Dodaj do ulubionych

metafizyka...

22.06.04, 13:20
Zawsze lubilam sluchac mrocznych opowiesci, taki maly dreszczyk jest czasem
dosc ekscytujacy
Znacie moze jakies tajemnicze historie? niewyjasnione zjawiska? prorocze sny?
przepowiednie?
Zapraszam do opowiadania, niekoniecznie zastanawiajac sie, czy to prawda czy
bajka smile
Obserwuj wątek
    • mabrulki Re: metafizyka... 22.06.04, 14:24

      Moja historia nie jest zbyt spektakularna i nie wiem czy o to dokładnie ci
      chodziło,ale to jest na tyle świeże że chodzi za mną i chętnie opowiem.
      W piątek po Bożym Ciele chciałam wyjść z małą na spacer i kupić gazetę.Zawsze
      kładę portfel w jednym z kilku stałych,"utartych" miejsc,można więc sobie
      wyobrazić mój niepokój gdy w żadnym z tych miejsc portfela nie
      znalazłam.Zaczęło się gorączkowe poszukiwanie,ponieważ ostatnio wychodziłam z
      portfelem we wtorek i miałam go w wózku,przetyrzepałam dokładnie kocyk na
      którym mała zawsze leży w wózku,przejrzałam dokładnie wózek - nic.Portfel
      zniknął.Pal sześć gotówkę,wiele tam nie było,ale miałam w nim dowód i karte
      bankomatową...sad Zachodziłam w głowę jak to się mogło stać - nie widziałam
      takiej możliwości.A jednak.
      Zaczęło się jeżdżenie po instytucjach,zastrzeganie wszystkiego,no po prostu
      koszmar.
      Po południu poszliśmy odreagować ze znajomymi na piwko do ogródka w
      mieście.Wróciliśmy,mąż wyjął z wózka małą a ja kocyk...a tam,pod tym
      kocykiem,na s a m y m ś r o d k u wózka leżał sobie mój portfel.Z całą
      zawartością.
      I co na to powiesz.Dla mnie to jest metafizyka.Koleżanka zauważyła że może nie
      miałam wtedy wychodzić ?Nie wiem,ale jednego jestem pewna.Ani w kocyku,ani w
      wózku,gdy je sprawdzałam na pewno nie było portfela.I to ja kładłam kocyk i
      dziecko gdy wychodziliśmy.

      ---

      "Wierzę,że tam w górze jest ktoś,kto nad nami czuwa. Niestety,jest to rząd."
      Woody Allen
      • mabrulki Re: metafizyka... 22.06.04, 14:29
        To natomiast jest historia,którą opowiadali mi dziadek z babcią.
        Dziadek brał kiedyś antybiotyk w zastrzykach,robiła mu babcia w domu (była
        pielęgniarką).
        Przy drugim zastrzyku dziadek doznał wstrząsu anafilaktycznego.Na szczęście
        babcia jako pielęgniarka wiedziała co robić a w domu było co trzeba.Uratowała
        go.
        Gdy dziadek doszedł do siebie,powiedział jej że unosił się ponad swoim
        ciałem,ponad nią i patrzył z góry jak ona go ratuje.I myślał
        sobie :"Ciekawe,uratuje mnie czy nie?" smile))
        Niesamowite co?

        ---

        "Wierzę,że tam w górze jest ktoś,kto nad nami czuwa. Niestety,jest to rząd."
        Woody Allen
        • mabrulki Re: metafizyka... 22.06.04, 14:35

          Kurczę,ale mi się nagle zaczęło przypominać.
          Ta historia jest smutna.
          Pozwalam sobie przytoczyć,bo piszę pod pseudonimem,i nie podaję żadnych danych
          dot.bohaterek.
          Mama mojej przyjaciółki miała,właściwie nadal ma b.trudne życie.Wyjątkowo
          trudne.Mieszka na wsi.Kiedyś ta moja przyjaciółka,a ma ona jakiś "szósty
          zmysł",zaczęła nagle odczuwać jakiś nieokreślony niepokój.Czuła się coraz
          gorzej i gorzej,ale nie wiedziała dlaczego.W końcu zwróciła uwagę na to że nie
          ma mamy i nie wiadomo ani gdzie jest ani jak długo jej nie
          ma.Wiedziona...impulsem?...poszła nad rzekę.Tam zobaczyła swoją mamę stojącą
          nad brzegiem.Krzyknęła:"Mamo nie!" a jej mama odwróciła się do niej i zaczęła
          strasznie płakać.
          Nie padły wtedy żadne słowa a jednak wszystko było jasne.

          ---

          "Wierzę,że tam w górze jest ktoś,kto nad nami czuwa. Niestety,jest to rząd."
          Woody Allen
          • bebejot Re: metafizyka... 23.06.04, 23:38
            4 lata temu moja babcia miała operację. Rodzice byli dobrej myśli, nie
            pojechaliśmy więc do szpitala. Był piękny, ale duszny dzień. Nagle zachmurzyło
            się i zaczęło zbierać na burzę. Mama zaczęła podawać obiad, nagle poczułam
            ogromną dawkę negtywnych emocji - niepokój, złość, bezsilność, dygotałam cała
            wewnętrznie i miałam ochotę komuś dosłownie przywalić, zaczęłam coś prawie
            krzyczeć, na temat zbyt twardych ziemniaków. Zadzwonił telefon - babcia
            znajduje się w stanie agonii, wystąpiły komplikacje.
            Podobnie było ze śmiercią drugiej babci - miałam wtedy 12 lat, babcia była w
            szpitalu, wiedziałam, ze jej stan jest poważny. Nagle poczułam bardzo silne
            ukłucie w serce - poszłam sprawdzić, która godzina, bo wiedziałam,że TO się
            stało. Dokładnie tą samą godzinę wpisano jako godzinę zgonu Babci.
            Od tamtej pory zawsze, kiedy kłuje mnie serce, albo bez powodu czuję niepokój
            patrzę na zegarek.
            • sylvic Re: metafizyka... 24.06.04, 13:56
              Wiesz bebejot,
              Ja mam to samo.
              Kilka razy - ale zawsze się potwierdza
              Nagle ogarnia mnie okropny niepokój - w zasadzie niczym nie spowodany.
              Np siedzę sobie w fotelu i czytam gazetę - i naglę zaczynam wręcz dygotać.
          • agawka2 Re: metafizyka... 25.06.04, 19:22
            Mabrulki
            aż mnie fale dreszczy poprzełaziły.. brr
        • kochamcie Re: metafizyka... 23.06.04, 07:37
          mam gesia skorke smile
        • melka_x Re: metafizyka... 23.06.04, 09:40
          Mabrulki mam nadzieję, że nie podcinam Ci skrzydeł, ale to akurat jest
          częściowo wyjaśnialne. Identyczne przeżycia mają piloci poddawani ogromnym
          przeciążeniom. Z jakiegoś powodu mózg preparuje wtedy obraz widziany z góry czy
          obok.
          Pozdrawiam
          Magda
      • bak23 Re: metafizyka... 22.06.04, 14:32
        ja do dziś pamiętam jak miałam 12 lat i zostałam sama na noc w domu.2 razy SAM
        zapalił się mały palnik na kuchence gazowej.Powtarzam: 2 razy-więc jestem pewna
        że nie zapomniałam!!Zrozumiem tych dla których wyda się to śmieszne,sama bym
        się śmiała gdyby mnie to nie spotkało.nic więcej mi się nie
        przydarzyło,bardziej mój mąż jest "medialny"
        pozdrawiam
    • nariolla Re: metafizyka... 22.06.04, 19:42
      Było to dokładnie 12 lat temu .Spałam sobie w najlepsze i obudziły mnie jakieś
      gardłowe dżwięki ,świtało ,taka szarówka była jeszcze .W takim jescze półśnie
      zobaczyłam na parapecie okna-wewnątrz pokoju ! -szarego ,dużego gołębia .Okno
      było uchylone i tak zostawione na noc.A ten gołąb stał sobie i patrzył na mnie
      i tak gardłowo gruchał .Byłam w szoku ,wmurowało mnie .W końcu zaczęłam go
      odganiać ręką ,ale nie reagował ,dopiero jak odgoniłam go machając nad nim
      firanką ,wtedy odleciał ,ale jeszcze tak się w tym oknie szamotał .Ponownie się
      położyłam i zasnąłam ,ale jakiś taki dziwny niepokój
      pozostał.Póżniej ,ok.południa tego dnia do domu przyszedł policjant z dowodem
      osobistym mojego Taty w dłoni.Przekazał ,że Tatuś tragicznie zginął ,a wypadek
      miał miejsce o godz.04.10 !!! .Tatko był zawodowym kierowcą .a ta godzina to
      właśnie taka szarowka była.Do dziś myślę ,że wtedy to On przyszedł pożegnać się
      ze mną .To smutna dla mnie historia ,ale od tamtej pory wierzę w takie
      metafizyczne zdarzenia.
      • tjoanna Re: metafizyka... 22.06.04, 20:48
        Brrrrr, aż mi dreszcze przeszły!
        Dzięki za ten wątek, uwielbiam takie historie!

        Kiedy byłam dzieckiem, mniej więcej ośmioletnim, sprawdzały mi się sny. Wiadomo, dziecko wszystko traktuje jakoś tak naturalnie, więc nie szokowało mnie to wcale. Oczywiście inni w to nie wierzyli. No i kiedyś pochwaliłam się wychowawczyni na koloniach. Z uśmiechem spytała mnie, co mi się śniło zaszłej nocy. 'Że zabrakło mi łyżki przy obiedzie' - odpowiedziałam. 'No to już dopilnujemy, żeby wszyscy dostali łyżki'. I co? Siadam przy stole, a tu przy moim nakryciu nie ma łyżki! Na pewno nikt tego nie zrobił specjalnie, bo nie mieliśmy ustalonych miejsc...
        Najśmieszniejsze jest to, że moje 'prorocze' sny zawsze dotyczyły takich głupot. Aż kiedyś mi się przyśniło, że mojemu tacie odpadła głowa. Obudziłam się przerażona i tak trwałam przez następne kilka dni. Ale sen się nie sprawdził i od tamtej pory straciłam swój wspaniały dar smile
        Joanna
        • kochamcie Re: metafizyka... 06.08.04, 09:06
          dawno nic nie pisalysmy, moze sobie cos nowego przypomnialyscie?Nie moge sie
          doczekac nowych historii!
      • dorotadu Re: metafizyka... 02.07.04, 14:38
        smutna ale piękna historia . . .
    • hydratacja Re: metafizyka... 23.06.04, 07:16
      Moja mama miała młodszą siostrzyczkę. Kiedy malutka miała 9 miesięcy, przyśniła
      się mojej babci jej zmarła mama i powiedziała, że zabierze dziecko do siebie.
      Malutka nagle zachorowała i zmarła. Też smutne...
      • sierhart Re: metafizyka... 23.06.04, 09:24
        Ja doskonale pamietam historie, ktora opowiadalam mi i mojemu kuzynowi babcia,
        kiedy przyjezdzalismy do niej na wakacje. Dodam, ze bylam wtedy dosc mala, a
        babcia opowiadala to nam przed snem :-o
        W wiosce mojej babci jest most, przy mlynie. Teraz murowany ale kiedys byl
        drewniany, malutki i w okropnym stanie. Ktoregos dnia, a raczej nocy (bylo juz
        ciemno), pewien czlowiek wracal ta droga. Przed mostem stala malutka staruszka.
        Poprosila tego czlowieka, aby przeniosl ja na drugi brzeg, bo ona sie boi, bo
        most stary, trzeszczacy i chwiejny. Facet sie zgodzil. Wzial ja na barana.
        Zdziwil sie, ze jest bardzo lekka, jakby nic nie wazyla. Kiedy przeszedl na
        druga strone, chcial ja zdjac z plecow... patrzy, a tam nikogo nie ma...
    • mamaszyma Re: metafizyka... 23.06.04, 09:39
      Pięć lat temu zmarł mój wujek. Z Ciocia tworzyli bardzo udane i zdodne
      małżeństwo. Zmarł w zasadzie u niej na rekach. Kilka miesiecy po śmierci
      prztysnił sie cioci. Zadzwonił do drzwi do mieszaknia, a jak mu otworzyła,
      powiedziął, że "oni już maja na to lekarstwo, oni mnie wyleczą, nie martw się.
      Jakbyś coś chciała to dzwoń na numer .." i podał jakis numer telefonu. Ciocia
      zapisała ten numer jak tylko sie obudziła. zadzwoniła tam potem, okazało
      sie ,że to numer do Elektrowni, w której pracował mój wujek, z tym, że tydzień
      wcześniej oni zmienili numery, a ten był nowy......
      dziwne, prawda?
    • mamamarka Re: metafizyka... 23.06.04, 23:46
      A moja babcia zmarła kilka lat po dziadku bardzo nagle tego samego dnia i o tej
      samej godzinie. Byli bardzo kochającą się parą.
    • lilunia Re: metafizyka... 24.06.04, 01:06
      To bylo dawno temu. Wakacje . Mazury. Moj szwagier , mlody, silny,wysportowany,
      pieknie zbudowany chlopak mowi, ze dziwny sen mial. Jego ojciec ( zmarly
      miesiac wczesniej ) przysnil mu sie i mowil, ze albo wyjedziemy ( ze to nie
      miejsce dla nas), albo nas wszystkich pozabija. My ( pare osob nas tam bylo )-
      "ale glupoty, chlopie opowiadasz". I w te noc wlasnie, pozwolicie, ze bez
      szczegolow, przyjechali jacys pijani zli chlopcy ( Park Narodowy to byl, strefa
      ciszy , oaza spokoju i bezpieczenstwa !!!! ) i zabawili sie tak, ze pare osob
      z powaznymi ranami wyladowalo w szpitalu, a mojego szwagra, niestety, zabili.
      Nie koniec metafizyki. Moja tesciowa stracila rok wczesniej w wypadku drogowym
      syna. I caly czas ubolewala, ze jej sie syn nie sni, a tak by chciala. I
      synowej ( tej wdowie po synu )tez sie nie snil. Widocznie jakos chcialy sobie o
      nim pogadac. Nie ma sie co dziwic... I nagle tego wlasnie dnia ( tych naszych
      nieszczesnych wakacji ), jak sie pozniej okazalo, synowa przybiegla rano do
      tesciowej, mowiac, ze wlasnie jej sie snil maz, ktory mowil, ze teraz to jest
      juz ok, bo teraz ma juz towarzystwo - kumpla, ktory caly czas stal tylem (
      kogos jej przypominal ), i mial jasne dlugie wlosy. Tak mowila ta zona-wdowa. I
      tego dnia wlasnie dowiedzialy sie o nastepnej, tej naszej,wakcyjnej
      tragedii .Moja tesciowa do tej pory, jak sobie to przypomni, to jej ciarki
      przechodza po plecach.
      pozdrawiam
      l.
    • dorotafrancis Re: metafizyka... 24.06.04, 01:59
      Fajny watek, zwlaszcza o tej porze... smile


      1. Wojek mojej mamy zawsze mowil, zeby mu do trumny wlozyc papierosy i okulary.
      Kiedy zmarl, noc po pogrzebie, jego rodzina siedziala wspolnie w mieszkaniu i
      nagle o drugiej w nocy ktos zapukal do drzwi. Otworzyly (zona i corki) a tam
      jakis pijany, obcy facet pyta, czy moglyby mu dac ze 2 papierosy... Daly mu i
      wlasnie w tym momencie przypomnialy sobie, ze nie wlozyly papieosow do trumny...

      2. Kiedy mialam 19 lat ktos otrul nam ukochanego owczarka niemieckiego. Pies
      bardzo sie meczyl, byl nieprzytomny. Weterynarz podlaczyl kroplowke na noc i
      zalozylismu mu obroze i smycz i przywiazalismy go do obreczy na parasole.
      Chodzilo o to, zeby w razie jakby nabral sil, nie wyrwal sobie weflonu.
      Poniewaz trwalo to juz od kilku dni, wszyscy bylismy wyczerpani fizycznie i
      emocjonalnie. Robilismy dyzury przy psie. Kiedy byla moja kolej nie wytrzymalam
      i poszlam do lozka (bylo kolo polnocy) nastawilam budzik na za pol godziny.
      Wstaje, zeby sprawdzic, czy z psem wszystko ok, patrze pies lezy tam gdzie
      lezal, nadal nieprzytomny a obroza okok. Pomyslalam, ze po prostu zapomnialam
      jaj zalozyc, wiec zalozylam... Wstaje za nastepne pol godziny, obroza znowu
      obok. Bylo fizycznie niemozliwe, zeby pies sam ja zdjal. Musialby wstac,
      zaprzec sie nogami i wyjac glowe z obrozy. Wiec pytam mojego chlopaka, ktory u
      mnie nocowal wtedy, mowi, ze wcale nie wstawal, caly czas spal.
      Poszlam spowrotem do lozka. 3.00 budze sie i widze kobiete stojaca w moim
      pokoju (po czterdziestce, blondynka, obca w zielonej spodnicy, usmiechnieta,
      spokojna...). Budze wiec mojego chlopaka i pytam: 'Konrad, kto to jest ta
      pani?' A on na to: 'Jaka znowu pani, o czym ty mowisz??' Nie wiedzial nikogo. O
      7 rano pies zdechl... Do dzis mysle, ze ktos po niego przyszedl...
    • ewalewi Re: metafizyka... 24.06.04, 08:15
      jeju, ale mi się włoski na plecach zjeżyły...
      Ja mam wesołą, powtarzającą się regularnie.
      Moja ciocia ma okropnego mężą, który miał okropnych rodziców, zero szczerej
      miłości, w domu same toksyczne układy, walka itp.itd. Wujek ma 2 braci ale
      tylko jego, mama, w sobie tylko znany chory sposób wyróżniała.Rodzice umarli
      jakieś 6 lat temu, wujek odziedziczył prawie cały majątek a bracia dostali
      tylko jakies bezwartościowe pamiątki rodzinne. Dodam jeszcze że tesciowa
      nienawidzła moje cioci, uważała to małżeństwo za mezalians itp.itd.
      Po śmierci rodziców wujostwo kupiło piękne wielkie mieszkanie. podczas remontu
      w jednym z pokoi nic nie "trzymało sie kupy" . Farba nie schła, parkiet sie
      wybrzuszał, kwiaty schły... az pewnego dnia ciocia przywiozła swojego psa żeby
      mu pokazać jego nowy dom... pies obszedł mieszkanie i doszedł do TEGO pokoju,
      zaczął przeraźliwie szczekać, a potem skulił sie i uciekł. Do tej pory tam nie
      wchodzi a mieszkają tam juz 7 lat...ale to nie koniec. Za każdym razem jak
      wujek wyjeżdża, ciotce lecą obrazy ze ścian ( pojedynczo oczywiście), nigdy
      sie nic im nie stało ( obrazy sa własnośćią wujka....). Poprawiali kołki,
      wkręty, haki, i nic nie pomogło... Teraz jak słychac huk to ciocia ze stoickim
      spokojem mówi , że przyszłam teściowa i jej sprzata!!!
    • skarol Re: metafizyka... 24.06.04, 10:03
      Ja również napiszę o śnie. Moja babcia zmarła pół roku temu. Miała 93 lat,
      długo chorowała na miażdżycę. Moja mama opiekowała się nią, pod koniec życia
      nie było już z nią kontaktu. Ja studiuję w innym mieście i zawsze się bałam, że
      któregoś dnia po prostu odbiorę telefon z domu i powiedzą mi, że babcia zmarła.
      Babcia zmarła po świętach Bożego Narodzenia. W tym wszystkim myślałam, ze
      dobrze, że mogłam ją jeszcze zobaczyć. Babcia przyśniła mi się po dwóch
      tygodniach, z czasów, kiedy była jeszcze bardzo sprawna fizycznie, ale
      dziecinniała. We śnie babcia biegała po podwórku, a my wszyscy musieliśmy jej
      pilnować. Była radosna, tak jak bywała na początku choroby, kiedy cofała się do
      dzieciństwa, mówiła o mamie siostrach, że są malutkie i musi ich pilnować. Po
      chwili usiadła i zaczęła tracić siły. Jej oczy były jakby szklane, nieobecne,
      nie takie jak żyjącej osoby. Powiedziła, że już się zmęczyła. Wierzę, że babcia
      przyszła wtedy do mnie. Kiedy jest mi ciężko wspominam ten sen.
      • lucasa Re: metafizyka... 24.06.04, 12:33
        W mojej rodzinie wszystkie metafizyczne zdarzenia maja podloze religijne i
        zwiazane sa z babcia. napisze tu kilka. moja babcia jest dobra, religijna
        kobieta. cale zycie pracowala ciezko, wychowala 6 dzieci, jest pogodna i dla
        mnie jedna z nielicznych osob, ktore bardzo szanuje i wiem, ze swiat straci
        bardzo dobra osobe gdy ona odejdzie.

        1. jakies 8 lat temu (teraz babcia ma ponad 80 lat) babcia spadla ze schodow.
        wiecie jakie wielkie schody w starych kamienicach - babcia przeturlala sie z
        gory na dol. w wyniku tego miala pogruchotane ramie i bark. malutkie kostki
        byly tak polamane ze lekarze nawet nie brali pod uwage operacji. mowili, ze
        babcia bedzie miala szczescie jak powroci jej wladza w palcach dloni. pewnego
        dnia, gdy babcia sluchala w radiu mszy swietej podczas przeistoczenia poczula
        trzy cieple usciski na swoim barku. jak mi pozniej mowila tak jakby ktos duza
        ciepla dlonia sciskal jej ramie. to bylo bardzo realne. niedlugo pozniej babcia
        nie tylko poruszala dlonia, ale mogla ruszac reka i nawet niekiedy scinanala
        wlosy - cale zycie byla fryzjerka.

        2. mi babcia pomogla w zdaniu egzaminow na studia. nie dostalam sie za
        pierwszym razem i poszlam na rok na inny wydzial na przeczekanie z zamiarem
        sprobowania ponownie. tymczasem w sesji letniej mialam tyle swoich egazminow
        mi.n kobyle z chemi nieorganicznej (nie chcialam zawalic roku, bo mogli mi go
        zaliczyc), ze nie mialam czasu przygotowac sie do egz wstepnych na ktorych byla
        m.in. matma. poszlam wiec tak na egzamin przekonana, ze to bedzie strata czasu.
        wiecie, rozwiazalam wszystkie zadania, jeszcze przed czasem. nawet nie musialam
        sie zastanawiac nad nimi. po prostu pisalam i pisalam bez zastanawiania sie.
        zaraz po egz nawet nie bylam w stanie powiedziec jakie to byly zadania. gdy
        wieczorem dzwonilam do babci uslyszalam, ze modlila sie za mnie. (niestety taka
        pomoc przy egz zdazyla mi sie tylko raz!!!)

        3. bylam tez raz swiadkiem uzdrowienia wzroku (z dalekowzrocznosci), ale po
        kilku sytuacjach male cudy, ktore sie zdazaja od czasu do czasu nie sa juz
        takie niesamowite... staja sie czescia codziennosci :o)

        pozdrawiam
        A

        ps. b.fajny watek!!!
    • olaj10 Re: metafizyka... 24.06.04, 13:30
      Fajny wątek!

      1. Sen. Matka Boska w kościele, a raczej w kamienicy, idę po schodach, widzę
      wiele obrazów, uciekam przed ludzmi i chowam się...
      Śniło mi się to 3x w życiu, na drugi dzień 1. zmarły moje dwie nowonarodzone
      siostrzenice, 2. stała się największa tragedia mojego życia, 3. dowiedziałam
      się o mojej chorobie. Mam nadzieję, że więcej mi się nie przyśni!!

      2. Babcia opowiadała, kiedy zmarł mój dziadek, przez pół roku codziennie do
      niej przychodził. Cały czas czuła jego obecność, a jak zachorowała, to
      podtrzymywał jej głowę (tak mówiła). Któregoś dnia wystarszyła się i kazała mu
      odejść. Wtedy odetchnęła i zaczęła nowe życie...

      3. Intuicja. Dzień przed świętami, mąż ze szwagrem jadą do innego miasta i chcą
      mnie zabrać, nie chciałam i mówiłam im, aby też nie jechali. Po 2h telefonują,
      że są w szpitalu po wypadku.
      Tak w ogóle, to mój mąż miał trzy wypadki i za każdym razem go ostrzegałam.
      Teraz kiedy gdzieś się wybiera pyta mnie o zdanie wink.

      4. Duchy. Dziewczyna mieszka w starym domu z teściem (alkoholik), mężem i
      córką. Teść umiera. Dziewczyna zaczyna pić. Pije duże ilości alkoholu. Wizyta u
      egzorcysty.
      "Proszę pani, pani plecy obejmuje mężczyzna, stary, o specyficznym zapachu
      potu, ma swój ulubiony brązowy pasek, on zabiera pani cała energię i karze
      pić". To był teść!
      Facet odszedł, Dziewczyna nie pije.

    • bak23 Re: metafizyka... 24.06.04, 13:43
      no to jeszcze raz ja,choć nie wiem czy można to tu zaliczyć...
      parę lat temu zmarła moja chrzestna po bardzo ciężkiej chorobie.Potem długo nie
      mogłam się z tego otrząsnąć,cały czas myślałam,filozofowałam...i nie mogłam się
      z tym pogodzić.Gdzieś około po 2 latach przyśniła mi się,ale jakoś tak
      dziwnie.Ja siedziałam w samochodzie z tyłu,i przez tylnią szybę patrzyłam jak
      Ona rozmawia ze mną.Dodam że ja jednocześnie siedziałam w samochodzie i stałam
      za razem z Nią smile pamiętam że zypytałam jak jej tam jest,a Ona się uśmiechnęła
      i powiedziała "dobrze".potem powiedziałam "ciocia,a co ty tak dziwnie ubrana
      jesteś" a Ona tylko się uśmiechnęła i wzruszyła ramionami smile) długo długo potem
      myślałam że to tylko sen spowodowany tym że intensywnie myślę o cioci,ale po
      jakimś czasie przez przypadek zobaczyłam jej zdjęcie ze ślubu cywilnego i była
      identycznie ubrana jak w tym śnie.Zamurowało mnie,ale od tamtego czasu jestem
      spokojniejsza i pogodziłam się już z Jej odejściem.
      • mamaestery Re: metafizyka... 24.06.04, 19:54
        bardzo wierze swojej intuicji,czasami mam dni ze wiem iz nie powinnam
        wychodzic,poprostu czuje,wiem rowniez kiedy cos zlego dzieje sie w mojej
        rodzinie,mojej siostrze albo mamie,do siostry poprostu jezdze albo dzwonie i
        faktycznie oakzuje sie ze ma ciezki czas,a z mama...ostatnio okolo 23 siegnelam
        po telefon czulam ze musze zadzwonic (po raz pierwszy tak pozno do niej
        dzwonilam)po wielu sygnalach w koncu mama odebrala bardzo slabym glosem
        powiedziala ze bardzo zle sie czuje i nagle kontak sie urwal,szybko zadzwonilam
        do sasiadki proszac zeby tam poszla i sprawdzila co sie dzieje,okazalo sie ze
        mama stracila przytomnosc trzeba bylo pogotowie wezwac dobrze ze na chwile
        oprzytomniala(tak sie do niej dobijali)i sasiadce drzwi otworzyla...staram sie
        nie "naditerpretowac" tego co odczuwam,podchodze do tego z jakims tam
        szacunkiem,moze wiez ktora nas laczy w rodzinie jest bardzo duza?...
        poprostusmile
        pozdrawiam
        • sylvic Re: metafizyka... 29.06.04, 10:54
          W mojej dalszej rodzinie zmarł nagle i niespodziewanie nastoletni chłopak -
          rodzina przezyła szok (do tej pory był okazem zdrowia).

          Po jakimś czasie jego babka miała sen - jej znajoma (też strasza kobieta,
          mieszkajaca w innym mieście, zbyt często się nie widywały) mówi, że spotkała
          jej wnuka, taki duzy wyrośniety "kawał chłopa".
          Następnego dnia przyszło powiadomienie o śmierci znajomej.
    • kochamcie Re: metafizyka... 25.06.04, 16:00
      ciesze sie, ze zalozylam ten watek smile

      Jak ja i moja siostra bylysmy male, moja mama miala zawsze przed jakas nasza
      choroba sny o pieczywie. To bylo dziwne, ale zawsze, jak snily jej sie bulki
      czy chleb, my nastepnego dnia lapalysmy jakas angine czy grype albo jeszcze tej
      samej nocy zaczynalysmy kaslac.

      Kiedys przysnilo jej sie, ze niosla mojego tate do szpitala z krwawiaca glowa.
      Nastepnego dnia mojemu tacie spadla szyba na glowe. Krwotok zatamowali i
      skonczylo sie tylko na kilku szwach. Mial duzo szczescia.

      Jak bylam na wakacjach, jeszcze w liceum, snilo mi sie, ze jestem w domu i
      strasznie boli mnie zab. Zaczal sie psuc, kruszyc i wylecial. Bol byl straszny,
      a w domu jakos szaro-zielono. Obudzilam sie i czulam straszny niepokoj przez
      caly dzien. Zadzwonilam do domu ale powiedzieli mi, ze wszystko jest w
      porzadku, tylko zebym wrocila juz z wakacji (mialam zostac jeszcze kilka dni).
      Jak wrocilam okazalo sie, ze umarl moj dziadek.

      • taissa1 Re: metafizyka... 26.06.04, 11:55
        A wiecie co,z tymi zębami to i mi się zawsze sprawdza...Ponoć jeśli śni się ząb
        z krwią to umiera ktoś z rodziny,jesli bez to ze znajomych.

        Moja babcia miała zegarek(taki swój ulubiony).Zegarek zatrzymał się dokładnie
        na godzinie w której zmarła.
        • taissa1 Re: metafizyka... 26.06.04, 12:03
          Przypomiała mi się smile

          Kiedyś,gdy miałam 12 lat przyśnił mi się dziadek(z którym miałam dość rzadki
          kontakt).Stał w rogu jakiejś półciemnej sali,w szarym garniturze ,miał złożone
          ręce jak do modlitwy i nie ruszał się wcale.Otaczali go ludzie,smutni i
          zapłakani.Rano dowiedzieliśmy się o śmierci dziadka.
          W domu pogrzebowym leżał w trumnie w rogu sali,miał szary garnitur (ręce
          oczywiście złożone),otaczali go smutni i zapłakani ludzie...Dodam,że z
          dziadkiem widywałam się na tyle rzadko,że nie znałam jego garderoby.
    • agawka2 Re: metafizyka... 25.06.04, 19:30
      mi się też coś przypomniało
      miałam w podstawówce koleżankę, z którą niespecjalnie się przyjaźniłam, ot po
      prostu, kiedy byłam w liceum dowiedziałam się, że ona jest w ciąży - miała 15
      lat! pewnego razu przyśniła mi się - pochwaliła mi się w tym śnie swoją piekną
      córeczką, zapisałam to sobie w pamiętniku, bo jak większość 15-latek skrobałam
      pamiętnik, za jakiś czas spotkałam ją i powiedziała, że urodziła córę w swoje
      urodzinki 18 stycznia w nocy, wieczorkiem z ciekawości sprawdziłam pamiętnik,
      kiedy miałam ten sen - tak jak się domyślacie - to była ta noc!
    • diara Re: metafizyka... 26.06.04, 16:29
      uwielbiam takie historie...
      mnie się przydarzyło coś takiego:
      Byłam na wakacjach z przyjaciółką, dawno, miałyśmy jakies 16 lat. Wieczorem na
      polu namiotowym był jakiś koncert na którym się bawiłyśmy. Poszłyśmy się
      wysikać, ale że męska toaleta była bliżej, weszłyśmy tam. Nikogo nie było. Po
      prawej stronie były kabiny a po lewej pisuary. Weszłam do kabiny a
      koleżanka "pilnowała". Za chwilę słyszę, że ktoś wszedł i podszedł do pisuarów.
      Koleżanka zaczęła mnie ponaglać, żebym się pośpieszyła. Pomyślałam, że wszedł
      jakiś facet i sika a jej głupio tak stać.
      Jak wyszłam, to nikogo poza kolezanką nie było. Zobaczyłam tylko strach w jej
      oczach. Wyszłyśmy z tamtąd szybko i ona mnie spytała czy słyszałam kroki.
      Ona tez słyszała ale nikogo nie widziała, dlatego była taka wystraszona...
      dziwne, co?
    • kochamcie Re: metafizyka... 29.06.04, 08:17
      Jeszcze jedno mi sie przypomnialo.

      Moja babcia bedac za granica postanowila zagrac w totolotka. Bylo to
      kilkadziesiat lat temu. Zastanawiajac sie nad numerami czula, jakby ktos jej
      mowil, jakie ma zakreslic. Wszystkie byly z czyms zwiazane, chyba glownie
      religijnie m.in. wiek Chrystusa. Jak juz wpisala, to podarla kupon, bo uznala
      to za swietokradztwo. Potem okazalo sie, ze to byly wlasnie te numery.
      No i bylibysmy moze teraz bogaci smile
      • cycek24 Re: metafizyka... 29.06.04, 09:00
        To może teraz moja historia....
        Było to kilka lat temu . Moja 1,5 roczna wówczas córka miała opiekunkę, która
        obyła u nas odkąd córeczka skończyła 8 miesięcy. Pani była energiczna i
        pogodna i bardzo zżyła sie z naszą rodziną. Jednak ponieważ miała już dobrze po
        50 i narzekała na bóle stawów, powoli nie dawała sobie fizycznie rady z bardzo
        ruchliwym dzieckiem .Nosilismy się już z zamiarem podziękowania jej, tym
        bardziej że coraz częściej chorowała i było to dla nas nie lada utrudnieniem
        dnia codziennego. W czasie jej choroby opiekę nad córeczką sprawowała moja
        mama. W pewien poniedziałek, jak zawsze wybierałam sie do pracy, przyszła rano
        moja mama, a tu nagle bez zapowiedznia po prawie 2 tygodniowej chorobie w
        drzwiach pojawia sie niania i z uśmiechem mówi, ze ona dziś zostanie z małą. Ja
        ponieważ sie spieszyłam do pracy zostawiłam panie same i wyszłam. Po kilku
        godzinach dzwonię do domu i zdziwiona słyszę głos mojej mamy, która mówi, że
        dała niani wolne bo ona zostanie chętnie z wnuczka, a niania się bardzo
        ucieszyła i powiedziała, ze ma coś do złatwienia. Wtedy ostatni raz widziałam
        nianię. W ten dzień w bardzo mrocznych okolicznościach popełniała samobójstwo
        i o ironio myśmy o tym dowiedzieli sie od policji jako pierwsi ( z pewnych
        przyczyn). Brdzo przeżylismy tą tragedię - a moja mama w kilka tygodni po tym
        wydarzeniu opowiedziała mi ,że w nocy z niedzieli na poniedziałek śniła sie jej
        po raz pierwszy od urodzenia moja corka z rozbitą krwawiacą glową i kiedy mama
        zobaczyła w drzwiach nianię głos wewnętrzny jej podpowiadał "... nie zostawiaj
        dziecka z tą kobietą...' dalej wolę nie uruchamiać wyobraźni bo źle by sie to
        dla mnie skonczyło....tym bardziej, że niania odwiedzała po śmierci w snach
        mojego męża i zimną ręką zabierała nam córeczkę, natomiast dziecko przez około
        2 tygodnie od tego wydarzenia regularnie w nocy płakało tak mocno ,że ani
        zaświecone światło, ani klepanie, ani stawianie na nogi jej nie budzało,
        dopiero trzeba było nią bardzo mocno potrząsnąć i krzyknąć zeby sie obudziła
        nieźle przerażona - czyżby ja tez odwiedzała niania?????
        Pozdrawiam
        madzia
        • mamaszyma Re: metafizyka... 29.06.04, 09:06
          Aż mi się zimno zrobiło.....
    • samumer Re: metafizyka... 29.06.04, 10:11
      to i ja się dołączę.
      1.
      gdy moja mama zmarłą na jej pogrzeb przyjechała z iinego miasta jej ciocia z
      którą się bardzo lubiły. Gdy ciocia wróciła do swojego domu okazało się, że
      zginęły cioci okulary i nie wiedziała w którym momencie je zgubiła. Za parę
      dni, gdy wieńce na grobie mamy były już nieświeże i trzeba je było uprzątnąc
      znalazłam pod nimi właśnie okulary cioci. Ciocia się bardzo ucieszyła, ze się
      znalazły i ..... za kilka lat zmarła dokładnie w rocznicę śmierci mojej mamy.
      2. Gdy byłam w 6 miesiącu ciąży zmarł mój tata, a jakiś miesiąc czy dwa przed
      śmiercią przyśnił mi się jak leży w trumnie w garniturze , trumna stoi na
      środku pokoju, w którym wtedy spali rodzice, a położona jest na dwóch
      taboretach, zasłony zasunięte a przy trumnie świeca.
      Zapamiętałam to ze szczegółami , za misiąc czy dwa tata zmarł po ciężkiej
      chorobie.Zmarł w domu. Ja załątwiałam jakieś formalności i nie było mnie w domu
      gdy przywieźli trumnę, ubrali tatę itd /wtedy ,a było to 15 lat temu nie
      zabrali zwłok do zakładu zresztą mama nie zgodziła się/.
      Widok jaki zobaczyłam po przyjeździe do domu i wejściu do tego pokoju był w
      każdym szczególe identyczny z tym jaki widziałam we śnie, ale dokłądnie w
      każdym detalu.
      Zaniemówiłam z wrażenia.
      3.
      Jeszcze może o magii liczb. Czarnej magii.
      Ojciec mojej mamy zmarł w kwietniu , tata w dwudziestą rocznicę śmierci
      dziadka, czyli swojego teścia, a mama w piątą rocznicę śmierci taty a w 25
      swojego ojca. Nie cierpię kwietnia.
      Ojciec mojego eks męża zmarł dokładnie w 9 rocznicę śmierci swojego ojca /przez
      przypadek również był to kwiecień/.
      Jak mi się coś jeszcze przypomni to napiszę.
      pozdrawiam, ola
      • ewa2233 Re: metafizyka... 30.06.04, 08:04
        podciągam smile
        Fajnie się czyta, ale "w Salonie" pewnie niewiele osób się wpisze sad
        Szkoda, że s.u.m.m.y robi porządki, bo niejeden ciekawy temat,
        przeniesiony z e-mamy - "umarł z nudów" !
    • reszka2 Re: metafizyka... 05.07.04, 21:41
      No to i ja się dopiszę.

      W bloku gdzie mieszkają moim rodzice, sąsiadowała z nimi pewna rodzina. Kobieta
      była alkoholiczką. Zaszła w ciążę, o czym dowiedziałam się tak na początku
      wakacji. Potem wyjechałam w góry, potem na studia.
      Wróciłam na przerwę międzysemestralną, poszłam do sklepu zrobić zakupy.
      Zobaczyłam tą sąsiadkę, w zaawansowanej ciąży. Powiedziałam jej "dzień dobry",
      nie odpowiedziała mi. Nie zdziwiłam się - z zasady nie odpowiadała mi nigdy na
      powitanie. Szybko policzyłam w myślach, i coś mi czas trwania tej ciąży nie
      pasował. Po powrocie do domu zapytałam mamę - czy już aby pani sąsiadka z dołu
      nie powinna byc po porodzie, bo ją widziałam jeszcze w ciąży. Mama na to
      wybałuszyła oczy i powiedziała " Wiesz, jeszcze się nam o tym nie zgadało, ale
      ona ZMARŁA kilka miesięcy temu..."
      Było to jak dotąd jedyne metafizyczne zdarzenie w moim życiu. I wcale nie mam
      ochoty na dalsze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka