Dodaj do ulubionych

Jak zaczęły się Wasze muzyczne miłości?

IP: *.bsk.vectranet.pl / 10.1.2.* 04.01.03, 16:11
Do rozpoczęcie tego wątku zainspirowała mnie pewna wypowiedź cz67,
zamieszczona przy komentarzach na temat nowego albumu Pogodno
www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=78&w=3844353&a=4131360
Cze67 tłumaczy tam, że jednym z powodów, dla którego nie kupił sobie nowego
albumu Sigur Ros mogło być to, że po prostu nie jest pewnien, czy płyta jest
tego warta.
A ja pomyślałam sobie: no właśnie. Większość z nas ma swoich ulubionych
wykonawców, których wiernie słucha przez lata. Jednak jakoś tak się dzieje,
że w pewnym momencie zachwyca nas nowy artysta i zbiór naszych ulubieńców
rośnie. Czy pamiętacie takie momenty w swoim życiu? Kiedy nagle usłyszeliście
debiutanta, albo wykonawcę, którego dotąd nie znaliście albo nagranie
artysty, o którym słyszeliście, ale niegdy nie robił na was wielkiego
wrażenia, aż tu nagle bum i jesteście oczarowani. Te wspaniałe chwile, kiedy
wasze uszy otwierają się na całkiem nową, cudowną muzyke a wy dziwicie się,
jak mogliście bez niej w ogóle żyć...Czy była to po prostu odpowiednia
chwila, czy muzykę przedstawiła wam ważna osoba czy może po prostu
zaryzykowaliście kupując w ciemno płytę?

Przykładowo opowiem wam moja przygodę z Radiohead.
Oczywiście znałam ten zespół wcześniej. "Creep" uważałam za jedną z
najlepszych piosenek na świecie, z plyty "The Bends" podobało mi się "High
and dry", zachwycało mnie "Street spirit", ale słyszałam tę piosenke zaledwie
kilka razy, bo jak wiadomo, zespół ten nie był jeszcze bardzo popularny w
anszym kraju.
Lecz nadszedł rok 1997 a ja pewnego wieczora słuchałam radia RMF FM. Wtedy
realizowało ono świetny pomysł szerokiego przedstawiania nowych albumów w
ciągu chyba 2 godzin, przeplatając to wywiadami z muzykami i innymi
atrakcjami. No i akurat trafiło na "OK Computer". Początkowo słuchałam jednym
uchem wywiadu z Radiohead ale szybko przykuły moja uwagę przedstawiane utwory
z nowej plyty. Ludzie kochani!!! Aż usiadłam czy właściwie stanełam koło
radia, tak mną poruszyła ta muzyka. W tej chwili naprawde nie potrafie
powiedzieć, jakie słyszałam piosenki, wiem tylko, że z każdą następną moje
oczy i usta otwierały sie coraz szerzej. A kiedy przyszła pora na "Paranoid
android" - to jedno pamiętam dobrze - WIEDZIAŁAM już, że MUSZĘ kupić tą
płytę!!!
I już dzień czy dwa później wróciłam szybko ze sklepu do domu i włączyłam z
niecierpliwością zakupioną kasetę. Moja reakcja na muzykę zaskoczyła mnie
samą. Utwory leciały jeden po drugim wciskając mnie w fotel i pozbawiając
tchu. Do tego stopnia, że po "Exit music" wyłączyłam na chwilę wieże i
poszłam do kuchni napić się wody...Przysięgam, że tak było i miałam zresztą
dobry pomysł bo zaraz przy następnym "Let down" miałam wrażenie, że ulecę
gdzieś za okno albo sie rozpłaczę - głos Thoma zresztą do dziś niezwykle mnie
wzrusza. Ładunek emocji zawarty w tym albumie był tak wielki, że kiedy
wybrzmiało "No suprises" myślałam,że to już koniec, że nic więcej nie da się
powiedzieć. Tymczasem jeszcze dwa ostatnie utwory dogłębnie rozdarły moją
duszę i pogrązyły na zawsze w miłości do tej płyty smile
Dodam, że nie byłam wtedy wcale egzaltowaną nastolatką tylko poważną prawie
20 letnią studentką, hehe. A "OK computer" stał się właśnie dla mnie dopiero
kluczem, dzięki któremu mogłam polubić wcześniejsze nagrania Radiohead i z
niecierpliwością czekać na ich nowe płyty.
Miałam potem jeszcze 2 podobne momenty fascynacji, w tym właśnie muzyką
wymienionego na wstępie Sigur Ros, ale juz nie będę was męczyć.

OK, to kto chce zasiąść do komputera smile i nam jeszcze cos opowiedzieć?

Obserwuj wątek
      • teddy4 Re: Jak zaczęły się Wasze muzyczne miłości? 04.01.03, 19:03
        Kupiłem New Musical Express. To był październik 96. Numer świeży z dołączoną
        kasetą a na niej niewiele mi wówczas mówiący wykonawcy: Underworld, Chemical
        Brothers, Leftfield, Orbital, trochę mi znany Goldie i facet z najbardziej
        obciachową ksywą w tym towarzystwie - DJ Shadow. W domu oczywiście od razu
        rzecz zapuściłem - brzmiało nieźle ale nie powalało. Ale ostatni numer na
        kasecie )właśnie tego Shadowa) zaczął się tak, że wstałem i zaraz potem
        usiadłem z wrażenia. To był "Changelling" z jego pierwszej płyty - piękne
        brzmienie Fender Rhodes Piano z jakimś Echoplexem czy innym zapomnianym
        efektem, stareńkie brzmienie basu, połamany jazz-rockowy rytm, inteligentnie
        wykorzystana gitara z Tangerine Dream. I ten facet nie grając na żadnym
        instrumencie wygenerował taką muzykę, którą spokojnie można umieścić obok
        Weather Report, Komedy, najlepszego SBB i to muzykę będącą w pewnym sensie hip
        hopem!
        W latach 90-tych nic mną bardziej nie wstrząsnęło.
    • Gość: As Re: Jak zaczęły się Wasze muzyczne miłości? IP: *.vline.pl / 172.16.1.* / *.vline.pl 04.01.03, 19:45
      W latach '90 zacząłem kupować pismo "Tylko Rock". O muzyce pojęcie miałem
      wówczas słabe, ale chętnie czytałem nawet o wykonawcach których nagrań nigdy
      nie słyszałem, ot tak dla zabicia czasu. Pewnego razu wpadł mi w ręce numer z
      wkładką o grupie Rush - tak tak, już wiadomo o jakim wykonawcy będzie mój tekst.
      No więc w artykule który tam był i w recenzjach płyt przeczytałem że jest to
      zespół który połączył w swojej muzyce hardrock z tzw. rockiem progresywnym.
      Wydało mi się to świetnym pomysłem, opisy muzyki zawartej na płytach zespołu
      naprawdę poruszyły moją wyobraźnię, muzyka wydawała się być bardzo tajemnicza i
      uduchowiona. A cały czas jeszcze żadnego nagrania Rush nie znałem.
      Jakiś niedługi czas później mój kolega za śmieszną cenę nabył 5 czy 6
      oryginalnych płyt Rush, co mnie oczywiście ucieszyło gdyż wreszcie miałem
      okazję posłuchać. Z recenzji wydawało mi się że najbardziej ciekawie zapowiada
      się płyta "2112". Zadzwoniłem więc do kolegi, aby się umówić na spotkanie kiedy
      będzie mi mógł pożyczyć kasetę z nagraną płytą. Ale byłem tak niecierpliwy że
      zażyczyłem sobie aby fragment tego albumu puścił mi przez telefon smile
      No i on puścił początek "2112" a ja słyszałem tylko jakieś gwizdy, świsty i
      buczenie i się go pytam czy jest jakaś awaria na łączach czy co bo nie słyszę
      żadnej muzyki smile No i wreszcie po jakiejś minucie usłyszałem dźwięki gitary
      ale niestety musiałem się rozłączyć bo rozmowa się zbyt przeciągnęła smile
      Bardzo mnie to wszystko zaintrygowało, i parę dni później spotkałem się z
      kolegą, i pożyczył mi kasetę - na jednej stronie było właśnie "2112" Rush a na
      drugiej "Never Turn Your Back On A Friend" Budgie. No i słuchałem sobie tej
      kasety wciąż w walkmanie, a odkrywanie zawiłości "2112" było naprawdę
      fascynujące. Muzyka spodobała mi się od pierwszego słuchania, była ciekawa i
      pełna ekspresji i pasji choć dopiero po jakimś czasie co bardziej melodyjne
      fragmenty zapadły mi w pamięć. Najbardziej do tej pory porusza mnie utwórt
      ostatni "Something For Nothing" - niby zwykły hardrock w klimacie lat '70, ale
      jakiś taki inny, no i śpiew Geddiego i bębny Pearta które brzmiały wówczas dla
      mnie bardzo dziwnie ...
      Taaaa, a jakiś czas późnie poznałem sporo innych płyt Rush i okazały się
      zupełnie inne od "2112" i choć też je bardzo lubię, to żadna mnie tak nie
      porusza jak "2112". Dziś słucham jej rzadko, gdyż jest to taka opowieść
      muzyczna na którą przeważnie nie mam nastroju, a poza tym ja odbieram ten album
      jako dzieło dosyć osobliwe, które trochę się gryzie z muzyką której słucham na
      co dzień.
      Ale do dziś Rush to jedna z moich ulubionych grup, choć zespół ten należy do
      zupełnie innego pokolenia niż moje, i jego muzyka brzmi dziś trochę "nie na
      czasie".
    • Gość: speedy Re: Jak zaczęły się Wasze muzyczne miłości? IP: *.lubin.dialog.net.pl 05.01.03, 14:49
      muzycznie mialam w zyciu dwie takie fascynacje.
      pierwsza - Kult. Moj owczesny chlopak (mielismy po 17 lat) w ramach tzw.
      milosnego wyznania przyniosl mi i wlaczyl "Do Ani". Klimat naszego spotkania
      wtedy, te slowa "tak bardzo, bardzo....",na drugi dzien przesluchalam cala
      kasete i tak sie zaczelo. Do dzisiaj uwielbiam Kult, Kazika, nowszych rzeczy
      juz tak nie slucham chetnie ale stare kawalki to jest to.
      druga - Marilyn Manson. Najpierw go nie trawilam. Do czasu jak zobaczylam
      teledysk "Tourniquet". No odjechalam. To bylo jakos tak bliskie mi, moim
      nastrojom... Pozyczylam plytke, czytajac texty mialam wrazenie ze ktos wszedl
      mi w glowe i wygrzebal co w niej siedzi gdzies tam gleboko. Tez dalej tego
      slucham, ale ta fascynacja mi juz przeszla. No, juz nie nosze w kazdym razie T-
      shirtow z recznie wypisanymi cytatami z Mansona smile))))
    • mallina Re: Jak zaczęły się Wasze muzyczne miłości? 05.01.03, 22:43
      roznie to bywalo..
      w pewnym okresie zapalalam uczuciem do zespolu Duran Duran..
      w tv pokazywano koncert w tamtych czasach malo co puszczano, a ja tez raczej
      przypadkowo obejrzalam..
      siedzialam jak zaczarowana!
      ( w koncu DD to ladne chlopaki, przynajmniej wowczas)
      zaraz potem mialam mozliwosc z prII polskiego radia nagrac sobie na szpulowy
      plyte "Rio"
      milosc trwala jakis czas, z uzglednieniem Simona Le Bon..
      dzis uwazam ze John Taylor byl i jest zdecydowanie przystojniejszysmile))
      a do "Rio" mam bardzo duzy sentyment!! tylko jakos na CD nie umiem jej znalezc

      inne milosci to inne historiesmile

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka