twister67
13.08.12, 18:49
Czy są tutaj? A konkretnie chodzi mi o tłumaczy.
Czy nie uważacie, że agencje sztucznie obniżają ceny tłumaczeń? Dzwonię dziś do jednej pytam się o stawki - dostaję odpowiedź, że 20 zł za 1800 znaków to dużo i gadka - wydaje mi się, że specjalnie spreparowana na potrzeby rozmowy z tłumaczami - że dzwonią do nich klienci, że nie chcą tyle płacić, że odpowiadają, że oni (ci klienci) nawet za 18 zł za stronę potrafią znaleźć tłumaczenie. Dla mnie to taki szantaż. Wydawało mi się, że żeby robić tłumaczenia, to trzeba znać ten język w stopniu powyżej przeciętnej, powyżej komunikatywnego stopnia - to takie założenie minimum. Tymczasem to co oni oferują to wystarcza na życie w biedzie. Przy 20 PLN (i to jest już zdaniem tej pani dużo) za stronę, to żeby zarobić 4000 brutto, musiałabym zrobić 200 stron miesięcznie. Od 4000 brutto należy odliczyć podatek 18%: 740 zł i ZUS: 940 zł, zostaje: 2340 zł na rękę. 200 stron miesięcznie to jest naprawdę dużo, jeszcze zależy od stopnia trudności, itp.
Więcej zarabia sekretarka w niejednej firmie, ale zależy mi na pracy w domu.
Co ja mogę zrobić w takiej sytuacji? Wygląda na to, że albo się zgodzę i coś zarobię (a muszę), albo nie zgodzę się i zarobię 0. widzicie jakieś inne rozwiązanie?