Dodaj do ulubionych

Za Waszą radą...

01.05.12, 09:43
Młoda odstawiona do babci (ma tam 2 koleżanki więc w siódmym niebie), poinstruowana że ma nie dzwonić do taty bo ma dużo pracy, ja wróciłam do domu i niedługo będę dzwonić czy jest w pracy.
Mam większy stres niż przed obroną.
Obserwuj wątek
    • tankgirl5 Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 10:30
      brawowink nie zdążyłam się dopisać do poprzedniego postu ale mam nadzieję, że wszystko jest w porządku i list nic nie znaczył dla męża, poprostu go wyrzucił i nie informował Cię bo po co.
      Czy powinnać zagrać w otwarte karty i powiedzieć w szczerej rozmowie co wiesz, czy może wynająć detektywa itp. zależy w dużej mierze od tego czy w razie co chcesz walczyć o małżeństwo czy w grę wchodzi rozwód.
      Mam nadzieję, że to jednak fałszywy alarm! pozdrawiam
    • morgen_stern Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 10:35
      Ale emocje! Daj znać, co i jak, bo naprawdę mnie wciągnęła ta historia smile
      • attiya Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 12:05
        morgen_stern napisała:

        > Ale emocje! Daj znać, co i jak, bo naprawdę mnie wciągnęła ta historia smile

        big_grinbig_grin
      • chyba_niedlugo_byla_zona Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 16:36
        Dla Ciebie to żartobliwa historyjka, dla mnie życiowy dramat.
        Wyszło szydło z worka a mnie się odechciało żyć.
        Dziękuję dziewczyny za rady, gdyby nie wy dalej bym żyła w "Matrix" zwanym moim małżeństwem.

        Kochanka jest tzn ta była pacjentka.

        Do szpitala dzwoniłam ale się nie dodzwoniłam bo sekretariat zamknięty, mąż komórki nie odbierał ale wrócił do domu z kilkoma kartonami.
        Zdziwiony że mnie zastał oświadczył że on się pakuje bo się zakochał.
        Chciał uciec pod naszą nieobecność.
        Chyba dziś się po raz pierwszy upiję od 10 lat.
        • alexa0000 Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 16:39
          Jesli to prawda, to jest mi bardzo, bardzo przykro, niewyobrazalnie przykro. Masz kogos bliskiego, z kim moglabys byc w tym momencie? Czy wolisz byc sama?
          • chyba_niedlugo_byla_zona Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 16:44
            Wiesz, gdybym miała kogoś bliskiego to pewnie do tego kogoś bym się udała po radę a nie na internetowe forum.
            Od lat moje życie to dom, praca, praca, dom. Wszystko w domu robiłam sama, bo jego nigdy nie było, a jak był to miało być na błysk. Do tego mam dość stresującą i odpowiedzialną pracę no i nastolatkę nad którą muszę mieć pieczę. Dobrze że córka wraca dopiero w niedzielę, mam czas żeby się z tym uporać.
            • kali_pso Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 16:46


              No ale pamiętaj- jesteśmy my jeszcze...kto jak nie kobieta zrozumie drugą kobietę?
              • jagienka75 Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 16:49
                morgen_stern napisała:

                > Oj juz przestań z tymi lamentami, tak, wiem, rozczarowałam cię strasznie, kiedy
                > ś próbowałaś mi się przychlebiać, ale niestety okazałam się taka WREDNA i niewd
                > zięczna, już to przerabiałaś kilka razy



                Piszesz o ematce?
                Przecież tutaj na ogół kopie się leżącego.
                • rosapulchra-0 Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 16:54
                  Jagienka, na tym forum są też osoby życzliwe smile
                  • jagienka75 Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 17:05
                    Wiem, tylko że to kropla w morzu.
                    • imasumak Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 17:09
                      Większość piszących na tym forum, to życzliwe osoby. Kroplą w morzu są te wredne, tyle że się bardziej rzucają w oczy wink
              • fifiriffi Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 22:01
                kali_pso napisała:

                >
                >
                > No ale pamiętaj- jesteśmy my jeszcze...kto jak nie kobieta zrozumie drugą kobie
                > tę?


                No kali_pso chyba tylko ty na tym forum,bo reszta to tylko dowalic umiewink
            • rosapulchra-0 Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 16:50
              Pisz na forum. Będziesz odczuwać całą gamę uczuć, od rozczarowania, bólu, zawiedzenia po złość, agresję, frustrację. Pisz, po prostu pisz. Pisz na priwa, pisz na forum. Jeśli nie masz z kim pogadać, to tu jest miejsce, które przyjmie każde słowo.
              • chyba_niedlugo_byla_zona Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 17:29
                Wiesz to jest najgorsze, lata poświęceń, bo jego "kariera" a ja zapieprzałam jak mały samochodzik. Po co?
                Koleżankom w pracy powiedzieć nie mogę i nie chcę, z resztą bardziej nie chcę niż nie mogę.
                Ja też mogłam się rozwijać zawodowo, ale ważniejsze było żeby punkt 16 wyjść i jechać po dziecko i na drugi etat do domu niż jechać na dwutygodniowe szkolenie czy zgłosić się na ochotnika do dodatkowego projektu.
                Ciekawe co teraz z kredytem (jeszcze 8lat), jak wytłumaczyć sytuacje córce, chociaż w zasadzie to on się powinien tłumaczyć.
                Finansowo sobie poradzę utrzymać siebie i dziecko, wezmę coś dodatkowego i jakoś będzie, ale co z mieszkaniem? Pewnie będzie chciał je sprzedać i podzielić, a ja tak kocham to miejsce, tyle pracy włożyłam żeby było idealne.
                Nie wiem jak on to sobie wyobraża, ale nie chcę dzwonić i robić mu awantur.
                A może powinnam?
                Na moją prośbę o wyjaśnienia stwierdził że on się w niej zakochał od pierwszego spojrzenia i przez całe nasze małżeństwo nigdy mnie tak nie pożądał jak jej w tamtej chwili, ale że nic nie zrobił. Ona dała mu znak że jest zainteresowana (spytałam o list- zdziwiony był ale potwierdził) i że nie potrafi być ze mną wiedząc że ona też chce być z nim.
                • rosapulchra-0 Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 18:09
                  Pomyśl. Teraz będziesz mogła sobie odbić te wszystkie lata. Wcale nie jest za późno na rozwijanie swojej kariery zawodowej, a to że jesteś teraz na zakręcie nie oznacza wcale, że wypadniesz z niego, wręcz przeciwnie możesz nabrać takiej prędkości, że niewielu będzie w stanie za tobą nadążyć.
                  O mieszkanie również możesz zawalczyć i zrób to. Nie odpuszczaj mu, bo to on ciebie skrzywdził i wasze dziecko również. Należy się wam wysokie zadośćuczynienie i nie daj się wpuścić w maliny.
                  Powodzenia, kochana! Musisz być silna - wiem, że to slogan, ale w tej sytuacji prawdziwy, właśnie teraz w tej sytuacji MUSISZ BYĆ SILNA!
                  I nie przejmuj się idiotycznymi uwagami na swój temat, niektóre forumki naprawdę nie potrafią się inaczej dowartościować.
                • kawka74 Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 18:48
                  I w rezultacie Ty się wstydzisz za niego i Ty próbujesz załatwić sprawy, które załatwić powinien mąż, choćby rozmowa z dzieckiem.
                  Nie bądź durna i nie bierz na siebie dodatkowego ciężaru odpowiedzialności za oszalałą dupę (bo trudno tu mówić o głowie czy innych organach, choćby i pan mąż twierdził inaczej) małżonka. Pilnuj swoich spraw, a to, co do niego należy, niech załatwia sam.
                  • kawka74 Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 18:50
                    I jeszcze jedno - z tego wątku wyłuskaj, wydrukuj i wykuj na pamięć tekst Braktalentu o strategii misia koali. Strategia niełatwa, ale warto ją przemyśleć i zaadaptować do swojej sytuacji.
                    • cherry.coke Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 18:55
                      Jaki piekny post! Wart zastosowania w wielu dziedzinach zycia. W ogole obserwuje, ze w duzej mierze pokrywa sie z podejsciem jogowym - nabiera sie mase dystansu i spokoju, wyraznie widzi sie wzorce zachowan, a tym samym nie daje w nie wciagac jak dziecko.
                    • rosapulchra-0 Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 18:57
                      O tak. To jest naprawdę świetna strategia! Sama ją sobie skopiuję, a wiadomo? Może jeszcze i mnie się przyda? wink
                      • kawka74 Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 19:06
                        To się może przydać w każdym momencie smile
                • fifiriffi Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 22:04
                  chyba_niedlugo_byla_zona napisała:
                  Ona dała mu znak że jest zainteresowana (
                  > spytałam o list- zdziwiony był ale potwierdził) i że nie potrafi być ze mną wie
                  > dząc że ona też chce być z nim.


                  Co za szmata pier...olona no?!
        • rosapulchra-0 Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 16:41
          Dasz radę! Nie łam się. To tylko spiętrzy problemy. Bardzo ci współczuję, bo wiem, jak się czuje zdradzona kobieta. To bardzo boli, tak bardzo, że brakuje tchu. Ale musisz, po prostu MUSISZ być silniejsza niż dotychczas. Masz dziecko. Masz dla kogo walczyć. Niech odchodzi, ty zadbaj o alimenty i podział majątku jak najbardziej korzystny dla ciebie i dziecka. Bardzo mocno trzymam za ciebie kciuki.
          I nie upijaj się! Jutro będzie cię boleć głowa, a to w niczym ci nie pomoże.
        • kali_pso Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 16:43

          O rany...przykro mi.
          Masz mozliwość wypłakania się w rękaw jakiejś zaprzyjaźnionej duszy? Jest ktoś obok, kto wysłucha i razem z Tobą się upije?
        • toxicity1 Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 16:46
          Wiesz co, mimo wszystko jestem zaskoczona.
          Miałam nadzieję, że nawet jesli coś tam w tych wymówkach męża było nie tak, to mimo wszystko sprawa zakończy się pozytywnie.
          Dziwi mnie fakt, że dokładnie wtedy, kiedy sprawa zaczęła być podejrzana, mąż (nie wiedząc o tym) wyłożył karty na stół...
          • madzioreck Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 19:15
            > Dziwi mnie fakt, że dokładnie wtedy, kiedy sprawa zaczęła być podejrzana, mąż (
            > nie wiedząc o tym) wyłożył karty na stół...

            A jakie miał wyjście, skoro przyszedł z kartonami do przeprowadzki do domu, który miał byc pusty, a zastał tam żonę?
            • toxicity1 Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 19:58
              madzioreck napisała:

              >A jakie miał wyjście, skoro przyszedł z kartonami do przeprowadzki do domu, któ
              > ry miał byc pusty, a zastał tam żonę?

              Miałam na myśli sytuację, ze dziewczyna dopiero co powzięła podejrzenie, nie zdążyła za Waszą radą zebrać więcej kwitów na tego pip, a tu ... po herbacie.
              • madzioreck Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 20:06
                No i tak się zdarza... nie dopatrywałam się wszędzie nieprawdopodobności i sensacji smile
                • toxicity1 Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 20:18
                  madzioreck napisała:

                  > No i tak się zdarza... nie dopatrywałam się wszędzie nieprawdopodobności i sens
                  > acji smile

                  Napisałam, że jestem zdziwiona i zaskoczona.
                  Tylko tyle - żadnych "nieprawdopodobnosci i sensacji". big_grin
              • cherry.coke Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 20:19
                toxicity1 napisała:

                > Miałam na myśli sytuację, ze dziewczyna dopiero co powzięła podejrzenie, nie zd
                > ążyła za Waszą radą zebrać więcej kwitów na tego pip, a tu ... po herbacie.

                Nie wiem, czy ta historia jest prawdziwa.
                Ale czesto moim zdaniem sie zdarza, ze sytuacja nabrzmiewa, sygnaly pojawiaja sie po obu stronach i sprawa rozwiazuje sie szybko. Na przyklad tak jak tu gromadza sie drobiazgi, jedna strona zaczyna miec podejrzenia (a taki instynkt czesto jest trafny), druga widzi, ze pierwsza widzi i reaguje na to, nastepuje eskalacja i bach.
                Ostatnio bylo tak u moich znajomych. Najpierw dluuugo nic, a potem jak konie po betonie.
        • antyideal Eee, naprawdę ? 01.05.12, 16:51
          Dopiero nosil w kieszeni list z nr telefonu, wiec z tego wniosek, ze swieza sprawa, bo nie nosilby go miesiacami.
          A tu juz pakuje sie i wyprowadza.
          Nie zrywa sie dlugoletniego malzenstwa ot tak.
          • imasumak Re: Eee, naprawdę ? 01.05.12, 16:59
            No to mało widziałaś. Zresztą pan mógł być znudzony życiem małżeńskim już od dawna. A poznanie kogoś to był po prostu bodziec do zmian.
            • antyideal Re: Eee, naprawdę ? 01.05.12, 17:02
              Jakos mi to malo wiarygodnie brzmi.
              Tłum gryzie paznokcie w oczekiwaniu na dalszy rozwoj wypadkow,
              a tu, oczywiscie, dramatyczny zwrot akcji...
              No ale to moje odczucia.
              • rosapulchra-0 Re: Eee, naprawdę ? 01.05.12, 17:07
                W podobny sposób moją matkę zostawił jej mąż. W środę pojechał z kolegami z pracy do jednej koleżanki na wódkę. Wrócił do domu na drugi dzień, spakował się i wyprowadził do tej koleżanki. Powiedział, że się zakochał.
                Wrócił po pięciu latach, goły i wesoły, pani go sczyściła do dna i wygnała z domu. A on, bidulek, nie miał gdzie spać, to się zwrócił o pomoc do mojej maci. A ta głupia go przyjęła!
                • antyideal Re: Eee, naprawdę ? 01.05.12, 17:17
                  No zdarzają się takie historie. Ale jakos mi taka goracokrwistosc do pana doktora w dlugoletnim zwiazku, adorowanego zapewne przez niejedną juz pacjentke nie pasuje.
                • an_ni Re: Eee, naprawdę ? 01.05.12, 23:50
                  nie daleko pada jablko od jabloni jak widac
          • kali_pso Re: Eee, naprawdę ? 01.05.12, 17:06

            Teoretycznie- list mógł otrzymać miesiące temu, trzymać w biurku albo w szafce w szpitalu, zabrać przez nieuwagę albo celowo, coby poczytać se przed snem raz jeszcze... jest tyle możliwości. Poza tym- nie wiemy od jak dawna tam się źle dzieje, jakie były oznaki kryzysu, może zona niezauważała a może widzieć nie chciała..może to czysty zbieg okoliczności- ten list, ten dyżur itp. Jak dla mnie- jest to możliwa do wyobrażenia sytuacja....
            • antyideal Re: Eee, naprawdę ? 01.05.12, 17:15
              Nie twierdze, ze jest niemozliwa, ale malo dla mnie jednak malo prawdopodobna w tym wypadku.
            • gwen_s Re: Eee, naprawdę ? 01.05.12, 19:44
              może facet celowo zostawił list by żona go zostawiła, jak widać, tchórz z niego, więc wg mnie to bardzo prawdopodobne, łatwiej by mu było zostać wykopanym niż odejść skoro chciał to zrobić cichaczem sad
              Do autorki, bardzo współczuję, ale życie nie kończy się na rozstaniu. Teraz z pewnością jest Ci ciężko, ale z czasem będzie coraz łatwiej!!!
          • d.o.s.i.a Re: Eee, naprawdę ? 01.05.12, 17:11
            Nie wierze w ta historyjke. List ciagle w kieszni (tkwil tam od miesiecy?), maz wyprowadza sie dokladnie wtedy kiedy zona bierze wolne i chce z nim gadac. Wot, niespodzianka, tak sie smiesznie zlozylo, ze wszystko sie przypadkowo stalo w jeden dzien... tu mi czolg jedzie.
            • vivi.bon Re: Eee, naprawdę ? 01.05.12, 17:22
              Oczywiście, a grand finale odbywa się w długi weekend, kiedy klikalność spada.
              • morgen_stern Re: Eee, naprawdę ? 01.05.12, 22:25
                Ja też nie bardzo kupuję tę historię. Jeśli to prawda, to oczywiście współczuję, bo to dramat, ale nie bądźcie hipokrytkami i przyznajcie, że podobne historie i tak czyta się na forum z wypiekami wink niezależnie od poziomu współczucia.
                • vivi.bon Re: Eee, naprawdę ? 02.05.12, 00:05
                  Sama historia mnie nie rusza. Nawet gdyby była prawdziwa. Jakoś się nie identyfikuję i już.
            • 3-mamuska Re: Eee, naprawdę ? 02.05.12, 15:43
              d.o.s.i.a napisała:

              > Nie wierze w ta historyjke. List ciagle w kieszni (tkwil tam od miesiecy?), maz
              > wyprowadza sie dokladnie wtedy kiedy zona bierze wolne i chce z nim gadac. Wot
              > , niespodzianka, tak sie smiesznie zlozylo, ze wszystko sie przypadkowo stalo w
              > jeden dzien... tu mi czolg jedzie.
              Pani nie wziela wolnego,zeby z panem pogadac,ale dlatego ze mieli jechac razem na majowke.
              I panie nie wziela wolnego zeby z panem pogadac,ale dlatego ze miali plany wyjazdowe na dluzszy weekend.
              Pan mysla ze chata wolna,bo wysylam zone z corka same a sam powiedzial ze ma duzo pracy.
              Myslac ze panie pojechaly na urlop, chcial zabrac rzeczy zeby uniknac konfrontacji i niewygodnych pytan.
              A tu szok bo zona zamiast wyjechac poczekala sobie w domu.

              Corke zawiozla pewnie autem do babci, zeby nie musiala patrzec jak sie rodzice "dogaduja" miedzy soba i co z tego wyniknie.


              Ja to tak widze.
        • drosophila.melanogaster Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 17:23
          Chcial uciec jak jakis szczur,wyjatkowo zalosny typuncertain Wspoczuje ci bardzo i zycze duzo sily.
        • fifiriffi Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 22:00
          chyba_niedlugo_byla_zona napisała:
          mąż kom
          > órki nie odbierał ale wrócił do domu z kilkoma kartonami.
          > Zdziwiony że mnie zastał oświadczył że on się pakuje bo się zakochał.
          > Chciał uciec pod naszą nieobecność.



          Pierdolisz???!!!!
    • anorektycznazdzira Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 10:51
      Daj znać jak się potoczą sprawy, trzymam kciuki za nieoczekiwane obiektywne wyjaśnienie.
    • bez_gwarancji Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 11:54
      Ja też trzymam kciuki za dobre zakończenie tej historiismile A lekarze wcale nie są tacy najgorsi, znam przynajmniej kilku porządnych ludzi w białych fartuchachsmile
      • bella-bloom6 Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 12:03
        No i zaintrygowało mnie to teraz a nie wiem o co kaman, może komus chciało by sie w skrocie strescic hmm ;0)
        • morgen_stern Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 12:08
          Poszukaj sobie jej wątku sprzed kilku dni.
    • krolowa_online Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 14:06
      no w koncu sie cos dzieje na tym forum, jest po co tu wchodzic
      • kali_pso Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 16:44

        ech...empatii trochę, droga pani...
        • krolowa_online Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 18:18
          kali_pso napisała:

          >
          > ech...empatii trochę, droga pani...

          alez ja bardzo autorce wspolczuje, naprawde
          17 lat to kupa czasu, ale Droga Autorko, jego i tak wiecej nie bylo jak byl
          Ty jestes bardzo mloda, cale zycie przed Toba, jeszcze bedziesz bardzo szczesliwa, zobaczysz
          Obys teraz wszystko madrze rozegrala
          Sa osoby na forum, ktore przez to przeszly, moze warto nawiazac z nimi kontakt
          Zal tylko, ze tyle poswiecilas, aby on mogl robic kariere,a teraz jak tchorz zakradl sie pod Wasza nieobecnosc i poprostu chcial zniknac
          Zycze powodzenia i duzo szczescia!
    • jagienka75 Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 16:50
      Może i dobrze się stało. Mąż to tchórz i gnida.
      Głowa do góry, dasz radę!
      • znowu.to.samo Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 18:03
        O moje drogie, nie takie historie pisze życie... nieraz najlepszy serial to pikuś...


        Do autorki:
        Teraz wydaje Ci się że to jest koniec świata, ale dasz radę. Marne to pocieszenia ale...miliony kobiet przed tobą były w takiej sytuacji i sobie poradziły....masz już duże dziecko i większe pole manewru...
        Możesz też iść do psychologa, kilka wizyt postawi cię na nogi. Ułożysz sobie jeszcze życie, zobaczysz....
    • mancipi Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 18:10
      w ramach porady: zadbaj o finanse-jeżeli masz osobne konto to ok, ale jeżeli masz wspólne z mężem to proponuję po pierwsze wyciągnąć jeszcze dzisiaj jak najwięcej pieniędzy z niego a po drugie iść jutro do banku, założyć osobny rachunek i przelać resztę środków. twój mąż może być ok, poczuć się do odpowiedzialności itd, ale może być też tak, że mu odbije i nie będzie chciał łożyć pieniędzy na utrzymanie domu i córki, więc pomyśl o takim zabezpieczeniu. druga kwestia to poszukanie prawnika, jeżeli nie masz nikogo znajomego to warto abyś zaczęła szukać kogoś kto poprowadzi rozwód, oczywiście najlepiej będzie jeżeli udało by wam się porozumieć w sprawie rozwodu, podziału majątku i alimentów, ale wiem ze różnie bywa z taką wolą porozumienia, więc lepiej mieć pod ręką fachowca. trzecia kwestia-powinnaś zmusić męża do rozmowy-tzn odnośnie rozwodu, podziału majątku, im szybciej uporządkuje się takie kwestie tym lepiej, uważam że również on powinien być obecny przy rozmowie z córką i wytłumaczyć jej dlaczego się wyprowadził, nie ma powodów abyś robiła to ty, potem i tak będziesz musiała się borykać z codziennymi problemami. życzę wytrwałości
      • chyba_niedlugo_byla_zona Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 18:17
        Dziękuję wszystkim.
        • kajak75 Re: Za Waszą radą... 01.05.12, 20:58
          Wygooglaj sobie nazwisko prawniczki, która reprezentowała żonę Zamachowskiego smile
    • chcesztomasz Jakos nie mogę uwierzyć w tą historię... 01.05.12, 19:05
      no nie mogę...
      • nandadevir Re: Jakos nie mogę uwierzyć w tą historię... 01.05.12, 19:26
        ja też.
        • krolowa_online Re: Jakos nie mogę uwierzyć w tą historię... 01.05.12, 19:32
          nandadevir napisała:

          > ja też.

          to w jakie historie na forach wierzycie?
          segregujecie-o ta prawdziwa, a ta to sciema
          te mniej tragiczne to prawdziwe czy te o bzdetach?
          Swoja droga, samo zycie jest nierzadko bardziej tragiczne niz nieliczne historie tutaj
          • chcesztomasz Re: Jakos nie mogę uwierzyć w tą historię... 01.05.12, 19:42
            to w jakie historie na forach wierzycie?

            A co to za różnica? Moja wiara czy nie wiara nie jest wyrocznią ani wyznacznikiem niczego co nie znaczy, że nie mogę się wypowiedzieć, wątpić w czyjąś wiarygodność. Nie wierze i już dla mnie ten watek to mocno podkoloryzowany ciąg dalszy...no i?

            "segregujecie-o ta prawdziwa, a ta to sciema"

            czasem tak czasem nie no i?

            "te mniej tragiczne to prawdziwe czy te o bzdetach?"

            Nie, te w których występuje słowo głupia są prawdziwe. Co za głupie pytanie - bez obrazy.


            Swoja droga, samo zycie jest nierzadko bardziej tragiczne niz nieliczne histori
            > e tutaj

            no i?
            • krolowa_online Re: Jakos nie mogę uwierzyć w tą historię... 01.05.12, 19:46
              chcesztomasz napisała:
              >
              > no i?

              co no i, co?
              • nandadevir Re: Jakos nie mogę uwierzyć w tą historię... 01.05.12, 20:02
                nie musimy się tobie tłumaczyć
              • chcesztomasz Re: Jakos nie mogę uwierzyć w tą historię... 01.05.12, 20:23
                no to że zadajesz głupie pytania.
      • selavi2 Re: Jakos nie mogę uwierzyć w tą historię... 01.05.12, 20:07
        Moja koleżanka dorabiała sobie pisząc historie do "Z życia wzięte" czy jakoś tak.
        I stwierdzila, że opisze dwa (nie wszystkie) wątki uczuciowe z mojego wtedy 35 letniego życia.
        Znałyśmy się dobrze, wielu wydarzeń była świadkiem.
        I redaktor naczelna uznała, że to niemożliwe, naciągane i niewiarygodne.
        Życie przerasta wyobraźnię. Niestety.
        • chcesztomasz Re: Jakos nie mogę uwierzyć w tą historię... 01.05.12, 20:23
          no ale co to ma za znaczenie?

          Poza tym czasem diabeł tkwi w opisie, sposobie opisu który jest niewiarygodny i wyobraźnia ma tu niewiele do rzeczy.

          wielu wydarzeń była świadkiem.

          Kazdy spogląda na dane zdarzenie inaczej. Myślę że jak masz 5 świadków i dwoje głównych bohaterów to jednak każdy siłą rzeczy ma nieco inne spojrzenie na sytuację.
    • chyba.ze Słabo mnie przekonuje ta opowieść 01.05.12, 22:40
      Jesteście małżeństwem od wielu lat, a nie wiesz takiej prostej sprawy, że sekretariat kliniki pracuje zawsze od 7-15 za wyjątkiem sobót, niedziel i świąt?
      Nie znasz numeru bezpośredniego na oddział do dyżurki pielęgniarskiej/ lekarskiej/ na blok operacyjny gdzie może fizycznie znajdować się Twój mąż? Po tylu latach?
      No i gdzie 17 latkę "odstawić" na weekend? Toż to młoda kobieta w tym pięknym wieku nie da sobie planować czasu wolnego!
      Coś to nieskładne Pani.
      • selavi2 Re: Słabo mnie przekonuje ta opowieść 01.05.12, 23:21
        Jedno muszę przyznać - wydało mi się dziwne, że autorka nie zna nr-u na oddział -do dyżurki lekarskiej albo pielęgniarskiej albo na izbę przyjęć.
        Ja swojego Exa zawsze w szpitalu znajdę,wink a jak nie to pielęgniarki zawsze mi powiedzą, co się z nim dzieje.
        • aneta-skarpeta Re: Słabo mnie przekonuje ta opowieść 01.05.12, 23:41
          matko, ja nie mam absolutnie telefonu do meza, maila sluzbowego, nawet jakbym miala cos w jego imieniu zalatwiac w firmie lub szukac to naprawdę byloby mi ciezko
          • selavi2 Re: Słabo mnie przekonuje ta opowieść 02.05.12, 01:18
            aneta
            To karygodne zaniedbanie!
            Czem prędzej napraw, proszę, ten błąd!;-P
          • chcesztomasz Re: Słabo mnie przekonuje ta opowieść 02.05.12, 10:18
            to na pewno twój maż czy tylko taka przybłęda co się czasem po domu błąka i zrobi czasem coś pożytecznego.

            A co do autorki. O ile pierwszy wątek nie budzi żadnych zastrzeżeń o tyle ten drugi wydaje się mocno naciągany. Dopiero co znajduje list miłosny, dopiero co lamie sobie głowę co się dzieje czy w ogolę coś się dzieję...nagle bierze pudła i go już nie ma. Autorka od razu biegnie na emame i opowiada ojeju jeju co z domem, co z kredytem, finansowo ok bo...he he. Ja nie mówię, że to niemożliwe bo na świecie różne cuda się dzieją ale takie mało przekonujące to wszystko jest. Akcja mnie nie urzekła prawdziwością. Może dlatego, że siedzę za dużo na forum KOCHANKI big_grin

            Swoja drogą fajne małżeństwo - nie widują się, on ledwo list miłosny dostaje już z pudłami odlatuje cholera wie do czego, ona kilka godzin po tym n na ematce o kredycie i Domie prawi..
      • stukostrach-jeden Re: Słabo mnie przekonuje ta opowieść 02.05.12, 10:53
        Szpitale maja strony internetowe a na nich telefony do: ordynatora, dyżurki lekarskiej i pielęgniarskiej, rejestracji, dyrekcji i centrali. wystarczy sprawdzić.
        Swoja drogą dziwie sie, że żona chirurga nie ma telefonu do pracy męża, z prostego powodu: Chirurg w czasie operacji telefonu nie odbierze. ajak sie spóźnia do domu to zawsze można zadzwonić i sie dowiedzieć czy ta pilna operacja która właśnie robi potrwa chwilę czy będzie operował przez 5 kolejnych godzin.
        • chyba_niedlugo_byla_zona Re: Słabo mnie przekonuje ta opowieść 02.05.12, 13:21
          Tak, moim błędem zdecydowanie było że miałam zaufanie do męża, jak była sytuacja że wypadała nagła operacja to wysyłał sms że skontaktuje się jak będzie mógł i nie musiałam nigdzie wydzwaniać.
          Nie było też w mojej naturze kontrolowanie męża, do czasu znalezienia tego cholernego listu.

          Poinformowałam go sms że oczekuję od niego decyzji co dalej ze wspólnymi sprawami i że poinformuje córkę w temacie swoich życiowych zmian.

          Myślałam że tu znajdę zrozumienie, zostałam pomówiona o bajkopisarstwo. Pewnie gdybym taką historię przeczytała dwa tygodnie wcześniej sama bym się popukała w głowę, niestety życie napisało mi scenariusz którego w najgorszych snach bym się nie spodziewała.
          • anorektycznazdzira Re: Słabo mnie przekonuje ta opowieść 02.05.12, 13:29
            Na tym forum jest swoista zbiorowa obsesja w temacie tropienia trolli i spory poziom strachu, żeby nie odpowiadać na lipne posty poważnie. Trudno ocenić, ile tych lipnych postów tak naprawdę jest, bywały wątki na 300-400 odpowiedzi a potem wychodziło, że to bajka. Z tego powodu wiele osób piszących na serio, ale z nietypową historią (co to jest TYPOWA historia???) z bazy się dowiaduje, żeby spadali bo są trollami.
            Czasem to jest irytujące i pogadać nie można.
            IMO lepiej odpowiedzieć serio durnemu trollowi, niż spławić osobę z problemem.
            Pozdrawiam.
            • 3-mamuska W mojej rodzine bylo podobnie: 02.05.12, 15:20

              Zona pracauje uczy sie,na 2 dzieci i nie ma czasu na kontrole meza.
              Jada na wakacje ,ale maz ciagle z telefonem i dziecko pyta co ty tata tak wysylasz te smsy i co? okazalo sie ze ok kilkunastu tygodni na kochanke,wrocili z wakacji juz jako nie rodzina,rozpadlo sie w jeden wieczor,tez sie natychmiast wyprowadzil,a ona zostala z kredytem za dom,ktory niedawno postawili.

              A ona nie mial wczesniej odwagi jej powiedziec.
          • policjawkrainieczarow Re: Słabo mnie przekonuje ta opowieść 02.05.12, 14:49
            > Poinformowałam go sms że oczekuję od niego decyzji co dalej ze wspólnymi sprawa
            > mi i że poinformuje córkę w temacie swoich życiowych zmian.
            >

            Nie ma znaczenia, czys troll czy nie troll. Mężowie wyprowadzajacy sie od zdumionych żon z pudłami trafiali, trafiaja i trafiac sie będą.
            ALE: co to za, kurna, "poinformowałam go, że oczekuję od niego decyzji"? Powaliło Cie? A jesli on powie "moja decyzja jest taka, że po drodze z pracy bede wpadac do was zostawic brudne skarpety, noce będę spędzał u kochanki, a do domu będę wracał po czyste pranie", to połozysz uszy po sobie, no bo co, w koncu sama mu oddalaś prawo do decydowania? Moja złota. On juz pewną decyzje podjął. Teraz czas na to, żebys ty podjęła nastepne i niech an się do nich dostosowuje.
            • kali_pso Re: Słabo mnie przekonuje ta opowieść 02.05.12, 14:55

              Też tak myślę- decyzję to on może podjąć w kontekście tego, co TY mu przedstawisz- czy zgadza się czy nie na Twoje warunki i podac własne rozwiązanie. BO w tym momencie po raz kolejny wkładasz mu sama oręż do ręki- to on ma znowu decydować i podejmować za Was decyzję. Idę o zakłąd, że wykorzysta to tak, aby samemu się dobrze ustawić...no bo skoro Ty chcesz bay to on podejmowałe te decyzje...
              Otóż nie, pokaż mu, że teraz to Ty ustalasz warunki i co on na to.
            • 3-mamuska Re: Słabo mnie przekonuje ta opowieść 02.05.12, 15:36
              policjawkrainieczarow napisała:

              > > Poinformowałam go sms że oczekuję od niego decyzji co dalej ze wspólnymi
              > sprawa
              > > mi i że poinformuje córkę w temacie swoich życiowych zmian.
              > >
              >
              > Nie ma znaczenia, czys troll czy nie troll. Mężowie wyprowadzajacy sie od zdumi
              > onych żon z pudłami trafiali, trafiaja i trafiac sie będą.
              > ALE: co to za, kurna, "poinformowałam go, że oczekuję od niego decyzji"? Powali
              > ło Cie? A jesli on powie "moja decyzja jest taka, że po drodze z pracy bede wpa
              > dac do was zostawic brudne skarpety, noce będę spędzał u kochanki, a do domu bę
              > dę wracał po czyste pranie", to połozysz uszy po sobie, no bo co, w koncu sama
              > mu oddalaś prawo do decydowania? Moja złota. On juz pewną decyzje podjął. Teraz
              > czas na to, żebys ty podjęła nastepne i niech an się do nich dostosowuje.
              >
              Tu nie chodzi o decyzje w sprawie brudnych skarpet,ktora z pan bedzie je pralatongue_out
              Ale decyzje w srawie domu czy bedzie placil czy sprzedaja,i kupia cos malego dla siebie i corki.
              MOze nie o to chodzi zeby on decydowal,ale jak on to widzi.Ze pojdzie w pizdu i ona bedzie wszystko sama placic,a on potem bedzie mial prawo do polowy domu.
          • nandadevir Re: Słabo mnie przekonuje ta opowieść 02.05.12, 21:30
            a kochasz go? sorry za podejrzenia.
          • kawka74 Re: Słabo mnie przekonuje ta opowieść 02.05.12, 21:37
            > Poinformowałam go sms że oczekuję od niego decyzji co dalej ze wspólnymi sprawa
            > mi

            To znaczy czego oczekujesz? Czekasz na coś, co się nie może zdarzyć: 'kochanie, pomyliłem się, wracam'? Chwilowo Waszych wspólnych spraw nie ma, masz zadbać o swoje i dziecka interesy, i to nie rykiem, wrzaskiem i histerią, tylko misiem koala, cedując, co się da, na męża (na przykład wyjaśnienie, dlaczego się wyprowadził), a czego się nie da, załatwiając samodzielnie w sposób Ci wygodny.
            Jeśli nastąpi kolejny zwrot akcji, a Ty będziesz chciała dać mężowi szansę, to dasz, ale teraz męża nie ma i nie ma co czekać na jakieś nieokreślone ruchy z jego strony.
            • chyba_niedlugo_byla_zona Re: Słabo mnie przekonuje ta opowieść 03.05.12, 14:22
              Chodziło mi o jego propozycję rozwiązania wspólnych zobowiązań.
              Oddzwonił i stwierdził że oczywiście musi wszystko przemyśleć.
              Oświadczyłam że ma czas do przyszłej środy.
              Ciekawe jak zamierza powiedzieć córce- ona jest teraz w trudnym wieku i podejrzewam że dopiero zaczną się z nią prawdziwe kłopoty.

              Wczoraj tak jak pisałyście poszłam do banku, on wypłacił 4 tys, więc ja założyłam osobne konto tylko na mnie i przelałam wszystkie wspólne pieniądze.
              Będzie awantura jak się zorientuje.

              Nie jest łatwo ale jakoś chyba wszystko zaczyna do mnie dochodzić.
              W mieszkaniu zostało mnóstwo jego rzeczy, ubrań, książek, miałam chęć przez chwilę wszystko wywalić na śmietnik, ale powstrzymałam się. Niech sobie wszystko zabiera.

              • alexa0000 Re: Słabo mnie przekonuje ta opowieść 03.05.12, 14:34
                Bardzo dobry ruch z tym bankiem.
                Zbierz wszystkie dowody, jakie masz na jego romans i trzymaj je gdzieś na tak zwane zaś. Pewnie, że fajnie rozstawac sie w zgodzie, ale fajnie tez na swoich warunkach, nie cudzych.

              • selavi2 Re: Słabo mnie przekonuje ta opowieść 03.05.12, 14:44
                Może i się dziwiłam niektórym rzeczom, ale bardzo ci współczuję.
                I trzymam kciuki za to, żebyś bez względu na ból, żal i złość potrafiła sobie poradzić i zabezpieczyć siebie i córkę.
                kiss
              • myelegans Re: Słabo mnie przekonuje ta opowieść 03.05.12, 16:24
                POwinnas przede wszystkim znalezc DOBREGO prawnika, ktory reprezentowalby TWOJE ineteresy i przez niego podejmowac decyzje.
                Musisz zadbac o siebie i dziecko, JEGO juz nie ma w Twoim zyciu. Masz byc na niego zla, masz miec w sobie zlosc, i pewnie masz. NIe szlabym na zadne polubowne uklady, wyciagnelabym pewnie artylerie. Nawet jak liczysz na to, ze moze jeszcze cos sie da uratowac i dac szanse, moze mozna, na teraz masz byc twarda i bezkompromisowa. Wina jest oczywista.

                Dla mnie to najgorszy rodzaj rozpadu zwiazku i mam zerowa toleracje na takie zalatwianie sprawy. Ja rozumiem, ze ktos sie moze zakochac i chciec odejsc, ale najpierw sprzata sie balagan po sobie i zminimalizowac szkody w stosunku do dzieci, pozniej rozpoczyna nowe zycie. TO jest tchorzostwo, wyprowadzanie sie pod nieobecnosc zony i komunikowanie sms-owo, bo tak jest latwiej niz usiasc i porozmawiac twarza w twarz.

          • nandadevir Re: Słabo mnie przekonuje ta opowieść 02.05.12, 21:38
            jesteś naprawdę w gorącej wodzie kąpana.
        • 3-mamuska Re: Słabo mnie przekonuje ta opowieść 02.05.12, 15:15
          stukostrach-jeden napisała:

          > Szpitale maja strony internetowe a na nich telefony do: ordynatora, dyżurki lek
          > arskiej i pielęgniarskiej, rejestracji, dyrekcji i centrali. wystarczy sprawdzi
          > ć.
          > Swoja drogą dziwie sie, że żona chirurga nie ma telefonu do pracy męża, z prost
          > ego powodu: Chirurg w czasie operacji telefonu nie odbierze. ajak sie spóźnia d
          > o domu to zawsze można zadzwonić i sie dowiedzieć czy ta pilna operacja która w
          > łaśnie robi potrwa chwilę czy będzie operował przez 5 kolejnych godzin.

          Swoja droga,maz autorki mial telefon i ona zawsze na niego dzwonila,ja tez nie znam numeu bezposredniego do miejsca w ktorym maz pracuje,ba nawet adresu nei znam,tylko nazwe i miejsce bo tam przechodzimy i maz mowi o tu pracuje.

          Moze ona zona lekarza przyzwyczjona, ze maz wraca z dyzurow o ktorej chce.
          Zreszta napisala ze nigdy go w domu nie bylo,wiec po co miala dzwonic?
          • sonia-3 Re: Słabo mnie przekonuje ta opowieść 02.05.12, 22:01
            A ja to bym chciała, aby to była historia zmyślona, bo bardzo mi żal autorki wontku, co to ma męża dupka totalnego, który to prędzej niż mu się wydaje, na kolankach wróci do żony.....
    • freakwave spokojnie 03.05.12, 16:08
      jaki full romantic normalnie wielki pan dohtur i jego pacjentka, jak w serialu smile
      tylko zakonczenie bedzie inne, wybawca - romeo w bialym kitlu okaze sie zwyklym facetem ktory wrzuca zwiniete smierdzace skarpety do kosza na pranie i oczekuje czystych dzien w dzien, nie potrafi sobie wyprasowac koszuli, po dyzurze miewa humory i jednak laczy go z zona nastoletnie dziecko, powiedz mi ile wytrzyma w tej sytuacji romantyczna julia?
      odpowiedz sobie sama dlaczego kochankowie z werony sie otruli i dlaczego doktorek z podkulonym ogonkiem wroci do ciebie za kilka tygodni blagajac o to abys go przyjela spowrotem...
      ale ode mnie rada - pusc gnoja w skarpetach niech szuka szczeniak nastepnej frajerki na oddziale smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka