Sproblematyzuję trochę wątek o cudach, ale tutaj, tam- niech się kobitki cieszą swoimi historiami
Drogie kobitki -fanki cudów, moje pytanie brzmi: czy nie przeszkadza Wam, przy tej wierze w "cuda", że ów "cud" spotyka jednych, a drugich już nie? Czy to nie obraca w niwecz sensu tego "cudu'? A może wystarcza egoistyczna radość- mnie to spotkało, jego/jej już nie?
Tę samą wątpliwość mam zresztą w stosunki do wiary w skuteczność modlitwy. Nie przeszkadza Wam, że jedne modlitwy są wysłuchane, a inne -nie? Jaki większy sens (poza egoistycznym: że "mnie to spotkało, więc się cieszę i już") dla Was z tego wynika? Tylu ludzi zapewne się modliło o cud, o ratunek, a spotkało ich...nic. I co z tym? Wasz bóg (natura) gra cudami w loterię?
Jak to jest, że Wam nie obraca w perzynę sensu takiego "cudu" czy 'wysłuchania modlitwy"?
Ginęły tysiące niewinnych ludzi i nikt/nic ich nie uratowało. zatem- jaki jest sens takich "cudów", które dotykają nielicznych względem tych licznych, którzy musieli obejść się smakiem? Myślicie czasem o tym?