katus118
17.10.12, 21:00
Pewnie znowu zostanę tutaj zgnojona przez niektóre osoby, ale mam to gdzieś.
Dzisiaj się dowiedziałam, że pan, który powiedział do mnie to, co opisałam całkiem niedawno w wątku, nie żyje. Śmierć, powiedzmy, tragiczna, ale w pewnym sensie na własne życzenie, i zastanawia mnie, co nim kierowało, jak to robił.
Nie, nie mam mściwej satysfakcji. Tylko nie rozumiem, jak mozna sobie samemu zrobić coś takiego, mając normalną rodzinę, i powiedzmy, samemu będąc bez żadnych problemów. Przynajmniej jak razem pracowaliśmy, żadnych nie miał.
I nie, to nie było ,,standardowe'' samobójstwo, o ile to w ogóle można określić taką śmiercią. Bardziej chyba chęc zwrócenia na siebie uwagi, tylko taka trochę nieudana, jak widac.
I powtorze raz jeszcze: po co to było (tak, wiem, pytanie retoryczne)?
P.S. Bycie mocnym w gębie nie przekłada się na czyny.