Pogadajmy autorefleksyjnie

O naszych mitach.
Obserwujecie je u siebie i/lub u innych?
Prywatne wcale nie muszą oznaczać niegrupowych. Mogą to być uwewnętrznione mity grupowe.
Udało się Wam przekroczyć jakiś własny mit? Rozbić go? Jesli tak, to czy bolesne to było? Jak się z tym uporaliście? Na "świadomo"? Ta świadomość była już w trakcie proces, czy zyskaliście ją "po"?
Jak na nie dziś patrzycie? Wydają się Wam śmieszne? Może żenujące? Dziecinne? Może po prostu "były i już ich nie ma" bez szczególnych naznaczeń?
Prześledziliście genezę tych mitów w Was?
Ja dość długo hodowałam mit miłości, która "trwa", znany pod nazwą "miłość prawdziwa": "prawdziwa miłość nie wygasa"

I bardzo bolesne było wychodzenie z tego-zakończyło się terapią psychologiczną. Znam też genezę tego- oczywiście, tkwi w dzieciństwie. Zaważyła na całym moim życiu. Ale teraz czuję się jakby ze mnie ogromny kamień spadł...
Jakie są Wasze prywatne mity?