syswia
16.01.13, 16:51
Rozwazalam wczoraj wieczorem wypowiedzi z watku Zebry i przypomniala mi sie taka historia sprzed kilkunastu lat. Moja przyjaciolka wychodzila za maz. Ona gorliwa katoliczka, on - gorliwy protestant ( niestety, wg ksiedza, ktory ostatecznie zgodzil sie celebrowac te uroczystosc). Slub w kosciele parafialnym panny mlodej, ale przysiega miala byc zmodyfikowana dla pana mlodego. $ez przysiegania na Matke Boska). $ylo to omowione z ksiedzem zylion razy. Jakiez bylo moje zdziwienie (i zapewne pana mlodego, przede wszystkim), gdy podczas uroczystosci, przy pelnym ludzi kosciele, ksiadz dodal te nieszczesna Matke Boska do jego przysiegi... Chlopak powtorzyl slowa przysiegi nie chcac robic chryi w kosciele.
I jak wam sie podoba postepowanie ksiedza?
Tez uwazacie, ze przeciez nic panu mlodemu nie ubylo? Mogl sie nie decydowac na slub w kosciele narzeczonej? Nikt go tam wolami nie ciagnal?
Zycie dopisalo tej historii dosc przewrotne post scriptum. Kilka lat pozniej moja kolezanka zmienila wyznanie na protestanckie. Inny odlam niz maz, wiec raczej byla to decyzja przemyslana, a nie rezultat rozowych okularow mlodej malzonki innowiercy.