Hej nie wiem od czego zaczac i po co wlasciwie pisze ten post, moze zeby ktos to skomentowal patrzac obiektywnie a moze zeby poprostu to jakos ulozyc-„przelac na papier” to, co mi po glowie krazy.
Jestem mama 3 letniego chlopca, zona Wlocha. Sprawa dotyczy tesciow.
Tescia nigdy „nie trawilam”, jest osoba bardzo inteligentna, wyksztalcona, ale czasem tak bywa, ze wystarczy spojrzec i cos juz odrzuca. Przede wszystkim dziala mi na nerwy przy tesciowej, ktora skacze, staje na glowie i rzesach, a on, pomimo, ze widac, ze bez niej dnia by nie przezyl, to niezawsze traktuje ja z nalezytym szacunkiem (obrazy slowne, komentarze, przycinki i dlugo by wymieniac). Tesciowa-zawsze ja lubilam, taka normalna kobieta, oczywiscie kiedy nie bylo tescia obok, bo przy nim to nikt inny sie nie liczy, ale od kiedy urodzil sie nasz syn... i tu sie zaczyna problem.
Od kiedy urodzil sie nasz syn mieli jakies uwagi, ze taki maly (wczesniak z 36tyg.), ze dlaczego tyle je jesli (tu wpisac dowolnie) je tyle, dlaczego karmie jesli mam malo pokarmu, lepiej dac butelke bo takie male to placze tylko jak jest glodne itd. To byly pierwsze miesiace, nic nie mowilam, przytakiwalam, czesciowo robilam swoje. Uslyszalam, ze trzymam dziecko na diecie bo uregulowalam mu karmienia i staralam sie trzymac jakis godzin zeby zjadl raz a porzadnie niz latac z butelka na kazdy placz, co skutkowalo ulewaniem i niepokojem dziecka, ktore malo pilo, krotko spalo. To ja dazylam do kontaktow z tesciami, bylismy tam po 2 razy w tygodniu, maz niezawsze mial ochote.
Problemy zaczely sie od ok. roczku. Do teraz pamietam sytuacje kiedy maz wrocil z pracy (a pracuje z tesciem), wsciekly, spocony, klocacy sie przez telefon z tesciem, bo tesc mu zarzucil, ze glodzimy (!) dziecko, bo jak to mozliwe, ze na rok ma tylko 75 czy 76 cm a maz mial w tym wieku 82 cm (tylko syn urodzil sie majac 49 cm). Uwagi tesciow glownie dotyczyly zywienia, a dlaczego dajesz tyle tego, a tyle tego, a dlaczego cos w tym miesiacu a nie w tym (syn mial problemy z AZS i bardzo pilnowalam jego diety, kierowalam sie polskimi schematami rozszerzania diety). Poza tym tego, ze syn ma rytual dnia, ktorego sie trzymamy, obydwoje z mezem bylismy zgodni, ze ta godzina to spanie np. wieczorne i nie ma specjalnych odstepstw. Ja staralam sie tlumaczyc dlaczego robimy tak a tak, co jak sie pozniej okazalo bylo odebrane w taki sposob, ze mam tesciow za idiotow, ktorzy nie wiedza jak dziecko wychowac bo nie wprowadzalam ich rad w zycie.
Maz twierdzi, ze problem zaczal sie od urodzin tesciowej, czyli kiedy syn mial 1,3 roku. Wyszlismy do restauracji, wieczorem, maly marudzil, zmeczony, a tesciowa co chwile podsuwala mu cos do jedzenia, rowniez rzeczy ktorych bym mu nie dala, a syn bral, bo wtedy nie byl jeszcze tak wybredny jak teraz

Odezwalam sie cos w stylu, ze zeby dziecko uspokoic to niekoniecznie trzeba w nie pakowac jedzenie. To wersja meza, ze wtedy zaczelo sie zle.
Ja to widze troche inaczej, dla mnie problemy juz byly wczesniej, bo ile mozna sluchac tych samych uwag, ale i doszla kolejna sprawa, syn nie byl juz noworodkiem, coraz wiecej czasu spedzalismy na spacerach, zabawie, poznalam inna kolezanke Polke, nie bywalismy juz az tak czesto u tesciow, poza tym zapowiedzialam mezowi, ze w porze posilkow nie mam ochoty tam chodzic bo to moja decyzja jak zywie syna, nie chce sie z tego tlumaczyc albo sluchac uwag do mnie badz pod ich nosem. Pamietam kiedy syn mial 1,4 roku, poprosilam tesciowa zeby pomogla mi ocenic sukienke w sklepie, jak wygladam, byla na slub mojej siostry, kosztowala niemalo, bylo wazne dla mnie zeby ktos ze mna poszedl i pomogl w wyborze. Poszla, za wiele mi nie pomogla, powiedziala, ze jest ok, bo z moja figura to zawsze bedzie ok, w sumie bardziej byla zajeta wnukiem, kiedy placilam, wlozyla malego do wozka i wyjechala rzucajac, ze tesc chce go zobaczyc, mam go pozniej odebrac! Ponadto mialam wrazenie, ze niedlugo tesciowa znajde tez w lodowce, gdzie ja tam i ona, wszystko byloby ok gdyby nie to, ze np. siedzimy z kolezanka przy palcu zabaw, dzieci sie bawia, podchodzi tesciowa i zbiera mojego malego od zabawy, bawiac sie z nim na osobnosci... Albo przychodzila do szwagierki, ktora wtedy mieszkala nad nami i pukajac schodzila na dol (moglam byc nago, dlubac w nosie czy miec kochanka

i brala syna na gore, informujac, ze ona go bierze...
Kiedy syn mial 1,5 roku wyjechalam na miesiac do Polski, slub siostry, wakacje. Oj jakie podobno byly starcia i zarzuty w stosunku do meza, ktory zostal, przylecial tylko na 2-3dni slubu. Podobno wyrzucali, ze moi rodzice (ktorych widze 3 razy w roku po 10-12dni) moga spedzic tyle czasu z wnukiem. Doszlo do tego, ze tesc zniszczyl kopniakami mezowi auto!!!
Wrocilam, nie dazylam do specjalnych kontaktow z tesciami, jak nas zaprosili to poszlismy, ale tez niezawsze, bo w tygodniu praca meza a w weekendy tez chcial odpoczac czy mielismy inne plany, no moze ten 1 raz w tygodniu sie widzielismy, bo jak nie to juz bylo trucie d... mezowi, ze wnuka nie widza.
Pamietam musialo to byc jak syn mial 1,9 miesiaca tuz po moich urodzinach, w ktore tesciowa tradycjnie zeszla z gory od szwagierki, wziela syna i poszla, niedlugo po tym poszlam ja zla, ze chce zeby zszedl na dol, bo rozmawiam z mama przez skype (moje urodziny, nie zlozyla mi zyczen, jak to pozniej powiedziala-celowo). Wiec kilka dni po tym zajsciu tesc wparowal mi do domu (rowniez z gory od szwagierki), juz nie przytocze calej rozmowy, ale chodzilo o to, ze traktuje ich jak idiotow (nie wprowadzilam w zycie ich uwag), ze nie zaprowadzam do nich wnuka, ze zabralam go kilka dni temu, w moje urodziny. Poza tym dodal, ze jesli cos nam sie stanie to z kim zostanie syn, chyba nie mysle, ze pojdzie do moich rodzicow do TEJ Polski. Z takich innych absurdow, ktorymi mnie zasypal, to np., ze skonczylam uniwersytet 3ciej kategorii (Akademie Ekonomiczna w Poznaniu), ze jak moglam zle sie poczuc w jednej z najlepszych restauracji na Lazurowym Wybrzezu (zaslablam), przy jego znajomych i popsuc kolacje, ze wstyd mu bylo rowniez przy jego znajomych, ze mowie mu „na ty” a nie przez „pan” (jakos tak mi bylo latwiej na poczatku, nie znajac jezyka, mogl wczesniej powiedziec, ze sobie nie zyczy). Powiedzial, ze nie chce siedziec ze mna przy wspolnym stole. Bylo tego wiecej, ale chyba to, co napisalam powyzej pozwala rozumiec dlaczego czlowieka nienawidze.
Doszlo do tego, ze co niedziele, popoludniu, musielismy tam jezdzic, ja, maz i syn. Z tesciowa dalo sie jeszcze pogadac, tesciowi nawet w oczy nie patrzylam. Wiem, ze probowal mnie prowokowac, podpuszczal syna do krzykow i wrzaskow („brawo, pokaz jak glosno krzyczysz”

, wiedzial, ze karamy np. chwilowym odebraniem zabawki, kiedy nimi rzuca, to specjalnie kazal mu czyms rzucac. Gryzlam sie w jezyk.
Kolejna wojna z mezem pod moja nieobecnosc, tuz przed 2gimi urodzinami syna, wylecialam do Polski, snieg zasypal lotniska, wrocilam dzien pozniej, udalo mi sie wyleciec z Poznania, ale stracilam lot z Warszawy, spalismy w hotelu. Nie wiem co tam sie dokladnie stalo, ale wrocilam, po kilku dniach Swieta Bozego Narodzenia, Wiglie spedzilismy sami w domu, pierwsze Swieto to szwagierka prosila meza zebysmy przyszli do tesciow. Zebralismy sie i poszlismy. 2gie urodziny syna, zaprosilam tesciow, rozmawialam z tesciowa, przyjdzie, ale zaznaczyla, ze nie wie jak tesc, w koncu maz go namowil/przekonal/zmusil, ze ma byc, zachowal pozory i swietowal z nami.
Ciagle obowiazkowo jedzilismy tam co niedziele, a jak tylko sie spoznilismy bo drzemka sie przeciagnela to juz dzwonienie. Tesciowa juz mnie tak nie nachodzila, nie „z gory” bo szwagierka sie wyprowadzila.
cdn