Dodaj do ulubionych

Australia?

30.10.12, 14:29
Bo ematka wie wszystko wink.

Małżonek rzucił pomysł, co by rzucić w diabły nasze mega przyjazne Państwo, zapakować walizki i kontynuować długie i szczęśliwe życie wśród kangurów. Nawet zweryfikował wstępnie, że Australia przyjmie nas z otwartymi ramionami (podobno). Jechalibyśmy my, para znajomych i nasze córki (jedna lat 2, druga za miesiąc się urodzi).

I chciałam podpytać, która mieszka w Australii i może się wypowiedzieć na temat komfortu życia smile. Osobiście jestem bardziej na tak niż na nie - lubię ciepło, kangury też sympatyczne, misie koala wyluzowane, a wszystkie jadowite węże zostały dawno wytrute przez jadowite pająki ( które nie są przecież odporne na porządne, fachowe uderzenie kapciem).

Dać tej Australii szansę, czy raczej to jest tak jak z tą trawą u sąsiada - gdzie indziej zawsze bardziej zielona?
Obserwuj wątek
    • ailia Re: Australia? 30.10.12, 14:32
      Ja ci powiem, moja siostra wpierw była w Australii, ale później pojechali do Stanów. Po prostu tam było im lepiej, w Australii klimat im nie odpowiadał. Za daleko na kontakty z polonią, choć ludzie bardziej wyluzowani niż w USA. Imigrantów i tam i tam dużo. A za punkty jedziecie?
      • alpha.sierra Re: Australia? 30.10.12, 14:47
        Tak, za punkty (jeżeli to to, o czym myślę). Polonię (sztuk 3) zabieramy ze sobą, może jeszcze 4 sztukę zgarniemy wink. Jeżeli jedynym problemem Twoich znajomych był klimat, to uff - nie jest chyba źle?
    • tanebo Re: Australia? 30.10.12, 14:37
      Sam w Australii nie byłem ale było dwóch kumpli. Faktycznie, jest ciepło. Zapomnisz o zimie. Owoce cały rok. Bardzo otwarte kosmopolityczne społeczeństwo. Są i minusy. Najważniejszy to taki że praktycznie nie ma szans na utrzymanie kontaktów z rodziną w Polsce. pająki są raczej takie. Kapciem to możesz w niego raczej rzucić by miał się czym zająć gdy będziesz uciekać. Pojedyncza mrówka może zabić człowieka. Ale jeśli się pilnujesz to przeżyjesz. Aha. zapomnij o serfingu. Jeśli nie zaczęłaś w dzieciństwie to będziesz się tylko ośmieszać.
      • alpha.sierra Re: Australia? 30.10.12, 14:51
        Nie zamierzam się zbliżać do oceanu - pamiętaj, że oprócz pająków są jeszcze meduzy, wyjątkowo wredne, z długimi, jadowitymi czułkami leżącymi w piasku tak, że ich nie widać. Córce pozwolę się kąpac co najwyżej w wannie lub w basenie big_grin.

        Dalej będę się upierać, że nawet na takiego pająka kapeć rozmiar 46 (mężowy) lub celny rzut glanem będzie skuteczny big_grin.

        Owoce mnie przekonują. Wyluzowani jak misie koala ludzie też.
        • gku25 Re: Australia? 30.10.12, 15:37
          Glany w Australii?? Hmmm, no oktongue_out
          • olazdaleka Re: Australia? 31.10.12, 00:20
            Pewnie ze mozna glany nosic. U mnie zima temperatura spada do ok.12-15 w dzien, rano zdarzaja sie przymrozki.
        • papalaya "wyluzowani", hehe 30.10.12, 19:09
          ktoś tu się filmów naoglądał big_grin

          emigracja na podstawie Krokodyla Dandi?? można i tak...

          luzik big_grin
          • alpha.sierra Re: "wyluzowani", hehe 31.10.12, 16:36
            No akurat Krokodyla Dundee nie oglądałam wink. Jadę na ogólnej opinii i dopytuję o szczegóły. Spotkałam w życiu raptem jednego Australijczyka i rzeczywiście, odpowiadał stereotypowi wyluzowanego misia koala - wypisz wymaluj tongue_out.
            • robitussin Re: "wyluzowani", hehe 01.11.12, 10:03
              Powiem tak - wszyscy moi znajomi (no dobra, raptem 4 rodziny, więc nie jest to jakiś wyznacznik statystyczny), którzy lat temu ~naście wyemigrowali do Australii z nadzieją na życie w raju, zwijają dupę w troki i albo wracają do Polski (2 rodziny) albo przenoszą się do USA. Żadna z tych rodzin nie zna się nawzajem, więc decyzje o wyjeździe podjęto niezależnie od siebie.
      • burina Re: Australia? 30.10.12, 15:52
        Hola hola, w 'mojej' Australii są cztery pory roku. Ze śniegiem i jazdą na nartach włącznie.
      • iin-ess Re: Australia? 31.10.12, 08:28
        tanebo napisał:
        Ale jeśli się pilnujesz to przeżyjesz.

        haha to cie pocieszył...
    • wpak Re: Australia? 30.10.12, 14:38
      Jeszcze nie słyszałam, żeby Australia przyjęła kogoś z otwartymi ramionami. Raczej jest to długi i żmudny proces ( jesli oczywiście mówimy o legalnej emigracji na stałe ). Mają bardzo restrykcyjną politykę migracyjną. Warto poczytać:
      www.immi.gov.au/skilled/
      • burina Re: Australia? 30.10.12, 14:51
        Mnie przyjęła. Tylko, że kolejność była taka: pewna firma zapytała, czy chcę dla nich pracować, zgodziłam się, oni poprosili o kopie dokumentów (moich i członków rodziny, która miałaby ze mną tu przyjechać) i załatwili nam wizę (w 2 tygodnie).
        I bardzo często słyszę od Australijczyków, że się cieszą, że jestem w Australii. Dziś np. przypadkowo poznany w parku starszy pan mi to powiedzial.
        • burina Re: Australia? 30.10.12, 14:53
          Hłe hłe, emama zawsze w poprzek stereotypuwink
          • amonette Re: Australia? 30.10.12, 15:23
            A tak z ciekawości - kogo szukają dokładnie?
            Ja mam kota na punkcie NZ - a stamtąd już duuużo bliżej big_grin
            Mój znajomy mieszkał ze 20 lat, na starość wrócił do Polski. Z powodów rodzinnych.
            • amonette Re: Australia? 30.10.12, 15:27
              Już się dogrzebałam - mnie by raczej nie wyrzucili tongue_out
              • burina Re: Australia? 30.10.12, 15:49
                Na publicznym forum Ci nie wyznam tongue_out
                Ale to jest tak, że jak się znajdzie pracodawcę, który się zadeklaruje Cię zatrudnić (szczerze mówiąc to nie wiem, jak długi musi to być kontrakt, ja mam nieokreślony, może to też ma wpływ), to możesz nawet po polonistyce być.
                • amonette Re: Australia? 30.10.12, 17:00
                  wink Google nie gryzie i całkiem sporo wie.
                • sandgroper Re: Australia? 01.11.12, 11:16
                  Ale to jest tak, że jak się znajdzie pracodawcę, który się zadeklaruje Cię zatr
                  > udnić (szczerze mówiąc to nie wiem, jak długi musi to być kontrakt, ja mam nieo
                  > kreślony, może to też ma wpływ), to możesz nawet po polonistyce być.


                  Sorry ale to jest bzdura. Poczytaj sobie prawo emigracyjne na stronach immi.gov.au, choc podejrzewam ze to teraz malo cie interesuje. Dostalas sie tu jakos fuksem bo pewnie pracowalas w jakies pokrewnej firmie w Polsce. Znam takie przypadki, bez urazy ale tacy jak ty nie wiedza nawet do konca na jakiej dokladnie wizie tu przybywaja bo firma zalatwia za nich prawie wszystkie formalnosci z Au IMMI. Piszesz, ze wize ci zalatwili po dwoch tygodniach, wiec przypuszczam ze byla to 457 ktora nie byla na stale bo nie jest wiza permanentna. Pozniej dopiero mogli ci zmienic na ENS jak byli z ciebie zadowoleni i ta wiza juz jest permanentna. Mialas ogromne szczescie bo dostalas sie tu z latwoscia i nie przechodzilas tego wszystkiego co przechodzi zdecydowana wiekszosc emigrantow. Mieszkasz w apartamencie i gwizdzesz na wszystko bo nie przeszlas tego co np.ja, jeden z tych wielu wspomnianych powyzej i nie ma w tobie zadnych zlych i niemilych wspomnien z walki z emigracyjnym, z szukania sponsorow, z praca na part-time i wielu wielu innych tego typu.Kto w Australii jest na wizie studenckiej ten wie o czym pisze, cala reszta czytajaca to teraz i tak nie bedzie miala pojecia o czym mowie bo tego typu rzeczy nie trafaiaja do ludzi jako slowo pisane lub mowione, TO po prostu trzeba przezyc na wlasnej skorze. Ja po przyjezdzie do Aus egzystowalem lepiej lub gorzej jako zwyczajny student przez prawie 4lata, a pozniej bedac w koncu w pelni sil z angielskim, kwalifikacjami i znalazlszy w koncu sponsora (co przy niektorych zawodach graniczy z cudem) czekalem na rozpatrzenie mojej aplikacji na wize permanentna az osiem miesiecy, drzac w niepewnosci czy zaakceptuja mojego sponsora, czy moje papiery okaza sie dla nich OK itp..itp.. A na koniec jeszcze musialem wyjechac z Australii na kilka dni bo moja wiza byla "offshore" co oznacza, ze przyznaja ci ja tylko i wylacznie jak sie znajdujesz za granicami Au i nabywa waznosci w drodze powrotnej.Wszystko zdobyte walka i meka.To, czego ty nie doswiadczylas. Takze moze troche szacunku poprosze bo ja pisze jakie sa fakty, mieszkam gdzie mieszkam i jest tu jak jest.Jak by nie bylo to ciagle Australia, ta w ktorej ty mieszkasz, a jakze inna. Trzeba to zrozumiec.
                  • duzeq Re: Australia? 01.11.12, 11:58
                    Chlopie, nie jecz tak, bo az zal czytac.
                    Burina widocznie ma specjalizacje, ktora byla cenna w Australii, a ty jako studenciak przeszedles przez to wszystko, przez co byle studenciak w kazdym kraju za granica (pomijajac EU) bedzie przechodzil.
                    • sandgroper Re: Australia? 01.11.12, 12:15
                      Chlopie, nie jecz tak, bo az zal czytac.
                      > Burina widocznie ma specjalizacje, ktora byla cenna w Australii, a ty jako stud
                      > enciak przeszedles przez to wszystko, przez co byle studenciak w kazdym kraju z
                      > a granica (pomijajac EU) bedzie przechodzil.


                      My juz znamy te "specjalizacje"... Pracownik od nicnierobienia potrzebny od zaraz... Dlatego nie zna absolutnie realiow w ktorych zyje. I taka osoba absurdalnie latwo sie dostanie do tego kraju poszerzajac zastepy biurokratycznych urzednikow, ktorym sie placi ... no wlasnie nie wiadomo za co.., a prawdziwy pracownik jak np. ja ktory temu krajowi jest naprawde potrzebny (zeby wyremontowac ten crap ktory zostal tu kiedys zbudowany) ma zawsze pod gorke.. Tak tu wlasnie jest, nic nie znajduje sie na swoim miejscu i najmniej potrzebni sa welcome, a ci ktorzy cos tu wnosza maja wiatr w oczy. Jak ci zal czytac to zamknij oczy. Ciekawe gdzie ty mieszkasz i jakimi realiami zyjesz? Ja codziennie zrywam kregoslup i nadwyrezam swoje rece dla tego kraju nie majac juz pozniej czasu i sil na nic, podczas gdy dobrze wypasione rzesze bezrobotnych z wyboru (na ktorych rowniez pracuje) buszuja po shoppingach i wykrzywiaja twarz w grymasie, ze albo za goraco albo za zimno... Gdzie jak gdzie ale w tym kraju sprawiedliwosci nie ma.
                      • duzeq Re: Australia? 01.11.12, 12:50
                        I znowu jeczenie, jojcenie i sapanie.
                        Po pierwsze - idiotycznie oskarzasz burine, bo nie wiesz co robi i jaka ma specjalizacje.
                        Po drugie - zyjesz zyciem typowego imigranta, ktory musi robic cos rekami i jeczy jak zwykle na tych, ktorzy robia glowa.
                        Po trzecie - jak ci tak zle, to:
                        a) rzuc robote i przejdz na zasilek - bedziesz mogl buszowac po szopingach i wykrzywiac twarz
                        b) pojedz do jakiegos innego kraju gdzie murarze traktowani sa jak krolowie.
                        • bi_scotti Re: Australia? 01.11.12, 13:00
                          duzeq napisała:

                          > b) pojedz do jakiegos innego kraju gdzie murarze traktowani sa jak krolowie.

                          big_grin
                          Zyje w naiwnym przekonaniu, ze wszedzie na swiecie murarze, posadzkarze, hydraulicy i inni tego typu rzemieslnicy traktowani sa jak udzielni wladcy, krolowie i w ogole creme de la creme kazdego society wink Jeszcze nie spotkalam ubogiego rzemieslnika a wiekszosc ma do tego sklonnosci wybitnie dyktatorskie jesli chodzi o godziny pracy i wysokosc zaplaty. Czyzby w Australii bylo inaczej? tongue_out
                          To nie zmienia faktu, ze jak ktos lubi ponarzekac to nic go nie powstrzyma. Life.
                          • princesswhitewolf Re: Australia? 01.11.12, 13:21
                            eszcze nie spotkalam ubogiego rzemieslnika a wiekszosc ma do tego sklonnosci wybitnie dyktatorskie jesli chodzi o godziny pracy i wysokosc zaplaty.

                            biscotti a ty czesto korzystasz z uslug rzemieslnikow? albo nie, albo w Kanadzie tak rozowo im.
                            W UK wystarczy ze napisze ogloszenie i umieszcze na Londynek i za naprawde nieduze pieniadze zglosza sie tlumy. Praktykowalam nie raz bo przez 2 lata caly dom wyremontowalam
                          • duzeq Re: Australia? 01.11.12, 13:22
                            Co do "ubogich" rzemieslnikow, to sie zgadzam - mozna fiola dostac od ich wymagan wink.
                            Pan stekacz ubogi pewnie tez nie jest, tylko mnie irrytuje swoja stekliwoscia i zarzucaniem komus, komu sie ewidentnie dobrze zyje w danym kraju, ze klamie, bo zycie nie moze byc takie proste.
                            Sama nie jestem zadowolona w 100% z obecnego miejsca zamieszkania, ale po pierwsze - wiem gdzie chcialabym mieszkac i BEDE tam mieszkac kiedy pare rzeczy tutaj wypali, a po drugie moje niezadowolenie nie przeklada sie na narzekanie na wszelki mozliwe aspekty zycia i na udowawdnianie wszystkim dookola, ze to niemozliwe, zeby komus sie tutaj podobalo.
                            • bi_scotti Re: Australia? 01.11.12, 13:42
                              Ale sama wiesz, ze jest taki typ zawsze niezadowolonych. I to w sumie nie ma znaczenia gdzie maja adres, co robia, ile zarabiaja - zawsze jest pod gorke i pod wiatr. Pracuje z taka piekna, 30-paro-letnia kobieta robiaca kariere w przyspieszonym tempie, bo madra i utalentowana, i pyskata wink Ale co z tego gdy wiecznie unhappy. Pogoda zla. Traffic beznadziejny. Wynagrodzenie inni maja lepsze. Sasiad cos tam nie tak ... Zakupy w Stanach niby OK ale tez cos tam nie wyszlo ... Boyfriend niby swietny ale zawsze jednak nie perfect ... Etc. etc. etc. I zaloze sie, ze z wiekiem jej sie nie poprawi, bo to taki typ. Jak nasz tutejszy interlokutor, eh.
                              Z tego, co czytam w tym watku to chyba najwieksze zaufanie budza we mnie wpisy Evee, bo mieszka w tej Australii cos chyba 20 lat i zapewne przeszla juz wszystkie typowe stany adaptacyjne (1. Happiness & fascination; 2. Disappointment, confusing feelings, frustration & irritation; 3. Gradual adjustment or recovery; 4. Acceptance & adjustment) i na miejscu autorki watku pewnie od Evee probowalam sie jak najwiecej konkretow dowiedziec.
                              A swoja droga to cos/ktos jednak czuwalo nad nami tych 30 lat temu gdy rzucilo nas gdzie rzucilo wink
                            • sandgroper Re: Australia? 01.11.12, 15:42
                              >Sama nie jestem zadowolona w 100% z obecnego miejsca zamieszkania, ale po pierwsze - wiem gdzie chcialabym mieszkac i BEDE tam mieszkac


                              Zycze ci duza q (czy ten nick to od duzej qpy?) zebys poznala na wlasnej skorce jak to jest gdzies indziej, jak juz sie wyprowadzisz do tego swojego wymarzonego miejsca. Wtedy przypomnisz sobie posty pana "stekacza" i z pokora schylisz glowke szepczac pod nosem: q.wa mial racje...
                              Ale mam nadzieje, ze jakos to tam bedzie i ze chociaz ta twoja znajomosc wielu jezykow ci cos w tym dopomoze, a w szczegolnosci znajomosc francuskiegosmile

                              good luck ugly sheilasmile
                              • duzeq Re: Australia? 01.11.12, 15:57
                                > Zycze ci duza q (czy ten nick to od duzej qpy?

                                O prosze, teraz stekacz z marudziarza stal sie zwyklym chamem.

                                zebys poznala na wlasnej skorc
                                > e jak to jest gdzies indziej, jak juz sie wyprowadzisz do tego swojego wymarzon
                                > ego miejsca. Wtedy przypomnisz sobie posty pana "stekacza" i z pokora schylisz
                                > glowke szepczac pod nosem: q.wa mial racje...

                                No wlasnie takie stekacze jak ty nigdy nie zrozumieja tego, ze np. ja juz mieszkalam w wymarzonym miejscu, przenioslam sie chwilowo gdzie indziej z pewnych powodow i ze wroce tam jak tylko zalatwie tu pare rzeczy. Sprobuj stekacz jeszcze raz, bo na razie to pudlo, pudlo i pudlo.

                                > Ale mam nadzieje, ze jakos to tam bedzie i ze chociaz ta twoja znajomosc wielu
                                > jezykow ci cos w tym dopomoze, a w szczegolnosci znajomosc francuskiegosmile

                                Znajomosc jezykow zawsze pomaga. Szczegolnie, ze niektorzy nie musza podchodzic do egzaminow 3 razy.

                                > good luck ugly sheilasmile
                                Nie zazdroszcze brzydkiej zony.
                              • jamesonwhiskey Re: Australia? 01.11.12, 16:00
                                > Zycze ci duza q (czy ten nick to od duzej qpy?) zebys poznala na wlasnej skorc
                                > e jak to jest gdzies indziej, jak


                                ona generalnie zawsze jest gdzies indziej
                                ma kobicina jakies zaburzenia i leci na mocnych psychotropach
                                czasem sie jej poprawia
                                czasem pogarsza
                                • duzeq Re: Australia? 01.11.12, 16:04
                                  Ja sie trzymam tej samej wersji whiskacz, w odroznieniu od ciebie.
                                  Ty nawet koncowki mylisz, raz piszesz, ze "mialam", raz ze "coflem".
                                  Wiec kto tu leci na psychotropach, misiu...?
                        • sandgroper Re: Australia? 01.11.12, 13:11
                          Dzieki za cenne wskazowki ale nie skorzystam. Z calym szacunkiem ale za malo wiesz o swiecie i zyciu zeby moc mi udzielac rad. Nie oskarzam nikogo, a jedynie prostuje to co zostalo celowo zle napisane. Prawo emigracyjne w Australii jest jedno i nie da sie go naciagnac.

                          Nie masz pojecia co robie i kim jestem wiec nie oceniaj z gory bo moze by sie okazalo, ze mam wyzsze kwalifikacje i sto razy wiecej doswiadczenia zawodowego niz ty masz.. A pewnego dnia..kto wie moze bedziesz dla mnie pracowac (fizycznie oczywisciesmile

                          Murarze...hahaha a to dobre!
                          • duzeq Re: Australia? 01.11.12, 13:31

                            > Nie masz pojecia co robie i kim jestem
                            No wlasnie wiem - z wczesniejszej wypowiedzi: "a prawdziwy pracownik jak np. ja ktory temu krajowi jest naprawde potrzebny (zeby wyremontowac ten crap ktory zostal tu kiedys zbudowany) ma zawsze pod gorke.. "

                            "ze mam wyzsze kwalifikacje i sto razy wiecej doswiadczenia zawodowego n
                            > iz ty masz.. A pewnego dnia..kto wie moze bedziesz dla mnie pracowac (fizycznie
                            > oczywisciesmile

                            Nie ma szans, chlopie. Ja robie glowa i za to dostaje porzadne pieniadze.

                            Nie oskarzam nikogo, a jedynie
                            > prostuje to co zostalo celowo zle napisane. Prawo emigracyjne w Australii jest
                            > jedno i nie da sie go naciagnac.

                            Burina nie pisze nic o naciaganiu - pisze o zupelnie innej procedurze dostania sie do AU, bo z zupelnie innej pozycji startowala. Twoje swiete oburzenie o zdawaniu egzaminu jezykowego tez jest nie na miejscu, bo sa ludzie, ktorzy maja duze zdolnosci jezykowe, albo sa w stanie swietnie zdawac testy. A ty caly czas sie rzucasz, ze ona klamie.
                            • princesswhitewolf Re: Australia? 01.11.12, 13:51
                              Twoje swiete oburzenie o zdawaniu egzaminu jezykowego tez jest nie na miejscu, bo sa ludzie, ktorzy maja duze zdolnosci jezykowe, albo sa w stanie swietnie zdawac testy.


                              No taa sama znam takich co to twierdzili ze latwo im cos przychodzi, bo nie chcieli wyjsc na kujonow... Serio, bez pracy nie ma kolaczy. Trzeba iles godzin wysiedziec
                              Jego oburzenie nie ma sensu bo nie zna jej historii nauki jezyka.
                              • duzeq Re: Australia? 01.11.12, 14:05
                                Serio to sa techniki zdawania egzaminow i mozna trzasnac panstwowy egzamin po paru miesiacach nauki danego jezyka. Trzeba tylko wiedziec co nalezy na egzaminach robic, niekoniecznie majac dany jezyk opanowany na niewiadomo jakim poziomie.

                                I nie doczytalas historii buriny - miala angielski tylko w szkole sredniej, nie chodzila na korki.
                                • princesswhitewolf Re: Australia? 01.11.12, 14:47
                                  Serio to sa techniki zdawania egzaminow i mozna trzasnac panstwowy egzamin po paru miesiacach nauki danego jezyka. Trzeba tylko wiedziec co nalezy na egzaminach robic, niekoniecznie majac dany jezyk opanowany na niewiadomo jakim poziomie.

                                  Uwazam, ze w tym zakresie mam ogromne doswiadczenie a nie tylko teorie. W swoim zyciu zdawalam CAE potem CPE ( na nic w zyciu mi sie nie przydaly) a takze przed rozpoczeciem MBA studiow GMAT TOEFL z takowych egzaminow ( zwlaszcza te ostatnie sa symultaniczne czyli poziom sie zmienia w zaleznosci od tego jak rozwiazujesz test) i nadal uwazam ze choc technika jest wazna to bez znajomosci jezyka na okreslonym poziomie nic nie zdzialasz. Zwlaszcza ze egzaminy jezykowe maja sluchowisko jak i wypracowanie.

                                  > I nie doczytalas historii buriny - miala angielski tylko w szkole sredniej, nie
                                  > chodzila na korki.


                                  Faktycznie tego nie doczytalam. Jezeli nie byla to jakas anglojezyczna szkola to raczej powyzej FCE poziomu nie jest mozliwe aby uzyskala. A wysoki poziom IELTS jest porownywalny z CAE
                                  • duzeq Re: Australia? 01.11.12, 15:01
                                    Ja nie mowie, ze mozna przyjsc z ulicy i zdac egzamin, ale jako ze egzaminow jezykowych odwalilam w zyciu bardzo wiele, to nie upieralabym sie jak pan stekacz, ze ktos NA PEWNO nie zdalby CAE /EILTS po polskiej szkole. Tak wynika z mojego ogromnego doswiadczenia.
                                    • princesswhitewolf Re: Australia? 01.11.12, 15:06
                                      Tak wynika z mojego ogromnego doswiadczenia.

                                      Jesli to tylko angielski w ogolniaku bez jakichkolwiek dodatkowych lekcji etc- to szczerze w to nie wierze. Sorry!
                                    • sandgroper Re: Australia? 01.11.12, 15:08

                                      > Ja nie mowie, ze mozna przyjsc z ulicy i zdac egzamin, ale jako ze egzaminow je
                                      > zykowych odwalilam w zyciu bardzo wiele, to nie upieralabym sie jak pan stekacz
                                      > , ze ktos NA PEWNO nie zdalby CAE /EILTS po polskiej szkole. Tak wynika z mojeg
                                      > o ogromnego doswiadczenia.


                                      "You think you know something..
                                      but the truth is that you know nothing.."

                                      By Stekaczsmile

                                      this conversation is over
                                      • duzeq Re: Australia? 01.11.12, 15:29
                                        Over to moze dla ciebie. Ja duzo roznych przypadkow widzialam, bo widzisz, stekacz, nie mowie jednym czy dwoma jezykami. Na tym polega roznica miedzy nami.
                                        • princesswhitewolf Re: Australia? 01.11.12, 15:42
                                          duzeq
                                          wiesz jesli ja zaczne liczyc iles nascie lat rosyjskiego, 2 lata laciny, 4 lata niemieckiego w LO a potem na studiach przez 5 la5, Francuskiego 4 lata, angielski to tez wyjdzie, ze nie wiadomo ile znam jezykow.

                                          Problem w tym ze znajomosc znajomosci nierowna. Polski i angielski znam tylko tak by moc oceniac cos w tych jezykach. Francuski srednio i niemiecki. I W ZYCIU nie powiedzialabym ze moj niemiecki czy francuski jest na poziomie zewalajacym mi na zdawanie wysoko zaawansowanych egzaminow w tym jezyku. A ja naprawde porozumiewam sie po niemiecku czy francusku i swobodnie gazete czytam. To jednak jest za malo na to by bezblednie pisac czy mowic.

                                          Po prostu im glebiej w las tym wiecej drzew i wtedy klapki z oczu nam opadaja mamy troszke lepsze rozeznanie.
                                          • duzeq Re: Australia? 01.11.12, 15:52
                                            Oczywiscie, ze znajomosc znajomosci nierowna , dlatego nie wliczam w moja znajomosc jezykow ani 8 lat rosyjskiego, ani 2 lat laciny.
                                            W moim przypadku 2 jezyki mi nieco uciekly, ale KIEDYS zdawalam zaawansowane egzaminy w tych jezykach wiec teraz byloby kwestia czasu tylko odswiezenie sobie tego i owego. Czteroma pozostalymi posluguje sie na codzien, z czego z jednego mam egzamin panstwowy, a nie moge powiedziec, zebym dobrze nim mowila.

                                            I upieram sie tylko przy tym, zeby ludzi nie oceniac wlasna miara.
                                            • princesswhitewolf Re: Australia? 01.11.12, 16:04
                                              zteroma pozostalymi posluguje sie na codzien, z czego z jednego
                                              > mam egzamin panstwowy, a nie moge powiedziec, zebym dobrze nim mowila.

                                              wiesz FCE to tez egzamin panstwowy ale to nie jest IELTS na poziomie 8.0. Sa rozne poziomy egzaminow na boga przeciez...

                                              Ja tez sie posluguje francuskim w pracy, wyjezdzamy do Francji 2-3 razy w roku bo moja rodzina ma tam dom... i nadal uwazam ze go nie znam na tyle by porownac z jakimkolwiek bardziej zawansowanym egzaminem panstwowym niz jakies dla srednio zaawansowanych. Nie zglupialam jeszcze.
                                              Mature z niemieckiego zdalam kiedys na 5, na studiach hist sztuki ksiazki musielismy czytac po niemiecku ale jezu... to przeciez ledwo srednio zaawansowany poziom, o czym mowa...
                                              Tylko o angielskim moge powiedziec ze znam praktycznie jak polski ale to ze wzgl na to iz zdalam najwyzsze z mozliwych egzaminow i skonczylam studia kolejne w USA oraz moj chlop wszak tez ma wplyw na moj angielski bo to brytyjczyk...
                                              • duzeq Re: Australia? 01.11.12, 16:08
                                                Egzamin panstwowy masz na poziomie A2 i B2. B2 jest zaawansowany. I tylko o b2 mi chodzi.

                                                Jak mowie - jezeli jakis stekacz sie upiera, ze on musial 2 lata cos studiowac i 3 razy podchodzic do egzaminu, to to nie oznacza z automatu, ze kazdy tak ma.

                                                Pozdrawiam.
                                                • princesswhitewolf Re: Australia? 01.11.12, 16:21
                                                  Egzamin panstwowy masz na poziomie A2 i B2. B2 jest zaawansowany. I tylko o b2 mi chodzi.

                                                  mowisz o Goethe egzaminach z niemeickiego?

                                • sandgroper Re: Australia? 01.11.12, 15:03
                                  Serio to sa techniki zdawania egzaminow i mozna trzasnac panstwowy egzamin po p
                                  > aru miesiacach nauki danego jezyka. Trzeba tylko wiedziec co nalezy na egzamina
                                  > ch robic, niekoniecznie majac dany jezyk opanowany na niewiadomo jakim poziomie
                                  > .
                                  >
                                  > I nie doczytalas historii buriny - miala angielski tylko w szkole sredniej, nie
                                  > chodzila na korki.


                                  Wtrace sie jeszcze bo widze,ze do niektorych osob pewne rzeczy nie docieraja. Powtarzam: nie da sie zdac egzaminu IELTS na dobre oceny majac angielski tylko w szkole sredniej w Polsce. Jest to NIEWYKONALNE. Zdasz, a i owszem ale na 5.0 maximum. Chociazby dlatego ze IELTS jest specyficznym testem i napewno nic o tym nie ma w polskim liceum.. No ale autorka tego watku twierdzi,ze z ang jest jak najbardziej OK wiec mysle,ze sobie poradzi.
                                  Co do technik zdawania IELTS to owszem, trzeba je opanowac, wtedy jest latwiej zdawac ale tego testu nie da sie oszukac! Na stronach internetowych np: www.ieltscentral.com/ mozna sobie wykupic subskrypcje i pouczyc sie w domowym zaciszu o tym egzaminie. Tam jest glownie o schemacie testu, co i jak wyglada, co i kiedy nalezy zrobic itp..,ale tez sa przykladowe testy do zrobienia. Bedac pierwszy raz na tescie bez zadnego przygotowania mozna latwo sie pogubic i po prostu cos ominac, a szkoda by bylo bo to kosztuje.. I jeszcze raz przypomne: trenowac reading bo to jest najbardziej tricky, to nie jest takie zwykle czytanie, to sa trudne czytanki i do nich jest sporo odpowiedzi w postaci naglowkow,ktore sa do siebie tematycznie bardzo podobne. Trzeba to dopasowac idealnie, inaczej traci sie punkty. Sa bardzo podchwytliwe i przewrotne, tam nic nie jest oczywiste, nigdy nie wiemy co autor mial naprawde na mysli.. Cwiczyc, cwiczyc. Tylko praktyka w tym przypadku jest w stanie cos tu zdzialac. Nie idziemy na zywiol bo to sie raczej nie uda. Sam sie tu przygotowywalem w IELTS Preparation Class przez 3 miesiace i pozniej jeszcze exam preparation organizowane przez sam IELTS (platne) To wszystko cos daje ale tematow jest tyle i sa one tak rozne, ze nawet po 3 mies przygotowan nie bylem do konca pewny siebie. Chcecie startowac na independent visa-IELTS musi byc raczej dosc wysoki.
                                  • princesswhitewolf Re: Australia? 01.11.12, 15:10
                                    Wtrace sie jeszcze bo widze,ze do niektorych osob pewne rzeczy nie docieraja. Powtarzam: nie da sie zdac egzaminu IELTS na dobre oceny majac angielski tylko w szkole sredniej w Polsce. Jest to NIEWYKONALNE. Zdasz, a i owszem ale na 5.0 maximum.

                                    Sandgroper, rozmawiasz z ludzmi jacy nie maja pojecia o czy mowisz. Mieszkaja w Polsce i nie zdawali egzaminu tego typu. Musza sie sami przekonac...

                                    gdybym spotkala jedna osobe jaka przekonana byla ze po ogolniaku zna swietnie angielski powyzej CAE poziomu to moze by mnie to dziwilo, ale takich sa tysiace. Potem sie przekonuja
                                  • duzeq Re: Australia? 01.11.12, 15:32
                                    Drogi stekaczu, wlasnie niepotrzebnie opisales to, co ja odwalilam juz pare razy w zyciu. OMG, reading moze byc tricky, naprawde??? Niesamowite.
                  • grzegorz961 Re: Australia? 04.02.13, 17:04
                    bardzo mnie zainteresowal Twoj post, bo wlasnie moj syn wyjezdza na studia do AUS. Doslownie za chwile. Z zamiarem oczywiscie zostania w "raju". POniewaz bedzie studiowal w Sydney w pelnym wymiarze, mam wciaz obawy jak sie tam utrzyma. Jest zdeterminowany, ze "da rade". ale ja nie wiem jak. A teraz dowiaduje sie (z roznych powodow mam z nim ograniczony kontakt) ze z wiza studencka to jeszcze daleka droga do legalizacji pobytu.
                    Ma oplacony rok przez rodzine, ale jak tam przetrwac studiujac dziennie to nie wiem, no i czy po studiach ekonomicznych (master of professional accounting) na szanse na sponsora, prace itd?
                    Jak to widzisz?
                    • alpha.sierra Re: Australia? 05.02.13, 16:52
                      A tu pytałeś? Niżej też któraś z mam podała linki do forum dla emigrantów - pozagazetowe.
                      • grzegorz961 Re: Australia? 07.02.13, 10:38
                        sorry ale TU czyli gdzie?
                        • baddaymate70 Re: Australia? 07.02.13, 11:23
                          No jak to gdzie? W Australii. Miasto nie wazne, wszedzie jest podobnie, generalnie zadna rewelacja. Na wschodzie jest Sydney, na zachodzie Perth. Na wschodzie jest wiecej zycia w miastach i wiecej ludzi ale mniej pracy bo wieksza konkurencja. Na zachodzie jest mniej zycia, nuda i pustynie ale wiecej pracy i lepsze zarobki. Nie ma zlotego srodka i najlepszego, takiego uniwersalnego miasta do zycia w Australii, wszedzie beda plusy i minusy plus pogoda ktora tez jest inna na wsch.i na zach.
                        • alpha.sierra Re: Australia? 07.02.13, 12:02
                          Sorry, coś się nie wkleiło:

                          forum.gazeta.pl/forum/f,86543,AUSTRALIA.html
                    • baddaymate70 Re: Australia? 06.02.13, 15:44
                      Hej. Przede wszystkim...Zadna australijska szkola,czy to UNI czy jezykowa badz TAFE nie jest odpowiednia i poziomem i programem dla jakiegokolwiek europejczyka. Wywalicie fortune na ten sh.t i nie bedziecie zadowoleni bo to nie ten poziom intelektualny co powinien byc dla Polakow i innych podobnych nam nacji posiadajacych mozgi.. Po drugie nawet jak skonczy ta szkole to widoki na emigracje poprzez ta szkole beda marne. Juz jest kiepsko w tej chwili bo wymogi rosna, ciagle zmiany przepisow i czas oczekiwania na rozpatrzenie zwyklej aplikacji wizowej siega roku...Co bedzie za trzy-piec lat??? Wedlug mnie emigracja do tego kraju moze przestac istniec albo bedzie powaznie zredukowana.. W tej chwili najlepiej tu emigrowac jako uchodzca,niestety niedostepne dla Polakow. Pracy w Australii nie ma, a wszystko piekielnie drogie. Aha, jak syn znajdzie prace i bedzie to pomoc w budowlance to lepiej niech nie zaczyna bo bedzie wracal do domu pierwszym lepszym samolotem, bez wzgledu na cene biletu. Australia byla dobra na emigracje 10-20 lat temu. Na pewno nie jest dobrze przyjezdzac tu w obecnych czasach. No i trzeba wiedziec ze Australia ciagle jest 20 lat za Europa w kazdej praktycznie dziedzinie zycia. Pozdro.
                      • burina Re: Australia? 07.02.13, 11:36
                        Ja to bym raczej powiedziała, że Australia nadal pełna jest osobników prymitywnych, coś jak odpowiednik naszych karków i drechów. I jak widać, nawet mimo dosyć ostrych kryteriów przyznawania wiz pobytowych, nie brakuje też importu wyżej wspomnianych.

                        Co jest najbardziej zastanawiające, to fakt, że ludzie tak bardzo odradzający przyjazd do Australii sami w niej uparcie siedzą i bardzo dobrze się mają...
                        • jamesonwhiskey Re: Australia? 07.02.13, 12:30
                          no chyba to kraj zeslancow
                          wiec cudow nie ma sie co spodziewac
                        • baddaymate70 Re: Australia? 08.02.13, 14:17
                          A coz takiego zastanawiajacego w tym jest?bo nie rozumiem.Prosze o wyjasnienia.
                          Ktos, kto tu ciezko pracowal na pobyt staly przez 3 czy 5 lat, dymal i ryl przy najgorszych w swiecie robotach spalany sloncem, zzerany przez miliony natretnych much i nieraz ponizany przez tzw. very friendly tubylcow czyli ozzich nie zostawi teraz tego wszystkiego, wszystkich tych gratow ktorych sie dorobil, nie rzuci pracy ktora w koncu stala sie normalna i nie opusci znajomych ktorych tu poznal zeby wracac do Polski i tam zaczynac wszystko od nowa... Czy to takie dziwne? A moze autorce tego postu po prostu sie fartnelo i znalazla sie w tym "raju" bez takich przejsc jak ma wiekszosc tu przyjezdzajacych? A moze autorka tego postu wyszla za aussie gentlemana co chodzi boso i niebieski paszporcik sam przyszedl? Jest wiele drog do emigracji i nalezy to zrozumiec. Mam tu wielu znajomych Polakow emigrantow, ktorym Australia sie nie podoba i narzekaja oraz odradzaja przyjazd tu tak jak ja to robie. I co w tym takiego dziwnego? To nie jest kraj idealny, wiekszosc to dostrzega, cala reszta oszukuje siebie i najblizszych mowiac jak im tu wspaniale...obludnicy. Zobacz na muslimow, ktorych tu setki tysiecy i ciagle naplywaja, oni nie respektuja ZADNEJ kultury oprocz ich wlasnej i staraja sie zawladnac niemalze krajami do ktorych emigruja. To jest straszne i tego trzeba sie bac i dziwic, a nie tego ze Polacy widza w Australii mase absurdow i im sie nie podoba. Przynajmniej nie szarogesimy sie jak muslimy i jakos tam respektujemy tutejsze zasady oraz kulture.. Trzeba sie modlic zebysmy ktoregos dnia nie obudzili sie w muslimskim kraju zwanym Australia, a nie zastanawiac sie nad bzdetami.
                          • burina Re: Australia? 08.02.13, 15:12
                            A w którym to kraju nie ma absurdów? W którym wszystko jest idealne?

                            Dlaczego zaraz musisz odradzać zamiast po prostu podzielić się doświadczeniem, opisać trudności z którymi się zetknęłaś/zetknąłeś?
                            Właśnie to jest dziwne, że ktoś, kto ostatecznie pokonał początkowe trudności (chyba ktoś, kto decyduje się na emigrację jakoś je wkalkulowuje?), jest ustawiony, ani myśli wracać innych będzie zniechęcać.
                            • baddaymate70 Re: Australia? 09.02.13, 15:41
                              We wszystkich sa absurdy i zaden z nich nie jest idealny ale do ciezkiej ch.lery Australia miala byc niby taka wspaniala i cudowna do zycia, z idealna pogoda i zyczliwymi ludzmi, bezpieczna i czysta ze z chodnika mozna jesc...! Zadne z powyzszych nie pokrywa sie z prawda, a ludzi ktorzy klepia bzdury jaki to tutaj jest raj powinno sie surowo karac. Zaraz pewnie zaczniesz znowu swoje - dlaczego tu siedze i blah blah.. Bylem tu turystycznie i wrocilem do Polski ze skrzywionym obrazem tego kraju, cudnie pieknie itp..bo nie da sie tego wszystkiego dojrzec w ciagu kilku miesiecy. Wrocilem tu jako emigrant, przeszlismy z rodzina emigracyjne pieklo, ale OK zawsze sie mysli ze pozniej bedzie lepiej, ze to tylko przejsciowe. Okazuje sie ze nie. Pogoda okropna (gdziekolwiek bysmy nie mieszkali), z ludzmi trzeba sie na codzien uzerac bo nie mysla, a wszyscy to niestety toleruja, przepisy chore i masa absurdow ktore potrafia tak upierdziec zycie ze hej.
                              • evee1 Re: Australia? 11.02.13, 13:13
                                > Wrocilem tu jako emigrant, przeszlismy z rodzina emigracyjne pieklo,
                                A co, przyjechaliscie jako uchodzcy i przez kilka miesiecy siedzieliscie w obozie dla uchodzcow?
                                Jezeli nie, to jak mozna w ogole mowic o "emigracyjnym piekle"?

                                Ja to Ci wspolczuje tego rozczarowania i zgorzknienia. Niestety na to czesciowo zapracowujesz tez chyba swoim nastawieniem. Oczywiscie, sytuacje zyciowa mozna miec rozna, mozna tez miec wiecej lub mniej szczescia, ale Twoje stwierdzenie "pogoda okropna (gdziekolwiek bysmy nie mieszkali)" swiadczy o tym, ze chyba trudno Cie zadowolic.
                                • baddaymate70 Re: Australia? 11.02.13, 16:05
                                  Nie rozsmieszaj mnie i nie kompromituj sie na forum bo kazdy kto choc chwile pomieszkal w Australii wie, ze uchodzcy maja tu duzo latwiej i lzej sie dostac i zostac niz uczciwie pracujacy przecietny europejczyk, wezmy na to taki Polak po studiach i z dobrym doswiadczeniem zawodowym. I nie mowie tu o "boat people", ktorzy sa lokowani w obozach (choc i oni zle tam nie maja!!!!), tylko o uchodzcach, ktorzy tu trafiaja wprost ze swego kraju bez postoju w obozie, jako ze przybywaja innymi srodkami transportu. Oni doslownie za "chwile" maja swoj dom (a dzieci maja zazwyczaj 3 do 5), calkiem niezly samochod oraz skads kase na to zeby nie pracowac tylko obijac sie cale dnie po shoppingach. Przecietny w/w Kowalski musi do Australii przybyc na jakiejs waznej wizie-najczesciej studenckiej(co kosztuje hips) Uchodzcy nie musza. Kowalski wynajmie zaledwie maly unit dla siebie, zony i dzieci, uchodzca dostanie dom od panstwa bo mu sie "cos" nalezy.. Kowalski straci fortune na szkoly-swoja i dzieci(obowiazkowe i 100proc platne), bedzie wegetowal od 3 do 5 lat zalatwiajac sobie wize stalego pobytu i po tym czasie zacznie z rodzina cale ich zycie od poczatku podczas gdy Pan uchodzca od dawna bedzie sie cieszyl pobytem stalym, ze dwa razy zmieni auto(na wieksze oczywiscie) i beztrosko bedzie kontynuowal nic nierobienie. To wszystko przeszedlem ja z rodzina i wielu znajomych ze swoimi rodzinami. I nie ma tak, ze przyjezdzasz do Australii jako Polak i masz od razu podane na tacy... Zyjac tu juz iles tam lat i spotykajac sie ciagle z nowymi Polakami przechodzacymi emigracyjne pieklo uswiadamiam sobie jakimi my Polacy jestesmy dziadami w porownaniu do innych (szczegolnie tych z krajow 3-go swiata) nacji, ktore sa w Australii niestety ale faworyzowane. Dlaczego tak jest? Ano dlatego, ze sama Australia jest jakby krajem 3-go swiata rowniez i swietnie dogaduje sie z tamtymi krajami! Z Polska sie nie dogaduje nijak i tak naprawde to nikt nas w Australii nie chce, a kto mysli inaczej oszukuje samego siebie albo jest slepy i gluchy na raz.
            • princesswhitewolf Re: Australia? 01.11.12, 11:52
              Ja mam kota na punkcie NZ - a stamtąd już duuużo bliżej

              amonette, ale NZ to nie Australia. NZ jest bardzo "prowincjonalna" i niezbyt otwarta na imigrantow. Pracuje z nowozelandczykiem jaki kolo mnie w pracy siedzi. Jest z pd wyspy. Twierdzi, ze bardzo ciezko tam z praca, pomimo iz nie odczuli tak kryzysu jak Europa. Po prostu tam niewiele galezi przemyslu sie rozwija
        • ailia Re: Australia? 30.10.12, 14:54
          Cieszą się bo jesteś białą europejką.
          • burina Re: Australia? 30.10.12, 15:26
            Pan w parku się ucieszył dopiero, jak mu powiedziałam, czym się w robocie zajmuję...
      • alpha.sierra Re: Australia? 30.10.12, 14:54
        Wiem, łatwo nie jest, ale też presji czasowej nie mamy, finansowej też raczej nie - więc da radę. Jesteśmy młodzi, wykształceni, pracujemy, język znamy biegle - nie powinno być jakichś dużych problemów.
    • bri Re: Australia? 30.10.12, 14:41
      Znajomi znajomych wyjechali i wrócili po roku. Nie udało im się znaleźć pracy, która pozwoliłaby im się tam utrzymać.
      • alpha.sierra Re: Australia? 30.10.12, 14:57
        Takie historie tez mnie interesują - a znali dobrze angielski? Mieli jakieś doświadczenie w pracy? itp
        • bri Re: Australia? 31.10.12, 10:41
          Dobrze nie znali, ale dogadać się potrafili, doświadczenie jakieś mieli. Pojechali z małą córeczką z założeniem, że będzie pracować tylko jedno z nich dopóki córa nie dorośnie do wieku szkolnego. Znajomi, którzy byli tam na miejscu mieli im pomóc, ale ta pomoc im jakoś nie wyszła. Nie udało im się urządzić na tyle, żeby chcieli tam zostać, pieniądze się kończyły, a w Polsce przynajmniej mieli własne mieszkanie. Więcej szczegółów nie znam.

          Znam też ludzi, którzy w Australii całkiem nieźle byli urządzeni, a wrócili do Polski, bo po prostu wolą mieszkać tu.
    • burina Re: Australia? 30.10.12, 14:46
      Ja mieszkam w Australii, możesz pisać na priv.
      • alpha.sierra Re: Australia? 30.10.12, 14:55
        Dzięki! smile
    • pitahaya1 Re: Australia? 30.10.12, 15:38
      Daleka znajoma mieszka w Australii z tym, że ona za Australijczyka wyszła, więc to trochę inaczej.
      Niemniej jednak wyjechała tam jako panna i dopiero tam znalazła męża.
      Początkowo narzekała trochę na procedury imigracyjne, choć język znała dobrze i kwalifikacje też miała niezłe. Nie pamiętam tylko jakim cudem się tam znalazła, czyli czy wyjechała za pracą, czy do konkretnej firmy. Pamięć szwankuje.

      Poza tym narzekała na...teściową, którą miała za płotem. Niby osobne domy, niby za ogrodzeniem ale wciąż duchem u niej w kuchni.
      I jeszcze rodzina w Polsce. Wyjeżdżając z Polski rodzice żyli. Dziś ona ma około 40-ki, ojciec nie żyje, mama ma sporo lat. W Polsce w zasadzie mama jest sama, nie licząc dalszej rodziny, ponieważ dziewczyna jest jedynaczką.
      Miałam wrażenie, że właśnie ta samotność mamy ją przytłacza. Mama przeprowadzić się do Australii nie chce. Nie ten wiek, nie ten klimat.
      Mama była u niej raz w ciągły tych kilkunastu lat. Ona kilka razy ale sama przyznaje, że dzieli przyloty do Polski z normalnym urlopem z mężem i dziećmi. Mąż w Polsce nie był chyba nigdy.
      Samotność to chyba było to o czym najczęściej mówiła.
      Niby praca, niby lokalni znajomi ale to jednak nie jest to.

      Na pająki nie narzekała. Dzieci nauczone, że się paluszkami byle czego nie bierze i buty przed założeniem ogląda. Na klimat też jakos narzekała.
      Tylko na tę samotność...
      • alpha.sierra Re: Australia? 30.10.12, 16:33
        No to jest właśnie ten duży minus wyjazdu - ograniczone kontakty z rodziną. Ale ciągnie mnie perspektywa w miarę normalnego i spokojnego życia.
        • papalaya Re: Australia? 30.10.12, 19:11
          w Polsce nie masz normalnego życia?
          • alpha.sierra Re: Australia? 30.10.12, 20:26
            Wiesz, to zależy smile. Każdy ma inne wymagania co do swojego życia. Tutaj sobie całkiem przyzwoicie radzę, ale wkurza mnie trochę użeranie się z rzeczywistością - pierwszy przykład z brzegu, akurat prawie na bieżąco - żłobek, którego załatwienie (mówię o państwowym) to prawie cud. A takich rzeczy jest tu multum. I większość z nich nie jest dla mnie normalna. Ale to jest moje subiektywne odczucie.
            • burina Re: Australia? 31.10.12, 01:04
              Jeśli chodzi o żłobki i ogólnie o edukację, to sobie dokładnie poczytaj, czy Ci system australijski odpowiada. Tutaj praktycznie nie ma państwowych żłobków i przedszkoli. A nawet jeśli już są, to są to raczej przechowalnie dzieci, niż miejsce, gdzie się czegoś uczy. Szkoły natomiast...nie znam nikogo, kto posyłałby dziecko do szkoły publicznej. I to nie dlatego, że obracam się wśród snobów! Po prostu poziom jest tak kiepski. Lekko licząc ok. 1500 dolarów za dziecko miesięcznie. Do tego jeszcze należy doliczyć czas i koszty dowożenia dziecka w miejsce, które odpowiada rodzicom i do którego dziecko zostało przyjęte. No i do tego jeszcze fakt, że tylko niektóre szkoły mają stołówki. A jak już mają, to to nie jest ugotowany, przemyślany posiłek, tylko takie tacki samolotowe odgrzane w mikrofali albo jakieś fastfoody. I nawet nie ma jak z tym walczyć, bo większość rodziców (Australijczycy wiodą prym w rankingu na najbardziej otyły naród świata) nie widzi potrzeby wmuszania swoim dzieciom jakichś tam warzyw.

              No cóż, ja jestem zdania, że podróże kształcą. Ja się nauczyłam głównie tego, że Polska jest całiem fajnym krajem do życia. Wcale nie gorszy ani nie lepszy niż wiele innych.
              • alpha.sierra Re: Australia? 31.10.12, 09:41
                No właśnie dlatego pisałam o tej zielonej trawie. Poczytam sobie o systemie opieki i edukacji, bo to akurat jedna z ważniejszych dla mnie rzeczy, tym bardziej, że tu, czy tam, zamierzam się jednak dalej rozmnażać.
              • kanga_roo Re: Australia? 31.10.12, 10:17
                burina napisała:

                No cóż, ja jestem zdania, że podróże kształcą. Ja się nauczyłam głównie tego, że Polska jest całkiem fajnym krajem do życia. Wcale nie gorszy ani nie lepszy niż wiele innych.

                dokładnie. Australia nie jest lepsza czy gorsza niż Polska, jest po prostu - inna. i nie mam tu na myśli jedynie róznic klimatycznych, krajobrazowych czy kulturowych - ta inność zaskakuje Cię, kiedy się tego kompletnie nie spodziewasz. tęsknię czasem za Australią, zazdroszczę wielu rzeczy jej mieszkańcom, ale żyć na stałe wolę w starej, dobrej Europie. ba, nawet na wakacje ostatnio nie wyjeżdżam z kraju - i wciąż jest cudnie.

                tak, że ja mówię - jedź, ale nie pal za sobą mostów. sporo osób wraca, wcześniej czy później, do Polski.
                • alpha.sierra Re: Australia? 31.10.12, 16:46
                  No i właśnie pytanie, co komu gdzie pasuje i czy nam będzie lepiej tam, czy jednak lepiej tu.

                  Jestem sceptyczna o tyle (i dlatego temperuję zapędy męża), że ja krótki czas mieszkałam poza Polską (Korsyka) i ogólnie na kolana mnie nie powaliło. Wiadomo, że też realia były trochę inne, bo byłam na stypendium = mało kasy (a dorobić się wtedy nie dało bo się wkopałam w dość czasochłonny projekt), wśród studentów, jedna jedyna z Polski - a to trochę zmienia perspektywę. Ale pozwoliło mi złapać dystans do tego "wszędzie lepiej niż w Polsce". Jednak czasami Polska rzeczywistość mnie uwiera.
                  • olena.s Re: Australia? 01.11.12, 08:27
                    Po pierwsze "krótko" to nie "długo" - inne doświadczenia, inna perspektywa, inne nastawienie. A po drugie kraje imigranckie jednak całkiem inaczej podchodzą do nowoprzybyłych od krajów "narodowych".
            • robitussin Re: Australia? 01.11.12, 10:06
              alpha.sierra napisała:

              > Wiesz, to zależy smile. Każdy ma inne wymagania co do swojego życia. Tutaj sobie c
              > ałkiem przyzwoicie radzę, ale wkurza mnie trochę użeranie się z rzeczywistością
              > - pierwszy przykład z brzegu, akurat prawie na bieżąco - żłobek, którego załat
              > wienie (mówię o państwowym) to prawie cud. A takich rzeczy jest tu multum. I wi
              > ększość z nich nie jest dla mnie normalna. Ale to jest moje subiektywne odczuci
              > e.

              To wyjedźcie bliżej - normalnie masz w Niemczech lub w Skandynawii. Oczywiście każdy ma swoje wymagania co do normalności, ale z tego, co opowiadali mi znajomi, którzy z Australii wrócili lub się przenieśli gdzie indziej - tam naprawdę nie ma takiego raju, jakiego by się człowiek spodziewał. Jest po prostu inaczej, niekiedy zaskakująco inaczej, ale to nie znaczy, że lepiej.
              • carmita80 Re: Australia? 01.11.12, 10:24
                robitussin napisał:


                > To wyjedźcie bliżej - normalnie masz w Niemczech lub w Skandynawii. Oczywiście
                > każdy ma swoje wymagania co do normalności, ale z tego, co opowiadali mi znajom
                > i, którzy z Australii wrócili lub się przenieśli gdzie indziej - tam naprawdę n
                > ie ma takiego raju, jakiego by się człowiek spodziewał. Jest po prostu inaczej,
                > niekiedy zaskakująco inaczej, ale to nie znaczy, że lepiej.

                Jednak kazdy sam musi sie przekonac co dla niego lepsze. Jak dlugo mieszkalas w Skandynawii zy Niemczech ze jej to proponujesz? Pojecie "normalnosci" tez jest wzgledne i zalezy od subiektywnych odczuc.
                Nie zaszkodzi dowiedziec sie jak najwiecej o kraju do jakiego chce sie wyjechac ale i tak najwiecej daje zdobycie wlasnego doswiadczenia.
                • robitussin Re: Australia? 01.11.12, 16:55
                  > Jednak kazdy sam musi sie przekonac co dla niego lepsze.

                  Przecież właśnie to napisałam, że dla każdego normalność oznacza coś innego.

                  > Jak dlugo mieszkalas w Skandynawii zy Niemczech ze jej to proponujesz?

                  Wystarczająco długo, a do Niemiec zamierzam wyprowadzić się na stałe na stare lata, bo odpowiada mi tamtejszy "klimat" i taki właśnie uważam za normalny. Mieszkałam też po drodze, choć krócej, w paru innych państwach w Europie, więc jakieś tam porównanie mam. W Australii nie byłam, ale relacje znajomych nie zachęcają do wyjazdu w to miejsce na stałe.

                  > Nie zaszkodzi dowiedziec sie jak najwiecej o kraju do jakiego chce sie wyjechac
                  > ale i tak najwiecej daje zdobycie wlasnego doswiadczenia.

                  Nie przeczę.
    • a.va Re: Australia? 30.10.12, 17:32
      Obejrzałam kiedyś dokument o najbardziej zabójczych zwierzętach świata (w sensie - tych, które zabijają najwięcej ludzi rocznie) i większość z pierwszej dziesiątki listy mieszkała w Australii (pająki, mrówki, rekiny, jakieś pszczoły, jakieś niewinnie wyglądające ryby chyba - już dokładnie nie pamiętam). Przyznam, że trochę straciłam serce do tego kraju smile
      • carmita80 Re: Australia? 30.10.12, 17:41
        Znam trzy rodziny, ktore zyly w Australi (przeniosly sie z uk) po kilku latach wrocili ze wzgledu na klimat - okropnie goraco. Jesli ktos lubi upaly to ok,
        • burina Re: Australia? 31.10.12, 01:22
          A mnie znajomi Australijczycy odwiedzili w maju we Włoszech (na północy, czyli klimat dosyć podobny do polskiego) i narzekali na gorąco. Ja się cieszyłam pierwszymi ciepłymi dniami po zimie, a znajomi wpółczuli biednym 'Włochą' i chowali się w klimatyzowanych pomieszczeniach.

          Australia jest ogromnym kontynentem, i naprawdę nie myślcie sobie, że tutaj wszędzie jest ciepło.
          Ja zeszłego lata nie miałam na sobie ANI RAZU koszulki bez rękawów, bo było ZIMNO. Może w ciągu dnia, gdy świeciło słońce by się dało wytrzymać, ale już około 17 robiło się chłodno. Na wieczór na plaży trzeba koniecznie zabierać kurtki i skarpety.
          Do tego pogoda akurat w tej części Australii jest bardzo zmienna: wychodzi się rano z domu jest ciepło bo wieje wiatr z głębi lądu, po południu szast-prast i wieje lodowaty wiatr znad bieguna.
      • evee1 Re: Australia? 31.10.12, 07:00
        > Obejrzałam kiedyś dokument o najbardziej zabójczych zwierzętach świata (w sensi
        > e - tych, które zabijają najwięcej ludzi rocznie) i większość z pierwszej dzies
        > iątki listy mieszkała w Australii (pająki, mrówki, rekiny, jakieś pszczoły, jak
        > ieś niewinnie wyglądające ryby chyba - już dokładnie nie pamiętam). Przyznam, ż
        > e trochę straciłam serce do tego kraju smile
        Ja mieszkam w Australii od 20 lat. Te wszystkie jadowite weze, pajaki i inne insekty, oraz rekiny sa tak samo grozne (i tak samo czesto spotykane) jak polskie zmije, niedzwiedzie i wilki. No dobra, z pajakami jest noze nieco latwiej, ale trzeba sie naprawde baaardzo postarac, zeby takiego spotkac i jescze byc ugryzionym. Na codzien w ogole sie o tym nie mysli.
        Australia jest ogromnym kontynentem i klimat jest bardzo zroznicowany w zaleznosci od tego gdzie mieszkasz. Ja akurat mieszkam w Melbourne, ktore zima jest dosc chlodne, ale latem potrafi dopiec. Generalnie pogoda jest bardzo zmienna i jak przychodzi cool change, to temperatura potrafi w ciagu pol godziny spasc z 35 do 18 stopni.
        Moim zdaniem schemat pogody w Melbourne jest dosc podobny do londynskiej (mieszkalam tam tez przez 3 lata), ale mniej tutaj pada i bywa cieplej. Ostatnie dwa lata byly tez dosc mokre, ale nie wiadomo, czy to krotkotrwaly trend czy raczej dlugotrwale skutki zmiany klimatu. Australijskie slonce jest zdecydowanie bardziej zjadliwe niz gdziekolwiek w Europie. Tutaj po prostu od wiosny do poznej jesieni nie da sie na sloncu wytrzymac przez wiekszosc czesc dnia. Nie mowiac juz o tym, ze zdrowe to tez nie jest sad.
        Zycie jest przyjemne (jak sie ma prace i pieniadze), ludzie sa ogolnie mili i pomocni. Absurdy tez sie zdarzaja, jak w kazdy kraju chyba.
        Systemy sluzby zdrowia i edukacji sa inne niz w Polsce, i to wymaga chyba najwiekszego mentalnego skoku. Mi akurat one odpowiadaja, ale sa tacy, ktorzy na nie psiocza.
        Ja, ktora w Australii miewszkac chce, uwazam go za kraj dobry do zycia (wrocilam wszak tutaj z UK). Ci, ktorzy go nie lubia znajda tysiac powodow, dla ktorego Australia nie nadaje sie do mieszkania smile.
        • mruwa9 Re: Australia? 31.10.12, 07:21
          Moja znajoma ma siostre mieszkajaca w Australii i bywa u niej dosc regularnie. Opowiadala mrozace krew w zylach historie smile Na przyklad o wielkich lodowkach, do ktorych wklada sie garnki z jedzeniem, jeszcze gorace, prosto z pieca,bo gdyby sie je zostawilo do wystygniecia na blacie, zawartosc zostalaby zjedzona przez jakies zarloczne mrowki, zanim by to jedzenie wystyglo, Opowiadala o tym, ze zanim zalozy sie buty na werandzie, zwlaszcza wieczorem, trzeba je obrocic i wytrzasnac ewentualne skorpiony, takoz wieczorem wychodzac na zewnatrz warto patrzec pod nogi,bo ziemia az sie rusza od skorpionow i innych pajakow. To prawda? Ty mieszkasz w duzym miescie, ale poza miastem moze juz wygladac wszystko inaczej.
          Z drugiej strony- ogladalam Wielkie Projekty (Grand Design) z Australii, odcinek o rodzinie, ktora budowala dom bez scian zewnetrznych (sic!) w srodku buszu. Jakos bez strachu przed zwierzetami, a dzieci kapaly sie w bajorach, gdzie rownie dobrze mogly zyc krokodyle.
          • jombusiowa Re: Australia? 31.10.12, 07:33
            Ja mam siostrę w Australii -na Tasmanii. Jest na wizie turystycznej, bo się jednak okazało,że nie chcą jej zatrudnić-teraz załatwia wizę partnerską. Pod względem otwartych ramion to jest kraj, gdzie oni decydują kto może u nich mieszkać i pracować.
            Wg mnie system edukacji pod względem merytorycznym beznadziejny-pod względem kreatywności dosć fajny. Opieka zdrowotna inna niż w Pl, co do opieki nad dziećmi-chyba trzeba liczyć na opiekunki (są b. drogie np w Sydney) często nie opłaca się pracować-pensja cała na opiekę. Inaczej na pewno jest w dużych miastach...
            Daleko jest-strasznie, paczka priorytetowa idzie min 2 tygodnie, ceny zabójczesmile Ceny samolotów też trochę i na miejscu-co powoduje,że ja tam nie polecę do siostry smile
            • mruwa9 Re: Australia? 31.10.12, 07:49
              i nawet nie mozna zabrac ze soba polskiego chleba czy kielbasy uncertain
              • evee1 Re: Australia? 31.10.12, 07:51
                Ale mozna kupic na miejscu i sa calkiem niezle tongue_out.
          • evee1 Re: Australia? 31.10.12, 07:51
            Przyznaje, ze jak ja ide do buszu, to jednak patrze gdzie stawiam nogi, ale przez te 20 lat (a po buszu chodzilam dosc sporo, takze z dziecmi), widzialam weza ze 3 czy 4 razy.
            Znacznie bardziej irytujace sa muchy, chociaz nie sa jadowite wink.
            Opieka nad dziecmi faktycznie jest droga. Australia w ogole nie jest tanim krajem.
            System edukacji ma swoje wady i zalety. Dla mnie akurat te zalety przewazaja nad wadami, wiec pewnie nie jestem obiektywna wink. Moja corka robi wlasnie mature, syn jest w 10 klasie.
            • mruwa9 Re: Australia? 31.10.12, 08:07
              evee1 napisała:

              > Przyznaje, ze jak ja ide do buszu, to jednak patrze gdzie stawiam nogi, ale prz
              > ez te 20 lat (a po buszu chodzilam dosc sporo, takze z dziecmi), widzialam weza
              > ze 3 czy 4 razy.
              >

              o, to ja wiecej widuje w naszej europejskiej wsi kazdego lata. Tylko u nas same zaskronce, zmije i miedzianki, czyli nie ma sie czego bac.
              • jombusiowa Re: Australia? 31.10.12, 08:51
                Nie wszędzie są polskie sklepy/niemiecke sklepy, poza tym ceny tam są wyższe i wielu rzeczy nie ma. Plusem żywieniowym są warzywa i ryby i mięso, ale np 99% innych rzeczy łącznie z jogurtem naturalnym jest z chemią, no chyba,że się kupuje bio czy eko ale to jest 2x droższe-jak jest gdzieś dostępne.
                • burina Re: Australia? 31.10.12, 10:13
                  Tutaj wklejam link do jednego z najpopularniejszych supermarketów.
                  www2.woolworthsonline.com.au/
                  Mój ulubiony jogurt jest jak najbardziej naturalny i kosztuje dokładnie tyle samo, co takie z zagęszczaczami albo cukrem. Na wybór warzyw i owoców nie narzekam, choć duża ich część jest sprowadzana z Chin lub USA. Nie jestem usatysfakcjonowana wyborem ryb w sklepach, dlatego wybrałam mieszkanie koło targowiska.

                  Sklepów z polskimi produktami znam kilkanaście, a jakoś specjalnie nie szukam. W najzwyklejszym supermarkecie można kupić polskie słodycze i przetwory Krakusa i MarcoPolo.
                  Ceny nie powalają. Kilogram jabłek kosztuje tutaj 3 dolary, kawa na wynos 3.5, a słoik kiszonych ogórków kosztował mnie 4.50. Aczkolwiek fakt, że najdrożej sobie liczą na stoisku, gdzie mają tylko polskie produkty.

                  Jest bajeczny wybór sklepów azjatyckich.
        • claudel6 Re: Australia? 01.11.12, 01:52
          >Australijskie slonce jest zdecydowanie bardziej zjadliwe niz gdziekolwiek w Europie. Tutaj po prostu od wiosny do poznej jesieni nie da sie na sloncu wytrzymac przez wiekszosc czesc dnia.

          to nie ma żadnego porównania do klimatu w UK. w Londynie słońce jest moze z 10 dni w roku i wszyscy wtedy wypełzają na zewnątrz, zeby zlapać te kilka promieni.
        • princesswhitewolf Re: Australia? 01.11.12, 11:59
          Moim zdaniem schemat pogody w Melbourne jest dosc podobny do londynskiej (mieszkalam tam tez przez 3 lata)

          W Londynie nie spada w ciagu pol godziny z 35 do 18tu... 35ciu wszak tu nie uswiadczysz nigdy, a 30 to moze raz na dwa lata. Poza tym aktualny problem w UK to susza. I tyle w kwestii deszczy.
    • polaola Re: Australia? 31.10.12, 10:26
      Jedz dziewczyno ! Zycie jest takie krotkie - trzeba z niego kozystac, ruszac sie, poznawac nowe swiaty. Jestescie mlodzi, zdrowi to dlaczego nie macie posmakowac zycia na innym kontynencie ? Te argumenty ze pajaki, upaly, samotnosc, itp sa argumentami ludzi ktorzy boja sie cokolwiek zmienic w swojej stabilizacji i koniecznie szukaja na to usprawiedliwien.
    • bri Re: Australia? 31.10.12, 10:44
      > Dać tej Australii szansę, czy raczej to jest tak jak z tą trawą u sąsiada - gdz
      > ie indziej zawsze bardziej zielona?

      A Wy w ogóle nigdy w Australii nie byliście? Nie miałoby więcej sensu wybrać się tam najpierw na dłuższe wakacje, żeby popatrzeć jak ludzie żyją i czy to będzie Wam odpowiadać?
      • alpha.sierra Re: Australia? 31.10.12, 11:42
        Z tymi dłuższymi wakacjami to może być kłopot smile. Po pierwsze: spłacamy dość duży kredyt na mieszkanie, więc ilość odłożonych zaskórniaków nie powala, a po drugie: mąż dojrzał do założenia swojej firmy i teraz nie jest to najlepsza pora na wyjazd dłuższy niż tydzień smile.
        • bri Re: Australia? 31.10.12, 11:47
          Aha, no cóż, mnie by nikt nie namówił, żeby się przenieść w kompletnie nieznane miejsce w dodatku bez zapasu gotówki na czas organizowania się w nowym miejscu i ewentualny powrót, jeśli mi się nie spodoba.
          • alpha.sierra Re: Australia? 31.10.12, 12:07
            W tym sęk, że trzeba trzymac zaskórniaki na okoliczność urządzania się (w razie czego) i stąd trochę brak kasy na dłuższy urlop wink.
            • zagatka Re: Australia? 31.10.12, 12:23
              ja spędziłam rok w AUS, byłam w Sydney 10 lat temu.
              uważam, że jest to wspaniałe miejsce do życia, pod każdym względem, oprócz jednego - odległości od PL. ja strasznie tęskniłam za rodziną, przyjaciółmi, i choc wyjeżdżałam z założeniem, że po roku wracam (dostałam w pracy urlop bezpłatny na rok, więc miałam do czego w PL wracać), to myslę, że wlaśnie ta odległość i tak zmusiłaby mnie do powrotu...
              ja wykonywałam prace studenckie, mieszkałam w 3 pokojowym mieszkaniu w 5, po 10 miesiącach stać mnie było na 2 miesięczne podróżowanie po AUS. więc źle nie jest.
              pamietam tylko, że na pomoc Polonii nie ma co liczyć (myślę o starym pokoleniu emigrantów), do tego słyszałam że kilkoro zaradnych Polaków w mojej szkole trudniło się donosicielstwem (płatne zajęcie), i donosiło na Polaków którzy pracowali albo za dużo, albo na czarno...

              jedźcie. Wy jedziecie rodziną, będzie Wam łatwiej smile
    • sandgroper Re: Australia? 31.10.12, 13:41
      Witam,tak jak ktos napisal:to Aus zdecyduje czy sie nadajecie i czy was przyjmie.Proponuje wszystko dokladnie sprawdzic 10razy zeby nie bylo rozczarowan po zlozeniu aplikacji wizowej i wplacie srednio $3000 (nie refundowane) ze cos jednak zrobiliscie nie tak i aplikacja sie nie powiedzie.Nie polecam agentow emigracyjnych,wszystkie info sa w internecie tylko trzeba siedziec godzinami i szukac,szukac. Angielski "perfekt"w Polsce wcale nie oznacza,ze sie tu (w Aus) dogadacie z tubylcami bo ich mowa jest niezrozumiala i jak trafisz na takiego pracodawce to przekichane.Znam z autopsji.Przed zlozeniem aplikacji wiz.trzeba zdac IELTS,bedziecie to robic w Polsce,proponuje znalezc info i pojsc na ten egzamin na probe sprawdzajac swoje umiejetnosci.Ja zdawalem w Aus 3 razy zanim wynik byl satysfakcjonujacy do uzyskania wizy.Kolejna sprawa to warunki mieszkaniowe w Aus. Zapomnijcie o slicznych wnetrzach, dwuszybowych oknach czy innych udogodnieniach,ktorymi zapewne cieszycie sie w Polsce. Polskie warunki mieszkaniowe przy tutejszych to prawdziwy "wersal" i bez przesady.W Aus domach przeciag hula bo drzwi sa glupio za krotko zrobione, okna bebnia bo sa marnej jakosci (jedna szyba w przesuwanej ramie-jak okno do garazu)i innych tu nie ma.Sufity okropnie trzeszcza bo wszystko jest z plyt gips-kart.Meble w kuchniach-te co sa na stale jak sie wynajmuje sa marnej jakosci, wygladaja jak te z polskiego prl-u i zazwyczaj maja takie same kolory czyli bezowy i bezowy...Wymienic tego sie nie da.Jak wynajmujesz dom to nawet gwozdzia ci nie pozwola w sciane wbic i beda was nekac tzw."inspekcjami" z agencji nieruch.sprawdzajac czy czegos nie zdemolowaliscie.Niestety,uczciwi i czysci Polacy sa tu degradowani do stopnia podrzednego obszczymurka i tak samo traktowani jako ze w Aus tzw.tubylcy okropnie wszystko niszcza.Tylko i wylacznie wlasny dom!No ale to ogromna kasa..Min $450000.Nie kazdy tyle ma..
      • jamesonwhiskey Re: Australia? 31.10.12, 17:17
        ych tu nie ma.Sufity okropnie trzeszcza bo wszystko jest z plyt gips-kart.Meble w kuchniach-te co sa na stale jak sie wynajmuje sa marnej jakosci, wygladaja jak te z polskiego prl-u i zazwyczaj ma


        kolego , jedna uwaga , nie generalizuj
        sa tanie szopy z dykty i sa wyjebane domy
        wszytko zalezy od ceny
        jak sie bujasz po slamsowniach to nie oczekuj nie wiadomo czego
        • sandgroper Re: Australia? 31.10.12, 23:53
          Nie wiem czy zauwazyles ale to jest temat o emigracji, a jak sie przyjezdza do nieznanego kraju to pierwsze co sie robi wynajmuje sie dom lub mieszkanie. I na takie domy lub mieszkania sie natrafia jak opisalem. Nie sa to domy z dykty jak napisales aczkolwiek tej tzw.dykty maja w sobie sporo. Stan na stolku w swoim wy.ebanym domu i puknij w sufit, tylko nie za mocno bo possumy wystraszysz. Zobaczysz wtedy, ze wiekszosc domow w Au nie ma stropow jak to jest w Polsce tylko maja plyty gipsowe. Ech, zreszta...nie wazne.. Nikogo, kto tu przyjezdza, a zwlaszcza z Polski nie stac jest na wynajecie domu wartego milion bo rent bylby kosmiczny wiec wynajmuja zwykle domy gdzie rent w tej chwili jest od $500 do 600/tydz. Mnozyles to kiedys przez zlotowki? Tak tak wychodzi minimum 1600 PLN na tydzien (!) za wynajem byle czego. To jest jedna pensja z Polski. Trzeba miec naprawde mase pieniedzy z PL zeby tu w ogole zaczac zyc!
          • jamesonwhiskey Re: Australia? 01.11.12, 00:35
            > tydzien (!) za wynajem byle czego. To jest jedna pensja z Polski. Trzeba miec
            > naprawde mase pieniedzy z PL zeby tu w ogole zaczac zyc!


            ja to wiem tylko watek jest o osobie ktora au przyjjmie z otwartymi ramionami i bedzie kosic nie zla kasiore wiec te tansze i gorsze miejsca to tylko okres przejsciowy a potem juz mieszkanie w lepszym standardzie
            przy emigracji odkladanie kazdego dulara traci sens i sie poprostu zyje w jakims tam miejscu zgodnie zpoziomem zarobkow
            • burina Re: Australia? 01.11.12, 01:30
              Dom można znaleźć droższy, można znaleźć tańszy. Można w ogóle chcieć mieszkać w dwupokojowym mieszkaniu. Zależy co się komu podoba, jakie ma priorytety. Tutaj dziewczyna pisze, że jechałaby z parą znajomych, czyli przynajmniej początkowo mogliby wynająć coś wspólnie i koszt spokojnie mógłby być bliższy 200-300 dolarom na tydzień.

              Większym problemem niż pieniądze jest udowodnienie tego, że się je ma/będzie miało. Agencje wynajmujące mieszkania urządzają castingi i rodzina z małymi dziećmi, bez pracy musi przynajmniej mieć wyciąg z banku dokumentujący, że ma dosyć pieniędzy na opłacanie rachunków.
            • sandgroper Re: Australia? 01.11.12, 11:36
              ja to wiem tylko watek jest o osobie ktora au przyjjmie z otwartymi ramionami i
              > bedzie kosic nie zla kasiore wiec te tansze i gorsze miejsca to tylko okres pr
              > zejsciowy a potem juz mieszkanie w lepszym standardzie
              > przy emigracji odkladanie kazdego dulara traci sens i sie poprostu zyje w jakim
              > s tam miejscu zgodnie zpoziomem zarobkow


              A skad wiesz, ze beda kosic niezla kasiore ?????? Jak znajda prace to moze i cos skosza ale to tez w zaleznosci od miasta, stanowiska i pracodawcy... To nie jest takie pewne jak tobie sie wydaje. Jak przyjada tu to tak jak pisza -na wize independent, a wiec z jednej strony wolnosc i swoboda przy wyborze miasta do zycia, a z drugiej strony jednak problem bo trzeba znalezc prace. Jakby to byla wiza ENS, RSMS lub 457 to bylo by inaczej bo by pracodawca-sponsor juz byl i przynajmniej jedna osoba ta prace by miala, a tak to nic pewnego bo w Australii z ta praca to tez bardzo roznie bywa. Dlatego tez trzeba sie na poczatku trzymac za kieszen i nie wydawac za duzo bo tu wszystko strasznie drogie jak sie zamienia PLN na AUD. Tym bardziej twierdze, ze w takiej sytuacji zagrzybione unity lub domek tzw."papierzak" do wynajmu ich nie ominie. W ten sposob zaczyna tu zdecydowana wiekszosc. Kazdy taki chojrak i pewny siebie na poczatku, a jak juz tu przyjedzie i przekona sie jakie sa realia to szybciutko pokornieje i spuszcza z tonu... Emigracja jak nic w swiecie uczy pokory.
              • amaroola Re: Australia? 02.11.12, 11:46
                Aj Waj!!! no kurde jak tu mieszkac w 'papierzaku' po wyjezdzie z Polski, gzdzie kazda rodzina pomieszkuje w 100m2 apartamencie,

                to doprawdy zjazd w dol drabiny spolecznej...

                no kurde .... to 10 ponizej zera, (znaczy sie jeden, dwa dni w roku temperatura tak nisko spada...nawet w tym oslawionym Perth ;P)


                poza tym drogi sandgroper. mieszkasz na jakims tam odludnym skrawku australii, ktory wlasnie \prezzywa wielkie AJ/WAJ ozywienie ekonomiczne...

                jakies 15 lat emu te wszystkie milionowe domy w Perth i okolicach nie byly warte wiecej niz 150 000


                no coz, caly ten glupi biznes z "recesja/kryzys"
                przerzucil sie na wyprzedaz australijskich 'resources'...dopoki chinczycy chca je kupowac


                stad tez ceny domow i wynajmu poszly tak idiotycznie w gore....

                modl sie by wybory w USA wygral ten glupek na "R"...., utrzyma aktualne wojenki i nakreci pare nowych.... koniunktura na zloto jak sie patrzy...nawet jesli zlota tam (w AU) wlasciwie nie ma... wystarczy przekonac tych chciwych emerytow ze to zloto da sie wycisnac,,, z psiego gowna za przeproszeniem....

                hej sandgoper, jak dlugo siedzisz w tej zapyzialej WA, ? kup se cos "reliable" i udaj sie w podroz dookola Auatralii.... bo az zal dupe sciska gdzy sie slucha ze Perth to pod wzggledem pogody najlepsze miejsce w AU


                give me a break


                zyje w tym kraju od 1990... zjezdzilam prawie wszystko oprocz sydnej i melbern
      • claudel6 Re: Australia? 01.11.12, 01:57
        Polskie warunki mieszkaniowe przy
        > tutejszych to prawdziwy "wersal" i bez przesady.

        zupełnie jak w UK smile)) szyby zamarzają od środka. izolacja domów zerowa. nigdy tak sie nie wymarzłam jak w tamtym kraju. a w Polsce jestem w stanie przeżyć cała zimę na zakręconych kaloryferach.
        • burina Re: Australia? 01.11.12, 02:28
          A te Brytyjczyki to tak na złość babci sobie uszy odmrażają?
        • sandgroper Re: Australia? 01.11.12, 03:32
          Ja tez nigdzie tak nie przemarzlem zima jak tu w Australii. Ludzie cierpia na reumatyzm. Nie ma zadnego ogrzewania, okna juz pisalem jakie sa, drzwi zreszta tez. Oczywiscie trzeba zaopatrzec sie w grzejniki olejowe ktorymi obstawia sie lozko, wtedy jest w miare przyjemnie inaczej mozna naprawde sie rozchorowac bo jesli w nocy na zewnatrz jest tylko 3 stopnie to w nigdy nie ogrzewanym domu bedzie niewiele wiecej.. Czlowiek ma wrazenie ze spi w garazu, tak zimnym powietrzem sie oddycha w nocy.. Pierwsza zime w Aus spalen w dresach, rekawiczkach welnianych i czapce. Pozniej sie dowiedzialem ze inni tez tak spali.. Oczywiscie na dalekiej polnocy Aus ten problem nie istnieje ale znowu w dzien sie umiera z upalu i humidu oraz dochodza takie rzeczy jak ktos tu wspomnial: pajaki weze i skorpiony wokol domu.
          • burina Re: Australia? 01.11.12, 04:04
            Chyba jednak nie mieszkam w Australii... Zimą owszem, temperatura spadała w okolice zera, ale jako żywo, w czapce nie musiałam spać. I nawet ogrzewanie na noc wyłączaliśmy. Ludzie w pracy też jakoś mało przyklapnięte fryzury mieli.

            Normalnie już wiem, dlaczego skazańców do Australii zsyłali. Ale czymżeś Ty, Sandgroper, przewinił? Po kiełbasę 100km, spanie w czapce i nawet koali w dziczy nie ma!
            • carmita80 Re: Australia? 01.11.12, 08:48
              burina napisała:

              > Chyba jednak nie mieszkam w Australii... Zimą owszem, temperatura spadała w oko
              > lice zera, ale jako żywo, w czapce nie musiałam spać. I nawet ogrzewanie na noc
              > wyłączaliśmy. Ludzie w pracy też jakoś mało przyklapnięte fryzury mieli.
              >
              > Normalnie już wiem, dlaczego skazańców do Australii zsyłali. Ale czymżeś Ty, Sa
              > ndgroper, przewinił? Po kiełbasę 100km, spanie w czapce i nawet koali w dziczy
              > nie ma!

              big_grin
              On zawinil tak jak tysiace Polakow w uk big_grin narzekaja, mecza sie tak jakby na zsylce przymusowej yli a wystarczy kupic bilet i wrocic do pl.
          • evee1 Re: Australia? 01.11.12, 05:08
            Owszem, zdarzaja sie domy czy mieszkania bez ogrzewania, ale to juz od dawna nie jest tutaj standardem wink. Ale znam tez dwie rodziny, ktore ogrzewanie w domu maja, ale go nie uzywaja - jedni z oszczedznosci chyba, drudzy z powodow ideologicznych.
        • carmita80 Re: Australia? 01.11.12, 08:43
          claudel6 napisała:


          > zupełnie jak w UK smile)) szyby zamarzają od środka. izolacja domów zerowa. nigdy
          > tak sie nie wymarzłam jak w tamtym kraju. a w Polsce jestem w stanie przeżyć ca
          > ła zimę na zakręconych kaloryferach.

          Az dziwi co tam jeszcze robisz? Tak jak w Londynie jest slonce 10 razy w roku (wg ciebie) tak przymrozki sa tak samo czesto albo i nawet nie.
          Jak czytalam to narzekanie na Australie to tak jakbym slyszala co niektorych rodakow tu w uk. Tylko po co sie tak meczyc? big_grin
    • sandgroper Re: Australia? 31.10.12, 14:02
      Tak jak ktos wspomnial sa polskie sklepy w Aus ale.. w Polsce jedziesz np.do Auchan i kupisz tam wszystko, w Aus jedziesz do jednego pol sklepu po kielbase, do drugiego po ogorki, do niemieckiego rzeznika po parowki, a do jugoslowianskiego rzeznika po smaczny swiezy chleb...I niestety ale w/w sklepy nie leza kolo siebie..W moim przypadku robimy z zona okolo 100 (!) km w sobote zeby to wszystko kupic..Nie jezdzimy co tydzien bo to obled zeby taka wyprawe robic po zwyczajne rzeczy,ktore mielismy w PL w osiedlowym byle sklepiku..Tak,tak, to tez trzeba przemyslec.No i samochod w Aus kazdy musi miec,inaczej sie po prostu nie da tu zyc. Jedzienie w Aus supermarketach nie jest smaczne!Normalne pieczywo rzucaja z rana w ograniczonych ilosciach (mowimy z zona,ze to pieczywo dla nierobow) bo trzeba wiedziec,ze wszystkie mozliwe shoppingi w Aus pekaja w szwach juz od rana az do zamkniecia i sa to tlumy osob zazwyczaj niepracujacych, ktore wykupuja pieczywo itd osobom,ktore przyjezdzaja na zakupy po pracy.Wtedy juz po prostu nic nie ma..Oczywiscie haldy szarego papierowego i tekturowego pieczywa tostowego leza ale my tego nie jemy,sorry ale to jest naprawde obrzydliwe.Jeszcze do niedawna sklepy byly tu otwarte tylko do 18.00, a pozniej juz jedynie stacja benzynowa jak zabraknie mleka czy tekturowego chleba.Koszmar to byl.W zeszlym roku to troche ulepszyli,a w tym roku nawet wprowadzili obowiazkowy handel do 21.00 !!! Nie wszystkim sie to podoba,oj nie..bo Aus to kraj ludzi przeciwnych jakimkolwiek zmianom.Jak przyjedziecie to zobaczycie.Ma sie wrazenie,ze czlowiek sie przeniosl w lata mlodziencze (czyli 1980-te)dlatego,ze wszystko tak tu wyglada i dziala. OK,maja nowoczesne auta,takie jak w Europie ale nie zasluguja na nie bo nie umieja dobrze jezdzic.To sa niewyzyte gnojki za kierownicami 4WD z pojemnoscia co najmniej 4.0L. Jest niebezpiecznie na drogach.Aus zdecydowanie nie jest krajem dla pieszych! ani dla rowerzystow jak sie okazalo na wlasnej skorze.Miliony samochodow przytlaczaja tu wszystko.
      Kierowcy nie wpuszczaja,nie zatrzymuja sie i nie pomagaja innym uczestnikom ruchu,mysla tylko i wylacznie o sobie. W PL bylo podobnie ale...jednak o niebo lepiej to wygladalo.
      • alpha.sierra Re: Australia? 31.10.12, 14:29
        A widzisz, dzięki za wskazówkę z certyfikatem z langłydża - przyda się (chociaż my na serio z tych naprawdę dobrze mówiących jesteśmy). Takie jazdy ze sklepami to ja mam nawet tutaj, w Polsce, więc przeżyję jakoś. Kolejna sprawa, która mi nie pasuje, to fakt że przez jakiś czas chcąc zmienić bieg będę otwierać sobie drzwi (nie, nie chcę auta w automacie, nie lubię automatami jeździć). W moim mieście akurat kierowcy jeżdżą wypisz wymaluj jak Ci, o których piszesz, więc szoku kulturowego nie budiet wink. Warunki mieszkaniowe rzeczywiście nieciekawe:/.
        • sandgroper Re: Australia? 31.10.12, 14:39
          hehesmile manualna skrzynia w Aus aucie to naprawde problem wielkosci czasteczki kurzu przy tym, na co tu mozna "wdepnac". Osobiscie uzywam manuala i jest do opanowania w tydzien-dwa. Wolalbym jednak automat, ktorych tu zdecydowanie wiecej z dwoch powodow: laziness oraz miliony sygnalizatorow drogowych, tzw. "swiatel". reka boli od wachlowania lewarkiemsmile
        • sandgroper Re: Australia? 31.10.12, 23:58
          W zaleznosci od tego ktore z was bedzie glownym aplikantem ten musi zaliczyc IELTS na wyzsze oceny. Osoba towazyszaca musi miec tez to zaliczone ale na nizsze noty. Dzieci do 18lat nie musza tego miec. Dobrze mowicie powiadasz, OK to bardzo dobrze jednak proponowalbym sie skoncentrowac rowniez na readingu, ktory na tescie jest podstepny i zazwyczaj z tego modulu mozna uwalic. Listening tez warto by bylo pocwiczyc bo testy sa trudne a slucha sie tekstu tylko raz. Writing czasem OK czasem nie, wszystko zalezy od tematow esejow,ktore trzeba napisac.

          IELTS - temat rzeka..
          • burina Re: Australia? 01.11.12, 01:02
            Ja, ani nikt z rodziny nie musiał zdawać żadnego IELTS, żeby dostać wizę czy permanent residency (znów: pracodawca wszystko załatwiał).
            I do tego jeszcze uważam, że angielski to najsłabiej opanowany przeze mnie język obcy. Uczyłam się go tylko w szkole średniej, tylko na lekcjach, bez żadnych korepetycji.

            Z ciekawości, żeby się sprawdzić zrobiłam ten certyfikat już po przyjeździe na miejsce. Dostałam 8.5 na 9. I moje wnoski są takie: to jest bardziej test na inteligencję, rozgarnięcie życiowe, niż na znajomość gramatyki.

            Także autorko wątku: jeśli twierdzisz, że dobrze znasz angielski, studiowałaś w tym języku, to bez najmniejszego problemu sobie poradzisz. Ale i tak polecam drogę: najpierw praca, potem załatwianie formalności. Znam wiele osób, które przyjechały na półroczne kontrakty, jakieś wymiany zorganizowane przez ich stałych pracodawców. Może i Wy mielibyście taką możliwość?
            • sandgroper Re: Australia? 01.11.12, 12:40
              >Ja, ani nikt z rodziny nie musiał zdawać żadnego IELTS, żeby dostać wizę czy permanent residency (znów: pracodawca wszystko załatwiał).

              Nieprawda! Dlaczego burina podajesz bledne informacje? Jesli przyjechaliscie tu na wize 457 to glowny aplikant czyli ty musial zdawac ten egzamin bo takie sa wymogi tej i innych wiz do Australii! Roznica wizy 457 do innych jest tylko taka, ze ten egzamin trzeba zdac na nizsze noty co sprawia ze cala procedura jest latwiejsza. Nie wierze tez, ze uczac sie angielskiego jedynie w szkole w Polsce zaliczylas test IELTS na 8,5 pkt tuz po przyjezdzie do Australii ! To kompletna bujda! Jestes fantastka i zmyslasz te wszystkie rzeczy nie wiem tylko po co? Ja sie uczylem ang w Polsce (b.malo bo jestem rocznik gdzie uczyli rosyjskiego) i w Australii dwa lata w college jezykowym oraz z ludzmi, w pracy, mowienia (ale bardzo intensywnie) i dzisiaj, bedac juz na stosunkowo zaawansowanym poziomie angielskiego zdalem niedawno ten test na 7.0 po trzecim podejsciu, a do nauki jezykow obcych mam naprawde smykalke i jestem w tym dobry. Nie wierze w to co piszesz, jestes byc moze na poziomie IELTS 6.0-6.5 maximum i za nic w swiecie nie rozumiem jak sie tu dostalas na wize pracownicza mowiac jeszcze ze angielski to najslabiej opanowany przez ciebie jezyk obcy.. To nie jest powod do dumy. Rece opadaja co niektorzy ludzie wypisuja i probuja sklonic innych by w to uwierzyli..
              • princesswhitewolf Re: Australia? 01.11.12, 13:18
                Nie wierze tez, ze uczac sie angielskiego jedynie w szkole w Polsce zaliczylas test IELTS na 8,5 pkt tuz po przyjezdzie do Australii ! To kompletna bujda

                Niekoniecznie. Mogla skonczyc anglistyke.
                albo
                Studiowalam kiedys w USA z kolezanka po SGH ( bynajmniej nie po anglistyce) jaka znala rownie dobrze angielski jak ja i TOEFL zdala jak ja praktycznie na max tuz przed pojsciem na studia. Szok. Zastanawialam sie jak to mozliwe. Okazalo sie ze pracowala iles tam lat w city banku i praktycznie tylko siedziala na telefonie z brytyjczykami...
                • burina Re: Australia? 01.11.12, 16:03
                  Sekret tkwi w tym, że pomiędzy Polską a Australią zaliczyłam jeszcze parę innych krajów, w których jedynym językiem, jakim mogłam się posługiwać po przyjeździe był angielski.

                  Do tego mam certyfikaty z paru innych, niż angielski języków. Naprawę po którymś takim egzaminie, człowiek nie daje się nabrać na zastawione pułapki.

                  Poziom IELTES jest nieporównywalny do CPE. Jest jedna wersja dla wszystkich poziomów. Nie ma żadnych zadań z gramatyki.
                  • princesswhitewolf Re: Australia? 01.11.12, 16:07
                    > Poziom IELTES jest nieporównywalny do CPE. Jest jedna wersja dla wszystkich poz
                    > iomów. Nie ma żadnych zadań z gramatyki.

                    nie zdawalam IELTS ale zdawalam TOEFL ( podobny) bo studiowalam w USA, zdawalam tez znacznie trudniejsza od IELTS czy TOEFL czesc "humanistyczna" egzaminu GMAT.

                    Co z tego ze nie ma gramatyki jak trzeba ja znac aby napisac wypracowanie czy poprawne zdanie wybrac...? Poziom musi byc okolo CPE
                    • burina Re: Australia? 01.11.12, 16:20
                      Zaraz wyjdzie, że ja po polsku nie umiemwink
                      Poziom trudności egzaminu jest moim zdaniem tak wymyśony, żeby każdy, kto umie się językiem posługiwać w życiu codziennym, ten egzamin zdał. Trochę taka podkładka pod sprawy wizowe. Ja, moim zdaniem, wygrałam tym, że mam wyuczony mechanizm zdawania testów, bogate słownictwo i szybko myślę. Połowa punktów na pisemnym to opis grafu - wystarczy nauczyć się paru zwrotów o porównywaniu liczb i trendów. Do tego, jeśli ktoś robi takie analizy na codzień, to ma asa w rękawie, bo jego analizy będą o wiele ciekawsze, niż kogoś, kto pracuje np. fizycznie i nie pisze (ani nie czyta) na codzień. A już ustny...nie ma za bardzo zadanych tematów, należy konwersować przez 15min o tym, skąd się jest, jakie się ma hobby, z kim się mieszka, co się lubi gotować...
                      • sandgroper Re: Australia? 01.11.12, 16:57
                        Bzdura! Akurat grafy masz w IELTS Academic, ktory jest zdawany jesli chcesz isc na uni, a w IELTS General pisemna czasc to dwa eseje, jeden na 150 drugi na 250slow.

                        IELTS to nie jest "taka troche podkladka pod sprawy wizowe" tylko niezbedny element do zaliczenia jesli ubiegamy sie o wiekszosc wiz do Australii.

                        Dlaczego ty wypisujesz takie bzdury?

                        Speaking MA TEMATY, dlaczego piszesz ze nie ma zadanych tematow skoro MA? Po kilkunastu tzw. wolnych pytaniach na poczatku nastepuje czesc z ZADANYM PYTANIEM, ktora trwa 2-3minuty gdzie musisz odpowiedziec na ten temat! Pozniej jest wolna dyskusja, bardziej abstrakcyjne pytania ale zawsze zwiazane tematycznie z ZADANIEM GLOWNYM.
                        Zdaje sie ze ty chyba przespalas ten swoj IELTS albo masz krotka pamiec. Poza tym skad do glowy ci przyszedl jakis GRAF ????? Skoro jak podejrzewam poszlas na wize 457 to mialas general IELTS a nie Academic! Zaczynam sie zastanawiac czy ty jestes w ogole w tej Australii bo moze to wszystko to tylko produkt twojej wybujalej wyobraznismile
                        • burina Re: Australia? 02.11.12, 04:52
                          Gdyby IELTS był egzaminem stricte filologicznym, to połowa Azjatów chcących mieszkać w Australii nie miałaby prawa go zdać. A że jednak imigranci są potrzebni i dobrze, żeby choć trochę znali język, to wymyślono odpowiednią formułę egzaminu. Jak jakiś Polak mi narzeka, że dla niego angielski za trudny, to naprawdę odsyłam na dwie-trzy lekcje mandaryńskiego, od razu się przywrócą prawdziwe proporcje.

                          Ja wzięłam academic, bo jakoś się bliższy memu sercu wydał. Ambitniejszybig_grin I nie zdawałam go w Australii, więc nikt nawet nie pytał czy do jakiegoś numerka wizy mi potrzebny. A i tak poziom czytanek, to były artykuły z Newsweeka czy innego Focus. Słuchowisk już dokładnie nie pamiętam, był jakiś pan, który chciał córkę na dodatkowe lekcje tańca zapisać i nie mógł się z recepcjonistką dogadać oraz jakaś pani piosenkarka opowiadała w wywiadzie radiowym o swojej nowej płycie. Najtrudniejsze do zrozumienia w tym wszystkim, to były różne akcenty, ale Europejczycy używający angielskiego jako lingua franca i z tym nie powinni mieć problemu.

                          Ustnej części raczej nie przespałam, wiem tylko, że byłam podczas niej w szoku, bo szykowałam się na jakieś przemowy o wyższości Świąt BN nad Wielkanocnymi, a pani egzaminatorka mnie zapytała o to, czy lubię gotować i co bym przygotowała, gdybym ją zaprosiła na kolację w domu.

                          W porównaniu z tym, jak trudny był dla mnie certyfikat z innego języka, który polegał głównie na analizowaniu aktów prawnych, a zadanie na ustnym polegało na udawaniu rozprawy w sądzie big_grin, to IELTS był naprawdę przyjemną łamigłówką.

                          Nie chcę na publicznym forum podawać szczegółów mojej wizy. Nawet nie pamiętam jej numerku, mam wizę elektroniczą, nie mam jej w paszporcie, potwierdzenie jej nadania jest gdzieś w skrzynce mailowej. Z resztą, może to wpływ doświadczenia życia w UE, albo jakaś administracyjna abnegacja, ale w ogóle mnie nie kręcą takie sprawy, żeby się numerków na pamięć uczyć. Wystarczy mi, że mam pewność, że jestem legalnie, że nie muszę się martwić o to czy i kiedy wygaśnie. Pracodawcy publicznie też nie podam. Jedyne co jest ważne to to, że jeśli firma chce kogoś zatrudnić (i ma odpowiednie umowy z urzędem imigracyjnym), to wizy ani terminy ich przyznania nie są najmniejszym problemem. Pańswto też nie wymaga certyfikatu językowego, jeśli pracodawca sprawdził sobie, że dana osoba jest mu potrzebna, dogada się z nią i gwarantuje jej umowę o pracę. No ale skoro Ty lepiej wiesz...No to ja Ci serdecznie dziękuję za kierowanie tego wątku na coraz bardziej boczne tory.


                          Jedyne co miałam na celu, to podrzucić autorce wątku taki pomysł, żeby najpierw postarać się o dobrą pracę, to potem człowiek niczym się nie musi martwić. Tym bardziej, że nie musi wyjeżdżać już i chwytać się jakiejkolwiek pracy zarobkowej. No i jeszcze zaznaczyła, że jednym z powodów emigracji było wypalenie egzystencjalne w kwestii biurokracji. Uważam, że to bardzo dobra rada smile Jeśli uważasz co innego, to odnieś się do tego merytorycznie

                          Jako ciekawostkę i zachętę podam fakt, że niedługo po mnie przyjechała do Australii moja koleżanka, która wyszła za mąż za Australijczyka. Ja nawet nie wiem, gdzie jest odpowiedni urząd imigracyjny w moim mieście, a ona musiała się tam raportować z dowodami na to, że nie jest oszustką. Np. musiała przedstawić do wglądu zdjęcia z wakacji.

                          Dobra marudo, wygaszam Cię, bardzo mi przykro, ale ja tu czasu nie mam a widzę, że racjonalnej rozmowy z tego nie ma. Przypominasz mi tylko, jak przed wyjazdem do Australii zapytałam o jakąś głupotę w stylu, jaką sieć komórkową wybrać, a szanowne grono zaczęło mi udowadniać, że fantazjuję, bo jako nowa na forum, to powinnam najpierw o wizy się pytać równolegle z wyznaniem, że po angielsku ledwo dukam. Postanowiłam sobie wtedy jedno: żadnych kontaktów ze 'starą emigracją', bo co jak co, ale oni na pewno nie udzielają się po to, żeby pomóc.
                          • burina Re: Australia? 02.11.12, 04:57
                            Evee1, oczywiście Ciebie nie dotyczy ta końcowa generalizacja i chciałabym na swojej drodze spotkać!
                            Dajesz mi nadzieję na to, że może i mi się kiedyś w tej krainie zacznie bardziej podobaćsmile
                            • evee1 Re: Australia? 02.11.12, 06:39
                              No, mam nadzieje, ze nie zaliczasz mnie jednak do "starej" emigracji wink. A ic hetnie pomoge informacja i doswiadczeniechoc nie w sprawach wizowych, bo zeuplenie nie ejstem na czasi). Ja jestem w sumie emigracja ekonomiczna w poczatku lat 90-tych. Z Polski wyjezdzac nie musialam, ale chcialam zobaczyc jak to w tej Australii jest, to zalatwilam sobie wize i pojechalam...
                              • burina Re: Australia? 02.11.12, 08:12
                                Swoją drogą, to ciekawe by było takie porównanie naszych pierwszych wrażeń, bo Ty przyjechałaś z zupełnie innej Polski niż ja, a i sama Australia, czy choćby samo Melbourne, też już pewnie nie są takie same...
                          • sandgroper Re: Australia? 02.11.12, 06:51
                            No widac wlasnie po dlugich wpisach jak tego czasu nie masz pani fantastko wink
                            Bujasz, krecisz i naciagasz fakty co nie podoba sie mnie i pewnie innym uzytkownikom tego watku. Po twoich wpisach widac ze jestes glupio zawzieta i glupio pewna siebie uwazajac ze wszyscy zaraz zaczna wierzyc w to co bredzisz. Good luck.
                          • duzeq Brawo burina!! 02.11.12, 11:04
                            Wierzylam w Ciebie! Wierzylam, ze wyjasnisz stekaczowi, ze nie kazdy imigrant ma ten sam status i wierzylam, ze przejedziesz go jak czolg wyjasniajac na czym polegal dla Ciebie IELTS wink.
                            Nie cierpie takich marudow pasjami wink.
      • paliwodaj Re: Australia? 31.10.12, 14:30
        co do skorpionow i pajakow, to wiem ze w dzisiejszych czasach jest wiele repelentow na to pieronstwo, wiec w granicach domostwa moza jakos temu zapobiec.
        • hamerykanka Re: Australia? 01.11.12, 04:13

          Nie zawsze. W Arkansas w wynajmowanym mieszkaniu mialamw jednej lazience czarne wdowy, w drugiej brown recluse. I moglam pryskac sobie a i tak znowu sie pojawialy-chyba kolo rurek przechodzily. Nauczylam sie wytrzasac buty przed zalozeniem, sprawdzac ubrania wewnatrz i wytrzasania ich, ale majac dziecko trzeba miec oczy dokola glowy.
          Tu w Teksasie jest podobnie. Pryskam i na szczescie nic nie mam w domu, ale szef meza jest juz drugi tydzien w szpitalu bo brown recluse (nie znam polskiej nazwy) ugryzl go w okolice pepka-gangrena sie rozszrza i w zeszly piatek mial wyciete ok 8 cali kwadratowych skory. Gangrena dochodzi do miesni przepony i mysla co dalej. Pracownik techniczny meza w Arkansas tez spedzil ponad dwa tygodnie w szpitalu z takiego samego powodu-pajak ukryl sie w rekawicy roboczej i ugryzl w czubek palca. Skonczylo sie amputacja, choc byl zabrany do szpitala natychmiast. O bolu nie wspomne.
          Jesli Australia ma pajaki gorsze niz poludnie USA-nie jechalabym sad
      • bi_scotti Re: Australia? 31.10.12, 14:31
        Jolki-polki ... a ja naiwnie myslalam, ze Australia to taka cieplejsza Kanada tongue_out
        Pora chyba jednak zaplanowac wakacje na Waszej wyspie, bo nie ma to jak wlasnym okiem i uchem smile
        • alpha.sierra Re: Australia? 31.10.12, 16:41
          Ja tam pana i władcę na Kanadę namawiałam, jeśli już mamy gdzieś emigrować, no ale się uparł, że kangury fajniejsze niż łosie, więc cóż wink.
          • bi_scotti Re: Australia? 31.10.12, 17:17
            alpha.sierra napisała:

            > Ja tam pana i władcę na Kanadę namawiałam, jeśli już mamy gdzieś emigrować, no
            > ale się uparł, że kangury fajniejsze niż łosie, więc cóż wink.

            Ja kocham snieg wiec dla mnie polar bear zawsze wygra z koala, chociaz cute to one sa, nie da sie ukryc wink
            Nigdzie nie ma raju, zawsze jest tylko pytanie z minusami w ktorym kraju jest sie czlowiekowi latwiej pogodzic w zyciu. Jesli Was ciagnie, to sprobujcie tej Australii - przynajmniej kawalek swiata zobaczycie, nawet gdybyscie po jakims czasie zdecydowali wrocic do EU/PL. Good luck!
        • evee1 Re: Australia? 01.11.12, 00:41
          bi_scotti napisała:
          > Jolki-polki ... a ja naiwnie myslalam, ze Australia to taka cieplejsza Kanada :
          Pewnie sa miejsca w Kanadzie, ktore sa cieplejsze niz w Australii, ale generalnie to raczej u Was jest zimniej. Moj corka narzeka, ze jej tutaj za goraca dla niej (a mieszkamy na poludniu Australii, moze jeszcze tylko Tasmania jest zimniejsza) i twierdzi, ze sie przeniesie do Kanady albo Szwecji. Ale ja ciagnie do sniegu (mnie zreszta tez).
      • burina Re: Australia? 31.10.12, 14:34
        Ależ w Australii też idziesz do jednego sklepu i kupisz wszystko, co potrzebne do życia. Żywność targana z drugiego końca świata to jest luksus i nie powinna być podstawą codziennej diety.
        We Włoszech, to nawet w prawie mają, że jedzenie (w sensie takie niepaczkowane) w supermarkecie nie może być z odległości dalszej niż jakieś 150 kilometrów.

        Mnie tam chleb, choćby nie wiem jak pyszny, na który wyjeździłam kilkanaście litrów paliwa kością w gardle stanął...

        P.S. Samochodu nie mam, tak się ustawiłam, żeby mi komunikacja miejska i rower wystarczały do codziennego życia. A w domu mam ładnie, czysto, okna się domykają, a na najwyższym piętrze budynku (34) mam ogólnodostępną dla mieszkańców budynku siłownię, basen i saunę. Ba, nawet ogrzewanie mam!
        Pieczywo wolę z ulubionej piekarni, ale w supermarkecie po drugiej stronie ulicy, czynnym do 24, mają dostępne o każdej porze dnia bułki z razowej mąki - przepyszne i lista składników ograniczona do minimum.


        Sandgroper, GDZIE TY MIESZKASZ??? Chyba naprawdę ten wątek przestaje mieć rację bytu, bo miasta w Australii bardzo się między sobą różnią i uogólnienia z jednego, zakłamują rzeczywistość innego.
        • sandgroper Re: Australia? 31.10.12, 15:35
          Tak, miasta w Australii roznia sie od siebie bardzo pod wieloma wzgledami, zarowno infrastruktury jak i pogody. Nigdy np.nie chcialbym zamieszkac w Melbourne z powodu kiepskiej pogody panujacej tam przez caly rok. U nas jest jak jest ale przynajmniej aura najlepsza posrod wszystkich miast na tym kontynencie. Cos za cos-to jest to do czego trzeba przywyknac mieszkajac w Au.
          • amaroola Re: Australia? 01.11.12, 22:51
            sandgroper napisał(a):

            > Tak, miasta w Australii roznia sie od siebie bardzo pod wieloma wzgledami, zaro
            > wno infrastruktury jak i pogody. Nigdy np.nie chcialbym zamieszkac w Melbourne
            > z powodu kiepskiej pogody panujacej tam przez caly rok. U nas jest jak jest ale
            > przynajmniej aura najlepsza posrod wszystkich miast na tym kontynencie. Cos za
            > cos-to jest to do czego trzeba przywyknac mieszkajac w Au


            z tego, co piszesz, wnioskuje ze mieszkasz w Perth

            znam troche WA wiec jesli zgadlam miejsce, to mocno przesadziles mowiac ze: " U nas jest jak jest ale
            > przynajmniej aura najlepsza posrod wszystkich miast na tym kontynencie."

      • evee1 Re: Australia? 01.11.12, 00:36
        Moim zdaniem przesadzasz i to baardzo, szczegolnie z tym bezpieczenstwem na drogach.
        Ja akurat nie jestem tak przywiazana do jedzenia w polskim typie i nie marnuje czasu i benzyny na jezdzenie po miescie i szukanie akurat tej jedynej parowki. I jakos chleb po godzinach w moim malutkim lokalnym Colesie tez jest, wiec nie narzekam.
        No, ale jak sam napisales, to ma byc watek o emigracji wink.
        PS. Zgadzam sie, ze podwojne szyby to nie standard tutaj, ale tez nie ma tutaj mrozow. Ja akurat takie mam w domu, bo sobie takie zamowilam budujac dom. I to juz cale 15 lat temu! smile
    • sandgroper Re: Australia? 31.10.12, 14:32
      System edukacji w Aus wg.mnie jest na b.niskim poziomie. I teraz tak: jak przywozisz tu dziecko w wieku 15lat ktore cos sie juz nauczylo w PL i idzie ono tu do lokalnej szkoly to wyrzadzacie mu krzywde bo tutaj bedzie sie uczyl rzeczy,ktore mial na poczatku podstawowki w PL. Bedzie sie uwstecznialo. Efekt jest taki,ze ani z PL ani stad nie wyniesie tyle nauki zeby dobrze czuc sie w zyciu. Znam takie przypadki w moim otoczeniu i jak na to patrze to mi podpada pod analfabetyzm bo ani po polsku ten dzieciak juz nie umie ani dobrze po ang. Calkowicie schrzaniona edukacja, ogromne braki w wiedzy. Jak przywozi sie dziecko malutkie,ktore dopiero tu bedzie zaczynalo swoja przygode z nauka to w sumie mozna tylko wspolczuc bo jego wiedza bedzie bardzo ograniczona.Nie daj losie zeby sie spotkalo za 10lat z rowiesnikami w PL bo nie bedzie wiedzialo o czym mali Polacy mowia.Bedzie stalo z otwarta buzia i uczylo sie o prawdziwym zyciu (troche za pozno niestety) Wg.mnie dziecko powinno sie uczyc w PL do co najmniej 18roku zycia nim wyjedzie bo wtedy powiedzmy,ze juz na tyle jest wyksztalcone,ze powinno sobie za granica poradzic, a przede wszystkim bedzie umialo dobrze mowic,pisac i czytac w chociaz jednym jezyku-polskim. Angielskiego czy innego douczy sie juz na miejscu plus pojdzie do jakiejs wyzszej szkoly, choc to w Aus lekko bezcelowe. Zawodowka sto razy lepsza bo znajdzie robote. I to jest prawidlowa kolejnosc. Niestety, rodzice w wiekszosci przypadkow nie zwracaja na takie rzeczy uwagi, zabieraja ze soba malutkie dzieci bo liczy sie wyjazd, kasa, kariera itd., a dzieci cierpia..nieraz tego nie widzimy, ze robimy im tym wielka krzywde. Osobiscie radosc mnie przepelnia z faktu,ze skonczylem w PL swoje szkoly,ktore powinienem skonczyc,ze znam geografie(nie tak jak tu),ze wiem cos o chemi i fizyce(nie tak jak tu),ze przyjechalem z PL z porzadna wiedza ogolna, wiedza zyciowa, przystosowany do roznych zmian i praktycznie samowystarczalny jesli zachodzi potrzeba zrobienia czegos dookola domu(nie tak jak tutejsi) Tu czlowiek sie nie rozwija. Jedynie znajomosc ang.podniosla moje "kwalifikacje",poza tym nic. Tu sie pracuje prymitywnymi technikami z prymitywnymi ludzmi,czyli znow powrot do przeszlosci.Dlatego nie wszystkim sie tu podoba, dlatego ludzie stad wyjezdzaja.Kazdy jest wolny i ma prawo do decyzji. Wyjazd do Aus jednak trzeba porzadnie przemyslec. Na wyjezdzie turystycznym czesto nie widzi sie tych wszystkich minusow,jest super,swieci slonko,ludzie sie usmiechaja (na to mozna by poswiecic oddzielny temat i wyjasnic dlaczego sie usmiechaja i jakie naprawde maja intencje), widzimy nowe,nowe,nowe...palmy,kangury,jakies koala(tylko w zoo i to niewiele juz zostalo) i inne ciekawe rzeczy,ktore nas oszalamiaja..Jak w takich warunkach poznac prawdziwe zycie?Nie da sie. Pzdr.
      • burina Re: Australia? 31.10.12, 14:38
        No już naprawdę, ależ z Ciebie maruda! W Victorii jest sporo misiów koala żyjących w naturze. Na Great Ocean Road zdarza się po parę na jednym drzewie zobaczyć. Kiedyś Ty ostatnio na wycieczce był?
        • kanga_roo Re: Australia? 31.10.12, 15:08
          burina, ja wprawdzie w Victorii byłam tylko na wakacjach, ale pamiętam, że Melbourne od pierwszego rzutu oka wydało nam się .... cudownie europejskie.
          i uważam, że marudzenia też dobrze posłuchać, chociaż ja klasyfikowałam sporo w/w jako "inność" i było OK.
        • sandgroper Re: Australia? 31.10.12, 15:39
          Tu gdzie mieszkam nie ma misiow koala na wolnosci. Jezdze duzo, bardzo duzo. Zwiedzilem kawal Australii i wiekszosc czesc Azji, wiec tego akurat nie mozesz mi zarzucic smile pzdr
          • burina Re: Australia? 01.11.12, 00:18
            No to nie pisz, że koala to tylko w zoo. Wielu ludzi tak się stara, żeby nie zniknęły ze swojego naturalnego habitatu, mają w tym sukcey - warto ich docenić.
      • alpha.sierra Re: Australia? 31.10.12, 14:55
        Napisz na priv, gdzie mieszkasz - tam nie jadę big_grin!

        A co do systemu edukacji - gdybym się tym kierowała, to pojechałabym do Finlandii. Z Finami pracuję, są naprawdę w porządku (z jednym wyjątkiem, ale jeden na setkę, z którą kiedykolwiek miałam styczność się nie liczy), ale noc polarna by mnie dobiła - ciężka depresja murowana. I ten śnieg. I mróz. BRRRR. Nie.

        A co do szkół prywatnych - trzymają jakiś poziom? I nie chodzi mi o porównanie do szkoły polskiej, bo szkoła polska teraz to tez jakieś kuriozum uczące pod testy, tylko czy jest szansa w takiej prywatnej placówce zarazić dzieciaka wiedzą?
        • sandgroper Re: Australia? 31.10.12, 16:46
          W przypadku Australii nie ma za wielkiego wyboru co do miast, w ktorych mozna sie osiedlic. Wsi nie polecam bo mozna zejsc z nudow i depresji.
          Jesli juz zdecydujecie sie na wyjazd to albo traficie do europejskiego ale i zimnego oraz prawie caly rok deszczowego Melbourne, gdzie jednak jest co robic wieczorami (w sensie rozrywka na miescie), albo traficie do najbardziej odizolowanego miasta w swiecie Perth, ktore zyje swoim zyciem, jest 2mln wioska, ale oferuje za to jedne z najlepszych plaz w Aus, wysokie zarobki oraz super pogode caly rok, albo wybierzecie pocztowokowe Sydney, ktore jest overpriced & overcrowded, w zwiazku z tym walka o prace, a place juz nie tak dobre jak w innych miastach. Innych miast nie polecam bo albo zdecydowanie za zimne (pisalas o Norwegii-cos jak tam), albo zdecydowanie za gorace i duszne jesli chodzi o klimat (np. Darwin, Brisbane, Cairns). Ja ujme to tak: w Australii nie ma w ogole wielkich miast, tu sa wielkie wsie,prowincje.. Miasto tu to kilka ulic z wiezowcami gdzie pracuja biale kolnierzyki i gdzie po 18.00 nie ma czego szukac bo wyglada jak wymarle, i.... ogromne ogromne polacie wokol tego. To sa suburby wypelnione domami, gdzie wszystko wyglada identycznie (dlatego do samochodu trzeba dokupic koniecznie gps) Domy,domy,domy... i zero sklepow. Nie znajdziesz tam tzw. sklepu osiedlowego albo "malego samu" gdzie mozna wyskoczyc po buleczki i mleko z rana. Po te rzeczy jezdzi sie na shoppingi, niestety strata czasu, pieniedzy itp..dodatkowe nieplanowane zakupy, etc.. Te ogromne sypialnie umieraja tez okolo 18.00-19.00 i juz nikogo nie zobaczysz na zewnatrz, tylko czasem samochod przejedzie. "Pustelnia z setkami tysiecy ludzi"..Takze trzeba sie zastanowic co do tych "miast" bo kazde z nich ma olbrzymie wady, kazde ma tez zalety. Natomiast jesli chodzi o czesc mieszkalna to prawie wszedzie bedzie to wygladalo tak samo-zawsze na koniec i tak zjezdza sie do tej olbrzymiej "sypialni", parkuje samochod i... dobranoc bo nie ma co robic. Temat depresji australijczykow oraz inszych chorob psychicznych wywolanych zyciem w izolacji jest szeroki i wymaga opisania na lamach innego forum badz bloga. Moja rada: dowiedziec sie jak najwiecej o wszystkich tych miastach przed wyjazdem, sprawdzic jakie maja atrakcje, jaki klimat, szukac blogow Polakow z Aus-ludzie pisza jak sie zyje, jaka pogoda itp.. Bo jak sie juz do jakiegos miasta dostaniecie to pozniej jest bardzo ciezko sie przeniesc z uwagi na to ze chociazby w Sydney moga nie uznac doswiadczenia zawodowego zdobytego w Perth, itd, itd, Poza tym odleglosci, koszty, a Australia jest bardzo drogim krajem, szczegolnie zakup lub wynajem nieruchomosci. Ceny kosmiczne-jakosc z prl. Co najgorsze to te ceny ciagle rosna przez to ze coraz wiecej ludzi tu emigruje.
          • bi_scotti Re: Australia? 31.10.12, 17:24
            sandgroper napisał(a):

            > Temat depresji australijczykow oraz inszyc
            > h chorob psychicznych wywolanych zyciem w izolacji jest szeroki i wymaga opisan
            > ia na lamach innego forum badz bloga.

            Taki mi sie stary film przypomnial, zrobil spore wrazenie tych iles tam lat temu ... www.imdb.com/title/tt0116325/
        • burina Re: Australia? 01.11.12, 00:32
          Szkoły są dobre. Albo po prostu wydajniejsze niż w Pl.
          Zobacz sobie na rankingi uniwersytetów australijskich.

          Poza tym, to nie ma tutaj kultu studiów magisterskich - od samego początku nie są przedstawiane jako jedyna możliwa kariera. I w ogóle nie aż tak dużo osób decyduje się na nie (są płatne). Większość studentów kończy na poziomie licencjatu i na magisterkę wraca po jakimś czasie.

          Także system zapewnia, że jeśli dziecko zdolne i rodzice inwestują w edukację, to na studia najlepsi dostają się do Stanów. Jest też do wyboru parę dobrych uniwersytetów na miejscu (najlepszy australijski jest obecnie 10 na świecie). A jak ktoś nie ma zdolności, to go nie ciągną za uszy, tylko sugerują inną niż akademicka ścieżkę kariery.
          • evee1 Re: Australia? 01.11.12, 01:09
            Dodam, ze wiele bogatych rodzin z Hong Kongu czy z Singapuru wysyla swoja dziatwe do tutejszych szkol i uniwersystetow, bo jest taniej, a poziom edukacji jest calkiem niezly.
            Oczywiscie jak komus zalezy, zeby ich dziecko skonczylo Harvard, Stanford czy Yale ze wzgledu na ich swiatowa renome, to nie bedzie posylal dziecka na Melbouren Uni. Tym bardziej, ze studia na Stanford sa dwa czy trzy razy drozsze.
            Mi osobiscie system nauczania w tutajszych szkolach odpowiada, bo w przeciwienstwie do szkoly polskiej (jaka ja pamietam i o jakiej czesto czytam na forach) stosuje sie tutaj zasade "education is not filling a bucket, but lighting a fire". Przyznaje, ze czasem chetnie widzialabym, zeby dzieciom troche wiedzej wiedzy szkola wtlaczala do lebkow, ale to glownie po to, zeby mialy szerszy poglad na swiat. No, ale to tez rola rodzicow smile.
            Oczywiscie sa szkoly lepsze i gorsze, gdzie nauczyciele sa bardziej i mniej oddani swojemu zawodowi, ale generalnie dzieci tutaj lubia chodzic do szkoly i sie jej nie boja. To jest ogromny plus tutejszego systemu. Ja nie spotkalam sie nigdy z pomiataniem uczniow przez nauczycieli i moje dzieci twierdza, ze u nich w szkole generalnie uczniowie szanuja nauczycieli i odwrotnie. A moje dzieciaki nie chodza bynajmniej do szkol prywatnych. W ogole szkoly prywatne (te bardzo drogie, bo sa tez szkoly katolickie, ktore niby sa "prywatne", ale w przystepnej cenie), uwazam za strate pieniedzy, chyba ze planujemy dla dziecka kariere, w ktorej bardzo wazne sa kontakty i ktos z kim chodzil do szkoly wink.
            Sandgroper chyba nie ma dzieci w szkolach, bo juz by je zjechal na maksa wink.
            • sandgroper Re: Australia? 01.11.12, 03:36
              Nie, nie ma i na szczescie nie bedzie mial dzieci w australijskich szkolach. Wystarczy ze znajomi przechodza ten koszmar. Ja dziekuje, popatrze z boku.
              • evee1 Re: Australia? 01.11.12, 05:10
                Tak, to jest faktycznie "koszmar" wink.
          • sandgroper Re: Australia? 01.11.12, 12:02
            Szkoły są dobre. Albo po prostu wydajniejsze niż w Pl.
            > Zobacz sobie na rankingi uniwersytetów australijskich.

            Bzdura, szkoly w Australii ani nie sa lepsze ani wydajniejsze niz gdzie indziej w swiecie! Ty chyba rzeczywiscie nie mieszkasz w Australii bArina bo jakies masz mgliste pojecie o realiach panujacych w tym kraju. Czytasz Au news? czytasz co tam pisza? czytasz komentarze pod artykulami? Wiekszosc twierdzi,ze tutejsze szkoly sa marniutke, reprezentuja niski poziom, nie otrzymujesz takiej wiedzy jak np po polskiej szkole. Poza tym dla international students to jest jeden wielki rip off bo za ta marna jakosc trzeba placic jak za zboze bo to Australia przeciez! Za nazwe sie placi, za to ze tu sie przyjezdza, a nie za jakos nauki. Znam wiele osob (rowniez Polakow) ktorzy po prostu zrezygnowali z nauki na uni lub tafe z powodu tego,ze bylo cytuje: "nudno, beznadziejnie i nie to czego oczekiwali, a przy tym kosmicznie drogo" bo tak wlasnie jest, jest bicie piany a nie nauka. To samo szkoly jezykowe.. brak po prostu slow co tam sie wyprawia. A Australijskie dyplomy nie sa wiele warte w swiecie - to tez potwierdzone wiele razy przez wielu zainteresowanych! Dlaczego piszesz takie rzeczy jak nie masz konkretnej i potwierdzonej wiedzy? To co tu napisalas brzmi jakbys przepisala info z wikipedii albo innych broszur z uni. Cokolwiek by to nie bylo-nie jest prawda.
            • duzeq Re: Australia? 01.11.12, 12:09
              Ja pitole, chlopie, po cholere mieszkasz w tak beznadziejnym kraju...????
              Domy do dupy, edukacja do dupy, zycie towarzyskie do dupy i ogorkow kiszonych nie ma.
              • sandgroper Re: Australia? 01.11.12, 12:23
                Ja pitole, chlopie, po cholere mieszkasz w tak beznadziejnym kraju...????
                > Domy do dupy, edukacja do dupy, zycie towarzyskie do dupy i ogorkow kiszonych n
                > ie ma.

                Uwazasz, ze po wielu latach tu spedzonych i tak wielkim wysilku wlozonym w zdobycie pobytu stalego bede teraz pakowal walizki i wracal do tuskolandii? Teraz odbieram to, co tu wczesniej wsadzilem w kieszenie nierobom. To chyba oczywiste, nie ?

                A pozniej sie zastanowie co dalej..
                • duzeq Re: Australia? 01.11.12, 12:48
                  To po co tak jeczysz, skoro cos tam odbierasz? Nikt cie do AU nie zapraszal, sam sobie chciales zostac, to sobie zostales.
        • jombusiowa Re: Australia? 01.11.12, 14:42
          Co do syst. edukacji-bardzo dobra prywatna szkoła-gimnazjum-na lekcji historii temat II wojna-i co? dzieciaki kręcą sobie o tym film-tzn jak jest wg nich. Tyle naukismile A nauczycielem wystarczy zostać-powiedzieć szefowi że się lubi historię i może by się chciało uczyć-i dostaje się lekcje historii-wiem,bo mój kolega jest właśnie nauczycielem.
          Co do sklepów, to właśnie tak to wygląda-że nie w każdym jest wszystko, samochód trzeba mieć w mieście-no oprócz Sydney i Melburne może...
    • areyoubetter Re: Australia? 01.11.12, 07:20
      A mnie serce boli, że znowu ktoś chce wyjeżdżać... Młodzi, wykształceni...
      Rozumiem, że kiedy ktoś jest w beznadziejnej sytuacji, bez pracy, itp - to owszem. Ale zdaje się, że to nie ten przypadek.

      Powiem Ci coś - ja też mieszkałam czas jakiś za granicą - po pewnym czasie przyzwyczajasz się do nowych warunków i stają się jak powietrze, przestajesz je dostrzegać. Za to wyraźniej dociera do człowieka istota życia - przyjaźń, kontakty z rodziną, tradycje, poczucie zakorzenienia, ciągłości. I to narasta w miarę upływu lat. Tu jesteś i siebie, jak ci się coś nie podoba - możesz narzekać, a tam jesteś gościem. Zawsze będziesz emigrantką. Będziecie musieli liczyć wyłącznie na siebie. Nawet w sytuacjach bardzo kryzysowych.

      Wydaje mi się, że patrzysz na to trochę naiwnie - pojedziemy i się dorobimy. A emigracja to ciężki chleb.
      • evee1 Re: Australia? 01.11.12, 07:43
        Prawde mowiac ja wcale nie czuje sie gosciem, tylko jak najbardziej u siebie. Mam nawet swoj wlasny kawalek Australii wink. Nie widze powodu dlaczego nie mialabym mowic otwarcie jak cos mi sie nie podoba i uwazam, ze trzeba to zmienic. Tutaj mieszkam, pracuje, place podatki, chodze na wybory, bo to jest MOJ kraj. Ale Australia sprzyja takiemu samopoczuciu.
        Poniewaz mieszkam w miescie (w mniejszych miasteczkach czy w outbacku jest nieco inaczej), to na palcach jednej reki moglabym policzyc osoby, ktore nie sa "skads". Jeden chlopak, Australijczyk od 5 pokolen, siedzi nawet kolo mnie w pracy, ale raczej dobrze sie dogadujemy wink.
        Obecnie po tylu latach mieszkania tutaj z Australia jestem znacznie bardziej zwiazana niz z Polska. Mama tutaj rodzine, przyjaciol, dom i prace. Interesuje mnie tutajsze zycie spoleczne, polityczne i kulturalne. Do Polski zywie duzy sentyment, ale tylko tyle....
        • lexie007 Re: Australia? 07.02.13, 12:30
          z mojego doswiadczenie kraj jak kraj 4 pory roku snieg upal deszcze. Wszytsko to co na calym swiecie. Ludzie fajni przyjaznie nastawieni, bezpiecznie.

          minusy... daleko od Pl , wiec jak masz dzieci troche bedziesz musiala przeleciec godzin zeby spotkac sie z rodzina w Pl. Bilety tez nie naleza do najtanszychsad
          acha i takie dziwne prawo jest tu... ze jak przyjezdzacie pracowac tu zarabiacie, odkladacie to tej kasy niestety nie mozecie zabrac ze sobasad mowie tu oczywiscie o duuuuzeej kupce pieniedzy.
          • baddaymate70 Re: Australia? 07.02.13, 14:10
            W Australii kradna i to bardzo, na duza skale. Moze bezpiecznie czujesz sie w dzien na ulicach bo wieczorem to juz niekoniecznie..Zbyt duzo tzw. scum czyli ludzkich smieci wyrzutkow bezrobotnych na wlasne zyczenie obwiesi ktorzy wejda do twojego domu jak do swojego i wezma twojego laptopa komorke a czasem i samochod. Wystarczy moment twojej nieuwagi. Oni wszyscy sa na dragach bo ten kraj napedzaja dragi tylko sie o tym nie mowi. Ja bylem okradziony i zaraz po tym moi znajomi tez. Pozniej sie zaczely spowiedzi innych znajomych i sie okazalo ze prawie kazdy byl kiedys obrobiony jak nie raz to dwa razy tylko wstyd sie przyznac.. Australia juz w tej chwili nie nalezy do krajow bezpiecznych, wystarczy ogladac lokalne news zeby zobaczyc ze ponad polowa jest przeznaczona na crime...Wlamania, pobicia, podpalenia i specjalnosc Aussie - wjazdy autami do domow w nocy kiedy ludzie spia, a sypialnie sa tu projektowane od ulicy,kolejny australijski absurd jeden z wielu. Malo co tu nie jest absurdem jak sie blizej przyjrzec.
            • evee1 Re: Australia? 08.02.13, 13:57
              No, to ja nie wiem gdzie Ty mieszkasz ! wink. Mnie jeszcze nikt nie okradl, mimo, ze zdarzylo mi sie (chocby tydzien temu) nie zamknac domu, kiedy wyszlismy do znajomych. Wszedzie zdarzaja sie lepsze i gorsze dzielnice, ale pisanie, ze tutaj pelno jest szumowin na ulicach i jest tak strasznie niebezpiecznie, to spora przesada.
    • evee1 Fora 01.11.12, 07:48
      Do autorki watku...
      Jezeli jestescie faktycznie zainteresowani emigracja, to pczyajcie sobie tutejsze polskojezyczne fora na www.australink.pl i www.melbourne.pl. No i oczywiscie www.immi.gov.au.
      • alpha.sierra Re: Fora 01.11.12, 14:18
        Dzięki, zajrzę! smile
    • alpha.sierra Podsumowując dotychczasową wiedzę: 01.11.12, 14:31
      1. Poronionym pomysłem byłoby jechanie do AUS z zamiarem rozpoczęcia kariery od nowa np. od smażenia frytek w fastfoodzie;
      2. Ergo - trzeba wygrzebać z czeluści szuflady osobisty dyplom (Master of Engineering w moim przypadku) i zacząć aktywnie poszukiwać pracodawcy w AUS ---> odpada użeranie się z wizą.
      3. O język się nie boję, żaden listening itd. nie stanowi naprawdę problemu - komunikuję się w codziennej pracy z cudzoziemcami z prawie całego świata, w tym z nativami z lokalizacji typu UK czy południe USA i naprawdę - NIE MAM PROBLEMU.
      4. Już wiem, że trzeba się zorientować co do warunków w poszczególnych miastach, a pająki i węże olać.
      5. System edukacji wygląda na taki, który raczej mi będzie odpowiadał - właśnie o to"lightning the fire" mi chodzi smile. Jak już jest ogień, to dziecko samo zdobywa dalej wiedzę - wiem z autopsji.

      Burina, Evee1 - dzięki za cenne informacje! Sandgroper - dzięki za krytyczne spojrzenie "z drugiej strony barykady", bo też wyciągnęłam z Twoich postów dużo przydatnych wniosków. Całej reszcie również dziękuję za wkład w dyskusję smile!

      Decyzja nie jest jeszcze podjęta i pewnie tak szybko nie będzie - najpierw wszystko dokładnie wybadamy i zobaczymy, jak rozwinie się nasza sytuacja w Polsce, a akurat koniec roku będzie dla nas zawodowo dość przełomowy - być albo nie być na swoim - w przypadku męża, powrót do zawodu bądź kolejna zawodowa zmiana - w moim. Od tego też sporo zależy.
      • jamesonwhiskey Re: Podsumowując dotychczasową wiedzę: 01.11.12, 14:39
        2. Ergo - trzeba wygrzebać z czeluści szuflady osobisty dyplom (Master of Engineering w moim przypadk


        dyplom jakiejs zapysialej wschodnioeurpejskiej uczelini nie poparty odpowiednim doswiadczeniem
        jest wart mniej niz papier na ktorym go wydrukowano
        • alpha.sierra Re: Podsumowując dotychczasową wiedzę: 01.11.12, 15:05
          Wiesz, tak zaraz po studiach to już nie jestem, doświadczenia zawodowego trochę mam, w dość rozpoznawalnych na świecie firmach do tego. I zdobywane jeszcze w czasie studiów.
          • jamesonwhiskey Re: Podsumowując dotychczasową wiedzę: 01.11.12, 15:15
            z, tak zaraz po studiach to już nie jestem, doświadczenia zawodowego trochę
            > mam, w dość rozpoznawalnych na świecie firmach


            no ok, a w czym to troche doswiadczenia jest lepsze od doswiaczenia ludzi ktorzy zdobywali je na miescu , sa dziedziny ze jest praca i dla miejscowych i dla przyjezdnych
            w niektorych dziedzinach nie ma jej nawet dla miejscowych
            • alpha.sierra Re: Podsumowując dotychczasową wiedzę: 01.11.12, 18:14
              W tym, że oni mają braki, jeśli chodzi o inżynierow? W tym przypadku nawet dyplom wschodnioeuropejskiej uczelni ma sporą wartość smile. I doświadczenie też. No i nie mów mi, że poza Polską to wszyscy tylko po Sorbonie lub Ivy League wink.
              • evee1 Re: Podsumowując dotychczasową wiedzę: 01.11.12, 23:10
                Z inzynierami to sprawa nie jest taka prosta, bo to zalezy od specjalizacji. To znaczy wize mozesz dostac, ale z praca moze byc krucho. I jamesonwhiskey ma troche racji, bo dyplom bez doswiadczenia specjalnie przydatny nie bedzie. Generalnie doswiadczenie jest najwaznejsze. Tutaj po 2-3 latach pracy nie ma znaczenia jaki masz dyplom i bazujesz glownie na doswiadczeniu.
                Zreszta jest Was dwojka, wiec wystarczy zeby jedno kwalifikowalo sie na wize. Drugie dostaje wize automatycznie jako dependent i pracy moze szukac w dowolnym zawodzie.
                • alpha.sierra Re: Podsumowując dotychczasową wiedzę: 02.11.12, 15:16
                  Wiem, tutaj też za sam dyplom nikt przed Tobą na kolana nie pada. Wątek dał mi jednak spore pojęcie o najlepszych okolicznościach wyjazdu - teraz na bank nie pojadę ot tak po prostu szukać pracy na miejscu, tylko poczekam aż albo ja, albo mąż znajdziemy jakąś pracę stąd. Tak jak pisałam, jakiejś szczególnej presji nie mamy, bardziej jesteśmy zniechęceni polskimi realiami - przy czym ja zawsze zaznaczam, że nigdzie nie jest idealnie, pytanie, gdzie kto się lepiej wpasuje.
                  • sandgroper Re: Podsumowując dotychczasową wiedzę: 03.11.12, 04:46
                    > Wiem, tutaj też za sam dyplom nikt przed Tobą na kolana nie pada. Wątek dał mi
                    > jednak spore pojęcie o najlepszych okolicznościach wyjazdu - teraz na bank nie
                    > pojadę ot tak po prostu szukać pracy na miejscu, tylko poczekam aż albo ja, alb
                    > o mąż znajdziemy jakąś pracę stąd.

                    Swieta prawda. Nie jedzcie w ciemno.
                    Ciezko jest obecnie z praca w Australii, to tak jak z tymi zawodami poszukiwanymi, ktore sa na liscie ale nikt nikogo nie poszukuje. Nie wiem kto to ustala i zatwierdza ale prawdy w tym wszystkim to tylko ziarenko jest.

                    Przyjezdzajac tu ze znajomoscia jezyka w poszukiwaniu pracy kolejna wymagana rzecza bedzie work experience, bez tego ani rusz. Trzeba miec swiadectwa pracy i referencje na pismie od pracodawcow. Bez tego wszystkiego prace tu mozna znalezc jedynie w restauracjach na zmywaku lub przy sprzataniu (choc od cleaners rowniez czesto wymaga sie doswiadczenia zawodowego na pismie) Nie kazdy to ma bo ludzie u siebie w kraju zazwyczaj robili cos bardziej ambitnego niz sprzatanie, a w Australii potrzebuja po prostu jakiejs pracy na przetrwanie,zanim zaczna cos konkretnego no i wtedy klopot bo sprzatanie praca easy, a tu nie chca mnie przyjac bo nie mam papierkow.. Wiem,ze ludzie jakos sobie z tym radza, no ale nie kazdy jest tak kreatywnysmile Mnie na szczescie to ominelo.

                    A szukanie pracy w Australii z poziomu Polski bedzie raczej trudne z wielu powodow: nikt cie tu nie zna, malo kto z tubylcow wie gdzie jest Polska i wlasciwie sadzac po moich doswiadczeniach z szukaniem pracy bedac tutaj, to malo kogo obchodzilo co ja tam w tej Polsce robilem, jakie mam certyfikaty i ze umiem naprawde duzo. Australijczyka trzeba podejsc. Trzeba go poznac w sprzyjajacych okolicznosciach, pokazac sie z jak najlepszej strony, koniecznie powiedziec cos smiesznego zeby zarechotal w niebo, podpytac, zaproponowac, przekonac (to najciezszy moment) i wtedy juz z gorkismile
                    Aussie sa nieufni, chetnie i godzinami gadaja przez telefon ale tylko z najlepszymi znajomymi i sa wtedy usmiechnieci, serdeczni itp.. Na bank tacy nie beda odpowiadajac na telefon od kogos nieznajomego z Polski kto szuka pracy w Australii..
                    Nie wiem jak ci Brytole to robia ale oni tu dzwonia i cos zalatwiaja. Ja sadze, ze oni sie umawiaja na jakies rozmowy i krotkie okresy probne w pracy, a pozniej zalatwiaja reszte. Oni sa strasznie zdesperowani jesli chodzi o emigracje do Australii no i maja tez kase na to zeby tu przyleciec na dwa,trzy tygodnie nawet kilka razy do roku tylko po to zeby sie z kims spotkac!
                    Polskie realia sa troszke inne bo i kasa nie ta i ta glupia okrezna podroz do Australii bo wiadomo ze trzeba leciec z PL do Niemiec lub Anglii tylko po to zeby spowrotem przelatywac nad PL w drodze do Azji.. Chore to troche i kosztowne. Mam nadzieje, ze zarowno Qatar jak i Emirates wkrotce ulza wielu Polakom podrozujacym z Australii do Polski i na odwrot. Pzdr.
              • jamesonwhiskey Re: Podsumowując dotychczasową wiedzę: 02.11.12, 10:17
                musze cie rozczarowac
                to co powiedza w telewizorni o braku inyznierow a znalezienie pracy to sa dwie rozne sprawy
                a caly watek jak dla mnie to takie pierdzielenie o szopenie
              • sandgroper Re: Podsumowując dotychczasową wiedzę: 02.11.12, 11:47
                > W tym, że oni mają braki, jeśli chodzi o inżynierow? W tym przypadku nawet dypl
                > om wschodnioeuropejskiej uczelni ma sporą wartość

                Tak, to prawda co pisza tu inni. To,ze posiada sie dobry dyplom z wyksztalceniem/zawodem, ktore jest umieszone na liscie zawodow poszukiwanych w Aus, to wcale nie oznacza ze jak wiza zostanie wam przyznana i tu przyjedziecie, to w tymze zawodzie beda tu poszukiwane osoby.Moze nie byc ani jednego wakatu.
                Dyplomu i zawodu (oraz udokumentowanego doswiadczenia) uzywa sie tylko po to aby dostac wize. Przepis jest przepisem i jesli masz TEN zawod + pozytywne rozpatrzenie tego zawodu w ktorejs z Aus instytucji, masz zdany IELTS, badania OK, niekaralnosc OK plus reszta dodatkowych papierow OK to wize teoretycznie powinnas otrzymac. Nikogo tu nie obchodzi, czy znajdziesz prace w tym zawodzie.. No wiec moze byc problem bo trzeba bedzie zaczynac cos od nowa, isc do innej pracy czesto za mniejsze pieniadze. A kazda przerwa w pracy tutaj nie jest mile widziana bo rent drogi, zycie nie tanie, pieniadze wydaje sie latwo...No chyba, ze posiada sie niezle oszczednosci i z lekkim sercem wydaje sie tu pieniazki za sprzedany w PL dom lub samochody.. Jednak sadze,ze lepiej miec tu prace.
                Tak jak pani burina napisala najpierw jednak lepiej postarac sie tu o prace co jest raczej zawsze rownoznaczne z innym typem wizy-wiza sponsorowana. 457 nie polecam bo nie jest permanentna, najlepiej na ENS lub RSMS (ta w rejonach tzw. country-wiocha) Wyjatek stanowi Perth (2mln mieszkancow) gdzie w zeszlym roku zakwalifikowano je do wizy RSMS (widocznie nie jest do konca uznawane jako miasto) Dziwne ale tak jest. Warto dodac ze RSMS jest latwiejsza do zalatwienia i zwiazuje z pracodawca "tylko" na 2 lata. Ta poprzednia ENS az na 3 lata. Warto by chyba bylo pojsc w slady brytyjczykow i probowac znalezc na odleglosc prace w Australii po prostu dzwoniac do potencjalnych pracodawcow albo szukac ich juz tutaj przyjezdzajac na wize turystyczna na 3mies. rekonesans. Jak bys znalazla pracodawce i przekonala go, ze ty lepiej bedziesz sie nadawac na dane stanowisko niz jakis Aussie, to wtedy bylo by z gorki. Omawiacie szczegoly stanowiska, podpisujecie umowe. Procedura nominacji nie jest skomplikowana, robi to pracodawca, pozniej, jak on jest zaakceptowany to ty skladasz swoja aplikacje wizowa online (majac juz wczesniej gotowe w/w dokumenty) i czekasz na decyzje. To moze potrwac i kilka miesiecy, czasem do roku ale teraz w tym natloku aplikacji to na kazda jedna (moze oprocz 457) dlugo sie czeka..Takie realia. Jak wiza jest przyznana (przyjdzie e-mail) to macie 365dni od momentu wykonania badan zeby do Australii przyjechac-wtedy dopiero wiza sie uwaznia. Pracodawcy zazwyczaj dlugo nie chca czekac na pracownikow wiec ludzie zazwyczaj wyjezdzaja tak szybko jak otrzymaja wize. To tyle. Aha i jeszcze jedno, majac pracodawce sponsora OMIJA CIE Skillselect - ostatni wymysl departamentu d/s emigracji wprowadzony od 1 lipca tego roku. Ten system zmusza cie (jesli jednak decydujesz sie uzyc dyplomu i wyjechac tam na zawod-to ta opcja o ktorej jest na tym watku) no wiec ten program zmusza cie do zarejestrowania sie tam jako potencjalny kandydat na emigracje niezalezna (wiza Skilled-Indenpendent 189 lub Skilled-Nominated 190)-te wizy to tez nowy wytwor od 1lipca smile
                Wiec rejestrujesz sie w Skillselect online jako Expression of Interest (EOI) wprowadzajac wszystkie swoje dane:dyplomy,doswiadczenie zaw.,zdany IELTS, etc etc...,okreslasz na jaka wize chcesz aplikowac i.... czekasz. Bo od 1 lipca zostalo uchwalone,ze teraz to ONI decyduja kto i w jakich ilosciach tu przyjedzie. Po przeanalizowaniu potrzeb danego stanu czy regionu wysylaja badz nie zaproszenie do danego kandydata i wtedy ma sie bodajze 30dni na odpowiedz, czyli zlozenie aplikacji wizowej. Ten system spowodowal wielkie zamieszanie wsrod tych wszystkich wiz bo ludzie przestali rozumiec ktora wiza przez to idzie, a ktora nie itp itp.. powstal big mess. Jedno jest pewne, wizy independent przez to ida, wizy sponsorowane nie. Skillselect jest o tyle dobry,ze ponoc znacznie skraca czas oczekiwania na rozpatrzenie (bo maja pule upatrzonych zawodow i okreslona pule kandydatow,ktorych zaprosili wiec moga to przerobic szybciej) Przed pierwszym lipca bylo tak,ze KAZDY mogl zlozyc aplikacje wizowa na independent visa i oni musieli to rozpatrzec (pozytywnie czy negatywnie) ale musieli. Teraz stwierdzili, ze nie musza wlasciwie NIC i sami beda decydowac ile sztuk inzynierow albo informatykow przyjma w danym roku. Jak pula sie wyczerpie (o czym dadza znac EOI kandydata) to niestety ale czeka sie do nastepnego roku na kolejne losowanie....I mozna tak sobie czekac.. Nikt tego tematu nie poruszyl, a powinien byc on poruszony od razu jak otworzylas watek. Sorry ale ja tez zapomnialem, a to dlatego ze jest tego tyleeee... Podaje link: www.immi.gov.au/skills/skillselect/
      • princesswhitewolf Re: Podsumowując dotychczasową wiedzę: 01.11.12, 14:54
        O język się nie boję, żaden listening itd. nie stanowi naprawdę problemu - komunikuję się w codziennej pracy z cudzoziemcami z prawie całego świata, w tym z nativami z lokalizacji typu UK czy południe USA i naprawdę - NIE MAM PROBLEMU.

        Nie jedna osoba po przyjezdzie z Polski sie zdziwila. Poziom poziomowi nie rowny. Ludzie z poziomem FCE tez sie komunikuja i rozumieja i wydaje sie im super, ale jesli masz zdawac IELTS na wysokim poziomie to gdzies poziom pomiedzy CAE i CPE sie lokuje i szczerze to nie wyobrazam sobie jak ktokolwiek w Polsce bez mgr anglistyki po panstwowych studiach tudziez wielu lat nauki prywatnie i dyscypliny mialby to zdac... To sa zaawansowane bardzo testy gramatyczne i nie tylko. Sa w necie i mozesz poprobowac.
        • alpha.sierra Re: Podsumowując dotychczasową wiedzę: 01.11.12, 15:02
          Ale ja jestem między CAE a CPE, dlatego się nie boję. Do tego mam obcykane słownictwo techniczne. Więc jak piszę, że język biegle i bez problemu, to NAPRAWDĘ tak jest wink.
        • jamesonwhiskey Re: Podsumowując dotychczasową wiedzę: 01.11.12, 15:05
          chyba za bardzo sie emocionujesz jakimis poziomami i pie...mi
          z tego co piszesz ze to tak zaawansowane gramatycznie to nie zbyt dobrze wyksztalcony nativ tez nie mialby szans tego zdac ?
          • sandgroper Re: Podsumowując dotychczasową wiedzę: 01.11.12, 15:15
            > chyba za bardzo sie emocionujesz jakimis poziomami i pie...mi
            > z tego co piszesz ze to tak zaawansowane gramatycznie to nie zbyt dobrze wykszt
            > alcony nativ tez nie mialby szans tego zdac ?

            IELTS nie jest zaawansowany gramatycznie. Ty musisz znac gramatyke, to wyjdzie w pisaniu i mowieniu najbardziej ale sam w sobie test nie posiada zadan z gramatyki w ogole.

            Udowodniono, ze wiekszosc Australijczykow nie byla by w stanie poprawnie zdac egzaminu IELTS.. I co Wy na to?

            Co pewien czas na test wprowadzana jest osoba urodzona w Aus, ktora zdaje ten egzamin tylko po to, zeby egzaminatorzy mieli poglad na to czy akurat dany zestaw pytan na tescie nie jest zbyt trudny dla zdajacych. Jakie jednak wyciagaja z tego wnioski nie wiadomo, pewne jest ze poziom IELTS moze sie od siebie bardzo roznic, tzn. tej soboty jest bardzo trudny, a za dwa tygodnie mozna trafic na latwy test.

            Jak pisalem poprzednio: IELTS -temat rzekasmile
            • duzeq Re: Podsumowując dotychczasową wiedzę: 01.11.12, 15:43

              > Udowodniono, ze wiekszosc Australijczykow nie byla by w stanie poprawnie zdac e
              > gzaminu IELTS.. I co Wy na to?

              Wiekszosc Francuzow nie byla w stanie rozwiazac poprawnie testow gramatycznych, ktore mialam na olimpiadzie. I co z tego?
            • evee1 Re: Podsumowując dotychczasową wiedzę: 01.11.12, 23:23
              He, he, wiekszosc native Australijczykow (zeby nie bylo to Anglikow tez wink) permanentnie sadzi bledy typu its/it's, their/there itp. I ja tutaj mowie o ludziach z wyzszych wyksztalceniem, technicznym, ale zawsze wink.
              Co do testow IELTS, to wydaje mi sie, ze gdzies na internecie mozna znalezc przyklady. A najlepiej po prostu na taki sie zapisac i sprawdzic smile.
              • duzeq Re: Podsumowując dotychczasową wiedzę: 02.11.12, 11:11
                www.ielts-blog.com/
                IELTS-blog has everything you need to prepare for the IELTS exam by yourself.

                Jakos mi sie to kloci z wizja pana stekacza wink))).
      • sandgroper Re: Podsumowując dotychczasową wiedzę: 01.11.12, 15:31
        >Sandgroper - dzięki za krytyczne spojrzenie "z drugiej strony barykady", bo też wyciągnęłam z Twoich postów dużo przydatnych wniosków.

        Nie ma sprawy. Krytyczne spojrzenie "z drugiej strony barykady" to jest to, czego Wam potrzeba aby sie upewnic co do wyjazdu. Musicie wiedziec co moze Was tu spotkac i choc odrobine tego probowalem przekazac. Jestem pewny, ze spotkaja Was rowniez i wspaniale niespodzianki i oby tylko takie.
        Ja patrze krytycznym okiem bo zycie mnie tak nauczylo, takie wychowanie, taki wiek, taki charakter, jednak absolutnie nie przeszkadza mi to cieszyc sie tez tym co tu dobre i fajne. Mamy tu jedne z najpiekniejszych plaz w calej Australii, dobra pogode przez caly rok (za wyjatkiem bardzo zimnych nocy w okresie zimy) no a niestety nikt tu nie wynalazl jeszcze centralnego ogrzewania i izolacji termicznych w zwiazku z tym jest mi zwyczajnie lodowato zimno! Mam w zasiegu reki Azje z jej calym pieknem i ciekawostkami, Tajlandia, Indonezja, Malezja, to wszystko o kilka godz lotu samolotem. Singapur, Hongkong, KL miasta ktore kazdy chociaz raz w zyciu musi zobaczyc. Ciezko pracuje ale to wina spraw wizowych i to sie skonczy, a wtedy zostane prawdziwym wyluzowanym Aussie i bede przemierzal na boso ulice mojego miasta i chodzil w pidzamie na shopping jak mi sie zachce. Wszystkie moje info sa jak najbardziej serio i mozna, a nawet trzeba z nich skorzystac!
        Powodzeniasmile
        S.
        • evee1 Re: Podsumowując dotychczasową wiedzę: 01.11.12, 23:27
          > a wtedy zostane prawdziwym wyluzowanym Aussie i bede przemierzal
          > na boso ulice mojego miasta i chodzil w pidzamie na shopping jak mi sie zachce
          Ale zima to jednak zaloz ugg boots wink.
          Melbourne jest chyba bardziej cywilizowane, bo tutaj to chodzimy w klapkach tongue_out.
          • sandgroper Re: Podsumowując dotychczasową wiedzę: 01.11.12, 23:57
            Chodzicie w klapkach bo u was ciagle pada i bloto jest tongue_out

            U nas sucho i cieplo wiec ludzie chodza bez zadnego obuwia
          • sandgroper Re: Podsumowując dotychczasową wiedzę: 02.11.12, 00:04
            Chodzicie w klapkach bo u was ciagle pada i bloto jest tongue_out

            U nas sucho i cieplo wiec ludzie chodza bez obuwiawink

            Czasami w 40 st upaly widze ludzi w ugg-ach, a znow w zimny zimowy poranek rozebranych do rosolu, szczekajacych zebami wink


          • sandgroper Re: Podsumowując dotychczasową wiedzę: 02.11.12, 03:35
            Wiele osob przybywajacych do Australii dziwi sie ze ludzie tu chodza na boso. Tymczasem bosych aussie mozna spotkac w kazdym miescie Au, taka to tu moda i zwyczaj. Podeszwy maja utwardzone ekstremalniesmile Polacy ze swoimi krolewskimi stopkami lepiej niech tego nie probujawink no, moze jedynie na plazachsmile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka