zolla78
04.06.12, 10:05
Miałam okazję być w tą sobotę w Szymbarku (Kaszuby, dla niezorientowanych), gdzie bito rekord w cięciu najdłuższej deski. Rekord udało się pobić. Ostatnie rżnięcie wykonywała para prezydencka, tak, że Danuta trzymała piłę od góry, a Lech na dole. Potem owacje i prowadząca nawiązując do tego, że ostatnie rżnięcie ostatniego rekordu ileś lat temu też wykonywali oni, pyta Prezydenta o wrażenia. Na co Lech: "30 lat temu żonę rżnęło mi się łatwiej". Lekka konsternacja i to samo pytanie do Danuty, a ta: "Ale tym razem ja byłam na górze".
I albo się Panu Prezydentowi coś przejęzyczyło, albo to efekt wojny podjazdowej między nimi. On jej przypomniał, że dawniej łatwiejsza we współżyciu była, a ona mu, że teraz to ona górą. Przyznam, że było to zabawne. W notatkach prasowych i na portalach regionalnych, przeczytać można było, że powiedział: "takiego rżnięcia z żoną od lat nie miałem".
W zasadzie nie mam zdanie, które sformułowanie gorsze.