzyni pod łóżkiem, on siedział na nim. Jakimś cudem spadł z łóżka i walnął twarzą w kant skrzyni, efekt...limo pod okiem. Całkiem niedawno( 2 lata i 8 miesięcy) biegał w kółko w pokoju ( na podłodze panele) pośliznął się i upadł na twarz bo nie zdążył podeprzeć się rękami, rozwalił wargę, pękło górne dziąsło , prawa jedynka delikatnie rusza się do dziś , ale nie wypadła. Dentysta powiedział ,ze jest ok więc upiekło się Młodemu. Nie wiem czy nie osiwieję zanim on przestanie się tak obijac o wszystko.

        Natomiast ja jako dziecko spędzałam jak większość dzieciaków czas głównie na dworze, efektami przeróżnych zabaw są blizny po drucie kolczastym , który wbił mi się w nogę bo ktoś przeciągnął go między dwoma słupkami i ja akurat musiałam tamtędy iść, zatrzaśnięte palce lewej dłoni w drzwiach mieszkania ( moja mama za szybko je zamknęła), dziura w nodze od zębów psa ( gryzły się dwa a ja chciałam je rozdzielić big_grin ), dziurki w rękach od pazurów i zębów dzikiego kota , którego uparłam się złapać ( aż dziw ,że na nic nie zachorowałam), blizny po oparzeniu na ramieniu ( dziadek niósł kawę a ja oczywiście wlazłam mu pod nogi), złamana prawa ręka podczas zabawy z bratem, widelec wbity w czoło na szczęście płytko, też dzieło brata big_grin, oj...długo by wymieniać wink
    • kotka.szrotka Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 21:07
      Mój mały jak miał pół roku spadł z wielkiego łóżka. Wcześniej nic się nie ruszał, nie przemieszczał, leżał na środku, ja w kuchni i nagle ryk. Nie zapomnę jak wleciałam do pokoju a jego nie było na środku łóżka. Patrzyłam jak głupia. Znalazł się na podłodze. Na szczęście był dywan. Obdzwoniłam szpital, lekarzy, rodzinę i znajomych. Tendencja do spadania z łóżka mu pozostała, bo do dzisiaj spada regularnie gdy śpi i musimy obkładać łóżeczko poduchami, pluszakami (6 lat). On będzie spadał nawet jak będzie dorosły. Na pewno. No i upadał wielokrotnie w kuchni z krzesła na główkę. Też obłożone dywanikami, które ciągle brudne prałam, ale parę upadków na gołe płytki zaliczył. Wielki upadek na głowę w Ikei z wysokości też ciężko przeżyłam. Do tego spadł do tyłu, na potylicę. On w ogóle powinien chodzić i spać w kasku. Do tego uparty jest, rwie się i wyrywa, samodzielny do bólu, przekonany o swoich ponadludzkich możliwościach gna do przodu i łuupp aż echo idzie. To wszystko tak błyskawicznie się dzieje. Ale po tych wszystkich upadkach synka wiem, że jednak dzieci są dość odporne i ciężko mi uwierzyć, że mała Madzia od razu po uderzeniu zmarła, od razu zsiniała...
      Mąż zaliczył kurs pierwszej pomocy, ja niestety jak rzeczony chomik w kołowrotku.
      • paliwodaj Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 21:19
        wlasnie wczoraj ktos mi opowiadal o tych piecykach w lazience. Podobna sytuacja, chlopak zaczadzial. Podobno jak wieje wiatr i czegos nie ma na dachu to czad sie cofa.
        Mowi ze sie kapal i nagle zobaczyl swiatelko w tunelu ( myslalam ze z tym swiatelkiem to sciema ale tu kolejna osoba od swiatelek)
        Mowi ze babcie cos tknelo i zaczela dobijac sie do niego, pozniej ktos jej pomogl otworzyc drzwi. Zyje i ma sie dobrze, ale malo brakowalo
        • miruka Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 21:30
          moja młodsza spadła w wieku pół roczku z tapczanu, pamiętam że ryczałyśmy we trójkę ze starszą a poszkodowana uspokoiła się pierwsza, obserwowałam, po nocy główki było jakby dwa razy tyle - taki urósł guz, więc spędziłyśmy kilka dni w szpitalu na obserwacji, co godzinę mierzone ciśnienie, dokładny monitoring, skończyło się na strachu ale nigdy tego nie zapomnę
      • hanna26 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 21:57
        O psach jeszcze nie było. To opowiem.

        Moja najstarsza córka została ugryziona w twarz przez małego i spokojnego kundelka teściów. Pies spał sobie w pokoju na dywanie, ja stałam w drzwiach, teść siedział w fotelu. Mała (wtedy ok. 2 lat) chciała podejść do dziadka, zatrzymała się na chwilę przy psie, ten się obudził - i z miejsca rzucił się jej do buzi. Od razu doskoczyłam i chwyciłam małą na ręce. Potem był szpital zakaźny na ul. Wolskiej i długa obserwacja psa na jakimś wydziale weterynaryjnym SGGW. A następnie szpital ginekologiczny dla mnie, bo będąc wtedy w ciąży, tego samego dnia dostałam silnego krwotoku. Uffff. Koszmar.
        Teraz córka ma 8 lat i nie ma już śladu na buzi. Środkowej córce też raczej nie zaszkodziło to przeżycie w okresie prenatalnym. Ufff...smile
    • piekielna-diablica Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 03.02.12, 21:48
      też mi się coś przypomniało - byliśmy na wakacjach, mały miał niecałe dwa i pół roku. Wzięłam go do łazienki bo chciałam wziąć prysznic i wylało mi się trochę wody, on z rozbiegu w tą wodę na podłodze wpadł, pośliznął się upadł na plecy waląc głową o podłogę z płytkami - bardzo mocno.
      na szczęście nic mu się nie stało

      no i kiedyś w nocy spadł mi z łóżka - popełzł raczkiem do tyłu i się przewinął przez łóżko - na szczęście bardzo niskie

      mnie poszarpał w dzieciństwie pies - złapał za szyję z boku - wtedy był większy ode mnie - gdyby złapał mnie za przód szyi rozszarpałby mi gardło i tętnicę
      • lafiorka2 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 16.07.13, 10:51
        piekielna-diablica napisała:

        > też mi się coś przypomniało - byliśmy na wakacjach, mały miał niecałe dwa i pół
        > roku. Wzięłam go do łazienki bo chciałam wziąć prysznic i wylało mi się trochę
        > wody, on z rozbiegu w tą wodę na podłodze wpadł, pośliznął się upadł na plecy
        > waląc głową o podłogę z płytkami - bardzo mocno.
        > na szczęście nic mu się nie stało

        a to przypomniało mi się....
        Moja teściowa umyła podłogę w kuchni,a mój starszy pobiegł do babci na "apa" i rypnął jak długi.Huk był jak cholera.Potem szpital,obserwacja....Wszystko skończyło się dobrze.
        >
        > no i kiedyś w nocy spadł mi z łóżka - popełzł raczkiem do tyłu i się przewinął
        > przez łóżko - na szczęście bardzo niskie


        No właśnie...Młodszy spadł mi z tapczanu jak miał 2mce?Co ja się strachu najadłam,to moje.
        >
    • ga-ti Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 04.02.12, 13:32
      Dołożę swoje.
      Brat się dusił mlekiem, które ulał, miał może 2 miesiące, wszyscy spanikowali, było pogotowie, na szczęście nic się nie stało, a robił się już siny i wiotki.
      Ja wepchnęłam do nosa jakieś kulki - pomogli na pogotowiu.
      Moja córka ciągle krztusiła się mlekiem podczas jedzenia, mleka dużo, młoda maleńka nie nadążała z przełykaniem, nauczyłam się ją przekładać sprawnie główką w dół i oklepywać. Raz zakrztusiła się cukierkiem, miała jakieś 2 lata. Przestała oddychać. Klepałam, i nic, przełożyłam ją prze kolano (moje) naciskając na brzuszek, głową w dół, palec do buzi, na szczęście zwymiotowała tego cukierka, ale strach był ogromny.
      Syn przechylił sobie do buzi puder (taki dla dzieci), butelka się otworzyła, czy sam ją otworzył, nie wiem i wpadł mu puder do gardła, wymiotował i wymiotował, wkładałam palec do buzi, żeby wszystko wymiotował. Nic się mu nie stało.
      Spadł z łóżka, na szczęście niezbyt wysokiego, obserwowałam, pokazałam lekarzowi, nic się nie działo.
      Sturlał sie ze schodów, na szczęście drewnianych przykrytych chodnikiem, turlał sie bardzo ostrożnie, a ja zamarłam na górze. Nic się nie stało.
      Były jakieś drobniejsze upadki, siniaki.
      Zgubił mi się w sklepie i to było dla mnie najgorsze przeżycie, takie, które paraliżuje mnie do dziś a minęły chyba 3 lata. Chodził sobie blisko, poszedł coś zobaczyć i nagle straciłam go z oczu, nigdzie go nie było. Biegałam między półkami, pytałam pracowników, klientów, nikt go nie widział. Nie widzieli go ani w sklepie, ani przed sklepem, przepadł. Zadzwoniłam do męża. Pojechał z pracy do domu, młody siedział pod drzwiami i czekał, twierdząc, że nie widział mnie w sklepie i pomyślał, że pewnie poszłam do domu. Pamiętam ten strach i tysiące możliwych scenariuszy wydarzeń, jakie przelatywały mi przez głowę. Wiem, że sama byłam temu winna. To co przeżyłam, dało mi niezłą nauczkę. Nikomu nie życzę.
    • el_jot Tylko jeden ale zupełnie niegroźny 04.02.12, 20:51
      Córka miała jakieś 2,5 roku. Wróciłam z apteki z altacetem w wózku. Zostawiłam małą na podwórku w wózku, sama poszłam do domu po coś. Jak przyszłam mała miała w ręku wymemłane opakowanie po tabletkach i żółtą buzię. Zjadła ok. jednej tabletki. Zaraz zadzwoniłam do lekarza pytając co robić, ale na szczęście taka ilość nie była groźna w żaden sposób. I to tyle. Ani wcześniej ani później nic się nie działo, za wyj. upadków, potłuczeń, siniaków.
    • volta2 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 04.02.12, 22:34
      mój syn miał roczek i wziął sobie śliwkę do zjedzenia(czy sama mu dałam?), śliwka typu węgierka.

      i tak sobie stał przy kanapie i nagle usłyszałam pokasływanie, chrząkanie i skapnęłam że coś nie tak, podeszłam, a on już nie mógł złapać powietrza.
      a ja w swej głupocie - uznałam, że może tę śliwkę trzeba mu przepchnąć do środka, by odblokować przełyk, ale też jakoś nie bardzo chciało przejść.

      i wówczas - miałam taki przebłysk w pamięci, że mój kuzyn - lat 6 udusił się węgierką w przedszkolu - i ta historia jakoś mi dodała odwagi do walki o dziecko.
      rozwarłam mu gębę na maksa i paznokciem(a zwykle mam długie, mocne i ostre) zahaczyłam o miąższ, może skórkę i powolutku zaczęłam wyciągać.
      udało się, ale takich kolan miękkich nie miałam nigdy w życiu, ręce mi się trzęsły i byłam mocno niespokojna. w zasadzie pomyślałam, że tracę dziecko.

      i gdyby nie ta pamięc o kuzynie(zmarł na długo przed moim urodzeniem, ale historia w rodzinie znana, są zdjęcia z pogrzebu małego) to być może wtedy bym ukatrupiła własne dziecko dopychając tę śliwę do środka.
      o odwróceniu dziecka i trząchaniu/opukiwaniu nawet nie pomyślałam w panice.

      nic, co przytrafiło się nam wcześniej i później zarówno z pierwszym i drugim synem to pikuś - nic już tak realnie życiu nie zagrażało.

      • volta2 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 04.02.12, 22:50
        no, jeszcze przeżyłam niedawno jeden hardcore, ale to z własnej głupoty, raczej nie kwalifikowałoby się to jako wypadek.

        w szkole ogłoszono zebranie dla rodziców i dzieci w związku z tym mają wolne od 12-tej. zwykle mąż jeździ na wywiadówkę a ja w tym czasie zabieram swoje dzieci na plażę, do restauracji - tam jemy obiad, ja sobie czytam a oni się bawią czy na terenie restauracji, czy wychodzą za ogrodzenie i bawią się bezpośrednio przy morzu. domki w których sie je są na plaży.

        miejsce znane nam bardzo dobrze, dzieci znają reguły zabawy nad wodą więc ja oddaję się zwykle czytaniu i nasłuchuję z dźwięków zabawy że wszystko ok.

        no i ostatnio - zaproponowałam, że zabierzemy jednego kolegę z klasy na tę plażę, żeby się chłopcy razem pobawili.
        nie pomyślałam tylko że chłopak w wieku mojego syna wymaga większej uwagi niż moje dzieci.
        i tak jak zwykle oddaję się lekturze, odgłosy mnie nie zaniepokajają,

        aż tu przychodzi młodszy syn i popłakuje, że kolega utopił mu łopatę. to ja lecę tę łopatę ratować i widzę, że łopata jest dobre 5-10 metrów od brzegu, dryfuje sobie, a kolegi nie ma!
        nie ma w zasięgu wzroku, wróciłam do ogrodowej restauracji - wołam- nie ma, znów na plażę - nie ma!!

        już w myślach wyobrażam sobie że ten chłopiec wszedł do wody za tą łopatą i się utopił!
        co ja powiem jego rodzicom?

        i w tym czasie starszy syn zobaczył kumpla - który wiedząc, że źle zrobił, schował się pod podłogę domku drewnianego(restauracyjnego)
        i siedział tam skulony jak zwierzaczek.

        nie chciał wyjść, pewnie się bał.
        musiałam do niego podejść tam pod ten domek i obiecać, że nie będę krzyczała, że nie musi mnie się bać.
        i wtedy wyszedł, a ja próbowałam ratować jeszcze łopatęsmile
        byłam tak szczęśliwa że on żyje, że nawet go zamordować ręcami swoimi nie chciałam.
        ale więcej go nie zabiorę na plażę, bo nie chcę odpowiadać za to dziecko.
        moje znają reguły, bo na tej plaży bywamy niemal cały rok, i wiedzą, że do wody wchodzi się tylko pod nadzorem dorosłch i tylko latem. za to szaleć na piachu i budować zamki mogą bez naszego bezpośredniego nadzoru, wystarczy rzucać okiem od czasu do czasu.

    • echtom Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 04.02.12, 23:19
      Duża od 6. m-ca życia spadała ze wszystkiego, co się dało, zwykle z niewielkiej wysokości, więc nic poważnego jej nie było. Najbardziej spektakularny upadek zaliczyła w 6. roku życia - zbudowała na stole piramidę z krzeseł, żeby dosięgnąć sufitu - trochę za blisko krawędzi stołu uncertain Skończyło się lekkim wstrząśnieniem mózgu i kilkudniową obserwacją w szpitalu.
      • kinga2110 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 05.02.12, 00:15
        Było parę wypadków:
        -prawie powiesiłby się na sznurku od rolety na oknie- był wtedy z babcią , stanął na fotelu co stoi przy oknie, zawiesił ten sznurek sobie na szyi i skoczył.....na szczęście sznurek się zerwał
        -napił się zmywacza do paznokci- zmywałam akurat lakier z paznokci, on stał pare cm ode mnie, nagle w sekundzie sięgnął po zmywacz i łyk.... ja od razu wsadziłam mu palce do buzi, żeby zwymiotował, płukałam buzie wodą, później szpital.... ale widocznie nie napił się za dużo, bo nic mu nie było
        -było jeszcze pare drobnych wypadków, bo dziecko baardzo ruchliwe ....ja sie boje bardziej jego pomysłów w nastoletnim życiu ...
        Kinga
    • dziewczyna_z_plazy Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 05.02.12, 08:41
      Ok. 6/7 miesiaca spadl z niskiej kanapy.
      Biegl po korytarzu i myslac ze go zlapie (wystawilam reke zeby otworzyc drzwi) zaliczyl baranka w sciane (guz na czole).
      Napedzil mi stracha, bo wydawalo mi sie ze polknal kamien (nie polknal, ale codzienna rewizja kupy ...)
      Jego kolega poslizgnal sie z kapciach (plastikowa, a nie gumowa podeszwa), uderzyl w brzeg niskiego stolika (kanty byly zabezpieczone) i rozcial luk brwiowy - skleilam plastrem chirurgicznym, ma delikatna blizne.
      Staram sie uprzedzac "oczywista oczywistosc" - srodki chemiczne sa na najwyzszej polce, odkad zaczal chodzic tlumaczylam o zagrozeniach np. goracy piekarnik, zabezpieczam gniazdka, kanty. Zlamalam nawet prawo instalujac zabezpieczenie balkonu (4 pietro, konstrukcja "barierki" idealna do wspinaczki).
      Wszystkiego sie nie przewidzi, ale sporo mozna.
      • katecat1 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 05.02.12, 15:59
        Cała trójka w wieku niemowlęcym przynajmniej raz spadła z łóżka - ze strasznym łomotem, bez skutków ubocznych. Pierworodny w wieku trzech tygodni jakimś cudem owinął sobie paluszek od nogi jakąś nitką, rozbieramy go do kąpieli a palec siny, nitki nie można zdjąć, zdjęli na ostrym dyżurze. Jak miał 6 miesięcy stara pi...da, bo nie pediatra, w przychodni rozerwała mu napletek, konsultacja u chirurga dziecięcego, na szczęście samo się wygoiło. W wieku półtora roku, przy moim mężu, który siedział przy nim, skoczył z łóżeczka, nad szczebelkami, na główkę na panele. O dziwo skończyło się tylko guzem. W wieku trzech lat bawiąc się w swoim pokoju tak zarył paszczą w podłogę że złamał górną jedynkę, ale w dziąśle, ząb ma do dziś, gdyby nie rentgen i to że zaraz po wypadku była o połowę krótsza, to byśmy nie wiedzieli. W wieku 3,5, wracając ze spaceru z dziadkiem, spadł z dwumetrowego murku na stalową kratę przed garażem (garaż jest na poziomie piwnicy, wjeżdża się po stromym spadzie, który ogranicza ściana - mur, mająca od strony ogrodu jakieś 40cm wysokości, od strony wjazdu do garażu od 40cm do ok 2m, łącząca się z tarasem, młody chciał podlać kwiatki na tarasie) 3dni obserwacji na chirurgii i ... nic, poza odbitą na mordce siną kratką, może konewka zamortyzowała upadek? Z kratki był bardzo dumny.
        Średni był jakoś mniej wypadkowy, raz tylko najstarszy przytrzasnął mu palec - lecimy zaalarmowani rykiem, mały stoi przy drzwiach od balkonu i wyje, próbuję go wziąć na ręce i okazuje się że palec jest w drzwiach - po ich otwarciu okazało się że jest całkiem płaski ale nie złamany i nawet paznokieć mu nie zszedł.
        Najmłodszego - 1,5 roku trzeba wciąż pilnować bo namiętnie łazi po stołach, parapetach i szafkach.
        Córeczka kuzynki w wieku 4 lat zrzuciła na siebie telewizor, wielki 29 calowy kineskopowy - o dziwo ani jej ani telewizorowi nic nie było.
    • adsa_21 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 05.02.12, 17:12
      Mój syn kiedy miał 1,5 roku rozcial sobie dlon porcelanowym kubkiem, ktory sciagnal ze stolu. Do dzis pamietam potoki krwi i mine lekarza, ktory patrzyl na mnie jak na wyrodna matkesad
      Pare razy wypadl tez z wozka a raz z fotelika do karmienia (tesciowa nie zapiela szelek).
      Za to ja mialam niezliczona ilosc wypadkow - zachlysniecia,dwa razy porazil mnie prad (a tata elektrykwink. Jak mialam 2 latka spadl na mnie telewizor z polka i ksiazkami. Moja mama byla w wtedy w kuchni. Nie wiem jakim cudem ale nic mi sie nie stalosmile
    • fifi255 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 16.07.13, 09:40
      Moje dziecko dziś mogło zginąć przez krowę mojej teściowej jeszcze nie doszłam do siebie, nigdy tego nie zapomnę cale życie będę miała to przed oczami
    • 1landrynka Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 16.07.13, 10:37
      Moja córka miała około 15 miesięcy kiedy dosłownie nadziała się na trąbkę. Po prostu szła z taką plastikową trąbką, trzymała ją w buzi, potknęła się i przebiła sobie podniebienie, rana w kształcie trójkąta o wymiarach 2 na 1,5 cm w małym podniebieniu. Krew nie leciała, popłakała i położyła się spać. Po dwóch godzinach obudziła się, chciałam ją nakarmić zupą, otworzyła buzię i o mało nie zemdlałam. Męża nie było w domu, byłam sama z córka, szybko w samochód i z córką na pogotowie, u nasi nie ma szpitala a na pogotowiu... lekarz chciał na żywca uciąć jej ten wiszący kawałek podniebienia. Nie pozwoliłam, szybko pojechałam z małą do szpitala, 55 km. Tam ją uśpili i przyszyli ten wiszący kawałek. Po tym urazie nie ma śladu.
      Po roku. Nakrywałam do świątecznego śniadania. Chciała mi pomagać, dałam jej szklankę z duraleksu aby zaniosła na stół. Po drodze przewróciła się i szklanka pękła, wbiła się w prawą rączkę, krew lałą się jak ze świniaka, oczywiście szybko szpital, uśpienie, szycie, pozostała blizna.
      Opanowana byłam już, córka miała refluks pęcherzowo moczowy, szpitale to była dla nas codzienność.
    • lafiorka2 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 16.07.13, 10:48
      moim nie,ale...
      Kiedys goowniarą będąc zrobiłam coś tak strasznie głupiego,że jak teraz o tym pomyślę,to mi słabo...dosłownie.
      Rzecz tyczy się mojego bratanka.Moja bratowa w ostatniej chwili zapobiegła tragedii.Gdyby nie ona,bratanka bym dzisiaj nie miała i podejrzewam mnie też by dzisiaj nie było.
      Tak więc teraz mam na tym tle hopla i uważam na moich.O tym co się stało wie tylko moja bratowa i ja,gdyby się wydało brat przestał by ze mną rozmawiać podejrzewam.
    • elle_hivernale1 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 16.07.13, 11:43
      Pod wpływem "Arabelli" wcisnęłam sobie na palec nakrętkę od śruby. Poszło łatwo, gorzej było ze zdjęciem. Żadne domowe sposoby nie działały, palec siniał, bolał, skończyło się na pogotowiu. Samego procesu zdejmowania nie pamiętam, bo darłam się tak, że w końcu znieczulili mnie ogólnie.
      Kiedy miałam 6 lat wydawało mi się, że mam magiczną więź ze zwierzętami (nie pytać) i w sklepie zoologicznym na zgniłym zachodzie stanęłam twarzą w dziób z kakadu. Blizna z boku nosa przypomina mi do dziś, że nie, nie mam magicznej więzi.
      Podpuściłam kuzyna, żeby zrobił salto z drzewa. Na szczęście złamała się pod nim gałąź, bo złamana noga to pikuś w porównaniu do skręconego karku.
    • eliszka25 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 16.07.13, 12:08
      niestety, mielismy kilka takich wypadkow z naszymi chlopakami. najstraszniejsze dwa tkwia mi do dzis w glowie. pierwszy zdarzyl sie, kiedy starszy mial jakies 5 miesiecy. dostal kaszlu, bardzo mocnego, jakis wirus. lekarz przepisal mu jakies kropelki na ten kaszel, bo maly nie mogl spac i az wymiotowal. kropelki uspokajaly odruch kaszlu, co bylo akurat w tym przypadku bardzo zle, bo po 2-3 dniach podawania mlody nagle wywrocil oczami, piana z buzi i leci mi przez rece. maz zlapal go w koc (zima byla), ja w biegu porwalam torebke i pojechalismy do szpitala. przez cala droge robilam wszystko, co przyszlo mi do glowy, zeby nie stracil przytomnosci: dmuchalam w buzie, probowalam rozne pozycje, zeby mogl zlapac oddech, klepalam po pleckach, no w sumie juz nawet sama nie pamietam. nigdy jednak nie zapomne tego strachu, ze dowieziemy do szpitala malego trupka. spytalam pozniej lekarza w szpitalu, co w takim przypadku robic i okazalo sie, ze zrobilam wlasnie to, co trzeba. gdybym wlozyla dziecko do fotelika, najprawdopodobniej nie dojechalby zywy. w sumie nie wiem, dlaczego nie wezwalismy wtedy karetki. wszystko dzialo sie bardzo szybko.

      drugi wypadek zdarzyl nam sie w gorach. bylismy z chlopakami. maz niosl mlodszego (niecale 2 lata) w nosidle. zrobilismy maly przystanek na sciezce po ciezkim podejsciu. maz zdjal nosidlo, postawil. maly spal, wiec maz go nie ruszal, tylko postawil nosidlo miedzy swoimi nogami i pilnowal. ja troche sie zostalam, a z mezem byl jeszcze starszy syn. zanim zdazylam dojsc, starszy poprosil o cos tate. tata na chwile przestawil noge, zeby pomoc starszemu. w tym momencie mlodszy sie obudzil i chyba chcial wstac. nosidlo sie przewrocilo, a mlody strzelil nosem w skale. polala sie krew, spuchlo mu momentalnie pol twarzy. na szczescie bylismy juz u gory, prawie przy kolejce, wiec maz pobiegl do kolejki i zjechal na dol do najblizszego szpitala. o maly wlos nie doszlo wtedy do kryzysu w naszym zwiazku, bo nie moglam darowac mezowi, ze tak postawil nosidlo z malym w srodku. na szczescie nic sie nie stalo. nie bylo zadnego zlamania ani wstrzasnienia mogu. tylko przez 2 tygodnie mlody wygladal jak tygrys. no i z pewnoscia sie tez nacierpial, biedaczek.

      teraz wykupilismy czlonkostwo w rega, czyli w razie wypadku np. w gorach przyleci do nas helikopter, za free. chodzimy sporo po gorach, jezdzimy na nartach, wiec na wszelki wypadek takie zabezpieczenie lepiej miec. na szczescie jeszcze nie musielismy sprawdzac, jak szybko dziala. karetka przyjedzie w jakies 10 minut (mieszkamy w gorach), helikopter mniej wiecej w 5. na szczescie zadne z nas nie doznaje paralizu umyslowego w razie wypadku. ja jestem wprawdzie panikara i nie calkiem zachowuje zimna krew, ale dzialam mimo to rozsadnie, bo mozg mi sie na szczescie nie wylacza. przynajmniej, jesli chodzi o moje dzieci.
    • kerri31 Re: nieszczęśliwe wypadki dzieci 16.07.13, 13:08
      Pierwszy syn mając coś ponad roczek bo już biegał, latał po łóżku. Odeszłam na chwilkę po coś, nie zdążyłam dobiec bo mały zleciał na podłogę. Wysoko nie było, w dodatku dość gruby dywan ale uderzył się centralnie twarzą , nosek miał lekko opuchnięty. No i kiedyś dusił mi się kawałkie chleba tez było dość dramatycznie. Ale chyba najbardziej nerwowa sytuacja, to ta w któej dostał pierwszego ataku drgawek gorączkowych . Nie wiedziałam co mu jest, nigdy o czymś takim nie słyszałam, myślałam że umiera na moich rękach bo stracił oddech i od samego początku był nie przytomny. To było mega przeżycie, nigdy nie zapomnę swoich myśli , myślałam że go tracę. Po tym zdarzeniu dużo czytałam na ten temat i rozmawiałam z lekarzami, wiedziałam że sytuacja może się powtórzyć. Niestety po ponad roku powtórzyła się, przy temperaturze ciała 37,6 . Ale wiedziałam już jak reagować i choć stres był ogromny, moja pomoc synowi była natychmiastowa . Mam nadzieję, że po 5 roku życia z tego wyrośnie, tak przynajmniej zapewniają lekarze.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka