Nie, ja jeszcze nie

Autko.
Miałam je 13 lat. To było moje pierwsze auto, byłam jego pierwszym i jedynym właścicielem. Miałam je, gdy byłam jeszcze sama, bez chłopa i sama o nie dbałam, od początku do końca. I okazuje się, że mimo iż wiele już lat dba o nie mąż, to wciąż jeszcze potrafię go zaskoczyć wiedzą na temat tego samochodu. Żadne auto już później nie było tak bardzo moje jak to (dba mąż, ja tylko jeżdżę). Inne auta się zmieniały, ale Skodzinka była zawsze, stara, zniszczona, ale niezawodna.
W maju dostałam w tył Bokserem, z taką siłą, że wkomponowałam się w Transita uszkadzając mu ładunek. Ja wyszłam bez szwanku, ona już nie.
Myślałam, że będzie miała jakieś drugie życie, może na części (jeżdżąca jest!), ale nikt jej już nie chciał. W piątek pojedzie na złom.
Miotam się między "puknij się w głowę, to przedmiot użytkowy jest" a "moja kochana Skodzinka, nigdy mnie nie zawiodła, tak się nie robi".