Dziecko wróciło z lasu z kleszczem pod kolanem. Zauważyliśmy wieczorem jak zrobił się duży odczyn alergiczny dookoła- jakieś 10 cm średnicy, czerwony, gorący i swędzący. Kleszcz malutki, widoczny tylko w postaci czarnej plamki, więc poszliśmy na izbę przyjęć do szpitala, żeby go skutecznie wyjąć.
Lekarz dyżurny (chirurg) kazał brać antybiotyk przez 20 dni w dużej dawce. Posłusznie go wykupiliśmy i podaliśmy już od wczoraj dwie dawki.To pierwsza opinia co do leczenia.
Rano pożaliłam się sąsiadce- ordynatorowi na pediatrii i usłyszałam, że absolutnie nie 20 dni tylko 7. To druga opinia.
Po południu musiałam pójść do lekarza rodzinnego po receptę na wspomniany antybiotyk, bo chirurg wypisał za mało. I tu nastąpiła opinia numer trzy.
Rodzinny (też pediatra) ryknął śmiechem, zabronił mi pakowania w dziecko jakiegokolwiek antybiotyku, brzydko nazwał chirurga z dyżuru i powiedział, że leczy to się boreliozę jak będzie, a nie odczyn alergiczny po ugryzieniu, a na podawanie osłonowe to szkoda dziewięcioletniej wątroby.. I jeszcze raz wyraził się źle o chirurgu i jego kompetencjach. Nie dał mi recepty, zalecił fenistil i zdrowy rozsądek.
Więc skoro u lekarzy już byłam i nadal nic nie wiem, to zapytam na forum

Ku której opinii się skłonić??