roodolff
04.03.13, 10:59
Czym dla Was jest?
Wg mnie to sytuacja, w której mogę w każdej chwili wystawić za drzwi męża z walizką jego prywatnych rzeczy i mimo to (bez alimentów, z którymi wiadomo, jak bywa) żyć na tym samym poziomie, co dotychczas. Z pewnością nie łapie się na tak rozumianą "niezależność" babka, która zarabia 1/2 dochodów męża (pod warunkiem, że oboje z nich żyją).
Czyli ja i wiele kobiet, które zarabiają tyle co mąż (połączone dochody jednak dają więcej możliwości) lub mniej są jednak od męża zależne. Chyba że w sytuacji awaryjnej przeprowadzenie się np. do domu rodzinnego, zamiast samodzielnego mieszkania w domu na przedmieściach nie stanowiłoby dla nich problemu, w co wątpię...
Jak to widzicie?
Sama absolutnie nie mam w planach rozstania, ani nie czuję takiej potrzeby, ale czytając niektóre wątki i obserwując świat dokoła, uświadamiam sobie, że choćby mi było najlepiej, nigdy nie mam gwarancji, czy aby za chwilę, nie nastanie taki czas, w którym będę mogła liczyć tylko na siebie. A przecież dziecko na utrzymaniu...