Autobusem jeżdżę rzadko- raz na miesiąc najwyżej. Ale dziś umówiłam się z mężem, że podjadę do niego do pracy i pojedziemy na zakupy. No więc rozsiadłam się przy przedostatnich drzwiach z gazetą i jadę. Na którymś z przystanków autobus gwałtownie zahamował, ponieważ prawie wszyscy siedzieli to nikt się nie przewrócił. Do autobusu wsiadła jak widziałam kątem oka tylko jedna kobieta i klapnęła na siedzeniu za mną. I nagle... w otwartych drzwiach autobusu staje jakiś facet i głośno i wyraźnie zwraca się do tej pasażerki-
JA PANI NIE WIDZIAŁEM , TO PRZYSTANEK NA ŻĄDANIE I MOGŁEM SIĘ NIE ZATRZYMAĆ ALE ZATRZYMAŁEM W OSTATNIEJ CHWILI. Ludzie w autobusie na chwilę zdębieli bo dopiero po tych słowach zorientowaliśmy się, że to kierowca wysiadł , przeszedł chodnikiem do tych drzwi i mówi do kobiety- ona powiedziała -dziękuję i przepraszam za kłopot. Po czym odwrócił się w stronę początku autobusu , spojrzał na siedzących w niemym zdziwieniu ludzi i powiedział- JA PAŃSTWA BARDZO PRZEPRZASZAM, ŻE TAK ZAHAMOWAŁEM ALE INACZEJ NIE MOGŁEM BO NIE WIDZIAŁEM TEJ PANI , TO PRZYSTANEK NA ŻĄDANIE I TRZEBA MACHAĆ, TAKŻE PRZEPRASZAM! Po czym wysiadł i znów chodnikiem wrócił do kabiny. Miny otaczających mnie osób i moja- bezcenne. Patrzyliśmy się na siebie z wytrzeszczonymi oczami w totalnej ciszy

Jeszcze mi się jak żyję nic takiego nie zdarzyło

Rzecz działa się w Warszawie.