Dodaj do ulubionych

Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy...

30.05.12, 17:27
Natchnął mnie trochę wątek o tym 12 - latku, wygarniającym nauczycielom prawdę i tak się zaczęłam zastanawiać, na ile ta cecha w życiu pomaga, a na ile przeszkadza, czy wogóle może być pożyteczna?
Mój mąż posiada ją w pełnym arsenale, odziedziczoną po mamusi (teściowa nazywa to szczerością) i fakt, on załatwi praktycznie wszystko, ale też bardzo zraża do siebie ludzi.
Mojej teściowej nie lubi nikt, autentycznie, nawet wnuki jej nie trawią, a synowie po prostu się przyzwyczaili. Mój mąż jest raczej lubiany wśród znajomych, bo na grunt towarzyski na szczęście tej cechy nie przenosi, w przeciwieństwie do swojej matki, ale: zrobił awanturę we wszelkich możliwych urzędach, we wszystkich sklepach w okolicy również, jak dzieci chodziły do podstawówki, to nauczycielki przed nim drżały (choć tu akurat nie było innego wyjścia i chodziło o sprawę istotną dla większej grupy), na szczęście w gimnazjum i liceum dzieci go z daleka od szkoły trzymają, wolą, jeśli jest potrzeba, żebym ja się tym zajęła, bo choć jestem mało przebojowa, to umiejętną rozmową załatwię sprawę lepiej, niż on awanturą.
Przyznam jednak, że jest on niezaprzeczalnie jedyną bronią na osoby bezczelne, leniwe, chamskie - bardzo szybko ustawia je do pionu i uzyskuje to, co chce.
Mujszę przyznać, że robiąc awanturę ma rację i zawsze jest to słuszna sprawa, ale czasem działa wytoczone są za wielkie. Poza tym nie zdaje sobie sprawy, że mówi do kogoś coraz głośniej (dla kogoś, kto go nie zna - po prostu krzyczy).
Oczywiście prowadzi własną firmę, bo przecież pokłóciłby się z każdym szefem.
Ja dla równowagi jestem spokojna i muszę przyznać, że większość spraw bym załatwiła równie dobrze, jak on, bez robienia sobie wrogów. Oczywiście z kolei on może liczyć na szybkie załatwienie wielu spraw, bo ludzie , którzy mieli już z nim do czynienia, wolą nie ryzykować. Oczywiście on sobie zdaje sprawę, że robi za roszczeniowego chama, ale się tym nie martwi wcale, nawet go to bawi.
Obserwuj wątek
    • antyideal Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 17:38
      Ehehe, idealnie opisałas mojego bylego partnera.
      Wygodnie czasem jest miec pod ręką taką osobę.
      On czeka tylko na sygnał, jak pies, do ktorego mowi sie"bierz go!" tongue_out
      Gdy jest jakis problem w szkole zwiazany z naszym dzieckiem
      ostroznie dawkuję informację, by nie wpadł tam i nie zrobil zadymy.

      • azile.oli Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 17:50
        Ja wiem, że wygodnie mieć pod ręką taką osobę - skraca do minimum czas załatwiania wszelkich spraw urzędowych.
        Co ciekawe, on mówi prawdę, nie używa inwektyw, ale zachowuje się tak, że każdy chce, żeby już skończył i sobie poszedł.
        I jeszcze jedno - jak się nakręci, to nie bardzo słucha, co się do niego mówi (kiedyś kopałam go pod stołem, bo wrzeszczał prawie u księdza, przy czym obaj mieli jednakowe zdanie i nalatywali na całkiem postronną osobę, tylko ten ksiądz cicho i spokojnie, a małżonek - jak zwykle, ochrzan dostał po wyjściu).
        • jowita771 Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 17:58
          > Ja wiem, że wygodnie mieć pod ręką taką osobę - skraca do minimum czas załatwi
          > ania wszelkich spraw urzędowych.

          A to chyba zależy od urzędnika. Mam w bliskiej rodzinie urzędniczkę, która takiemu wyszczekanemu zawsze wszystko na ostatnią chwilę. Jak jest czternaście dni na decyzję, to decyzja będzie czternastego dnia. Jak pismo wpłynie z błędem i ona widzi i wie, że będzie cofnięte, to nie zwróci uwagi. I jeśli dobrze obstawiam Twoje miejsce zamieszkania, Twój mąż może na nią trafić.
          • 18_lipcowa1 Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 18:54

            > A to chyba zależy od urzędnika. Mam w bliskiej rodzinie urzędniczkę, która taki
            > emu wyszczekanemu zawsze wszystko na ostatnią chwilę. Jak jest czternaście dni
            > na decyzję, to decyzja będzie czternastego dnia. J



            ja tak samo robię z takimi kliyjentami
            na maksa- za chamstwo
            • azile.oli Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 19:08
              Oj, Lipcowa, ciesz się, mała szansa, że na mojego męża trafisz raczej. Tylko raz zdarzyłoby Ci się dać mu pismo z błędem. Zapewniam Cię, że Twój przełożony dołożyłb y starań, żeby ten petent był obsługiwany z najwyższą uwagą.
              • 18_lipcowa1 Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 19:35
                azile.oli napisała:

                > Oj, Lipcowa, ciesz się, mała szansa, że na mojego męża trafisz raczej. Tylko r
                > az zdarzyłoby Ci się dać mu pismo z błędem. Zapewniam Cię, że Twój przełożony d
                > ołożyłb y starań, żeby ten petent był obsługiwany z najwyższą uwagą.


                Oj nie zrozumiałas.
                Można zrobic na złość pieniaczom, w białych rękawiczkach i zgodnie z przepisami i zapewniam cię że tak się robi.
                • azile.oli Re: Ależ zrozumiałam... 30.05.12, 19:51
                  Oczywiście, że są pewne przepisy oraz terminy i jak najdłuższy termin, to 14 dni, to specyficzny klient/petent dostanie pismo/decyzję nie wcześniej.
                  Pewnie, że pismo z błędem musi zostać poprawione - ale tu już można oczekiwać skargi na osobę, która się pomyliła. Czyli - jeśli ktoś z premedytacją zrobił, albo przeoczył błąd, to robi krecią robotę albo sobie (jeśli sam pisał) , albo koleżance.
                  • 18_lipcowa1 Re: Ależ zrozumiałam... 30.05.12, 19:58
                    Nieważne, zapewniam cie ze wszyscy ktorzy mieli wątpliwą przyjemnosc obcowania z twoim mezem robią tak by zgodnie w procedurami uprzykrzyc mu zycie.
                    • azile.oli Re: Ależ zrozumiałam... 30.05.12, 20:17
                      Ależ wręcz przeciwnie. Po jednej awanturze wszystko załatwiane sprawnie i w ekspresowym tempie.
                      • 18_lipcowa1 Re: Ależ zrozumiałam... 30.05.12, 20:27
                        azile.oli napisała:

                        > Ależ wręcz przeciwnie. Po jednej awanturze wszystko załatwiane sprawnie i w ek
                        > spresowym tempie.


                        ta , a normalni ludzie to bez awantur maja
                        • gazeta_mi_placi Re: Ależ zrozumiałam... 31.05.12, 10:38
                          Gdzieś musi się poczuć lepszym od innych np. w urzędzie czy sklepie, co będzie sobie żałował.
                          Lepiej żeby z frustracji tłukł żonę i dzieci? To już lepiej żeby się na urzędniczce czy Pani ekspedientce w sklepie wyżył i spuścił parę.
                    • mmena Re: Ależ zrozumiałam... 31.05.12, 15:52
                      18_lipcowa1 napisała:
                      > Nieważne, zapewniam cie ze wszyscy ktorzy mieli wątpliwą przyjemnosc obcowania
                      > z twoim mezem robią tak by zgodnie w procedurami uprzykrzyc mu zycie.

                      Bardzo wątpię. Mam prawie takiego samego męża. Prawie, bo nie podnosi głosu. Ale niczego to nie zmienia - wszyscy urzędnicy robią co mogą by jak najszybciej zniknął z ich życia i nigdy nie wracał. Robi tzw. awantury w białych rękawiczkach.
                      Inna sprawa, że mam też urzędników nie grzeszących rozumem, żeby nie powiedzieć dosadniej.
                  • dziennik-niecodziennik Re: Ależ zrozumiałam... 30.05.12, 20:43
                    ale ona pisze o błędzie na piśmie ktore juz wpłynęło. czyli o błędzie ktory popełnił sam petent i to sam petent jest zobowiązany do poprawienia tegoż. wiec urzędnika za to oskarżac nie mozna.
                    czyli po prostu mąż składa pismo z błedem - babka go widzi ale nie koryguje - mają czternascie dni na decyzję - decyzja przychodzi "prosze poprawic wniosek". i sprawa się ciagnie.
                    chyba o to chodziło.
                    • azile.oli Re: Ależ zrozumiałam... 30.05.12, 20:50
                      Mimo wielu wad mój mąż idiotą nie jest i jak zrobi błąd sam, to nie ma pretensji do urzędnika. Podobnie, jeśli jest wykaz potrzebnych dokumentów i czegoś nie dostarczy - też się nie czepia. Co innego, jeśli pomyli się urzędnik i poprawy nie da się wykonać w jeden dzień - pisałam o takiej sytuacji.
                      • dziennik-niecodziennik Re: Ależ zrozumiałam... 30.05.12, 20:52
                        no ale wątek pisma z błędem nie dotyczyl bezpośrednio Twojego męża. ja tak ogólnie tłumaczę, bo mam wrażenie że się nie zrozumiałyście smile
                      • burina Re: Ależ zrozumiałam... 31.05.12, 00:34
                        No właśnie, Twój mąż nie jest idiotą.

                        Chodzi o to, że normalnie zachowującym się petentom osoba przyjmująca dokumenty sprawdzi czy wszystko gra, czy się zgadzają załączniki. Właśnie po to, żeby ułatwić petentowi życie, nawet jeśli zawinił brakiem podpisu.
                    • jowita771 Re: Ależ zrozumiałam... 30.05.12, 22:33
                      > czyli po prostu mąż składa pismo z błedem - babka go widzi ale nie koryguje - m
                      > ają czternascie dni na decyzję - decyzja przychodzi "prosze poprawic wniosek".
                      > i sprawa się ciagnie.

                      Dokładnie o to mi chodziło.
                      • azile.oli Re: Ależ zrozumiałam... 31.05.12, 09:15
                        Co ciekaw, przyznam, że się mężowi jeszcze nie zdarzyło, żeby złożył wniosek z błędem.
                        Gdyby złożył - nie miałby pretensji do nikogo.
                        Za to mnie, owszem, zdarzyło się, że pytałam, czy to już wszystko, po czym , gdy przyszłam po odbiór decyzji , okazało się, że coś jeszcze mam dostarczyć. I nie, n ie było to w miejscu, gdzie mąż zrobił awanturę - ba, jego tam wogóle nigdy nie było.
                        No ja rozumiem, że ktoś się wcześniej pomylił, albo ni był doinformowany i nie wiedział, że powinnam dostarczyć jakiś dokument, ale, gdy mi na czymś zależy , to mam prawo być zła.
                        Oczywiście ja awantury nie robię, nawet uwag nie rzucam luźnych - ale, gdyby mi coś było bardzo potrzebne i miałabym mieć przez niedopatrzenie urzędnika nieprzyjemności, to jak nic podesłałabym tam męża i czas oczekiwania skróciłby się do minimum.
                        Oj, ja wiem, że urzędnikom z reguły zwisa i powiewa nawet wizja napisanej na nich skargi, bo prawie każdy coś kiedyś schrzanił i jeden drugiego kryje, poza tym przed przełożonym można zawsze zwalić winę na petenta.
                        Ale - awantura jest skuteczna, moje rzeczowe pismo ze skargą pokryje kurz, taka prawda.
                  • iuscogens Re: Ależ zrozumiałam... 01.06.12, 16:50
                    Jest na forum taka, która się chwaliła mężem, który zjeb.ł panią w sklepie czy na stacji a kelnerki do płaczu doprowadzał. Twój mąż powinien się z nim zaprzyjaźnić uncertain
        • antyideal Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 18:02
          Dokładnie ten sam typ big_grin i tez jak sie nakręci to "on nie krzyczy, on ma tylko taki
          tubalny głos"...
          No i rowniez nie moge zarzucic, ze napadał na niewinnych ludzi, on tylko walczyl o
          sprawiedliwosc, gdy ktos zachowywal sie nie w porzadku wink
          Wszystkie panie w okolicznych sklepach drżały na jego widok.
          Na szczescie ma troche wdzieku i to go ratuje, ludzie mimo wszystko go lubią.
          No moze z wyjatkiem niektorych jego pracownikow.
          • dziennik-niecodziennik Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 20:45
            > No i rowniez nie moge zarzucic, ze napadał na niewinnych ludzi, on tylko walczyl o
            > sprawiedliwosc, gdy ktos zachowywal sie nie w porzadku wink
            > Wszystkie panie w okolicznych sklepach drżały na jego widok.

            no ale co, te wszystkie panie w okolicznych sklepach takie nie w porządku były?...
            sorry, jak dla mnie takie rozdzieranie się na ludzi to raczej chamstwo niż szczerośc.
            to tak jak z myleniem chama z cholerykiem - to że ktos jest cholerykiem nie znaczy ze ma prawo partnerkę w kłótni od najgorszych wyzywac...
    • amonette Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 17:48
      Z mojego doświadczenia - taka umiejętność się bardzo przydaje, jeszcze bardziej wiedza, kiedy, jak i wobec kogo ją stosować. Tego właśnie dzieci powinniśmy uczyć. Kompletna blokada na bardziej agresywne zachowania i szczere przedstawienie sytuacji jest także niezdrowa. A w sumie taka jest konwencja cywilizacyjna, co często przynosi więcej szkody niż pożytku.
      Ale chamstwo, zwłaszcza pozerskie, też szkodzi. A wiele osób stara się z kolei wyposażyć potomstwo w umiejętność "walki o swoje" - czytaj rozjechania walcem kogoś, kto stoi na drodze i wyrobienia sobie maski osoby bezwzględnej, z którą trzeba się liczyc, a jej woli podporządkować. To działa - do czasu spotkania Bardziej Alfy. Jako i w wewątku rzeczonym napisałam.
      • marzeka1 Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 17:55
        Często jest tak, że "walenie prawdy prosto w oczy" oznacza jednak czysto po prostu bycie chamem, który uważa, ze każdy oczekuje, aż on raczy wypowiedzieć swoje zdanie: pytany lub nie; i często jest tak, że takie osoby traktowane są tak, jak twoja teściowa.
        • amonette Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 18:00
          Moja? Chyba nie wink
          • azile.oli Re: Nie, moja... 30.05.12, 18:09
            Moja teściowa jest szczególną odmianą , bo wali prosto w oczy wszystko i wszystkim, nie pytana i nie proszona o opinię. Wiecznie wszystkie sąsiadki obrażone, o rodzinie, ciotkach i kuzynkach nie wspomnę. Na dodatek zawsze ma komuś coś za złe i jest do bólu szczera, ale ona, w przeciwieństwie do mojego męża nie przedstawia obiektywnej prawdy, tylko własny, skrzywiony punkt widzenia.
            A w oficjalnych sytuacjach jest gorsza od swojego syna.
        • marzeka1 Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 18:04
          Nie, to do założycielki wątku smile chodzi mi o jej teściową, której za taką "prawdę" nikt specjalnie nie lubi.
        • landora Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 18:54
          Mnie się takie walenie prawdy prosto w oczy pod pretekstem "ja przecież tylko jestem szczera" kojarzy z moją ex-ciocią tongue_out. Niektóre jej teksty przeszły do rodzinnej legendy, np. "czy to ciasto to ze stęchłej mąki", "masz za grube uda, żeby tak siedzieć" czy "ojej, jakie masz rzadkie rzęsy!". Oczywiście, nikt jej o zdanie nie pytał. Dla mnie to nie szczerość, tylko zwykłe chamstwo i brak wychowania.
          • azile.oli Re: O to, to... 30.05.12, 19:13
            Uwagi w stylu mojej teściowej. A najlepsze są te, dotyczące wieku, wagi, doboru ciuchów i przeróżnych mankamentów urody. No i całe mnóstwo innych rzeczy, które potrafią bardzo zrazić drugą osobę, zwłaszcza, gdy jest nimi bombardowana na okrągło.
      • azile.oli Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 18:02
        A co, jak brakuje tego rozeznania, kiedy można się ową umiejętnością posłużyć?
        Bo, np mój mąż jest wśród znajomych bardzo lubiany, przez dawnych kolegów szkolnych też, czyli raczej na grunt towarzyski tego nie przenosi.
        Ale już np jak go ktoś wkurzy, to nie ma tej czerwonej lampki, która nakazałaby mu ostrożność w zbyt obcesowym traktowaniu danej osoby, bo np kontakt z nią przez jakiś czas będę miała ja lub dzieci i jednak będziemy traktowani przez pryzmat zachowań ojca/męża.
        Z drugiej strony zaobserwowałam dziwne zjawisko - mogę być wobec kogoś zjadliwie złośliwa i on się tym nie przejmie, a jak mąż walnie ''z grubej rury'', to sprawa jest załatwiona.
        I takie mam wrażenie, że owszem, jego uznają za gbura, ale mnie się pozbędą , jak natrętnej muchy i aluzje do nich nie trafiają, albo nic sobie z tego nie robią.
        • yenna_m Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 18:10
          no to znaczy, że brakuje ogłady towarzyskiej
          i trza nad manierami popracowac wink
        • amonette Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 18:13
          Zauważyłam, że jak ktoś się nauczył być skutecznym chamem, to tego używa wink. Bo to zwykle paraliżuje przeciwnika, chyba, ze znajdziemy się w towarzystwie, w którym obrażonego chamstwo nie paraliżuje, tylko zamiast szukać riposty czy głupieć z wrażenia wali w zęby. Znaczy się chamów właściwych. Ale to podejrzewam mąż rozróżnia wink.
          Ja chamska być nie umiem, ale nauczyłam się być szczera do bólu, BARDZO konkretna i nieuprzejma jak trzeba. Ale tego nie lubię. A zauważyłam, że niektórzy lubią, bo czują się wtedy ważniejsi.
          • azile.oli Re: No właśnie... 30.05.12, 18:27
            Mnie też się zdarza być niemiłą, ale to naprawdę sobie ktoś musi zapracować, żeby wywołać u mnbie stan, kiedy przestaję się kontrolować. Przyznam, że bardzo nie lubię takich sytuacji i źle się z tym czuję. Czyli w sumie taki mąż może być dla mnie pożyteczny .
            Tyle, że jemu się włącza ten agresywny tryb czasem w nieodpowiednich momentach (tzn jak dla mnie za wcześnie).
    • yenna_m Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 17:54
      u nas w domu to ja robię za bulteriera
      ma to swoje wady i zalety

      w towarzystwie nie walę prawdy między oczy tak, żeby zabolało - bo po co? szanuję moich znajomych oraz szanuję ich decyzje - w końcu to oni będą się borykać potem z ich skutkami, a nie ja

      w urzędach potrafię z buzią wyskoczyć, ale fakt - trzeba się trochę napracować, żeby mnie wyprowadzić z równowagi
    • cherry.coke Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 18:07
      Ale co ma mowienie prawdy do robienia awantur? To sa rzeczy kompletnie rozdzielne. Mozna prawde powiedziec spokojnie, a mozna zrobic awanture lgajac.
      • yenna_m Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 18:11
        mało tego - można prawdę powiedzieć tak, żeby słuchacza ta prawda nie zabolała
        grzecznie, z szacunkiem
        • azile.oli Re: Można, można... 30.05.12, 18:22
          Oczywiście, że można, ale moja teściowa w 80% mówi po to, żeby zabolało, a reszta to z przyzwyczajenia.
          Mój mąż mówi wtedy, gdy jest wyprowadzony z równowagi, zatem prawda bywa bolesna, bo wypowiedziana nieodpowiednim tonem, często przy świadkach.
          • cherry.coke Re: Można, można... 30.05.12, 18:28
            No to jest prawdomownym chamem. Dla mnie to nadal nie powod do radosci smile
            • azile.oli Re: Można, można... 30.05.12, 18:39
              Dla mnie też średni powód do radości, aczkolwiek zauważam, że on po prostu czasem nie potrafi wypośrodkować, a jak ktoś idzie w zaparte, to po prostu mój mąż przestaje się kontrolować.
              Mnie też drażni, jeśli próbuję coś załatwić, czy mam jakieś zastrzeżenia, a osoba za to odpowiedzialna zamiast przyznać się do błędu zaczyna kręcić. Mimo to rozumiem, że jest to psychologicznie wytłumaczalne , a mąż tego nie rozumie.
              Co ciekawe, ani mąż, ani jego matka nigdy nie przyznali się do żadnego błędu. A przecież nie są ani nieomylni, ani wszechwiedzący.
              • cherry.coke Re: Można, można... 30.05.12, 18:54
                A znasz chama, co przyznaje sie do bledow?...
                • azile.oli Re: Można, można... 30.05.12, 19:19
                  Nie, nie znam. Całe szczęście , że u mojego męża to na grunt prywatno - towarzyski nie przeszło, aczkolwiek czasem aż za bardzo się pilnuje i mnie zwraca uwagę, gdy wcale żadnego nietaktu nie popełniłam. No, ale przecież bez skazy może być tylko on.
                  U swojej matki wady widzi - ale za nic jej nie zwróci uwagi.
                  Bawi mnie niezmiernie, że stwierdzenie ''ona taka już jest'', bez próby naprawy i bez obrażania się stosuje do dwóch osób - swojej matki i od jakiegoś czasu mojej babki.
                  Mojej matce by coś takiego nie uszło.
          • kolteta Re: Można, można... 30.05.12, 19:22
            To dowodzi tylko tego, że Twoja teściowa jest bezczelna a Twój mąż nie posiada zalety mówienia wprost.
      • azile.oli Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 18:18
        Wiesz, mówienie prawdy w oczy można połączyć z awanturą, jak najbardziej, zwłaszcza, jak ktoś się nieświadomie ''pogłaśnia'' podczas mówienia tejże prawdy. To naturalnie w sklepach, urzędach, gdy osoba atakowana zaczyna się bronić kłamiąc, lub przeinaczając fakty.
        Oczywiście w sytuacjach prywatnych to zupełnie inna sprawa, ale zależy, co się mówi , komu i w jakim celu.
        Rozróżniam mówienie komuś o tym, że przytył przez teściową, od mówienia przez mojego męża urzędniczce, że jest niekompetentna i pani w sklepie - że jest nieuczciwa.
        Przy tym drugim obron a murowana, zatem dalszy atak też.
    • kawka74 Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 18:22
      > i tak się zaczęłam zastanawiać, na ile ta cecha w życiu pomaga, a na ile przes
      > zkadza, czy wogóle może być pożyteczna?

      Czasem pomaga, czasem przeszkadza, a czasem może być pożyteczna.
      Kluczowe nie jest walenie prawdy prosto w oczy, tylko nabycie rozeznania, kiedy można i trzeba to zrobić, a także umiejętności robienia tegoż w odpowiedni sposób.

      Oczywiście on sobie zdaje sprawę, że robi z
      > a roszczeniowego chama, ale się tym nie martwi wcale, nawet go to bawi.

      Hm...
      • azile.oli Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 18:31
        Przyzwyczaił się. Fakt - zawsze ma rację. Fakt - moim zdaniem czasem przesadza w doborze środków wyrazu i wogóle w doborze sytuacji.
      • konwalka Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 18:38
        mam taka wuceszefowa w pracy
        bywała niemiła, ale raz podniosła głos
        poszłam do gównej w związku z powyzszym i poinformowałam, w kolejności, co nastepuje:
        -podnoszenie głosu uwazam za niestosowne
        - krzyk uznaję za naruszenie mojej godnosci czy tam czego
        -uwagi przyjmuje podane spokojnym tonem
        -darcie pyska i wyszczekanie odczytuje jako personalną wycieczke, a nie merytoryczną uwagę
        -w przypadku powtorzenia akcji sprawie nadam tok, ale oczko wyzej w hierarchii zawodowej

        potem wuce nie odzywała sie do mnie meisiąc, a teraz nieomal sie przyjaznimy

        zasada:nie mów, co myslisz; mysl, co mowisz, jest piekna zasadą
        • azile.oli Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 18:47
          Jeśli chodzi o pracowników, to wielkiego problemu nie ma : uwagi męża są merytoryczne (na personalne sobie nie pozwala), a pracownicy z nim nie dyskutują, bo zazwyczaj nie ma o czym. Zdarza im się dostać ochrzan, ale zasłużony i ma to cywilizowaną formę.
    • 18_lipcowa1 Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 18:51
      zrobił awanturę we wszelkich możliwych urzędach, we wszyst
      > kich sklepach w okolicy również, jak dzieci chodziły do podstawówki, to nauczyc
      > ielki przed nim drżały (choć tu akurat nie było innego wyjścia i chodziło o spr
      > awę istotną dla większej grupy), na szczęście w gimnazjum i liceum dzieci go z
      > daleka od szkoły trzymają,



      cięzkim idiotą bym go nazwała
      załatwic sprawy- tak, naciskac by wyjsc na swoje- jasne
      ale byc takim bucem?
      kiedys twoj mąz trafi na lepszego od siebie i podkuli ogon
      • azile.oli Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 19:03
        Ciężko by było trafić na lepszego od niego w tej dziedzinie, bo, po pierwsze - ma rację, a po drugie - on się nie bardzo przejmuje atakami innych, po trzecie - nie jest personalnie od nikogo zależny. Urzędnik, owszem , jak będzie chciał, to mu może uprzykrzyć życie, ale każdy urzędnik ma przełożonego, na każdego można napisać skargę i życie zawodowe mu skutecznie zatruć. Mój mąż jest odporny na krytykę, na stres - on poczeka.
        A ze szkołą miał akurat rację , zresztą nikogo nie obraził, a że nauczycielki się go bały ?
        Cóż... Kuratorium by się raczej zainteresowało pismem , wyjaśniającym, dlaczego zabiera się ze szkoły dwoje uczniów, ze średnią powyżej 5 i wzorowym zachowaniem.
        Problem był z konkretną nauczycielką, wychowawczyni nie mogła dojśc z nią do porozumienia... Wystarczyła wizyta mojego męża. Celowo nie szłam ja, bo bym pożądanego efektu nie osiągnęła.
        • madzioreck Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 19:20
          > Ciężko by było trafić na lepszego od niego w tej dziedzinie, bo, po pierwsze -
          > ma rację, a po drugie - on się nie bardzo przejmuje atakami innych, po trzecie
          > - nie jest personalnie od nikogo zależny. Urzędnik, owszem , jak będzie chciał
          > , to mu może uprzykrzyć życie, ale każdy urzędnik ma przełożonego, na każdego m
          > ożna napisać skargę i życie zawodowe mu skutecznie zatruć. Mój mąż jest odporn
          > y na krytykę, na stres - on poczeka.

          OJP...
          • iuscogens Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 01.06.12, 16:55
            Słuszny komentarz, nie rozumiem tendencji chwalenia się tym, że na partnera życiowego wybrało się buca i chama. To jest bezprzykładna autodenuncjacja uncertain
            • cherry.coke Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 01.06.12, 17:22
              iuscogens napisał:

              > Słuszny komentarz, nie rozumiem tendencji chwalenia się tym, że na partnera życ
              > iowego wybrało się buca i chama. To jest bezprzykładna autodenuncjacja uncertain

              Ano. Ale to tez ciekawe w kontekscie tego, skad w spoleczenstwie tylu bucow i chamow. Skoro rodzina nie tylko go nie usadzi, ale jeszcze sie cieszy, ze taki skuteczny...
              • gazeta_mi_placi Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 01.06.12, 18:56
                Otóż to.
        • kawka74 Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 19:27
          Ciężko by było trafić na lepszego od niego w tej dziedzinie, bo, po pierwsze -
          > ma rację, a po drugie - on się nie bardzo przejmuje atakami innych, po trzecie
          > - nie jest personalnie od nikogo zależny.

          Ciekawa jestem, jak długo to potrwa...
          Wcale nierzadko bywa tak (co zresztą widać czasem na forum), że nawet najbardziej paskudna znana nam persona trafi na personę, która okazuje się jeszcze bardziej paskudna.
        • 18_lipcowa1 Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 19:36
          azile.oli napisała:

          > Ciężko by było trafić na lepszego od niego w tej dziedzinie, bo, po pierwsze -
          > ma rację, a po drugie - on się nie bardzo przejmuje atakami innych, po trzecie
          > - nie jest personalnie od nikogo zależny.

          Ależ uwierz, że owszem trafi.



          Urzędnik, owszem , jak będzie chciał
          > , to mu może uprzykrzyć życie, ale każdy urzędnik ma przełożonego, na każdego m
          > ożna napisać skargę i życie zawodowe mu skutecznie zatruć. Mój mąż jest odporn
          > y na krytykę, na stres - on poczeka.


          Jezu jaki potworny człowiek.
        • a-ronka chamidło,cham,knur 31.05.12, 10:51
          zabrakło mi słowa na odmianę chama.
          Ty się nie ciesz,że masz zaradnego męża tylko,że masz chama ,buca i typowego skurw..........
          Przychodzi taki do urzędu załatwić sprawę,wyjaśnic coś i od progu drze gębę strasząc ,że napisze skargę wyżej itp. Wiesz co robi się z takim bucem.........wyprasza za drzwi i nie dyskutuje.Zapytaj swego buca ile razy miał wzywaną ochronę ,ile razy groziło mu wezwanie policji ?

          On załatwia buhahaha, on morde drze a i tak wszyscy mają go w dupi..... zgodnie z zasadą "nie rusz gówna bo smierdzi"
          • azile.oli Re: chamidło,cham,knur 31.05.12, 13:07
            Nie, mój mąż nigdy od progu nie robi awantury - najpierw grzecznie zwraca uwagę i pyta , ile będzie musiał poczekać. Jak się okazuje, że nie wiadomo, to owszem, obrywa się osobie, która byka strzeliła bądź jest odpowiedzialna.
            Nigdy nie wzywano ochrony , nie grożono mu jakimikolwiek sankcjami, bo nie było o co.
            Nie jest idiotą i urzędnika na służbie nie obrzuci inwektywami i pani w sklepie też nie ubliży chamsko.
          • antyideal Re: chamidło,cham,knur 01.06.12, 16:43
            Z Twoją kulturą też trochę nie teges..
      • kocio_007 lipcowa... 01.06.12, 09:00
        cięzkim idiotą bym go nazwała
        załatwic sprawy- tak, naciskac by wyjsc na swoje- jasne
        ale byc takim bucem?
        kiedys twoj mąz trafi na lepszego od siebie i podkuli ogon

        hahaha jakbym o tobie czytała wypisz wymaluj... jak tam, laptop z bratem jeszcze na policji?
    • rosapulchra-0 Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 18:54
      Mam podobnie jak twój mąż. Znają mnie w każdym urzędzie jako jędzę, ale jedno muszę przyznać - zawsze po awanturze załatwienie kolejnej sprawy to pikuś. Podobnie w szkołach dzieci.
      Ale. W Polsce, bo w UK ja nie mam powodu się awanturować sad, a do szkoły dzieci nie chcą, abym chodziła, a poza tym nie mam potrzeby, bo zawsze gdy się tam pojawiam na dniu otwartym to słyszę, że moje są excellent i fabulous! No i o co mam się kłócić? wink
      • 18_lipcowa1 Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 19:58

        > Ale. W Polsce, bo w UK ja nie mam powodu się awanturować sad,


        bo języka nie znasz
        • gazeta_mi_placi Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 31.05.12, 10:46
          Aj tam, to pójdzie z tłumaczem tongue_out
    • gazeta_mi_placi Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 19:00
      Twój mąż ani żaden mąż e-mamy nie jest krzyczącym chamem i prostakiem jest jeno osobą asertywną i umiejącą sobie radzić w życiu o tubalnym głosie.
      To inni (nie mężowie e-mam) to krzyczące zakapiory.
    • kolteta Mylisz mówienie prawdy w oczy z awanturnictwem 30.05.12, 19:20
      To ogromna różnica. Mówienie prawdy prosto w oczy to zaleta, jeśli jest dobrze wykorzystywana. Robienie awantur "w sklepie, urzędzie" czy gdzie tam to zwykłe pieniactwo i awanturnictwo. Z Twojego wątku wyłania się obraz męża-awanturnika i bezczelnej teściowej. Żadne z wymienionych nie ma nic wspólnego w mówieniem prawdy prosto w oczy. Tę cechę posiada bardzo mało ludzi.
      • azile.oli Re: Mylisz mówienie prawdy w oczy z awanturnictwe 30.05.12, 19:39
        No dobra - w przypadku teściowej się zgodzę, bo ona mówi ''swoją'' prawdę, czyli jest po prostu bezczelna, choć czasem obiektywnie są to prawdziwe rzeczy - bonp ktoś rzeczywiście przytył. Ale ona robi to częściowo z premedytacją, a częściowo już z przyzwyczajenia.
        Natomiast , jeśli chodzi o mojego męża, to jeśli powie pani w sklepie, że oszukuje, bo mu między plasterki drogiej szynki wcisnęła plastry obeschniętej mielonki - to mówi prawdę, czy się awanturuje. Bo oczywiście najpierw mówi spokojnym tonem, pani się wypiera, więc on się pogłaśnia, a potem pani się dostaje za wszystkie tego typu akcje w innych sklepach .
        Jak dla mnie etap trzeci jest zbędny, pierwszy jest słuszny, drugi jest wynikiem zachowania pani i charakteru męża.
        W urzędzie jest podobnie - pani się myli, mąż nazywa ją niekompetentną, pani się oburza i lawina rusza.
        Awanturnik - z boku tak wygląda, ja tak spraw nie załatwiam, ale - m ąż tam poszedł w konkretnym celu, a nie zrobić awanturę. Jak ją zrobi - sprawa jest załatwiona. Ja z reguły załatwiam tę samą rzecz kilka razy dłużej.
        Wyjątkiem jest szkoła - dzieci wzorowe, więc ja się lepiej dogadam. Ten jeden raz posłałam go z premedytacją, bo wiedziałam, że sama nie załatwię tego, jak potrzeba.
        Mnie można bardzo łatwo się pozbyć , obiecując coś, czego nie ma zamiaru się zrobić, ale wiadomo, że ja grzecznie, druga strona grzecznie , argumenty mam wytrącone, a zostaje, jak było. Na męża ta metoda nie działa.
        • kolteta Re: Mylisz mówienie prawdy w oczy z awanturnictwe 30.05.12, 19:49
          Rozumie, że Twój mąż wyznaje zasadę "ten ma rację, kto głośniej krzyczy"? Kolejny razi piszesz, że mąż po zwróceniu uwagi raz, kolejny raz robi to głośniej. Nie jest to mówienie prawdy wprost, ale zwykłe awanturowanie się. Dziwi mnie to, tym bardziej, że jak piszesz mąż robi tak zawsze jak zostanie oszukany czy źle obsłużony. Serio nie potrafi zachować się kulturalnie, tylko jak prostak?
          • azile.oli Re: Wiesz... 30.05.12, 20:00
            Problem ma kilka aspektów - gdyby sprzedawczyni nie dyskutowała , wpierając mu w oczy ewidentną nieprawdę, to by się może już nie odzywał. Druga rzecz - on się wkurza, gdy ewidentnie ktoś idzie w zaparte - gdy się denerwuje , mówi głośniej, z czego nie zdaje sobie sprawy. Wkurza mnie, że się wogóle wdaje w dyskusje - ja bym raczej wyszła ze sklepu , nic nie kupując, za to bez zbędnych uwag.
            Owszem, potrafi załatwić mnóstwo spraw kulturalnie i z wdziękiem, ale zależy, na kogo trafi.
            Jak druga strona wykaże dobrą wolę, to na 99 % wszystko będzie w porządku.
            • 18_lipcowa1 Re: Wiesz... 30.05.12, 20:04
              azile.oli napisała:

              > Problem ma kilka aspektów - gdyby sprzedawczyni nie dyskutowała , wpierając mu
              > w oczy ewidentną nieprawdę, to by się może już nie odzywał.


              Ale dziwisz sie ludziom ze się takim pieniaczom stawiają?
              Dla mnie to normalny odruch. Jeszcze kilka takich akcji, trafi on na dużego chłopa i w ryj dostanie, rozumiesz?

              Druga rzecz - on s
              > ię wkurza, gdy ewidentnie ktoś idzie w zaparte - gdy się denerwuje , mówi głośn
              > iej, z czego nie zdaje sobie sprawy. Wkurza mnie, że się wogóle wdaje w dyskusj
              > e - ja bym raczej wyszła ze sklepu , nic nie kupując, za to bez zbędnych uwag.



              To wez go naprostuj trochę, niech idzie na silownie tam sie wyżyc ,czy cos.
              Albo lepiej nie bo zacznie wrzucać karkom to mu nos rowalą.


              > Owszem, potrafi załatwić mnóstwo spraw kulturalnie i z wdziękiem, ale zależy,
              > na kogo trafi.
              > Jak druga strona wykaże dobrą wolę, to na 99 % wszystko będzie w porządku.

              Ehe juz to widze.
              • azile.oli Re: Wiesz... 30.05.12, 20:20
                Oj, mężuś ma 205 cm wzrostu, waży 120 kg i 20 lat trenował pewien sport walki.
                Tak łatwo nie oberwie.
                • 18_lipcowa1 Re: Wiesz... 30.05.12, 20:28
                  azile.oli napisała:

                  > Oj, mężuś ma 205 cm wzrostu, waży 120 kg i 20 lat trenował pewien sport walki.
                  >
                  > Tak łatwo nie oberwie.



                  to po co tak japę drze?
                  • kawka74 Re: Wiesz... 30.05.12, 20:32
                    Ktoś złośliwy mógłby napisać, że ma małego...
                • toxicity1 Re: Wiesz... 01.06.12, 23:04
                  azile.oli napisała:

                  > Oj, mężuś ma 205 cm wzrostu, waży 120 kg

                  Jeśli dobrze pamiętam, masz problem z kręgosłupem...
                  Wszystko jasne...wink
                  • azile.oli Re: He, he... 02.06.12, 12:10
                    za mój problem z kręgosłupem odpowiada nauczycielka wf z podstawówki. Dwa kręgi piersiowe mi się zlały i jest ucisk w okolicach płuc i serca.
                    • gazeta_mi_placi Re: He, he... 02.06.12, 14:59
                      A co ona Ci zrobiła?
                      • azile.oli Re: He, he... 02.06.12, 15:25
                        Kazała mi zrobić ćwiczenie, z którego byłam zwolniona. W dodatku nie na macie/materacu, ale na parkiecie i bez asekuracji. Byłam na tyle młoda wtedy, że zrobiłam, nie tyle ze strachu przed dwóją, co ze strachu przed nauczycielką.
                        Efekty odczuwam do dziś i z każdym rokiem będzie gorzej. Leczenie tylko operacyjne - skutki niepewne, więc się męczę.
            • kolteta Re: Wiesz... 30.05.12, 20:14
              Dobrą wolą czy potulnie położą uszy po sobie i powiedzą "Tak Panie, jak pan sobie życzy"?
              Kurna też kiedyś mi się wydawało, że mówię prawdę prosto w oczy dopóki nie zdałam sobie sprawy, że jestem zwykłą pieniaczką. W większości wypadków wystarczy być tylko spokojnym i kulturalnym a nie od razu mor.ę drzeć. A Twój mąż jest chyba na tyle duży, że powinien umieć kontrolować ton głosu?
              • azile.oli Re: Wiesz... 30.05.12, 20:24
                Oj, dobra , dobra... Najlepiej byłoby, jakby pani sprzedawczyni nie wdawała się w dyskusję, ewidentnie mając na sumieniu nieładny postępek.
                Ja się nie awanturuję, dam psu nieświeżą wędlinę, ale ja jestem frajerką.
                • kolteta Re: Wiesz... 30.05.12, 20:48
                  azile.oli napisała:

                  > Ja się nie awanturuję, dam psu nieświeżą wędlinę, ale ja jestem frajerką.

                  Nie, to Twój mąż jest niewychowanym chamem. Po mamusi zresztą z tego co piszesz wink
        • 18_lipcowa1 Re: Mylisz mówienie prawdy w oczy z awanturnictwe 30.05.12, 19:50

          > Natomiast , jeśli chodzi o mojego męża, to jeśli powie pani w sklepie, że oszu
          > kuje, bo mu między plasterki drogiej szynki wcisnęła plastry obeschniętej mielo
          > nki - to mówi prawdę, czy się awanturuje. Bo oczywiście najpierw mówi spokojnym
          > tonem, pani się wypiera, więc on się pogłaśnia, a potem pani się dostaje za ws
          > zystkie tego typu akcje w innych sklepach .
          > Jak dla mnie etap trzeci jest zbędny, pierwszy jest słuszny, drugi jest wyniki
          > em zachowania pani i charakteru męża.
          > W urzędzie jest podobnie - pani się myli, mąż nazywa ją niekompetentną, pani s
          > ię oburza i lawina rusza.


          Aha i jestes pewna ze zawsze ma rację?
          Cos dziwnego że on wciąz trafia na niekompetentnych urzędników i obeschniętą szynkę.
          Ja nie mam problemu z powiedzeniem prawdy, spokojnie, rzeczowo, nawet pół żartem , z usmiechem czy cos albo ze smiertelną powagą.Nigdy nie podnosze głosu na obcych ludzi, na zasadzie pan w sklepie czy urzedników- wstydziłąbym sie. Gdyby moj facet robił tak jak twoj to tez bym sie wstydziła z nim chodzic.
          Ale jakos wcale a wcale nie trafiam na zgniłe warzywa,suchą szynkę czy niemiłych urzędników.
          Wiec moze to nie on jest taki poszkodowany.
          • azile.oli Re: Mylisz mówienie prawdy w oczy z awanturnictwe 30.05.12, 20:15
            Słuchaj, oczywiście, że nie trafia ciągle na oszukujące sprzedawczynie, ale nie wiem czemu, rzeczywiście panuje na n aszym terenie taki paskudny zwyczaj, żeby pozbyć się tych resztek i za ofiarę służy facet, który, uwaga, kupuje więcej. I on rzeczywiście ma rację, bo opisuję przypadki, przy których byłam i widziałam. Nie, nie załatwiałabym sprawy z uśmiechem, gdy ktoś z premedytacją chciał mnie naciągnąc. Ale awantury też bym nie robiła.
            Co do urzędów - jak się prowadzi własną działalność, to jest się w różnych urzędach częstym gościem - zatem nic dziwnego, że czasem są scysje. Oczywiście, że można załatwić sprawę bez awantury, ale nawet, jeśli coś nie jest bezpośrednią winą urzędniczki, to leży w gestii tegoż urzędu. Pani sobie po 8 godzinach wróci do domu, a mój mąż musi mieć coś załatwione, żeby firma funkcjonowała , to też nie jego wina, że wszędzie są potrzebne zaświadczenia i inne dokumenty. No, niestety, ale często wychodzi brak kompetencji personelu i ja mu wierzę. A to dlatego, że ja byłam i nie załatwiłam, a on zrobił awanturę i owszem, załatwił.
            Oczywiście nie zawsze on musi mieć raję, ale akurat w wypadkach, których byłam świadkiem miał, bo przy tym byłam.
            Nie lubię, jak się aw
            • totorotot Re: Mylisz mówienie prawdy w oczy z awanturnictwe 30.05.12, 20:55
              > Co do urzędów - jak się
              prowadzi własną działalność,
              to jest się w różnych urz
              > ędach częstym gościem -
              zatem nic dziwnego, że
              czasem są scysje. Oczywiście,


              A to ciekawa koncepcja. Moja koleżanka też prowadzi działalność już dobrych parę lat i nigdy scysji nie miała. A mężowi nie przyszło do główki, że te ciągłe błędy, opóźnienia, zagubienia itp. to tak akurat jemu tylko się przydarzaja?


              A jakieś kontrole skarbowe miewa? A decyzje odmowne w prostych sprawach?


              A jak przebiega Wasza rozmowa, gdy wystąpi różnica zdań? Potrafi przyznać Ci rację?

              • azile.oli Re: Mylisz mówienie prawdy w oczy z awanturnictwe 30.05.12, 21:11
                Oczywiście, że miewa różnego rodzaju kontrole, ale nie w nadmiarze i nie złośliwie.
                Jak prosta sprawa, to decyzji odmownych nie ma . Ale - z ubiegłego tygodnia, kobieta w kasie sądu pobrała 200 zł opłaty, przy składaniu wniosku pani z pretensją, czemu 200, jak powinno być 150. Autentycznie , z pretensją, byłam przy tym, a przecież sam sobie opłaty nie wymyślił.
                Inna rzecz - kilka lat temu rozdzieliliśmy działki z bratem męża i mimo corocznych sprostowań znów przyszło nam wspólne wezwanie do zapłaty.
                Co jeszcze - pisałam ostatnio - dostałam pismo z sądu z samymi błędami , nie, mąż się nie zdążył nikomu narazić.
                Dyplom ukończenia studiów wypisano mi z błędem w nazwisku, to były wakacje, pani z dziekanatu bała się specjalnie ściągać rektora i dopiero po interencji męża miałam dokument do odbioru za 2 dni. Ja słyszałam, że trzeba czekać, bo to trwa.
                • totorotot Re: Mylisz mówienie prawdy w oczy z awanturnictwe 30.05.12, 21:18
                  Oczywiście, że miewa
                  różnego rodzaju kontrole, ale
                  nie w nadmiarze i nie złośl
                  > iwie.



                  Kontrole, powiadasz? I ile tych kontroli w przeciągu ilu lat? smile))


                  Ps. Kurcze, naprawdę macie strasznego, przypadkowego pecha, który przytrafia się Wam od zupełnie nieznanych Wam osób, które pierwszy raz widzicie na oczy.
                  • azile.oli Re: Mylisz mówienie prawdy w oczy z awanturnictwe 30.05.12, 21:25
                    Tak 2 kontrole w roku. Ze skarbówki ostatnia 4 lata temu. Ze względu na specyfikę działalności inne kontrole są jakby obowiązkowe, ale szczegółów ujawniać nie będę.
                    Raz w miesiącu jest kontrola, która odbywa się we wszystkich tego typu zakładach, więc nie złośliwie.
                    • totorotot Re: Mylisz mówienie prawdy w oczy z awanturnictwe 30.05.12, 21:37
                      Wiesz co, ja już się poddaje, Wy chyba żyjecie w innej rzeczywistości niż ja. Wy o wszystko musicie walczyć, nawet pietruche Wam obeschnieta sprzedają. Ja jakoś idę, załatwiam od ręki i nie mam zepsutego dnia. Naprawdę rzadko mi się zdarzają niekompetentni urzędnicy, ale staram się unikać nakręcania swojej złości, bo to do niczego nie prowadzi.

                      Zresztą Bi scotti wszystko napisała w temacie.
          • totorotot Re: Mylisz mówienie prawdy w oczy z awanturnictwe 30.05.12, 20:43
            Był kiedyś taki film o kelnerach, komedia. Też była klientka, też miała rację, bo jej kelnerka przyniosła coś wystygniete.
            Ale baba zamiast poprosić grzecznie o wymianę dania, od razu zaczęła używać przymiotników typu niekompetentny itp. Kelnerka przekazała obsługę osobie kompetentnej. Osoba kompetentna przeszła się wśród pracowników restauracji i zdobyła dodatkowe przyprawy dla specjalnej klientki: łupież, włosy łonowe, serek z penisa, chary i co tam jeszcze komu udało się strząsnąć czy obetrzec.

            Klientka była bardzo zadowolona i zjadła że smakiem. Ciekawa jestem, jak często sluszny gniew Twojego męża zapewnił takie przyprawy Waszej rodzinie. Nasz klient nasz pan!
            • azile.oli Re: Mylisz mówienie prawdy w oczy z awanturnictwe 30.05.12, 20:54
              Akurat w knajpce nigdy awantury nie robił, więc raczej nigdy.
              Do wędliny nie ma możliwości dołożyć takiego asortymentu w ostatniej chwili.
              • totorotot Re: Mylisz mówienie prawdy w oczy z awanturnictwe 30.05.12, 21:05
                azile.oli napisała:
                > Akurat w knajpce nigdy
                awantury nie robił, więc raczej
                nigdy.

                To była przenośnia. W urzędzie wyzyje się na jednej pani, to ona sprawę załatwi. Ale poskarży się koleżankom i pan ma cały urząd przeciwko sobie i tam, gdzie będą mogli, tam mu życie uprzykrza.

                Sama zresztą zwróć uwagę- ciągle Twój mąż musi o coś walczyć. Normalny człowiek miewa, owszem, nieprzyjemne sytuacje, ale raz na ruski rok.

                • azile.oli Re: Mylisz mówienie prawdy w oczy z awanturnictwe 30.05.12, 21:21
                  Normalny człowiek nie ma przynajmniej co drugi dzień jakiejś sprawy papierkowej do załatwienia. I nie, nie jest tak, że zawsze ma problemy i musi się wykłócać. Z reguły wypada raz na daną jednostkę, potem jest wszystko szybko i sprawnie.
                  Urzędy , sądy mają mnóstwo wydziałów, więc różnie bywa.
                  Teraz też będę miała ciekawą sprawę, bo ktoś bezprawnie bez mojej zgody udzielił pozwolenia na zameldowanie pewnej osoby w nieruchomości, której jestem współwłaścicielką. Ciągle nie mam czasu na to, ale w końcu tam pojadę. Z mężem oczywiście.
                  • totorotot Re: Mylisz mówienie prawdy w oczy z awanturnictwe 30.05.12, 21:29
                    azile.oli napisała:
                    > Normalny człowiek nie ma
                    przynajmniej co drugi dzień
                    jakiejś sprawy papierkowe
                    > j do załatwienia. I


                    Ależ ja mówię właśnie o osobie, która b. często załatwia coś w jakiejś instytucji.


                    Powtarzam- naprawdę niezwykle dużo przykrości i niejasności Was spotyka.

                    Inne osoby w tym wątku napisały, ze urzędnicy się mszczą na chamskich klientach i to w sposób, którego nie udowodnisz.

                    Umiesz dodać dwa do dwóch?
            • zuzann-a Re: Mylisz mówienie prawdy w oczy z awanturnictwe 31.05.12, 09:59
              totorotot napisała:
              >. Osoba kompetentna przeszła się wśród pracowników restauracji i zdobyła do
              > datkowe przyprawy dla specjalnej klientki: łupież, włosy łonowe, serek z penisa
              > , chary i co tam jeszcze komu udało się strząsnąć czy obetrzec.

              fuu, nie przy jedzeniu!!!
        • sumire Re: Mylisz mówienie prawdy w oczy z awanturnictwe 30.05.12, 19:54
          no dobrze, pani w sklepie, pani w urzędzie...
          a co, jeśli zamiast dziewczęcia za ladą/biurkiem, któremu procedury nie pozwalają odpysknąć, adwersarzem jest twardy chłop, co sobie w kaszę dmuchać nie da?
          • azile.oli Re: Faceta... 30.05.12, 20:27
            Faceta też ochrzani. Płeć nie ma znaczenia.
            • sumire Re: Faceta... 30.05.12, 20:57
              no dobrze, ochrzani, ale nie może przecież wiedzieć, czy osobnik ochrzaniany nie odpowie ostrym ostrzałem tudzież propozycją odwalenia się, lub po prostu nie odwróci się plecami bez słowa, pokazując, że dalsza dyskusja w tym stylu go nie interesuje. oczywiście mało prawdopodobne, że postąpi tak urzędniczka, która się pomyliła...
              • azile.oli Re: Faceta... 30.05.12, 21:29
                Urzędnik, który się pomylił, raczej też się tak nie zachowa. Jeszcze mu się nie zdarzyło, żeby facet wdawał się w dyskusję, raczej przepraszał i starał się rozładować sytuację.
                • sumire Re: Faceta... 30.05.12, 21:59
                  no, urzędnik się nie zachowa, bo nieszczególnie mógłby sobie na to pozwolić - ale ktokolwiek inny, nie będący z Twym małżonkiem w relacji kliencko-usługowej mógłby. i dlatego zachodzę w głowę, po co robić awantury komuś, kto w łańcuchu pokarmowym jest niżej i wiadomo, że nie odpysknie. no chyba, że właśnie dlatego, że nie odpysknie.
                  • madzioreck Re: Faceta... 30.05.12, 22:04
                    i dlatego zachodzę w głowę, po co robić awantury komuś, kto w łańcuchu p
                    > okarmowym jest niżej i wiadomo, że nie odpysknie. no chyba, że właśnie dlatego,
                    > że nie odpysknie.

                    Oczywiście, że właśnie dlatego. Pamiętasz ten wątek, gdzie jakaś dziunia była dumna, że jej facio doprowadza do płaczu dziewczyny proponujące jakieś produkty? Bo się postawić umie... no faktycznie, wielka sztuka stawiać się komuś, kto nie może lub mu nie wolno się obronić.
                  • azile.oli Re: Faceta... 30.05.12, 22:20
                    Żeby nie było, że się na słabszych wyżywa. Dawno temu, gdy był jeszcze młodym chłopakiem wyzwał szefa i się zwolnił, potem założył własną firmę. Jako trenujący (ale dorosły już) zawodnik niejednokrotnie postawił się trenerowi i bynajmniej nie chodziło o sprawy czysto sportowe, lecz zwykłą uczciwość.
                    To tak na marginesie - i co do trenera , to mówił prawdę i miał rację, bo do dziś jego koledzy to potwierdzają. A sprawa była dość poważna.
        • cherry.coke Re: Mylisz mówienie prawdy w oczy z awanturnictwe 30.05.12, 22:03
          azile.oli napisała:

          > W urzędzie jest podobnie - pani się myli, mąż nazywa ją niekompetentną, pani s
          > ię oburza i lawina rusza.

          Sorki, ale to twoj maz nie jest nawet prawdomownym chamem, tylko chamem fantasta, nic dziwnego ze we wlasnych oczach zawsze ma racje.
          Podstawowa zasada - czepiac sie o fakt, a nie o osobe. Pomylka w sprawie moze wynikac z wielu powodow, z ktorych tylko jednym jest ewentualna niekompetencja urzedniczki. Powiedzenie prawdy to w tej sytuacji "to jest zle, tu jest blad", a walenie "pani jest niekompetentna" to chamstwo zwyczajne i pospolite.
          • azile.oli Re: Mylisz mówienie prawdy w oczy z awanturnictwe 30.05.12, 22:29
            Oj tam, oj tam - nie bronię męża, ale jak pani zamiast przyznać , że błąd jest, zaczyna snuć jakieś wywody i okazuje się, że to jej pomyłka, która nie jest literówką, to przepraszam, ale kompetentna jest średnio.
            To tak, jak z moim dyplomem - czytam - jest błąd w nazwisku i mówię pani w dziekanacie, że moje nazwisko pisze się przez o , nie przez a, a ona mi na to : czy pani jest pewna.
            Myślałam , że tam padnę. Nie wiedziałam, czy trupem, bo mnie krew zaleje, czy ze śmiechu.
            • totorotot Re: Mylisz mówienie prawdy w oczy z awanturnictwe 30.05.12, 22:41
              No i w takiej sytuacji zamiast drzeć mordę, należy przynieść ptasie mleczko

              pani-halinka.pl/
              • dziennik-niecodziennik Re: Mylisz mówienie prawdy w oczy z awanturnictwe 30.05.12, 22:48
                kocham pania Halinkę smile
            • cherry.coke Re: Mylisz mówienie prawdy w oczy z awanturnictwe 30.05.12, 22:48
              Moment, to twoj maz uwaza za stosowne zrobic glosna awanture z osobistymi uwagami o blad w pisowni czy czyms tam?.... Zamiast normalnie powiedziec "tu jest blad, trzeba poprawic"?
              • azile.oli Re: Mylisz mówienie prawdy w oczy z awanturnictwe 31.05.12, 09:23
                Zależy , ile na tę poprawę trzeba czekać i co to za dokument. Jak można poprawić od razu, to nie robi awantury. Jak się okazuje, że ma przyjśc za tydzień, bo np organ wydający dokument znajduje się w innym mieście, to zapewne ma być spokojny? Nawet ja spokojna nie jestem, a spokój znika wprost proporcjonalnie do czasu, w jakim ta poprawa ma m iejsce. Nie przyszło Ci do głowy, że zwyczajnie przez czyjś błąd można mieć duże kłopoty, czegoś nie móc załatwić, anawet, jeśli się da, to mocno się trzeba naprosić i przepraszać , za co? Za błąd urzędnika?
                A wielu rzeczy się nie załatwi, nie mając stosownych dokumentów, nie załatwi się i już, nie pomoże urok osobisty.
                • cherry.coke Re: Mylisz mówienie prawdy w oczy z awanturnictwe 31.05.12, 11:14
                  Miedzy rozmowa o terminie poprawy a krzykiem "pani jest niekompetentna!" jest naprawde duza roznica. Widze, ze jej nie widzisz, a chamstwo meza tolerujesz, dopoki mu ustepuja. Duzo ludzi ustepuje chamom, po co sie z takim uzerac. Ale z prawda czy racja nie ma to nic wspolnego (moze ja nawet miec, ale to odrebne od jego chamstwa).
    • nenia1 Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 19:33
      Twój mąż jest zwyczajnym pieniaczem z kompleksami, znajomym nie podskoczy, ale na urzędniczkach, ekspedientkach i nauczycielkach się wyżyje.

      Nie zastanowiło cię nigdy, jak to się dzieje, że w tylu miejscach trafiacie na niekompetentnych, leniwych i bezczelnych pracowników, jak sama piszesz, twój mąż jest znany z awanturowania się, czy jak to nazywasz, z "mówienia prawdy" we wszystkich możliwych urzędach, we wszystkich okolicznych sklepach, a także w szkole?

      Wyjaśnienia są dwa - albo jesteście potwornymi pechowcami, albo twój mąż jest czepliwym pieniaczem, który lubi sobie pokrzyczeć bo wtedy czuje się ważny, zważywszy na to, że cała sytuacja go bawi i często się powtarza, obstawiam to drugie.

      Jak myślisz, czemu dzieci wolą, żebyś to ty chodziła do szkoły, a nie ich tata, nie doceniają "mówienia prawdy"?

      • 18_lipcowa1 Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 19:56
        nenia1 napisała:

        > Twój mąż jest zwyczajnym pieniaczem z kompleksami, znajomym nie podskoczy, ale
        > na urzędniczkach, ekspedientkach i nauczycielkach się wyżyje.



        załoze sie na dodatek ze ma 160 w kapeluszu i cieniutki głosik
        zazwyczaj tacy krzyczą najgłośniej
        • totorotot Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 20:31
          >
          > załoze sie na dodatek ze ma
          160 w kapeluszu i cieniutki
          głosik

          I małego kutasika. Stąd potrzeba gwałtu przez uszy pan sprzedawczyn i nauczycielek. Jak trafi na faceta, to uszy po sobie.


          > zazwyczaj tacy krzyczą
          najgłośniej
    • madzioreck "Mar rację" czy tam "w słusznej sprawie" 30.05.12, 19:37
      Jeszcze nie widziałam chama pieniacza, któremu by się nie wydawało, że oczywiście ma rację. Twój maż odporny na stres - ja na drących się klientów też się uodporniłam, mogli sobie krzyczeć, ile sił w płucach. I niczego nie załatwiłabym takiemu chamowi szybciej, niż przewiduje procedura, ani dnia.
      • pod.sufitka Re: "Mar rację" czy tam "w słusznej sprawie" 30.05.12, 19:52
        podpisze sie pod tym, dodam jeszcze ze kazdy kozak trafi kiedys na wiekszego od siebie kwestia czasu
        i nie przecenialabym sily razenia skargi na urzednika do jego szefa, pomysl ze w oczach innych ta skarga wyszla od krzykacza czy pieniacza wiec jest waga jest odpowiednio oceniania
        • 18_lipcowa1 Re: "Mar rację" czy tam "w słusznej sprawie" 30.05.12, 20:00
          pod.sufitka napisała:

          > podpisze sie pod tym, dodam jeszcze ze kazdy kozak trafi kiedys na wiekszego od
          > siebie kwestia czasu
          > i nie przecenialabym sily razenia skargi na urzednika do jego szefa, pomysl ze
          > w oczach innych ta skarga wyszla od krzykacza czy pieniacza wiec jest waga jest
          > odpowiednio oceniania


          dokładnie
          jak pracowałam tu i ówdzie,gdzie pienacze byli na porządku dziennym
          to tacy byli znani z nazwisk
          każdy z nich lał, łącznie z dyrektorami
    • sumire Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 19:42
      to, co opisałaś, dla mnie mieści się raczej w kategoriach pieniactwa niż 'walenia prawdy', bo prawdę można w różny sposób ludziom mówić, żeby dotarła. i skuteczność takiej 'szczerości' też bywa dyskusyjna - wiele osób po prostu woli dla spokojności ustąpić awanturującemu się albo przytaknąć, byle tylko przestał się drzeć - a później i tak zrobić swoje. mnie samej to się zdarza.
      a to, że go bawi bycie postrzeganym w ten sposób... cóż.
      • gazeta_mi_placi Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 31.05.12, 10:48
        Niemniej jednak trzeba przyznać odwagę forumowiczce, niezwykle rzadko na tym forum ktoś uczciwie przyznaje, że to jego mąż to burak lub jego dziecko jest niegrzeczne.
    • black-cat Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 19:46
      Pewnego dnia Twój mąż trafi na Triss. Stawiam, że taką potyczkę wygrałaby Triss. Zimna suka z klasą w opozycji do nadętego, zakompleksionego buraka, który potyka się o wystającą mu z butów słomę (taki obraz męża przedstawiłaś).
      • 18_lipcowa1 Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 20:01
        black-cat napisała:

        > Pewnego dnia Twój mąż trafi na Triss. Stawiam, że taką potyczkę wygrałaby Tri
        > ss. Zimna suka z klasą w opozycji do nadętego, zakompleksionego buraka,


        albo na moją matkę, to samo by było
      • riki_i Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 31.05.12, 01:13
        black-cat napisała:

        > Pewnego dnia Twój mąż trafi na Triss. Stawiam, że taką potyczkę wygrałaby Triss. Zimna
        > suka z klasą

        No wygrałaby na pewno. Aczkolwiek nie wykluczam pojednania w łóżku smile
      • kocio_007 Akurat 01.06.12, 09:12
        W realu triss połozyłaby uszy po sobie - asertywności wystarcza jej akurat na net wink
        • azile.oli Re: Akurat 01.06.12, 10:11
          Ja tam nie wiem, jak bardzo asertywna jest triss w realu, w dodatku zakładam, że ona by się do pracy przyłożyła i nie robiła spychologii.
          Natomiast zapewne im bardziej asertywnie by się przy czymś upierała, zwłaszcza, gdy zawaliła, tym bardziej by jej się oberwało, jeśli nie słownie, to poszłaby skarga.
    • ruda_henryka Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 19:55
      Co do urzędów - gorzej będzie jak trafi na kogos podobnego do siebie, ale wyżej postawionego co mu nie odpuści. Już nieraz słyszałam jak w świetle prawa nie dawało załatwić się oczywistej sprawy.
      Kiedyś pracowałam w firmie gdzie negocjowałam dość wysokie ceny wyposażenia wnętrz - uwierz mi, osoby pokroju twojego męża nie miały sznsy w negocjacjach. Taki charakter jest dobry żeby utemperować chama na placu targowym.
      • bi_scotti Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 20:13
        Ale o co mozna sie az tak klocic w tych sklepach i urzedach? Raz na ruski miesiac moze sie zdarzyc sytuacja, w ktorej "trzeba postawic na swoim" albo domagajac sie rozmowy z przelozonym, albo stosujac inne CYWILIZOWANE metody, ale przeciez tak na codzien to nie ma az tylu powodow/okazji do ustawiania urzednikow czy sprzedawcow do pionu! Tak normalnie to ludzie ze soba rozmawiaja, ustalaja fakty, rozwiazuja problem i uprzejmie sie zegnaja. Gdziez ten Twoj maz znajduje tyle powodow do tych awantur?
        • madzioreck Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 20:25
          Oj, no bi_scotti, jak to o co... można na przykład wydrzeć mordę na kasjerkę: PANI PAKUJE MI TE ZAKUPY, CO SIĘ PANI OBIJA!!! I poprosić z kierownikiem sklepu, żeby złożyc skargę na niekompetentną kasjerkę, co panu nie chce usługiwać. No i oczywiscie można źle trafić wink
        • azile.oli Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 20:45
          Ale ja nie piszę, że codziennie, natomiast jeśli chodzi o urzędy i różnego rodzaju instytucje, to na porządku dziennym jest, że się czegoś nie da, że coś tam... Po awanturze nagle się da i problemu nie ma.
          • kawka74 Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 21:19
            natomiast jeśli chodzi o urzędy i różnego rodz
            > aju instytucje, to na porządku dziennym jest, że się czegoś nie da

            Mój porządek dzienny mówi mi coś zupełnie innego...
            • gazeta_mi_placi Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 31.05.12, 10:55
              Mój też. Raz zawaliłam (z własnej winy do czego uczciwie się przyznałam) pewną rzecz w urzędzie. Pani urzędniczka (mimo że mogła zastosować też inną - gorszą dla mnie procedurę) bardzo mi pomogła i była uczynna.
              Innym razem to urząd się pomylił (błędny adres w nowym wymienianym dowodzie), mimo że nie zrobiłam awantury (samo zwrócenie ustnie uwagi na ów błąd pomogło, normalnym nie tubalnym głosem) szybko naprawiono błąd, a Panie w urzędzie były niezwykle uprzejme i bardzo przepraszały podkreślając jak bardzo się starały aby nowy dokument był jak najszybciej.
              No nie wiem, może gdybym jednak podniosła głos miałabym dokument jeszcze szybciej?
              A gdybym nie odpuściła i poskarżyła się przełożonemu urzędnika który ten błąd popełnił i jeszcze powiadomiła media typu "Uwaga"? Ech , taka okazja do pognębiania innej osoby mnie ominęła sad
              • totorotot Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 31.05.12, 14:46
                > No nie wiem, może gdybym
                jednak podniosła głos
                miałabym dokument jeszcze
                szybci
                > ej?


                Naturalnie, że tak. Sam archanioł Gabriel sfrunalby z niebios w gwiezdzistym orszaku i przyniósł Ci na złotej tacy Twój dowód osobisty. A tak, głupia, spolegliwa Gazetko, czekalas cały tydzień.


                • gazeta_mi_placi Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 31.05.12, 15:24
                  Było krócej niż tydzień, ale faktycznie archanioł Gabriel to nie był ino Pani koło 40-stki z lekką nadwagą sad
                  Za to bardzo miła big_grin
      • azile.oli Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 20:40
        Wbrew pozorom i o dziwo - jest dobry w negocjacjach - zupełnie inny człowiek wtedy.
        I jeszcze - mnóstwo spraw wynegocjował , mówiąc, że przejdzie do konkurencji.
        Oprocentowanie kredytu np. Jak próbował grzecznie - to nie było możliwości, jak powiedział, że zastanawia się nad zmianą banku , oferta okazała się być zadowalająca
        • myelegans Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 21:01
          Cytat Oprocentowanie kredytu np. Jak próbował grzecznie - to nie było możliwości, jak powiedział, że zastanawia się nad zmianą banku , oferta okazała się być zadowalająca w robieniu awantur z przytupem to pale bym w szkole dostala, i wogole "street smart" nie jestem ale negocjacje na wolnym rynku, gdzie jest full wypas opcji to raczej rzecz normalna. nie widze tu niczego szczegolnego.
          Ja tak przynajmniej raz na kilka miesiecy wywijalam sie od placenia odsetek od naleznosci, wina ewidentnie moja, i ZAWSZE odpuszczali zalegla kwote, albo co jakis czas dzwonie do firmy kablowej, ktora wolna i skutecznie podnosi oplaty i od razu mowie, ze rezygnuje, chociaz wcale nie mam zamiaru i blefuje na calego i 40% obnizki ostatnio dostalam w miesiecznych oplatach, zaraz sie jakas promocja 2-letnia znalazla.
          • azile.oli Re: He, he... 30.05.12, 21:35
            Mąłżonek robi to samo, jeśli chodzi o operatorów telefonicznych. I nie tylko zresztą w tej dziedzinie.
        • totorotot Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 21:13
          było możliwości, j
          > ak powiedział, że zastanawia
          się nad zmianą banku , oferta
          okazała się być zado
          > walająca


          Ale to normalna procedura z tym "ide do konkurencji". Też tak sobie obniżyliśmy oprocentowanie i kilka różnych rzeczy. Dodam, że mój mąż TEŻ wszystko załatwi, tyle że ja się nie muszę wstydzić za niego, stojąc z boku. A stoję z boku, bo wyłazi ze mnie cham jak z Twojego męża, przy czym akurat ja mam świadomość, ze to tylko może zaszkodzić sprawie.

          Więcej much złapiesz na miód niż na ocet.
    • kkalipso Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 20:10
      Jako dziecko i nastolatka byłam taką nieznośną osobą,wszystkim prawiłam morały i waliłam "prawdę w oczy",bardziej odporni i widzacy we mnie tak naprawdę dobry materiał na koleżankę zostali ale większość ludzi nie radziła sobie z tym...Wielu rzeczy ,żałuję z wielu jestem dumna(jako jedyna potrafiłam np.obstać za nękanymi w klasie).Póżniej w pracy było podobnie,walczyłam o swoje jak mogłam,szacunek mam do dzisiaj!

      Jednak to było męczące i nie wiem ,jak długo można być takim człowiekiem,prawie despota,opanowałam się ,przemyślałam!Popracowałam nad sobą i stałam się dyplomatką.Nie mam żadnego prawa mówić swoich prawd osobom do tego nieprzygotowanym(ewentualnie boczkiem)!Tak jest dużo lepiej i milej ....teraz warczę tylko wtedy kiedy naprawdę trzeba!
    • myelegans Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 20:37
      Mozna powiedziec prawde i mozna powiedziec prawde, tresc moze byc ta sama, forma inna i efekt inny.
      Poobserwuj ludzi na bardzo wplywowych stanowiskach, twardych negocjatorow, nieugietych, z bardzo duzym przebiciem i autorytetem, chociaz niekoniecznie popularnych i zobaczysz, ze nie wala ordynarnie prawdy w oczy, w sposob chamski i .... nie traca rownowagi, sa zawsze pod kontrola emocjonalna, nie krzycza, nie puszczaja wulgarnych wiazanek, nie traca rownowagi i .... dalej zachodza. tresc moze byc ta sama, efekt inny.
    • dziennik-niecodziennik Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 20:41
      nie lubię takiego "walenia prawdy prosto w oczy". po pierwsze - ZAWSZE mozna to zrobic spokojnie i kulturalnie, bez wrzasków i awantur. po drugie - CAŁKOWITEJ i BEZWZGLĘDNEJ szczerosci za cechę pozytywną - trochę dyplomacji zawsze się przyda.
    • mynia_pynia Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 20:58
      Piszesz, że twój mąż walczy min. z bezczelnością, czyli, że co? sam ze sobą?
      • myelegans Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 21:05
        W urzedach to raczej pokora mnie dalej wozila niz bezczelnosc i tylko dzieki temu przeprowadzilam sprawe spadkowa w tydzien, nie majac nawet dowodu osobistego tylko numer PESEL wypisany na skrawku papieru. Nigdy nie zapominam np. napisac kartki z podziekowaniem, tak ze teraz pani z urzedu stanu cywilnego pisze do mnie maile i zalatwilam wszystko, co teoretycznie mozna tylko "osobiscie" w urzedzie. Pani kartke z podziekowaniem wyslalam za pierwszym razem.
        • bi_scotti Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 21:25
          myelegans napisała:

          > W urzedach to raczej pokora mnie dalej wozila niz bezczelnosc

          O to to ... Ta pokora dziala (rowniez? nawet?) w polskim konsulacie w Toronto, w ktorym juz mi zdarzylo obserwowac rozne "jazdy" pomiedzy urzednikami i "asertywnymi" klientami. I jak ja podchodze do okienka po takim "asertywnym" odeslanym z kwitkiem (ale nie tym faktycznym kwitkiem, o ktory byla walka) i grzecznie pytam jak mija dzien, i skladam sie w scyzoryk uprzejmosci i zrozumienia dla urzednika to sie okazuje, ze faktycznie ten stempel na upowaznieniu, ktore normalnie lezy u konsula na biurku co najmniej tydzien, dla mnie moze zostac przybity od reki i dokument dostane za 5 minut a na dodatek z usmiechem. Bo ja nie bardzo umiem na urzednika nakrzyczec ani nawet domagac sie rozmowy z przelozonym, natomiast niezle sobie radze z usmiechaniem i zyczliwoscia czlowieka dla czlowieka. Jakos tak wole. Rowniez zreszta i w banku przy dyskusjach o kredycie - tez sie da wiecej zalatwic na spokoj i przy zachowaniu wzajemnego szacunku.
          • myelegans Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 22:25
            To sie nazywa emotional inteligence big_grin Juz mi wielekroc pomagala w zalatwianiu spraw niedozalatwienia, ja nigdy nie krzycze, nie wystepuje z pozycji pententa, albo sily, bo to naturalnie buduje mur na wejsciu, a zwyciestwo moze byc Pyrrusowe.
    • rycerzowa Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 21:19
      To się nie nazywa mówienie prawdy prosto w oczy, tylko zespół Aspergera, i to jest zaburzenie.
      Dość poważne.
      • kawka74 Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 21:20
        To już nie ma ludzi niewychowanych?
        • azile.oli Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 21:55
          Nie, to na pewno nie jest ZA, absolutnie, nie ma żadnych reguł, większość wizyt w urzędzie kończy się bezproblemowo i bezkonfliktowo. Ja piszę tylko o tych przykładów, gdy doszło do eskalacji incydentu. Na co dzień też problemu w sklepach nie ma, ale, że dzielnica nieduża, to w ciągu kilku lat w każdym z nich do jakiegoś wydarzenia niemiłego doszło.
          Absolutnie nie jestem dumna z takiego zachowania męża, choć jest lepsze, niż moje, bo ja konfliktów nie lubię, co robi ze mnie frajerkę, jakich mało.
          Oczywiście, że część awantur robionych przez męża jest albo zbędna, albo nie w takim stylu robiona, natomiast , niestety, gdzie mnie odeślą z kwitkiem, tam on załatwi.
          A powinno być na odwrót, bo ja jestem miła, grzeczna, spokojna, ale rzeczowa.
          I co załatwiam. Ano nic, chyba, że chodzi o wydanie jakiegoś świstka.
          Znam swoje prawa, wiem, jak wyglądają procedury, jestem przygotowana do rozmowy, gdy sprawa bardziej skomplikowana. Nie da się.
          Wchodzi mój mąż, który jest miły tylko chwilę, potem przestaje być miły, streszcza , co ja chcę, myląc się z nerwów i plątając fakty - da się od ręki.

          • kawka74 Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 22:13
            > Znam swoje prawa, wiem, jak wyglądają procedury, jestem przygotowana do rozmowy
            > , gdy sprawa bardziej skomplikowana. Nie da się.
            > Wchodzi mój mąż, który jest miły tylko chwilę, potem przestaje być miły, stres
            > zcza , co ja chcę, myląc się z nerwów i plątając fakty - da się od ręki.

            I to tak w jednym urzędzie? Czy trafia Wam się to w dowolnie wybranych miejscach?
            • azile.oli Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 31.05.12, 09:00
              To n ie jest stan stały, ale incydenty. Nie, nie w jednym urzędzie, w różnych miejscach.
              Na czym to polega - chyba na tym, że jeśli urzędnik zrobił coś nie tak, nie zrobił tego, czego powinien lub przekroczył swoje kompetencje, to próbuje mnie zbyć, odsyłając do swojego zwierzchnika na przykład. A tego zwierzchnika akurat nie ma, jest jego zastępca, który o niczym nie wie, więc mam przyjść w innym terminie.
              Ja wsychodzę, wchodzi mąż i załatwia tsprawa ma zostać załatwiona pozytywnie, a zwierzchnikowi , który jest nieobecny, niech ją przedstawi dowolna osoba, obecna tego dnia w pracy.
              I z mojego ''nie da się'' przy mężu robi się ''da się''.
              To np odnośnie bezprawnego zameldowania pewnej osoby. Ktoś poszedł komuś na rękę naruszając moje prawa. Ja mogę w to nie wnikać, ale osoba ma zostać wymeldowana i tyle.
              Oczywiście najlepiej mnie parę razy odesłać, bo winnego jakoby nie ma i właściwie osoba, której nie ma to dopiero może posiadać informacje na temat, jak do tego doszło, ale też nie ona zawiniła bezpośrednio. Niby, podobno...
              Czyli ja mam odwiedzać urząd, aż mi się znudzi. A ktoś taki jak mój mąż załatwia sprawę od ręki. My wychodzimy, pewnie rozdzwaniają się telefony i po tygodniu dostaję informację o pozytywnym załatwieniu sprawy.
              I to nie jest pech - w urzędach jest bałagan, dostają wypis z ksiąg wieczystych z wnioskiem o zmianę wpisu w dokumentach i nie robią tego przez ileś lat. Jeszcze awantury nie było, ale będzie, jak postanowimy nieruchomość sprzedać.
              To nie jest tak, żed wszędzie rzuca się nam kłody pod nogi. Różn ych spraw w różnych urzędach mamy mnóstwo i jakieś 90 % jest załatwiana bez awantur, natomiast te 10 % to jest dużo, mimo wszystko.
              I nie, nie mamy jakiegoś strasznego pecha - mojej matce nagminnie zdarza się, że zostaje wprowadzona w błąd i odsyłana w nieskończonośc. A ona jest miła, grzeczna i uprzejma, ale zamiast godzin ę, to załatwia coś 2 tygodnie, bo ją odeślą, każą czekać na pismo, ono przychodzi z błędem, matka dzwoni, ma to pójść wyjaśniać w miejscu pracy, skąd znów jest odsyłana do placówki, gdzie była na początku (to akurat przykład z ZUS-em).
    • lady-z-gaga Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 21:43
      >Oczywiście on sobie zdaje sprawę, że robi za roszczeniowego chama, ale się tym nie martwi wcale, nawet go to bawi.

      Biedaczek. Kompleksy jakieś leczy w tych sklepach i urzędach? Pewnie tak, bo wsród znajomych potrafi być miły, kulturalny, głosu nie podnosi...
    • tosterowa Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 21:51
      Współczuję. Życie z tak zakompleksioną rodziną musi być ciężkie. Na tobie pewnie też nie raz sobie używają.
      Aha, do urzędów najlepiej iść przygotowanym, tj. poczytać odpowiednie przepisy. Wiedza+uprzejmość i nie ma opcji, żeby pani w okienku stwierdziła, że "nie da się". Darcie mordy nie pomoże, jak człowiek głupi (to tak abstrahując od urzędów, ogólnie).
      • azile.oli Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 30.05.12, 22:01
        No właśnie pisałam - ja idę grzeczna, miła i przygotowana i słyszę nie da się. Wychodzę, wchodzi mąż, mówi, o co chodzi, ja stoję za nim i słyszę, najpierw spokojnie, potem w nerwach myli fakty - da się.
        • azile.oli Re: Ogólnie... 31.05.12, 09:43
          Nie lubię bardzo, gdy mąż robi aferę w drobnych sprawach - ja bym po prostu wyszła, nie muszę w danym miejscu kupować i tyle.
          Natomiast zauważam, że bycie miłym, uprzejmym i przygotowanym do rozmowy nie zawsze się sprawdza, zwłaszcza, jak wcześniej ktoś już coś zawalił i za nic się nie przyzna.
          I tu męża rozumiem. Wkurzają mnie np niektóre przepisy, ale one istnieją i tyle. To, że często są głupie i nieżyciowe jest prawdą, ale za to urzędnik nie odpowiada i akurat w tej kwestii wywody męża hamuję, bo to do sprawy nic nie wnosi.
          Natomiast wcale nie jest tak, że spokojem i dobrą wolą wszystko się załatwi.
          Był mi potrzebny akt zgonu wujka. Oczywiście nie jestem osobą uprawnioną do jego otrzymania, ale pani odesłała mnie do przełożonego. Ja mu grzecznie tłumaczę, że rodzina po Polsce rozrzucona, trudno nawiązać kontakt, ten akt mi potrzebny, bo muszę odrzucić spadek.
          Wiem, że czasami robią wyjątki i akty zgonu wydają - nie jestem osobą obcą.
          Pan, niestety wyciągnął dziwny wniosek z mojej szczerej wypowiedzi - brak kontaktu z rodziną oznacza, że istnieje spór. I za nic tego odpisu nie dostanę.
          Nikt awantury nie robił, mogli mi dokumentu nie wydać i nie wydali.
          W związku z tym z kolei ja mogę oczekiwać, że w przewidzianym prawie terminie odpowiedni dokument bez błędów i bez konieczności poprawek otrzymam. A jak nie otrzymam, to pretensje mieć będę i to duże.
          • azile.oli Re: Ogólnie... 31.05.12, 09:57
            I jeszcze - wcale, ale to wcale nie lubię, jak ktoś się zachowuje tak, jak mój mąż, ale dopiero od momen tu, gdy jego zarzuty zaczynają być zbyt ogólne i zamieniają się w zwykłe pyskowanie mam na niego nerwy. Póki jest rzeczowy i konkretnie ma rację, trzymając się tematu, to go nawet rozumiem, zwłaszcza, że jest skuteczny. Cały efekt psuje już potem takie czepialstwo, które robi złe wrażenie. Jak ja robię awanturę (rzadko, ale się zdarza), to się skupiam na istocie sprawy i poza nią nie wychodzę, choć czasem aż mi się nasuwa jakaś aluzja, zwłaszcza, gdy w ostatnim czasie nagromadziło się różnych niedociągnięć z winy konkretnej placówki.
            I mówicie o pechu? Otóż nie. Jest takie miasto w moim regionie (nie podam jego nazwy), gdzie załatwianie czegokolwiek i gdziekolwiek jest istną drogą przez mękę dla każdego, kogo znam . Na szczęście tam nie mieszkam, więc niektóre sprawy mi odpadają, ale z racji prowadzonej działalności dość często muszę tam coś załatwiać.
    • mary_lu Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 31.05.12, 10:11
      Nauczyłam się pieniactwa i stosuję czasem, ale dopiero wtedy, gdy juz usłyszę stanowcze "nie, bo nie". Najpierw zawsze próbuję załatwić wszystko miło, bo "więcej much się złapie na kroplę miodu, niż na łyżkę octu" wink Najlepiej działa wzbudzanie sympatii.

      Ale np. u mnie w liceum działał tylko mój ojciec z włączonym trybem "pieniacz". Tam panie nauczycielki z koleżankami dyrektorkami już podobno od 10 lat miały swój prywatny folwark, zebrania wyglądały zawsze tak, że omdlewającym głosem narzekały na uczniów, rodzice próbowali cichutko protestować, panie spokojnie oswiadczały, że nic się nie da zrobic, temat upadał. Po dwóch ostrych wystąpieniach mojego ojca (ale kamiennie spokojnych i pozbawionych inwektyw, raczej ironicznych i bez podporządkowywania się), skończyło się kilkuletnie łamanie praw uczniów. W dodatku nie poniosłam za to najmniejszych konsekwencji, nawet kilka nauczycielek pilnowało się przy mnie bardziej i szybko ze mną wszystko załatwiały, co było mi na rękę.
      • azile.oli Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 31.05.12, 10:33
        O to, to... Dlatego wtedy do szkoły wysłałam męża. I nie chodziło o to, że on tam inwektywami rzucał i się darł, ale było wiadomo, że sprawę załatwi. Po prostu mydlenie oczu w jego przypadku nie skutkowało, poszedł tam w konkretnym celu i załatwił, co trzeba.
        I mąż chodzi do szkoły dzieci do tej pory, ale nie ma potrzeby robienia rewolty, więc w drobnych sprawach idę ja. Szkoły sensowne, nie ma klik , nie ma głupoty - nie ma z czym walczyć.
      • totorotot Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 31.05.12, 14:53
        Po
        dwóch ostrych wystąpieniac
        > h mojego ojca (ale
        kamiennie spokojnych i
        pozbawionych inwektyw,
        raczej ironicz
        > nych i bez
        podporządkowywania się),


        Mój mąż w ten właśnie sposób załatwia sprawy, jesli nie skutkuje na sympatycznie. Ogólnie jest lubiany i panie w urzędach idą mu, skubane, na rękę, bo jest dowciapny. W zasadzie to może faktycznie powinien zrażać do siebie te maszkarony, by mi mniej gul skakał.
        • azile.oli Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 31.05.12, 15:16
          Wszystko zależy, jaką postawę prezentuje druga strona : jak pani urzędniczka powie ''pomyliłyśmy się, pismo będzie do odbioru za tydzień, a jak się da wcześniej, to do pana zadzwonimy'', to owszem, można się wkurzyć, gdy pismo potrzebne jest wcześniej , ale robienie w tej sytuacji awantury , to przegięcie. Natomiast, jeśli dostaję pismo , wskazuję błąd, a pani zachowuje się w stylu ''pismo będzie za tydzień i co pan mi zrobi'', to nie jest chyba dziwne, że ze spokojem się tego nie przyjmie.
          O ile w pierwszej sytuacji można jeszcze prosić żeby coś maksymalnie przyspieszono, bo nam zależy, o tyle w drugiej raczej do prośby nam daleko. I skłonni do dowcipów też nie jesteśmy.
          Wiecie co, tu problem wcale nie leży w buractwie, tylko w podejściu do pewnych spraw.
          I choć ja się zachowuję inaczej niż mąż, to podejście mam takie samo.
          Czyli - jestem uprzejma, ale chcę być obsłużona przez kompetentną/uczciwą osobę, obojętnie, czy to pani sprzedawczyni, czy pan sędzia. Mówię grzecznie, spokojnie i rzeczowo, ale w uśmieszki i zagadywanki się nie bawię , bo owszem, może one i rozluźniają atmosferę, ale dla mnie to po prostu dodatkowe zabieganie o coś, co mi się należy od kogoś, kto jest w pracy. Oczywiście uśmiech na ''dzień dobry '' jeszcze nikomu nie zaszkodził, ale potem wymagam już tylko kompetencji i rzeczowości (tu wyjątek fryzjerka i kosmetyczka), nawet z nauczycielkami w konfidencje nie wchodziłam i starałam się np na konsultacjach zajmować jak najmniej czasu, choć mogłabym tam siedzieć i pławić się w świetle wybitnych osiągnięć moich dzieci, opowiadając ciekawostki z ich życia pozaszkolnego.
          Dla mnie - urząd ma załatwić i nie pomylić się, a nawet jeśli, ekspresowo naprawić błąd, szkoła ma nauczyć i nie zmarnować trudu, jaki wpajam w wychowanie dzieci , pani w sklepie ma mnie uczciwie obsłużyć i tyle.

          • cherry.coke Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 31.05.12, 15:33
            I uwazasz, ze jesli nie spelnia tych niewatpliwie slusznych wymagan, to mozna sie rozedrzec? Ile razy mu sie to zdarza, bo z tego co piszesz to nagminnie?

            Mysle, ze nie jest prawdopodobne, zeby ktos dokonywal przeskoku z dzentelmena do chama w minute. Mysle, ze twoj maz ma po prostu chamstwo wypisane na twarzy i tak go ludzie od razu traktuja - jedni ze strachu, inni z awersji, inni z daremnej potrzeby wychowania.
          • totorotot Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 31.05.12, 16:04
            Czyli generalnie chodzi o to, że pani ma się przed Twoim mężem ukorzyc, uderzyć w piersi i grzecznie przeprosić za, być może, błąd koleżanki? Najlepiej, żeby się popłakała, a następnie sama sobie wymierzyla karę cielesna jak skrzat z HP
            • azile.oli Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 31.05.12, 18:46
              Nie ma się ukorzyć, tylko przeprosić za błąd, a nawet, jeśli nie przeprosić, co nie udawać, że nic się nie stało.
              • totorotot Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 31.05.12, 19:29
                azile.oli napisała:

                > Nie ma się ukorzyć, tylko przeprosić za błąd, a nawet, jeśli nie przeprosić, c
                > o nie udawać, że nic się nie stało.

                Konkretnie to jak pani ma zareagować na informację, że Twój mąż znalazł błąd w wystawionym piśmie? Czy wystarczy, że powie:
                -ach, kurcze, no faktycznie. Muszę panu wystawić nowe pismo, będzie gotowe na za tydzień, dobrze? Przykro mi z powodu tej sytuacji.

                Czy też ma strzelić Rejtana i iść, szlochając, na kolanach do Częstochowy?

                Czego konkretnie oczekuje Twój mąż, jak można się uchronić przed dwumetrowym byłym bokserem, który stoi nad człowiekiem i drze mordę i nie wiadomo, czy nie posunie się do rękoczynów?

                Jak uchronić się przed osobą niezrównoważoną psychicznie, która nie potrafi przejść do porządku dziennego w sytuacji, gdy trafił mu się nie dość różowy plasterek szynki w pakiecie półkilogramowym i uznaje to za powód wystarczający, by zestresować ekspedientkę i pozostałych klientów w sklepie? Bo wielki facet drący mordę w sklepie i zachowujący się agresywnie JEST stresujący dla osób, które chcą przejść obok np.z małymi dziećmi. Nie wiadomo, na ile jest on poczytalny i czy w słusznym gniewie nie chwyci przechodzącego dziecięcia i nie zacznie nawalać jego główką o ścianę dla podkreślenia krzywdy, która go spotkała.

                Zapytałam Cię, jak Tobie się żyje z Twoim mężem. Jak wyglądają Wasze sytuacje stresowe, konflikty itp. Czy mąż czuje się w obowiązku również Ciebie przekonywać o swojej jedynej, niezaprzeczalnej racji podnosząc głos? Nie odpowiedziałaś. Niemniej jednak- współczuję. Nie umiałabym żyć z taką osobą. Dla męża polecam terapię, naprawdę, z całego serca.


                A dodam, że sama byłam typem pieniacza, który nie odpuścił żadnej ekspedientce ani 'niekompetentnej' urzędniczce. Ach, jaka byłam dumna i blada, gdy udało mi się coś "wywalczyć". W końcu gdzie nie szłam do urzędu, sklepu itp., to byłam nastawiona, że spotykam samych debili, którzy nie umieją nawet pokroić porządnie kiełbasy. Mąż też swoje obrywał w domu. Na szczęście zdecydowałam się na terapię u psychologa i w niemal magiczny sposób mój świat się odmienił. Nie żyję w kosmosie ja jedyna mądra a wokół mnie imbecyle.


                Ludzie nie mają krzywej gęby na sam mój widok. Otóż obecnie żyję w przyjaznym świecie (tak go postrzegam), pełnym życzliwych, pomocnych ludzi. Panie w urzędzie załatwiają mi sprawy na telefon, z całkowitym ominięciem kilkutygodniowych procedur, wysyłając dokumenty z prywatnego emaila.

                Dla mnie są to wymierne korzyści finansowe,nie będę się wdawać w szczegóły. Panie w spożywczaku podają mi mięso krojone zawsze ze środka i mleko z długim terminem ważności. Nawet pani z poczty uśmiechnęła się do mnie dwa razy w tym kwartale, a ma mimikę Stevena Segala. Tak więc da się? Da się. A najbardziej z tego obrotu rzeczy cieszy się mój kochany mąż smile
                • azile.oli Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 31.05.12, 19:53
                  W sumie wystarczy, że pani przyzna, że jest błąd i postara się jednak wystawić to nowe pismo jak najszybciej. Jeśli się mężowi nie spieszy, to spokojnie przyjdzie za tydzień, chyba, że akurat to nie pierwsza taka sytuacja w danej instytucji. Wtedy może być różnie, ale na pewno nie zacznie się od krzyku, za to może paśc ogólna ocena pracy danego wydziału.
                  Bo wiesz, my też mamy z mężem firmy i możesz być pewna, że jeśli podpisuję jakąś umowę, to muszę się z niej wywiązać w terminie. Czasem czyjaś pomyłka, to dla mnie pieniądze zapłacone za karę.
                  Jak się można uchronić przed mężem? Przykładać się do pracy jednak, bo ludziom czasem nie jest wszystko jedno, czy dostaną coś dziś czy za tydzień. My musimy zapłacić gotówką - urzędniczka raczej tylko wysłuchaniem ochrzanu.
                  Ależ wiem, że niekoniecznie ona się pomyliła. Co ją może uchronić? Wskazanie personalnie winnego - nawet, jak go nie ma, to albo zostanie napisana skarga, albo mężowi przejdzie, ale osoba niewinna nie usłyszy nic złego pod swoim adresem.
                  Jeśli chodzi o nasze wzajemne układy, to nie, mąż na mnie nie podnosi głosu, nie krzyczy, może się obrazić.
                  A jak coś schrzanię, to nie ma problemu, o ile po prostu powiem, co zrobiłam nie tak. I nie, nie muszę przepraszać.
                  Faktem jest, że mąż oczywiście przeważnie usiłuje udowodnić, że ma rację, ale ja to przeczekuję i i tak wychodzi na moje.
                  • cherry.coke Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 31.05.12, 20:13
                    Hehe, twoje watki sa jak watki Loli smile Masz historie z ustawionym winnym (tutaj tesciowa), bazylion ludzi ci pisze, czemu jest odwrotnie niz myslisz (problem jest z mezem chamem), a ty do konca bronisz szanca smile Tylko lola pisze po jednej linijce, a ty po cztery akapity.
                  • totorotot Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 31.05.12, 21:38
                    > Jak się można uchronić przed mężem? Przykładać się do pracy jednak, bo ludziom
                    > czasem nie jest wszystko jedno, czy dostaną coś dziś czy za tydzień. My musimy
                    > zapłacić gotówką - urzędniczka raczej tylko wysłuchaniem ochrzanu.

                    A pani ekspedientka też ma wskazywać winnego, który rano krojąc szynkę dołozył do niej wczorajsze plasterki? Uwierz, to NIE JEST normalne, że Twój mąż zdążył zrobić już awanturę we wszystkich sklepach w okolicy. Skoro JA jakoś nie zrobiłam awantury wszędzie już od kilku lat, a nadal jestem awanturnicą "powyżej średniej", to z Twoim mężem naprawdę nie jest ok.

                    Poza tym sama piszesz, że Twój mąż przekracza pewne granice, czepia się niemerytorycznie. To ja, szczerze powiedziawszy, nie wiem, co chciałabyś osiągnąć poprzez ten wątek. Już Ci dziewczyny potwierdziły, że Twój mąż jest osobą, hm..., nietuzinkową. Że jego zachowanie odbiega od szeroko rozumianych norm społecznych i savoir- vivre'u. Że każdemu zdarza się niesolidny urzędnik i że naprawdę mało kto wykrzykuje i się pieniaczy, tylko jako osoba dorosła i zdrowa na umyśle, stara się załatwić sprawę nie robiąc z siebie dziwowiska.

                    Powiedziano też Ci, że nie jest dobrym pomysłem ocenianie człowieka, np.nazywanie go 'jest pani niekompetentna', tylko wystarczy wypunktować popełnione błędy. Wówczas urzędniczka nie czuje się atakowana, zdoła wykrztusić to przepraszam, zamiast przyjąć również postawę konfrontacyjną, co prowadzi do eskalacji konfliktu, a pani z nerw już do końca dnia spartoli wszystkie pozostałe kwitki, które ma do wystawienia.

                    Konkludując: Twój mąż to chamskie dziwadło, niedojrzałe i znerwicowane, być może zbyt wiele razy oberwał w czapkę podczas treningów. Być może też ma toksyczną matkę, podobnego chamioka, który całe dzieciństwo i młodość 'walił synkowi prawdę między oczy', czyli po prostu deptał jego poczucie własnej wartości. Co sobie obecnie synuś mizoginista odbija na sprzedawczyniach i urzędniczkach. Poleć mu terapię na NFZ, coś związanego z panowaniem nad agresją etc.

                    P.S. Jeszcze jedna myśl mi zaświtała. Piszesz, że idziesz coś załatwić do urzędu. Z nerwów kręcisz, mylisz fakty, gadasz od rzeczy (Twoje własne słowa). Potem idziesz odebrać kwitek i- a to niespodzianka- otrzymujesz pismo z pomylonymi faktami i całkiem od rzeczy. No jak to się mogło stać? Idziesz wytłumaczyć PONOWNIE sprawę urzędniczce i znowu z nerw kręcisz, mylisz fakty. Nie umiesz zakomunikować, o co Ci właściwie chodzi. Urzędnik też nie wie. AAAAle, Ty masz swojego amstaffa, który wszystko urzędnikowi wyłuszczy i jeszcze skomentuje jego rodzinę trzy pokolenia wstecz.
                    • azile.oli Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 01.06.12, 08:28
                      Co do ostatniego akapitu - mąż przestaje byc merytoryczny, jeśli się zdenerwuje faktem pomyłki. Gdy idzie składać pismo/ coś załatwiać to jest rzeczowy i konkretny.
                      Ja jestem rzeczowa i konkretna nawet wtedy, gdy idę w sprawie , która została załatwiona nie po mojej myśli i uwaga - niezgodnie z przepisami oraz logiką.
                      Grzecznie próbuję wtedy podsunąć rozwiązania, które przyspieszyłyby jednak całą procedurę, ewentualnie tłumaczę dokładnie całą rzecz, żeby się już żadne błędy nie wkradły.
                      Mąż już wtedy nie tłumaczy i nie wyjaśnia, za to wychodzi z załatwioną sprawą (a ja oczywiście nie).
                      Co do negatywnego wpływu teściowej na męża, to nie przeczę, zapewne był.
                      Nie, po głowie na treningach nie dostawał.
                      I jeszcze jedno - mój mąż nie wybiera sobie osób, które ochrzani, a które nie. Czyli nie jest tak, że wybiera słabszych, ale niekompetentnych i olewaczy lub oszustów.
                      O ile pani ekspedientka zawiniła sama, o tyle w urzędzie , przychodni lekarskiej i wszelkich innych przybytkach i instytucjach mógł personalnie zawinić ktoś inny. Gdyby nie było solidarności zawodowej i krycia osoby, która za pomyłki i inne sprawy jest odpowiedzialna, to przypadkowe osoby by za nich nie obrywały.
                      No przepraszam, ale jeśli idę np do dyrektora szkoły z konkretnymi zarzutami wobec nauczyciela, to nie chcę usłyszeć, że ta pani jest wspaniałym nauczycielem z wieloletnim stażem, bez konfrontacji i wysłuchania, co mam do powiedzenia i co ma do powiedzenia osoba, co do której mam zastrzeżenia.
                      Bardzo często ta osoba przyznaje , że zdarzenie/ pomyłka miało miejsce (zwłaszcza, jeśli mogę to udowodnić), więc nie idzie w zaparte. Natomiast zwierzchnik, czy, co gorsza, koleżanka, która o sprawie pojęcia nie ma , zaczyna tej osoby bronić, na wszelki wypadek.
                      A dziwię się trochę, bo jak matka o byle pierdołę ma pretensje do szkoły, to wszyscy ją wspierają, żeby leciała dym robić i im wyrąbać, co myśli, a potem skargi do kuratorium pisać.
                      Ja tam przyznaję, że mi się zachowanie męża czasem nie podoba, ale jest za to skuteczny. Ja jestem grzeczna (ale nie przymilna) i jak mnie tylko mogą spławić, to zrobią to na pewno.
                      • kocio_007 azile ... 01.06.12, 09:36
                        Walnę prosto w oczy - azile szkoda Twojego czasu. Przeczytałam cały wątek do śniadania, bo mnie również dotyczy w jakimś stopniu. Widzę że wyjasniasz, wyjaśniasz... wszystko juz napisałaś, a one i tak swoje. Emamy nie rozumieją albo udają (może nie chcą), nie przekonasz. Myślę, że w większości są urzędniczkami, sprzedawczyniami, nauczycielkami, ew. mają tzw. kontakt z kilentem. I poczuły się wypunktowane. Ja doskonale rozumiem (też własna firma, sprawy urzędowe, kontakty z publ. szkolnictwem, sużbą zdrowia itp instytucjami) - tego typu zachowania jak prezentuje Twój mąż (w przypadkach czyjejeś ewidentnej złej woli) używam od jakiegoś czasu z b. dobrym skutkiem. Czasem wystarczy poprosic o nazwisko (już zaczyna robic się miło), czasem trzeba podnieśc głos. Urzędasy (nie mylic z kompetentnymi, miłymi, umiejącymi przyznac się do błędu i przeprosic urzędnikami, bo takich tez spotykam) źle znoszą "prawdę w oczy", nazwanie po imieniu ich niekompetencji, są przyzwyczajeni raczej że się przed nimi czapkuje wink Ale - wbrew temu, co mówią emamy że "trafisz na lepszego od siebie" - po takiej mojej akcji robi się miło, sprawy dają się załatwic od ręki. Urzędasy bardzo szybko robią w gacie, wbrew pozorom wink A jak przychodzę znowu - to jest miło od razu - może na wszelki wypadek, nie wnikam. Koleżanek w urzędzie nie szukam, chcę po prostu szybko załatwic sprawę. I tak się dzieje. Tak że wiesz - taki mąż to skarb smile
                        • kapitauka Re: azile ... 01.06.12, 09:54
                          Nie, to nie jest tak, że czasem trzeba podnieść głos. Ja też mam swoją firmę, często kontaktuję się z różnymi instytucjami. Mnie też zdarzało się podnieść głos, kiedy byłam przekonana, że mam rację. Ale pracuję nad sobą i od dłuższego czasu nie robię tego typu awantur. Wstyd mi było po takich akcjach, bo moim zdaniem ludzie, którzy mają klasę, nie zachowują się tak.
                          • azile.oli Re: azile ... 01.06.12, 10:16
                            Wiesz, ja może i mam klasę i tak się nie zachowuję, bo mi głupio, ale wolałabym mieć sprawę załatwioną i żeby było mi głupio, niż żeby mnie odsyłano, a ja miałabym wspaniałe zdanie o swojej kulturze i wizję, że nie dostanę kredytu w terminie.
                            Klasę, to ja mogę zachować w sklepie, zostawić pokrojoną dla mnie wędlinę i po prostu wyjść - niech pani spróbuje ją potem opchnąć, jak trochę podeschnie, albo za 2 dni wsadza komuś w środek po kilka plasterków.
                            • kapitauka Re: azile ... 01.06.12, 22:55
                              Ty naprawdę myślisz, że dostaniesz kredyt tylko dlatego, że na kogoś nakrzyczysz? Oj, to chyba jednak tak nie działa. Ale róbta se ta, jak tam chceta.
                              • azile.oli Re: azile ... 02.06.12, 12:03
                                No coś ty, przecież wiadomo, że kredyt dostaję, gdy spełniam warunki. Chodzi mi o to, że jeśli nie dostarczę odpowiednich zaświadczeń w terminie, to kredyt dostanę później, a nie dostarczę ich , gdy mi urzędnik każe przyjśc za tydzień, bo się ktoś pomylił.
                        • azile.oli Re: azile ... 01.06.12, 10:06
                          No wiesz, też mi to przyszło do głowy, bo tylko jedna forumowiczka podała mi za przykład swoją znajomą, która ponoć sprawy załatwia od ręki. Jakoś żadna nie napisała - mam firmę, prawie nigdy się nie mylą, a jak się mylą, to poczekam, przecież z niczym mi to nie koliduje.
                          Bo owszem, koliduje i to bardzo czasami. A dochodzą do tego jeszcze sprawy prywatne czasami i , o ile może mi się nie spieszy, to jest to po prostu dowalenie mi kolejnej wizyty w urzędzie.
                          Akcje w sklepie/ szkole/ w przychodni są już tylko przedłużeniem tego, że człowiek chce coś załatwić szybko i sprawnie, bo jego czas pracy jest nienormowany, bo jest pod telefonem całą dobę i za błędy swoich pracowników odpowiada on - prawnie i finansowo.
                          Może dlatego, że mąż pilnuje, aby te błędy się w jego firmie nie zdarzały, wymaga kompetencji od osób, które w żaden sposób nie ucierpią finansowo, czy prawnie za swoje błędy.
                          Prawda jest taka, że za niedopatrzenie mogę dostać karę pieniężną, mogę nawet pójśc do więzienia, jeśli któryś z pracowników zrobiłby jakiś przekręt, bo ja bym pracy po nim nie sprawdziła.
                          Ja tak myślę, że gdyby wprowadzić odpowiedzialność finansową za błędy urzędnicze, oczywiście mam na myśli takie, które mają poważniejsze konsekwencje, to nawet, gdyby ktoś się pomylił, to starałby się naprawić błąd możliwie najszybciej, a nie po prostu po 8 godzinach poszedłby do domu , nie myśląc o tym, że ktoś może mieć z powodu ich błędu poważne problemy.
                          I owszem, zauważyłam, że zrobienie awantury jest skuteczne, a rzeczowe domaganie się swoich praw jest zlewane. I to jest smutne, bo ja ogólnie nie lubię takich choleryków, jak mój mąż i gdyby można było skutecznie niektóre sprawy załatwić w sposób cywilizowany, to zapewne i on nie byłby taki ''wyrywny'' i nie chodziłby interweniować tam, gdzie mnie, grzeczną i uprzejmą odesłano z kwitkiem.
                          A, co ciekawe, dziwi mnie, że tak wszyscy gładko wszystko załatwiają, bo prawie za każdym razem spotykam w urzędzie kogoś, robiącego awanturę. Więc nie jest tak idealnie.
                        • hellulah Re: azile ... 01.06.12, 10:33
                          Sorry może kawa nie dotarła jeszcze do mojego mózgu i coś przeoczyłam, nie będę się upierać, ale zdaje się zachowania jej męża wymykają się spod jego kontroli (taki jest obraz z postów). Czy innym na chłodno, ale stanowczo zapytać urzędnika o nazwisko, a czy innym drzeć ryja coraz głośniej jak furiat, także w sytuacjach, gdy efektywniej jest po prostu zrezygnować z usługi głosując portfelem albo złożyć skargę innych trybem itp., itd..
                        • sumire Re: azile ... 01.06.12, 10:43
                          ojtam.
                          jako osoba unikająca konfliktów radzę sobie całkiem nieźle i dawno zauważyłam, że siła spokoju nierzadko bardziej adwersarzy wytrąca z równowagi niż tupanie nóżką i epitety. można wywalczyć swoje, pozostając uprzejmym i uśmiechniętym - kwestia argumentacji, retoryki. nie lubię psuć humoru ani sobie, ani innym, a jednak jakoś udaje mi się dojść do ładu ze światem. tym samym bardzo trudno byłoby przekonać mnie, że pokrzykiwanie na ludzi jest metodą skuteczniejszą.
                          i nie, nie jestem sprzedawczynią. ani urzędniczką. choć za młodu bywałam z drugiej strony lady i uważam to za znakomite doświadczenie.
                        • aneta-skarpeta Re: azile ... 01.06.12, 15:53
                          trafilam w zswoim handlowym zyciu na jakis 3 pieniaczy- od 1999rsuspicious

                          generalnie po mnie wszystko splywa jak po kaczce

                          mało tego, jak sie trafi jakis mail ze skargą na obsluge, to szef przytakuje, przeprasza a jak wyjdzie to mowi- do nas- matko, aby jak najmniej takich kretynowsuspicious
                          • azile.oli Re: azile ... 01.06.12, 16:19
                            No widzisz, wszystko zależy, jaki szef. Bo mój mąż, jako szef najpierw sprawdza, czy klient miał rację. Jeśli miał, to owszem, jemu należą się przeprosiny, a pracownikowi, który zawalił - ochrzan i szybkie naprawienie błędu, (chociaż wtedy zazwyczaj mąż działa osobiście).
                            Jak się ma własną działalność i coś firmuje swoim nazwiskiem, to się jednak zazwyczaj nie mówi pracownikowi, że nic się nie stało, a klient , to pieniacz.
                            Jak ma rację , to nie ma odsyłania, czekania, szef w środku nocy przyjedzie i błąd naprawi i przeprosi, choć personalnie zawalił pracownik.
                            Można sobie takie teksty puszczać, jak klient nie ma racji i gdy się pracuje na etacie.
                            Wtedy - rzeczywiście - po co się przejmować cudzymi problemami? Niech sobie frajer poczeka.
                            Przeprosimy go i będzie spokój. Mnie przeprosiny pacyfikują, ale to ja mam zepsute nerwy i niezałatwioną sprawę.
                            • alyeska Re: azile ... 01.06.12, 16:40
                              W jakim celu zalozylas ten watek? Chcialas sie pochwalic jaka dumna jestes ze skutecznego meza? Czy moze jednak cos Cie uwiera w jego zachowaniu a umniejszajac siebie ( nazywajac sie frajerka itp..), oraz piszac epistoly tlumaczace zachowanie meza starasz sie odsuwac ta niewygodna mysl. Chyba z 98% wypowiedzi twierdzi mniej lub wiecej , ze zachowanie Twojego meza jest chamskie, agresywne i zalosne i wkrotce Ty i dzieci bedziecie ofiarami.
                              Jezeli pomimo tego dalej uwazasz, ze to swiat i wszyscy wokol sa zli, niekompetentni i omylni a twoj maz jedyny sprawiedliwy to zyj w tym przekonaniu i serdecznie Ci wspolczuje.
                              Jezeli jednak dopuszczas mozliwosc, ze dziewczyny maja racje zrob cos z tym poki jeszcze mozesz.
                              • iuscogens Re: azile ... 01.06.12, 17:06
                                alyeska napisała:

                                > W jakim celu zalozylas ten watek? Chcialas sie pochwalic jaka dumna jestes ze s
                                > kutecznego meza? Czy moze jednak cos Cie uwiera w jego zachowaniu a umniejszaja
                                > c siebie ( nazywajac sie frajerka itp..), oraz piszac epistoly tlumaczace zacho
                                > wanie meza starasz sie odsuwac ta niewygodna mysl. Chyba z 98% wypowiedzi twier
                                > dzi mniej lub wiecej , ze zachowanie Twojego meza jest chamskie, agresywne i za
                                > losne i wkrotce Ty i dzieci bedziecie ofiarami.

                                Przeczytaj wątek o nawykach żywieniowych uncertain
                                • alyeska Re: azile ... 01.06.12, 19:06
                                  Przeczytalam, masz racje, Pani ma meza gbura, tyrana, manipulanta i chama ale to co z tego skoro on juz taki jest. No tak jakiego mnie Panie Boze stworzyles takiego mnie masz. Ah zapomnialam wszystkiemu jest winna tesciowa..

                            • totorotot Re: azile ... 01.06.12, 18:44
                              > Jak się ma własną działalność i coś firmuje swoim nazwiskiem, to się jednak za
                              > zwyczaj nie mówi pracownikowi, że nic się nie stało, a klient , to pieniacz.

                              Ale klient pieniacz naprawdę się zdarza. Można go poznać po tym, że podnosi głos, krzyczy i atakuje personalnie osobę. I ja, jako szef, klienta mogę oczywiście przeprosić, naprawić błąd pracownika, ale faktu, że pieniacz to pieniacz niestety nie zmienię smile
                              • azile.oli Re: azile ... 01.06.12, 19:16
                                Ależ oczywiście, że pieniacz, to pieniacz i już. Natomiast taka postawa mnie złości, jeśli przepraszam i naprawiam błąd i klent czeka kilka minut i rozumiem ją, jeśli musi czekać tydzień, albo nawet przyjść jeszcze raz tego samego dnia.
                                Owszem, pieniactwo razi mnie zawsze, ale po prostu rozumiem, że ktoś się wkurza, gdy jest zbywany, a tym bardziej, gdy jest oszukiwany (to przykład ze sklepem, gdy sprzedawczyni działała z premedytacją).
                                Ja takich awanturników nie lubię, przeszkadza mi to u mojego męża, jednak jest naprawdę skuteczne.
                                I cała rzecz polega na tym, że pieniaczowi się załatwi, żeby go się pozbyć , a jemu chodzi tylko o skuteczność. Panie w urzędzie mają o nim fatalne zdanie, a on o nich nie lepsze.
                                Tyle.
                                • pade Re: azile ... 02.06.12, 19:03
                                  jesssu, przeczytałam cały wątek, wczoraj tylko część..
                                  Azali, idź na terapię, Ty naprawdę masz problem i to ogromny. Tłumaczysz męża jak zona alkoholika. Firmy, majątek, nic Ci nie zrekompensuje tak popapranego życia. Współczuję Ci.
                                  • azile.oli Re: azile ... 02.06.12, 19:36
                                    Nie, nie tłumaczę męża, jak żona alkoholika. Tak się składa, że miałam przez jakiś czas zawodowo kontakt z osobami uzależnionymi i współuzależnionymi i nasze ''problemy'', to zupełnie inna liga. U nas są to incydenty różnego rodzaju i większość jedynie drażni, a nie szkodzi nam, jako rodzinie. Za poważną sprawę uznałam uwagi, dotyczące odżywiania dzieci i choć wiem, z czego to u męża wynika, to tego usprawiedliwić nie mogę.
                                    Natomiast- to ja się tym przejmuję, a syn nie (jego wkurza zbijanie wagi, co wymuszają na nim przepisy, a nie ojciec), co do córki, to owszem, mam pretensje o to, że wogóle poruszał ten temat przy dziewczynie , jako ojciec i jako facet.
                                    W jej przypadku to od wielu lat przebrzmiała sprawa, bo jest szczupła i żadnych uwag nie słyszy, ale mimo to jakoś tam pewnie to na nią wpłynęło.
                                    Obrażanie się uważźam za paskudną cechę i mnie drażni, ale w większości małżeństw jakaś reakcja na drażliwe tematy jest : kłótnia, wypominanie, pretensje, złośliwe uwagi, ciche dni.
                                    Może jakiś procent od razu siada do konstruktywnej rozmowy, ale chyba jednak w większości jest to drugi etap rozwiązywania konfliktu.
                                    I on u nas jest, albo nie ma, w zależności, czy uznam, że sprawa jest warta dyskusji, czy też nie. I w zależności, co chcę osiągnąć.
                                    A ten konkretny wątek miał na celu coś zupełnie innego, a zamienił się w wymianę zdań na temat mojego męża, który ma rację i nie przestaje mieć tej racji nawet w momencie, kiedy środki wyrazu zaczynam nawet ja uważać za naganne.
                                    O ten paradoks mi chodziło, a nie o obronę pieniaczy.
                                    • marina2 Re: azile ... 02.06.12, 19:51
                                      azile ja serio pytam bez cienia złośliwości.nijak nie łapię...jaki jest cel założenia tego wątku?
                                      czego chciałaś się dowiedzieć?
                                      • azile.oli Re: azile ... 02.06.12, 20:03
                                        Ano tego, czy rzeczywiście jest tak, że jak się zrobi awanturę, nawet kosztem obciachu, to jednak skutkuje to szybszym załatwieniem sprawy /rzetelnym obsłużeniu danego klienta i dlaczego często (nie zawsze) trudno ten efekt osiągnąć będąc rzeczowym, grzecznym i miłym.
                                        Bo taka osoba nie zapada w pamięć, więc nie trudno kolejny raz próbować jej wcisnąć tę samą durną formułkę tłumaczącą, czy przeterminowany produkt.
                                        • marina2 Re: azile ... 03.06.12, 11:01
                                          marina2 02.06.12, 19:51 Odpowiedz
                                          azile ja serio pytam bez cienia złośliwości.nijak nie łapię...jaki jest cel założenia tego wątku?
                                          czego chciałaś się dowiedzieć?
                                          Re: azile ...
                                          azile.oli 02.06.12, 20:03 Odpowiedz
                                          Ano tego, czy rzeczywiście jest tak, że jak się zrobi awanturę, nawet kosztem obciachu, to jednak skutkuje to szybszym załatwieniem sprawy /rzetelnym obsłużeniu danego klienta i dlaczego często (nie zawsze) trudno ten efekt osiągnąć będąc rzeczowym, grzecznym i miłym.
                                          Bo taka osoba nie zapada w pamięć, więc nie trudno kolejny raz próbować jej wcisnąć tę samą durną formułkę tłumaczącą, czy przeterminowany produkt.

                                          azile jestem osobą ,która nie robi awantur w urzędach ,nie drze kotów z fachowcami
                                          i wierz mi załatwiam milion spraw na uśmiech i spokój przede wszystkim na zwykłą ludzką życzliwość i szanowanie drugiego człowieka.mam 99% skuteczność.wycofuję się jeśli druga strona ma jakiś problem emocjonalny i odczekuję.bardzo sobie cenię święty spokój.
                                          nie wyobrażam sobie działać jak Twój Mąż.nie moja bajka.
                                          Mój Mąż do urzędów się nie zbliża chyba,ze zaprowadzony za rękę siada i pyta co mam podpisać?co mam odebrać,ale generalnie jest tak,że mam upoważnienia i załatwiam wszystko za niego.specyfika naszego życia-Mąż pracuje na morzu.
                                          Przyznaję też ,że w urzędach zrobiło się w ciągu ostatnich 20lat dużo normalniej i życzliwiej niż "za głębokiej komuny". ale nawet wówczas sobie radziłam.
                                      • cherry.coke Re: azile ... 02.06.12, 20:04
                                        Ze tesciowa jest zua.
                                        • azile.oli Re: azile ... 02.06.12, 20:45
                                          Bo jest, niestety. Robienie niemiłych uwag to jedno z drobniejszych ''przewinień''.
                                          A jak była młodsza , to publicznie sajgon zrobić też potrafiła, raczej w sklepie, na poczcie , czy u lekarza. Tylko ona aferę robiła zawsze, niezależnie, czy miała rację, czy nie, byle było po jej myśli.
                                          Mąż robi wtedy, gdy rację ma.
                                          I rośnie następczyni w postaci mojej córki, tylko ona ma klasę, w porównaniu do babki i ojca, ale potrafi być bardzo niemiła, mimo zachowania wszelkich zasad dobrego wychowania.
                                          Dlatego, odkąd poszła do gimnazjum nie mamy z mężem potrzeby chodzić do szkoły częściej, niż na zebrania, bo młoda jest bardzo skuteczna , przy zachowaniu wzorowego sprawowania.
                                          • cherry.coke Re: azile ... 02.06.12, 21:02
                                            Swietnie, przekazuja te urocze cechy dzieciom, a matka dalej sie cieszy big_grin
                                            • antyideal Re: azile ... 02.06.12, 21:18
                                              A ja po czesci rozumiem Azile, chyba wink
                                              Urzednicy czesto sa przyzwyczajeni, ze ludzie
                                              przychodza do nich niemal w pozycji na kolanach
                                              i rzucaja komplementami na prawo i lewo, zeby
                                              panią urzędniczke wprawic w dobry nastroj,
                                              coby spojrzala na ich sprawe zyczliwym okiem.
                                              A tu przychodzi ktos kto nie przestrzega tych
                                              niepisanych regul, ze urzednik nasz pan i
                                              glosno i wyraznie, bez unizonosci mowi o co mu chodzi,
                                              wiec oburzenie i zdziwienie, ze taki prostak,
                                              pani urzedniczki nie szanuje.
                                              • pade Re: azile ... 02.06.12, 21:26
                                                Antyideał, to co napisałam, to wnioski z kilkustet postów Azali, nie tylko w tym wątku.
                                                Ona sobie bardzo mocno wmawia, że żaden problem nie istnieje. A istnieje, i nie tylko z mężem i teściową.
                                                Byłam kiedyś urzędniczką i takie reguły, jakie opisałaś nie obowiązywały. Wystarczyło tylko by petent nie występował z pozycji: bo mnie się należy! bo ja płacę podatki! ja Wam płacę pensje!
                                                Nawet uśmiechu nie trzeba, jedynie odrobina kultury.
                                                • antyideal Re: azile ... 02.06.12, 21:44
                                                  Pade, wiem, ze jest problem, bo ,jak sama zauwazyłas, pisalam juz o tym,
                                                  bazujac zresztą na swoich osobistych nieprzyjemnych doswiadczeniach.
                                                  Ale z urzednikami roznie bywa smile
                                                  Mialam rowniez okazje pracowac jako urzedniczka, co prawda nie obslugujaca
                                                  klientow ale podpatrywałam pracę kolezanek przy okienkach i wiem, ze z
                                                  podejsciem do klienta roznie niestety bywa...
                                                  Zwłaszcza zachowanie takich pań z dluzszym stazem pracy pozostawia czasem
                                                  wiele do zyczenia.
                                              • cherry.coke Re: azile ... 02.06.12, 21:29
                                                Zgadzam sie, ale to, co ona opisuje, to bynajmniej nie jest mowienie glosno i wyraznie, o co chodzi (chyba ze w kategorii eufemizm roku), to jest zwykle darcie dzioba i ponizanie ludzi. Zadna sztuka sie wydrzec, naprawde. Tylko jakby mial metr czterdziesci i wydzieral sie falsetem, to by sie go ludzie nie bali, bo nie stanowilby zagrozenia fizycznego big_grin
                                                • azile.oli Re: Wiesz... 02.06.12, 21:50
                                                  On z zasady najpierw zawsze mówi głośno i wyraźnie o co chodzi, tylko czasem brakuje z drugiej strony dobrej woli i zrozumienia. Bo on nuie chce tego pisma poprawionego na jutro złośliwie, ale dlatego, że jest mu ono potrzebne.
                                                  Oczywiście, że urzędnik cudotwórcą nie jest, nie ściągnie w jednej chwili osoby, która się sprawą zajmowała, pomyliła i jest np na zwolnieniu/urlopie, ale przy odrobinie dobrej woli ktoś inny zapozna się ze sprawą, poprawi i załatwi jak najszybciej.
                                                  Tymczasem często praktykowany jest zwyczaj odsyłania takiej osoby na jakiś zbyt odległy termin, bo się nikomu w to bawić n ie chce. No i tu jest konflikt interesów, bo urzędnikowi nie zależy , a petentowi czasem - owszem.
                                                  I to bardzo.
                                                  Przecież nawet mój mąż nie wpada z gębą do urzędu, tylko najpierw próbuje wyjaśnić i załatwić normalnie. Awantura na samym wstępie sensu nie ma, bo tylko może przedłużyć sprawę - wszak nawet małżonek nie wie, czy przypadkiem za moment nie otrzyma stosownego, poprawionego dokumentu.
                                                  Jak się zaczynają piętrzyć przeszkody - to może przestać być miło.
                                                • antyideal Re: azile ... 02.06.12, 21:51
                                                  Ale z tego co pisała Azile wynika, ze maz raczej nie przekracza pewnych granic,
                                                  nie wpada do urzedu z zamiarem od progu zrobienia roz..ierduchy,
                                                  nie rzuca inwektywami, co prawda głos mu sie podnosi nieco wink
                                                  ze zdenerwowania, ale nie jest to klasyczny wrzask.
                                                  Panie w urzedach czy w sklepie czasem faktycznie zachowują się
                                                  jak swięte krowy, wiekszosc ludzi to przemilcza, a pan nie odpuszcza.
                                                  Nie twierdze, ze to pochwalam, sama jestem z tych spokojnych,
                                                  ale rozumiem to - o ile nie przekracza granicy chamstwa.
                                                  • cherry.coke Re: azile ... 02.06.12, 22:23
                                                    Wybacz, ale nie widze duzej roznicy miedzy kims, kto regularnie krzyczy na ludzi a "klasycznym wrzaskiem" big_grin Krzyczy na ludzi = cham i kropka. Co to w ogole za podejscie? Juz nawet nie mowie o manierach, bo te sa widze kompletnie nieznana sprawa, ale jakies podstawowe zasady wspolzycia spolecznego? Krzyczec na ekspedientki, urzedniczki, nauczycielki... buractwo i tyle, jak by sie tego w piekne slowka nie ubralo.

                                                    BTW moj ojciec tez potrafil zawsze zalatwic kazda sprawe w urzedzie, rowniez radzic sobie z problemami, wezwac przelozonego - nigdy nie podnosil glosu, nie grozil ani nie wyzywal nikogo od niekompetentnych. I mnie tego nauczyl.
                                                  • azile.oli Re: azile ... 02.06.12, 22:41
                                                    Nie, m ój mąż nie wrzeszczy, ale mówi coraz głośniej, gdy jest zdenerwowany.
                                                    Dla mnie nazwanie niekompetentnym kogoś, kto taki jest nie jest wyzwiskiem, ale mniejsza z tym, bo może jeden raz tak powiedział. Natomiast nagminnie zdarza mu się zadawać pytanie
                                                    ''zatem zdaniem pani to pismo jest poprawne'' i pani odpowiada , że tak, mimo, że obie strony wiedzą, iż poprawne nie jest i w tym celu ono w urzędzie zostaje. A pani by wolała, żeby to pismo zabrać i spróbować wmówić w kolejnym urzędzie /banku, że pismo jest ok.
                                                    No i tekst w przypadku, gdy pani mówi, że tego się nie da załatwić, a mąż jej na to : ''czyli pani nie umie załatwić''. Wierz mi, obie strony przestają b yć miłe.
                                                    A w sklepie : ''czyli pani zdaniem to jest świeża wędlina, schab, a nie mielonka'', a pani w oczy, że tak.
                                                    I z reguły wtedy przełożony jest nieosiągalny.
                                                  • nenia1 Re: azile ... 03.06.12, 08:51
                                                    Azile, to już widać, że nikt cię nie przekonana i wątek staje się mocno nudny...
                                                    Ty chcesz zachować w swoich oczach pozytywny wizerunek męża, a że dodatkowo sama
                                                    uważasz się za ofiarę, która nie potrafi się o siebie bić, twój mąż ze swoją "skutecznością" urasta do rangi bohatera.

                                                    Ja sama też prowadzę własną działalność, na dodatek obsługuję głównie inne firmy i wielu urzędach jestem bardzo częstym gościem. A że mam też trochę czasu to po sklepach, bazarach, piekarniach też sobie codziennie chodzę, bo lubię świeże, niesupermarketowe jedzenie.

                                                    Jak to się dzieje, że praktycznie nie mam spięć czy z urzędnikami, czy ze sprzedawcami?
                                                    A wierz mi lub nie, ale załatwiam bardzo wiele spraw skutecznie, wręcz wśród klientów cieszę się famą, że potrafię rozwiązać trudne sprawy.
                                                    Wiesz co robię - nie zadają kretyńskich pytań w w stylu: "czy pani zdaniem jest to świeża wędlinka" bo co mnie interesuje zdanie pani na temat świeżości mojej wędliny i późniejsza z nią polemika, mówię zwyczajnie - proszę mi wymienić ten kawałek wędliny, bo mi nie odpowiada. I tyle, stanowczo, spokojnie, informacyjnie, bez tysiąca uśmieszków i kłaniania się, ale też bez udowadniania komuś, że jest tumanem, czy oszustem.
                                                    Podobnie z urzędami, jeśli coś nie gra, to tłumaczę sytuację, że coś jest mi jednak bardzo szybko potrzebne i nigdy nie zdarzyło mi się dłużej niż to konieczne czekać, a często jestem załatwiana od ręki. Urzędnik też człowiek i odpowiednio potraktowany dużo załatwi. Zresztą obecnie stwierdzam, że w urzędach znacznie się poprawiła obsługa i uprzejmość i praktycznie nie zdarzają mi się jakieś trudniejsze sytuacja. Przeciwnie, otrzymuję telefony z urzędu, że pismo jest do odebrania, jak coś się im nie zgadza sami dzwonią by wyjaśnić, oni też mają swoje urzędowe terminy, w których muszą się wyrobić.
                                                    Ilość i miejsca scysji jakie opisujesz ze swoim mężem wskazuje na to, że problem wypływa z niego i sama to czujesz. Ja sama jestem bardzo skuteczna w załatwianiu spraw, negocjacjach, podobnie mój facet, ma wręcz dar to takich spraw, ale nie zakładam wątków na ten temat, bo to wszystko jest w normie, bez krzyków i pokazywania kto jest mądry, a kto głupi, po prostu stanowczo, uprzejmie i tyle. Nic mnie tu nie niepokoi.
                                                    A wy ustawiliście się po dwóch różnych stronach bieguna, ty uważasz się za zbyt potulną i cichą, a on jest wielkim nadpobudliwym chłopem z tendencją do awantur. Obojgu przydałoby się wędrówka w stronę spokojnego, zdecydowanego środka, bo obecnie sami podtrzymujecie się w skrajnym postawach.
                                                  • antyideal Re: azile ... 02.06.12, 22:53
                                                    Stworzylas sobie wlasną wizje pana Azilowego
                                                    jako krzyczacego postrachu urzednikow i trzymasz sie jejsmile
                                                    Co do krzyku - no gdybym ja krzyczala to mozna by to bylo
                                                    łatwo rozpoznac, bo zazwyczaj mowie dosc cicho i spokojnie.
                                                    Natomiast moj byly partner mial tak tubalny glos, ze
                                                    zawsze mialam wrazenie, ze krzyczy, a gdy bawil sie z dzieckiem
                                                    to blok drżał w posadach.
                                                    Wiec wystarczy, ze zamiast glosem rozbawionym taki ktos
                                                    odezwie sie tonem mniej sympatycznym juz mozna odniesc
                                                    wrazenie, ze jest wkurzony i krzyczy.
                                                  • azile.oli Re: Bo prawda jest taka... 02.06.12, 23:21
                                                    To, że jest wkurzon y, to prawda - wynika z tonu i wyrazu twarzy (tzn brak uśmiechu, taki zimny spokój, a nie przekrwione oczy nawiedzonego oszołoma), natomiast to, że krzyczy, to rzeczywiście wrażenie, bo on nigdy nie krzyczy, tak naprawdę.
                                                    Ja się czasem drę (ale w domu), a mąż nie. Nawet intonacja nie jest taka, jak w przypadku krzyku, tylko głośność jest większa. On tego nie słyszy, naprawdę, bo czasem o czymś w domu opowiada i się pogłaśnia, a ja mu zwracam uwagę, żeby mówił ciszej.
                                                    Z niezbyt miłym tekstem czy uwagą to może sprawiać wrażenie , że krzyczy, ale gdyby ktoś postronny tego słuchał, to mu przyzna rację, bo jest słyszalny dla innych, mówi to, co niektórzy z oczekujących też myślą, ale wściekły wrzask to nie jest.

                                                  • cherry.coke Re: azile ... 02.06.12, 23:27
                                                    Ej no nic nie tworzylam, autorka sama pisze, ze krzyczy big_grin
                                                    Dla mnie krzyczenie na ludzi jest nieakceptowalne. Kazda sprawe mozna zalatwic kulturalnie, lacznie z wnioskiem o nagane dla kogos.
                                                  • antyideal Re: azile ... 03.06.12, 10:10
                                                    Autorka nie pisze, ze krzyczy, tylko, ze ludziom wydaje sie, ze krzyczy tongue_out
                                                    Nie no, niewatpliwie pan ma problem z emocjami,
                                                    jest nadpobudliwy, nerwus i łatwo wychodzi z siebie.
                                                    Takze przypuszczam, ze w domu wszyscy rowniez obchodzą sie z nim
                                                    jak ze smierdzacym jajkiem, ktorego lepiej nie ruszac.
                                                    Jest terrorystą emocjonalnym, a manipulowanie rodziną za
                                                    pomocą obrazania się to rowniez przemoc psychiczna.
                                                    Fajnie, ze jest asertywny w sklepach i urzedach, tylko, ze
                                                    wiekszosc tych spraw moznaby zalatwic w sposob znacznie
                                                    spokojniejszy i kulturalniejszy, lecz niestety pana trafia szlag,
                                                    gdy ktos probuje mu sie stawiac i "wychodzi z nerw".
                                                    Ale jest jednak pewna roznica miedzy kims takim a gosciem, ktory
                                                    na dzien dobry wpada do urzedu i drze gębę na wszystkich wokół,
                                                    widziałam takich typów, dlatego lekko stanelam w obronie męża wink
                                                    Sama jestem spokojna i z usmiechem i w miłej atmosferze załatwiam
                                                    wiekszosc spraw, nie pochwalam pieniactwa ale troche wspolczuje
                                                    ludziom takim jak mąż Azile, mają taki wykształcony sposób reakcji
                                                    i trudno im zapanowac nad gotujacą się krwią..
                                                    Co ich oczywiscie nie usprawiedliwia.
                                              • azile.oli Re: no o to... 02.06.12, 21:35
                                                No o to właśnie mi w tym wątku chodziło, żeby bez przymilasków sprawę załatwić skutecznie , kulturalnie oraz możliwie sprawnie i szybko.
                                                • cherry.coke Re: no o to... 02.06.12, 21:47
                                                  Kulturalnie?... O rany, jaka ty jestes zaslepiona. Myslalam, ze jak dziewczyny pisaly o tym przemocowcu, to przesadzaly z lekka, ale to zaslepienie naprawde daje do myslenia. I ta beztroska w przekazywaniu tych wzorcow dzieciom.
                                            • azile.oli Re: azile ... 02.06.12, 21:31
                                              Akurat te cechy, w połączeniu z kulturą osobistą i inteligencją mogą wykreować przebojową, młodą kobietę. A charakter czy temperament się jednak po rodzicach dziedziczy, chodzi o to, by nie powielać pewnych wzorców zachowania i córka tego nie robi.
                                              Więc się nie martwię i cieszę się, że jest zaradna, bo przed nią dorosłe życie wkrótce.
                                              A syn n a razie bazuje na uroku osobistym, kulturze, odpowiedzialności, uczynności i bywa czasami wykorzystywany, zwłaszcza, gdy się połechce jego ego (ty to najlepiej zrobisz).
                                              W rezultacie jest przeciążony, mało asertywny i nie wiadomo, czy będzie mu tak lekko w życiu.
                                              Dobrze, że ma siostrę, która dałaby się za niego pokroić i jest to dla niej osoba , mająca szczególne prawa i zasługująca na specjalne traktowanie i względy.
                                              • cherry.coke Re: azile ... 02.06.12, 21:43
                                                Od kiedy niemila znaczy zaradna big_grin Dziwne macie uklady w tej rodzinie, oj dziwne.
                                                • azile.oli Re: azile ... 02.06.12, 21:58
                                                  Bo nie zawsze można by miłą. Proste. Ja też nie zawsze jestem miła wobec męża, gdy zwracam mu uwagę. Im bardziej jest odporny na delikatne, subtelne, a potem już neutralne uwagi tym pewniejsze, że kolejna uwaga już miła nie będzie. Ale ani chamska, ani obraźliwa też nie. Po prostu czasem prawda, nawet zawoalowana, miła być nie może, jeśli chcemy coś od kogoś uzyskać, a na ''miód'' się nie da.
                                                  • cherry.coke Re: azile ... 02.06.12, 22:24
                                                    Im bardziej pokretnie to wszystko tlumaczysz, tym bardziej wylazi ten aspekt przemocowy. Ale cie gosc przerobil.
                            • aneta-skarpeta Re: azile ... 03.06.12, 13:46
                              widzisz moj szef zdjae sobie sprawe, ze nie myli sie tylko ten co nic nie robi i czasem bez zlej woli mozna np sie pomylic. i rozumie to jesli nie zdarza sie to nagminnie

                              nawet jak gdzies popelnie blad to zwroci mi uwage, ale nie ustawia mnie NIGDY do pionu, nie krzyczy. nigdy nie ponosze zadnych przykrosci , obciecia premii etc

                              na tyle lat pracy, od 99 to sa sporadyczne sytuacje i taki pieniacz nic mi nie zrobi.

                              firma prywatna, swietnie prosperująca od 94 roku

                              chce Ci tylko uswiadomic, jak sa spostrzegani pieniaczesuspicious

                              bo wszystko mozna zalatwic polubownie i w miare przyjaznie, a nie "wbijaniem pracownika, urzednika, w beton"
            • gazeta_mi_placi Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 01.06.12, 09:09
              >Najlepiej, żeby się popłakała, a następnie sama sobie wymierzyla karę cielesna jak skrzat z HP

              big_grin big_grin big_grin
    • hellulah Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 01.06.12, 10:29
      Mam uczulenie na ludzi zachowujących się tak jak twój mąż. A wiesz, nawet bardziej niż uczulenie - absolutnie takich nie toleruję. Z dwóch powodów. Miałam podobnego (w pewnym sensie) ojca i nie są to szczęśliwe wspomnienia. Mam w domu partnera, opanowanego, zasadniczego i postrzeganego jako osoba poważna i pryncypialna, ale też sprawiedliwa i rozsądna, przy których nauczyłam się, że można - bez nerw, bez krzyków, bez zastraszania po chamsku, bez rzucania się jak wesz na grzebieniu - załatwić wszystko, każdego biorąc pod siusiu, inaczej mówiąc, działając zadaniowo, wykorzystując techniki negocjacji i komunikacji interpersonalnej, odczytując mowę ciała i odpowiednio nadając własne sygnały. Na spokojnie. (Na studiach dziada kumple przezywali Siła Spokoju BTW smile )

      Ja sama miałam i niestety mam tendencję do zbytniej uległości, przymilności, do uginania kolanek i uśmiechania się z przekrzywioną główką, żeby obłaskawić, ubłagać rozmówcę, żeby tylko był dla mnie miły (zgadnij, skąd mi się to wzięło?). Niestety, zdarzało się, czasem zdarza i dziś, że sznureczki marionetki pękły - i wystąpił jakiś mały histeryczno-agresywny wybuch. Według mojego ojca, histeria/agresja jest ok, "no bo miałam prawo się zdenerwować no i miałam rację", ale ja po latach odpępowienia już wiem, że nie, nie jest ok, jest nieefektywna, jest zła, marnuje nasze zasoby energii a do niczego konstruktywnego nie prowadzi.

      Nauczyłam się skuteczniej i spokojniej komunikować także w sytuacjach konfliktowych, nauczyłam się kontrolować. I jak słyszę/patrzę na takich rzucających się jak wściekły kocur gości, mdli mnie.

      Nie, taka cecha - takie zachowania, jak z wątku o milusińskim-który-nie-poszedł-do-kina - nie jest pożyteczna, jest szkodliwa.

      Naprawdę, jest masa opcji pomiędzy "byciem cielakiem" a byciem nieskutecznym w dłuższym rozrachunku agresorem.

      Nawiasem mówiąc, nie wiem, czy pisałaś o odczuciach waszych dzieci (jest coś o trzymaniu ojca z dale od szkoły). Wiesz co - tym razem serio serio, ja im współczuję.
      • azile.oli Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 01.06.12, 11:52
        W tym sensie pisałam o trzymaniu ojca przez dzieci z dala od szkoły, że po prostu jak problemu nie ma wielkiego, to bez sensu go tam posyłać, czasem bezwiednie kogoś skrytykuje , a nauczyciele wrażliwi są. Gdyby sprawa była poważna - jak nic wysłałyby ojca.
        I na zebrania mąż też chodzi, bo dzieci są w jednej szkole - problemów żadnych nie ma i sztucznych też nie wynajduje, nawet się nie odzywa, chyba, że dziecię zgłasza problem i chodzi o to, żeby, np opowiedział się po jakiejś stronie.
        A jeśli chodzi o moich rodziców - miałam dupiatego ojca (i sama taka jestem, aczkolwiek wypracowałam w sobie dużą dawkę asertywności i stanowczości) i matkę choleryczkę, która robiła aferę i załatwiała wszystko fatalnie.
    • iuscogens Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 01.06.12, 17:05
      Rozumiem, że to ten sam mąż, który ma kompleksy z dzieciństwa na temat swojej wagi i dręczy wasze dzieci, że są za grube, a ty nic mu nie powiesz, bo by się obraził???
      Dobrze pamiętam??
      • azile.oli Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 01.06.12, 18:55
        No owszem, ten. Pewne cechy, wynikają u niego z kompleksów, pewne z wychowania, ale akurat w tym wątku an i się nie chwalę, ani nie żalę tylko się zastanawiam, czemu tak jest, że takie osoby jak mój mąż załatwią wszystko (opinię na swój temat ma w nosie, ale, jak widać panie urzędniczki też mają w nosie awanturników, więc jest remis), natomiast mnie często odsyła się z kwitkiem, zbywa, mimo, że dwa pierwsze etapy negocjacji m am podobne do męża (może bardziej wyważone, ale jednak), natomiast zrobienie karczemnej awantury zdarzyło mi się 2 razy w życiu.
        I, co ciekawe, jedną z nich była awantura zrobiona teściowej, którą moja reakcja zatkała i chyba pierwszy raz w życiu zachowała się wobec mnie, jak człowiek.
        Czyli wyszło, że na beton taka metoda jest skuteczna.
        • azile.oli Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 01.06.12, 19:03
          I owszem, mój mąż ma fatalne nawyki, wyniesione z domu, do tego jest cholerykiem, ale , wracając do tego wątku żywieniowego, on chce dobrze, tylko środki źle dobiera. On dzieci bardzo kocha i o nie dba, zajmował się nim i od urodzenia, docenia je i chwali, ale, niestety, pewnych rzeczy nie zrozumie i już.
          To nie temat na ten wątek.
          A wogóle, to wolałabym, żeby nie miał racji, żebym ja spokojnie załatwiła wiele spraw, a on żeby awanturą nie załatwił.
          • gazeta_mi_placi Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 01.06.12, 19:14
            Mam nadzieję, że nie tłucze Ciebie ani dzieci sad
          • antyideal Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 01.06.12, 19:27
            Mówisz troche jak kobiety w zwiazkach przemocowych.
            On chce dobrze tylko....
            Mam nadzieje, ze w domu zachowuje sie w porzadku,
            choc podejrzewam, ze nie jest zbyt rózowo...przypuszczam, ze
            sporo rzeczy zachowalas dla siebie.
            Ja z moim pieniaczem, o ktorym pisalam na poczatku watku
            musialam sie rozstac, bo leczyl kompleksy takze na mnie,
            ponadto meczyla mnie jego cholerycznosc i nerwowosc.
            • azile.oli Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 01.06.12, 20:05
              Nie, absolutnie nie jest przemocowcem, psychicznym też n ie, raczej cholerykiem, ale nigdy nie zrobił mi awantury, nie ubliżył, nie mówiąc o rękoczynach.
              Ma wiele wad, ale dzieci rzeczywiście kocha (mnie też), dba o nas, o dom , rodzina jest dla n iego najważniejsza. Ma po prostu przestarzałe poglądy czasami, czasem chlapnie coś, w czym nie widzi nic złego, bo on chce dobrze. No, rzeczywiście chce, ale czasem metody nie bardzo. To z braku wyczucia wynika po prostu. Mam wrażenie, że po prostu z wiekiem wyłazi z n iego to, co przez lata wkurzało go w matce i co próbował wytępić, a raczej uśpił po prostu.
              Jego najgorszą wadą jako męża jest obrażalstwo. I to jest nie tylko cecha charakteru, ale jakiś zwyczaj, wyniesiony z domu rodzinnego.
              • antyideal Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 01.06.12, 20:27
                Nadal mnie to niepokoi co piszesz, bo opisujesz tak dobrze mojego bylego,
                ze nawet ja tego bym nie zrobila lepiej.
                Tez rodzina byla dla niego najwazniejsza, tez staroswieckie podejscie
                do zwiazku, tez chcial dobrze a wychodzilo jak zwykle, bo ponosily go emocje.
                No i to byla zwykle niby moja wina.
                Rowniez bliski zwiazek z matką, trochę toksyczny.Obrazalski do kwadratu,
                kiedys wygadal sie, ze mama tez ich w domu terroryzowala tym obrazaniem sie...
                Potrafil sie obrazac na naszego synka, gdy ten byl malutki, zeby zrobic
                mi na złość..Terror emocjonalny i duza zmiennosc nastrojów.

                No ale jesli twierdzisz, ze miedzy Wami jest ok, i nie krzywdzi dzieci
                to musze Ci wierzyc. Mnie moze zabraklo pokory i cierpliwosci,
                zawsze twierdzil, ze gdybym byla bardziej spolegliwa to zylibysmy
                dlugo i szczesliwie...Podziekowalam za wspolpracę.
                Warto sie zastanowic jednak, czy troche nie zakłamujesz rzeczywistosci,
                nawet sama przed sobą.
                • marina2 Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 01.06.12, 22:26
                  azile właściwie nie rozumiem po co ten wątek

                  jakbym miała takiego faceta...nie to niemożliwe...to w życiu bym się nie przyznała zwłaszcza na emamie

                  rozumiem teraz skąd Twoje psycho-somatyczne dolegliwościcrying
                  • gazeta_mi_placi Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 01.06.12, 22:31
                    Może w łóżku jest dobry.
                  • azile.oli Re: Moje... 02.06.12, 11:48
                    Moje dolegliwości sięgają czasów wczesnego dzieciństwa, więc mąż za nie odpowiedzialny nie jest bezpośrednio. Taka moja natura. Nie jego wina, że się ludziom stawiać nie umiem.
                    Nic by się nie stało, gdybym zrobiła sajgon.
              • cherry.coke Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 01.06.12, 22:05
                azile.oli napisała:

                > Nie, absolutnie nie jest przemocowcem, psychicznym też n ie, raczej cholerykie
                > m, ale nigdy nie zrobił mi awantury, nie ubliżył, nie mówiąc o rękoczynach.

                W stosunku do sprzedawczyn i uzredniczek przemocowy jest jak najbardziej. A akcja z jedzeniem dla syna to o ile pamietam tez jakas chora historia.
            • pade Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 01.06.12, 23:10
              > Mówisz troche jak kobiety w zwiazkach przemocowych.
              > On chce dobrze tylko....
              > Mam nadzieje, ze w domu zachowuje sie w porzadku,
              > choc podejrzewam, ze nie jest zbyt rózowo...przypuszczam, ze
              > sporo rzeczy zachowalas dla siebie.

              zgadzam się z Tobą Anyideałsmile ostatnio bardzo częstosmile
        • cherry.coke Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 01.06.12, 22:01
          azile.oli napisała:

          > No owszem, ten. Pewne cechy, wynikają u niego z kompleksów, pewne z wychowania
          > , ale akurat w tym wątku an i się nie chwalę, ani nie żalę tylko się zastanawi
          > am, czemu tak jest, że takie osoby jak mój mąż załatwią wszystko

          Juz ci dziewczyny pisaly - bo ludzie sie zwyczajnie boja wielkiego, ponad dwumetrowego buraka ciskajacego sie po biurze czy sklepie?
          • niebieska.oktawia Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 02.06.12, 15:14

            tobie imponuje taki maz. az puchniesz z dumy, mogac sie nim pochwalic, chociaz wiekszosc twierdzi, ze szkoda ciebie i dzieci. gorzej, ze syn, teraz juz majacy problemy i probujacy sprostac wymaganiom meza, bedzie taki sam jak on. wspolczuje tobie.

            zastanawiam sie poza tym, dlaczego z takim zapalem opisujesz swoje zycie, ile masz dzialek, mieszkan, jakiego zalosnego meza i sterroryzowane dzieci.. masz jakis cel w tym?
            • azile.oli Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 02.06.12, 15:20
              A Ty masz z tym problem? Nie chcesz, to nie czytaj.
              Akurat z powodu awanturnictwa męża z dumy nie puchnę, jednak w pewnych sytuacjach ważniejsze jest dla m nie, że jest skuteczny.
              Do tej pory opisywałam raczej negatywne cechy współmałżonka, a ma też pozytywne i to bardzo istotne, więc nike wiem, w czym rzecz.
              Boli Cię, że ktoś ma działkę, dom, czy firmę ?
              • niebieska.oktawia Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 02.06.12, 15:28
                jednak te nagatywne musza ci przyslaniac caly swiat, skoro tylko na nich sie koncentrujesz.. i jestes nieziemsko wrecz zapatrzona w meza. byle go nie urazic. co tam dzieci. dobrze, ze jeszcze w bulimie nie wpadly, ale i tak bys nie widziala winy meza.
                co do zazdrosci o dzialki i mieszkania. nie rozumiem, czemu sie radzisz czy sprzedawac/kupowac/etc na forum emama. skoro jestes taka majetna, to moze poszukalabys fachowej rady? a tak wyglada to na chwalenie sie.. niestety..
                nie mowiac o tym, ze sprzedawanie takich rzeczy w informacji jest po prostu niebezpieczne.
                no, ale ty sie juz nabzdyczałaś (czyzby mezulo zrobil awanture na targu?) i nie ma rozmowy..
                czekalam na elaborat jednak kiss
              • ganesza Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 02.06.12, 15:39
                wypisz, wymaluj mąż przemocowiec. przemoc psychiczna to tez przemoc. (tak, tak, zadałam sobie trud i poczytałam rózne wypowiedzi pani wątkodawczyni). przemocowiec w 100%. i w 100% współuzależniona żona. coś jej gdzieś tam błyska, że to nie tak, ale efekt to wątek wielbiący chama, gbura, przemocowca. pani nie żal. żal (po lekturze innych postów pani) dzieci. bo pani ma to, co jej pasuje (różne sa zboczenia a zatem i mąż pzemocowiec, cham i gbur bez opanowania może byc tym co panią kręci), ale czy kreci to również dzieci. wątpię. ale lepsze bylejakie gacie w domu niż dzieci. tak też bywa. dzieci szkoda.
                ps. chętnie spotkałabym się w sytuacji 'konfliktowej' z panem mężem, zakompleksionym gburem, któremu się wydaje, że może się wyżywać na słabszych. dla znajomych jest milutki. dla pań urzedniczek, nauczycielek, sklepowych, rodziny już nie. BOHATER.
                oczywiście zazdrość przez mnie przemawia, ze takiego 'cudownego' męza nie mam. a chama można spuścić z wysokich schodów w białych rękawiczkach. bez podnoszenia głosu.
                • azile.oli Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 02.06.12, 16:14
                  Wiesz co, nie, nie jestem zapatrzona w męża i nie mam dzieci w ''poważaniu''.
                  On dzieci bardzo kocha i dba o nie, jak mało który ojciec. Poszedłby za nimi w ogień.
                  N iestety, w pewnych sprawach zachowuje się w sposób, jaki wyniósł z domu i go tu nie zmienię, owszem, ochrzaniam, ale generalnie go nie zmienię, bo między nami spora różnica wieku i jak nie zmienię matki i teściowej, to jego też nie.
                  A dlaczego z nim jestem ? Bo ja i dzieci jesteśmy jego priorytetem, bo wiem, że nigdy nie zdradzi, bo stawia dobro dzieci i moje ponad swoje, bo jest uczciwy i pracowity, bo czuję się przy nim bezpiecznie, bo znam go na wylot i wiem, co myśli - łatwo go rozszyfrować, bo jak go nie ma cały dzień, to się nie muszę zastanawiać, czy się z kimś innym nie spotyka.
                  A dzieciom poświęca swój czas i energię , zawozi i odbiera ze szkoły, zawozi na treningi, towarzyszy synowi na zawodach i go wspiera w najważniejszych chwilach, od małego był obecny w ich życiu aktywnie, mimo, że ja nie pracowałam, póki nie poszły do szkoły, nosił, przewijał i kąpał, grał w piłkę, zabierał na wycieczki i do dziś dostosowuje swój codzienny grafik do planów już prawie dorosłych dzieci, jeśli go o coś poproszą.
                  Nie, nie jestem z nim dlatego, żeby mieć spodnie w domu, bo jego rola nie sprowadza się w naszym życiu do tego, że jest i przynosi kasę do domu.
                  I owszem, wiem, co to przemoc emocjonalna i to nie jest jednak ten przypadek, on reaguje , jak potrafi, tak, jak to się robiło w jego domu rodzinnym, a ja, tak jak w moim.
                  M imo wszystko nie ma u nas cichych dni, a w jego domu były i to nie między rodzicami, a między matką, a dziećmi. Uświadomiłam mu jednak, że to normalne nie jest, bo nie każdy ma taką wytrzymałość psychiczną, jak jego matka, on, czy jego brat.
                  • niebieska.oktawia Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 02.06.12, 16:20
                    wybacz pytanie, ale mozesz napisac jaka jest roznica wieku miedzy wami? no i ile ty masz lat?
                    • azile.oli Re: Mogę... 02.06.12, 17:57
                      14 lat, teraz mam 41 .
                  • antyideal Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 02.06.12, 16:46
                    Dobrze by bylo, jesli moge cos doradzic, zebys korzystala
                    z pomocy psychologicznej. Nauczylas sie tak obchodzic ze swoim mezem,
                    zeby nie wchodzic mu na odcisk i miec jako taki spokoj, ale sadze,
                    ze robisz to kosztem zdrowia psychicznego.
                    Nie musisz oczywiscie odpowiadac, ale nasuwa mi sie pytanie, czy
                    nie mialas nigdy stanów depresyjnych ?

                    • azile.oli Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 02.06.12, 17:56
                      Nie, depresji nie, ale nerwicę narządową owszem, tyle, że początek już w dzieciństwie.
                      • antyideal Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 02.06.12, 18:35
                        Wiec tym bardziej, jesli nie korzystasz, warto wybrac sie po pomoc.
                        Ciagle podkreslasz, moze nie doslownie, ale miedzy słowami, ze jestes słaba,
                        taka "przepraszam,ze zyje",moze daloby sie nad tym popracowac,
                        nie musialabys czuc sie tak bardzo zalezna od męża,
                        mozna odniesc wrazenie, ze bez niego myslisz, ze zginiesz.
                        A to przeciez nieprawda.
                        • azile.oli Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 02.06.12, 18:40
                          Nie, nie zginę bez niego, zdaję sobie sprawę , gdzie szwankuje mi pewność siebie, ale poczucie wartości też mam. A co do fachowej pomocy - korzystam oczywiście.
        • franczii Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 03.06.12, 08:12
          Jestem mila i uprzejma byc moze niektorzy mnie odbieraja jako niesmiala a wiec idealna klientka urzedow wszelakich, taka co latwo splawictongue_out I nierzadko ktos probowal to wykorzystac Ale jesli mam cos zalatwic to jestem uparta i nie daje sie zbyc, nie dam sie odprawic z kwitkiem przyjmujac byle jakie tlumaczenie. Potem jestem zdenerwowana i zmeczona, ze musialam sie uzerac ale z kwitkiem nigdy nie odeszlam ani zadnych wlekacych sie miesiacami spraw na koncie nie mam. Moze tobie brakuje determinacji i uporu a nie chamstwa do zalatwiania spraw.
          • franczii Re: Odnośnie ''walenia prawdy '' prosto w oczy... 03.06.12, 08:18
            A co do kupowania to nie rozumiem. Przynosisz do domu nieswieza szynke bo boisz sie odezwac do ekspedientki?
            Ty mowisz, ze nie chcesz tej szynki a ona ci ja sila wpycha?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka