Tak się zastanawiam. Z moją nerwicą żyję już ładne kilkanaście lat i jak do tej pory nawet nieźle sobie radziłam. Jednak ostatnio zmuszona byłam udać się do psychiatry z powodu ucisku w klatce piersiowej ( choroby serca wykluczone) no i dostałam lek o nazwie Elicea i dodatkowo Afobam. No i przyznam się, że strasznie się boję tych leków, zwłaszcza uzależnienia. Po rozmowie z lekarką doszłam do wniosku, że chyba ze mną nie jest aż tak źle. Na minus : jestem mega drażliwa, wybuchowa, ciągle poddenerwowana, do tego dochodzi tachykardia najprawdopodobniej na tle nerwowym właśnie. No jak nic niedługo zawału dostanę. A i jeszcze niewiele rzeczy mnie cieszy ale...
potrafię rano wstać, radzę sobie chyba całkiem nieźle z codziennymi obowiązkami , czasem nawet się uśmiechnę albo i nawet zanucę jakąś melodię

, mam plany, marzenia więc chyba to nie jest jakaś mega depresja.
No i tak się zastanawiam czy rzeczywiście warto sięgać po te środki. Macie jakieś doświadczenia w tym temacie? Najbardziej się boję tego, aby po odstawieniu nie było jeszcze gorzej. Ponadto jak z utrzymaniem wagi no i seksem? Po przeczytaniu ulotki skutki uboczne bardzo mnie przerażają.
I jeszcze jedno, jak już zaczynać to kiedy? Za 3 tygodnie wylatuję na wczasy, nie wiem czy jak zacznę teraz to miną bóle glowy, zawroty itd., które podobno zawsze pojawiają się na początku brania antydepresantów, alez drugiej strony marzę o tym aby trochę wyluzować.