18lipcowa3
12.10.12, 14:54
Bo ja nie wiem skąd się w ludziach najbliższych taki pęd bierze na odwiedzanie położnicy, najlepiej jeszcze w szpitalu.
Może z myślenia że dla baby poród do pikus, jaki by nie był, zaznajomienie się z własnym dzieckiem, dojście do ładu z karmieniem oraz sobą by wyglądac i czuc się jak człowiek- to już nieważne. Babcie MUSZĄ zobaczyć wnuka i koniec.
Mam termin na 20. 12. Być może wyjdę 23, albo 24 nawet.
Zdziwienie nr 1- że nie chcę odwiedzin w szpitalu. No jak to? A ja chce byc sama, już dużym bólem jest dla mnie świadomość że jak bedzie wiecej pacjentek to bede w dwójce. Ale ok.
Chce by był tylko mąz i córka.
Zdziwienie nr 2 - chce spedzic swieta tylko w nowym składzie, czyli 2+2. Nie chcę moich rodziców, teściów , nikogo. Nie chcemy gotowania, sprzatania, tylko skromny obiad normalnie, prezenty dla córek- wiadomo.
Zadnych odwiedzin. Chce dojsc do siebie, pobyc tylko z dziecmi i męzem.
No ja czy ja jestem dziwna.?Bo nikt mi wprost tego nie mówi z racji tego że jestem asertywna i mocno i wyraznie mówię '' MY sie odezwiemy i zaprosimy , a swieta droga rodzino organizuj we wlasnym zakresie, spotkamy sie PO'' a mam wrazenie że normalnie ich obrażam.
Nikt ode mnie nie wymaga bym przygotowywala swieta, pewnie by sami wszystko przyniesli, ale nie chce. Po prostu nie chce. Nie wiem jak sie bede czuła, jak zareaguje córka, jakie bedzie nowe dziecko, czy może kolki, czy bedzie spało, moze bede chodziła w koszuli, może będę chodziła w piersią na wierzchu, no nie wiem.
Dodam ze moja rodzina z obu stron jest dosć hałasliwa i absorbująca. Co ogolnie mi nie przeszkadza, poza sytuacja taką jak wyżej.
Czy to źle że chce byc sama z rodzina a z reszta spotkac sie hmmm pózniej?
Jak było u Was? Jak rozwiązałyscie sprawe?
A moze uwazacie ze przesadzam?