na fali watku o obiedzie w pol godziny

Ktos mi zarzucil prostote potrawy gdy gotowanie nazwalem sztuka

dziwi mnie niezrozumienie tematu, wspolne gotowanie obiadu nawet nieskomplikowanego doprawianie go na swoj sposob spedzanie tego czasu razem z rodzina jest sztuka, komu z was ta sztuka udaje sie dzien w dzien?
piszecie o paniach do sprzatania, mezach na kontraktach spinacie sie nieziemsko aby zdazyc ze wszystkim na czas 8h w pracy potem dzieci z przedszkola/ szkoly do domu obiad z przystawka w pol godziny, mopem ogarnac mieszkanie bo inaczej obciach i tak do wieczora a wieczorem tv lub komputer. a gdzie zycie?
gdzie czas na codzienne bycie razem w tym calym pospiechu? odkrywanie radosci z malych rzeczy z bycia razem i gotowania chocby ziemniakow z okrasa takich jak u babci na wsi za dzieciecych czasow?
serio to jest wlasnie sztuka, sztuka jest miec czas dla siebie w dzisiejszych czasach, nie gotowac homara w masle z kremem brulee na deser w pol godziny, to tak jak porownanie szybkiego seksu w windzie i buziaka na pozegnanie ze wspolnym weekendem przewalaniem sie w lozku i beztroskim korzystaniem z piekna seksu w czasie nieograniczonym.
ja mam czas przede wszystkim dla rodziny ten wspolny czas wygospodarowany kosztem np wlasnorecznego pucowania chalupy na blysk zamienia najprostsze rzeczy w poezje w sztuke bo z tych wlasnie prostych spraw sklada sie moje zycie ktore uwielbiam.
i szczerze mi zal istot ktore oddzielone od swoich mezow odnajduja sens zycia w pucowaniu mieszkania i gotowaniu najwymyslniejszych smakolykow w jak najkrotszym czasie, zastanowcie sie bo tracicie cos czego nie mozna kupic... czas