Wirtualne-oczywiście.
Od początku.
Mąż miał zaplanowany tydzień urlopu i miał jechać z chłopakiem na ferie.
A przy okazji, że jechałby w swoje rodzinne strony to miał tam załatwić 2 ważne urzędowe sprawy.
Ja miałam zostać sama i w związku z tym miałam kilka fajnych m.in. babsko-babskich planów.
W sobotę wieczorem chłopak zachorował, lekarz na nocnej pomocy potwierdził nasze przypuszczenia- angina.
Od soboty zatem antybiotyk, wymioty - ogólnie nieciekawie.
Maż zatem musiał zostać - trochę zmarnowany urlop, ale niestety

W niedzielę wieczorem zachorowałam ja, gardło(nieziemski ból) + biegunka całą noc.
Zatem wzięłam L4.
Ustaliliśmy z mężem, że wobec tego w środę jednak pojedzie, aby załatwić to co miał załatwić.
Tak więc od jutra zostaję sama chora z chorym dzieckiem, nici z moich planów, nici z ferii chłopaka - ogółem dupsko.
Na dodatek dziś mając na głowie ręcznik po myciu włosów potrąciłam nim koszyczek z kosmetykami i potłukły mi 3 pudry, 4 opakowania cieni do powiek i lustereczko, które miałam jeszcze od liceum

Wszystko w drobny mak, bo koszyk poszybował pod sufit i upadł rozbryzgując zawartość po łazience.
Dajcie coś śmiesznego może...