czerwczyna90
03.09.12, 18:30
Cześć, może temat już był poruszany, ale nie mogę znaleźć nic takiego w wyszukiwarce.
Sytuacja Mieszkam z moją córką u ciotki, która utrzymuje nas obie. Ciocia jest dość majętną osobą i nie ma własnych dzieci, więc trochę jakby mnie przygarnęła gdy miałam ciężki czas z matką. Mama też się trochę dokłada do naszego utrzymania, często chodzę do niej bo mieszka dosłownie kilka kroków od nas, często tam jemy obiady. Obecnie cała jej pomoc będzie niestety przeznaczona na czesne za studia, bo przenoszę się na studia zaoczne żeby móc chodzić do pracy w tygodniu na część etatu. Do pracy chodzę od dwóch tygodni, pracuję popołudniami, na razie zostawiam Weronisię u mojej mamy albo którejś z sióstr, ale już niedługo na ten czas będę chyba potrzebować opiekunki, bo jedna z sióstr wraca do pracy, a druga nie zawsze ma czas no i przemyślałam trochę to wszystko, przyznaję że pod wpływem opinii z internetu i po rozmowach z innymi mamami. Ciocia znowu boi się sama zostawać z małym dzieckiem przez dłuższy czas, nie mogę jej przecież zmuszać, poza tym często jej nie ma w domu i wraca wieczorem.
Zarabiam niewiele. Co prawda ciocia kupuje mi i małej wszystko co tylko zechcemy, czasem wystarczy, że wspomnę, że czegoś potrzebuję i już to mam, ale trochę mi było głupio nie mieć własnych pieniędzy kiedy mam własne dziecko, więc trochę pracuję. Łącznie mam do własnej dyspozycji w miesiącu ok. 1300 zł.
ProblemOjciec mojego dziecka twierdzi, że to więcej niż potrzeba na mnie i na dziecko. Nie chce słuchać że część tych pieniędzy będzie przeznaczona na studia, pewną kwotę też oszczędzam na czarną godzinę albo na leczenie, swoje i dziecka. On odbija piłeczkę, że w razie potrzeby na leki da mi matka albo ciotka, a i siostry nie zostawią mnie w potrzebie, nie rozumie też potrzeby wynajęcia opiekunki, skoro mam tyle osób, które mogą z dzieckiem posiedzieć, oferuje też swoją matkę (której nie ufam) i siebie samego, ale tylko w czasie, kiedy nie jest na uczelni (studiuje dziennie). Początkowo umawialiśmy się, że będzie dawał na dziecko 500 zł, potem powiedział, że nie jest w stanie płacić, bo nie zarabia i zostawił mnie z niczym. Chciałabym uzyskać od niego chociaż 300-400 zł skoro 500 to za dużo (czy to jest za dużo na roczne dziecko? Nie umiem oszacować potrzeb wydaje mi się, że na razie nie potrzebuje wiele ale ciągle mam w tyle głowy że może potrzebować). Na koniec był tak bezczelny że powiedział że jak mi brakuje pieniędzy to zawsze mogę zacząć pracować rano i robić siedem godzin jak wszyscy inni (gdybym dostała etat to będę mieć godzinę przerwy na karmienie). Tymczasem skoro już będę miała zajęte weekendy chcę chociaż w tygodniu móc trochę pobyć z dzieckiem, mamy rozpoczęte wiele projektów no i jednak najlepiej dla małej jeśli będzie z matką. Czy da się urzędowo potwierdzić wysokość alimentów, tak żeby się zadeklarował, że będzie dawać te 300 zł, żebym nie była na jego widzimisię? Czasem jak ma dobry humor to obiecuje że będzie płacił, ale potem to odwołuje. Czy możemy spisać taką umowę u notariusza? Czy muszę mu zakładać sprawę? Jak go pozwę to on na złość mnie właśnie udowodni, że nie zarabia i nic mi nie musi płacić. Byłam gotowa pozwać jego rodziców o alimenty, ale chyba jeszcze nie mogę. Jestem bardzo zagubiona. On używa takich argumentów jak to, że pojechałam sobie na wakacje nad morze, czyli mam czas i pieniądze i niepotrzebnie się go czepiam, podczas gdy on nie ma kasy bo nie pracuje, a do pracy nie pójdzie bo wtedy będzie musiał płacić. Oboje mamy 22 lata.