Dodaj do ulubionych

Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już!

13.04.13, 22:15
Krótko po urodzeniu Naszego dziecka przeprowadziłam się do mojego faceta na maleńką wieś do domu Jego rodziców. Mieliśmy inne plany i niestety tak się stało, że wyprowadziłam się ze swojego rodzinnego miasta na wieś oddaloną o 250 km. Moi przyszli teściowie są dosyć wiekowi i tak naprawdę by mogli być moimi dziadkami. Nasze dzieciątko ma już prawie rok a ja tkwię tu na wsi na wychowawczym. Nie jestem przywyczajona do takiego życia, nie znam tu nikogo i siedzę cały czas w domu, nie licząc spacerów po podwórku. Teściowie wtrącają się we wszystko, krytykują, gdy mój facet przyjeżdża z pracy kompletnie mnie nie rozumie i twierdzi, że ma dość moich narzekań i marudzenia. Nie wiem co to kino, zakupy, kosmetyczka, fryzjer. Siedzę ciągle z Naszym dzieckiem. Kocham maluszka najbardziej na świecie ale nie chcę być tylko mamą sad Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie mam kompletnie oparcia w moim facecie co do którego potwornie się rozczarowałam po wspólnym zamieszkaniu. Ciągle się kłócimy. Moje próby rozmowy kończą się tym, że On kompletnie nie przyjmuje togo o czym do Niego mówię. Poza tym dużo opowiada swojej mamie bo ona potem mi o tym wszystkim mówi crying Czuję się jak kopciuch, zamknięty przy garach z dzieciąkiem na rękach. Kiedyś byłam bardzo szczupła, zadbana i bardzo dobrze ubrana a teraz masakra! Mam sporą nadwagę do tego i ciągle jem. Zajmuję się dzieckiem, płaczę, jem, oglądam tv. Nie spotykam się ze znajomymi bo są za daleko a tu nikogo nie znam aż tak by się spotykać na pogaduchy sad Czuję się tu jak w więzieniu, sama, bez oparcia. Mój mężczyzna tak mnie przecież kochał, tyle obiecywał a teraz ja odczuwam, że byłam mu potrzebna po to by zastąpić Mu mamę która jest przecież idealna, bo nigdy nie pracowała, tylko sprzątała, prała, gotowała... Myślę o tym by uciec stąd, wrócić do swojego życia. Tu jest jakiś obłęd. Dobrze, że nie zwolniłam się z pracy tylko asekuracyjnie poszłam na wychowawczy. Zawsze mogę wrócić. Co Wy o tym sądzicie? Już mi lżej, że się wygadałam wink
Obserwuj wątek
    • ichi51e2 Re: Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już! 13.04.13, 22:23
      Ale bagno. Nawet nie ma co radzic bo przeciez sama wiesz co robic... Bagno... Bagno... Za 10 lat bedziesz jego matka...

      Kiedy ci sie urlop konczy?
      • mismuki Re: Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już! 13.04.13, 22:31
        ichi51e2 napisała:

        > Ale bagno. Nawet nie ma co radzic bo przeciez sama wiesz co robic... Bagno... B
        > agno... Za 10 lat bedziesz jego matka...
        >
        > Kiedy ci sie urlop konczy?

        Do końca maja mam ale już słucham bym się bardziej przyłożyła to poszukania pracy tu. A ja głupia liczę na to, że tu się poprawi i wtedy się za to zabiorę. Bo mimo wszystko ja mimo, iż znana byłam ze swojego zamiłowania do pracy (wręcz pracoholizmu) tyle czasu siedzę w domu. Moje myślenie wygląda tak: jest źle a jak się przeniosę z pracą tu to już leżę kompletnie. Dopóki się nie poprawi to nic nie zmieniam. Ale czy takie myślenie ma sens? Mam faceta który leci, gdy mam poprosi, zrobi, naprawi, przyniesie, kupi. A ja siedzę z dzieckiem i patrzę. Później robię awanturę. I co? Czepiam się, przesadzam, jestem niewyrozumiała uncertain
        • syswia Re: Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już! 13.04.13, 22:43
          ale chwila...dlaczego to zle, ze Twoj facet pomaga wiekoej matce? to lepiej zeby ja mial w powazaniu? no rzeczywiscie, to dopiero bylby swietny material na ojca i meza... i swietna perspektywa na Twoje starsze lata
          nigdy nie rozumialam tej przepychanki synowa - tesciowa

          twoj problem to twoj problem, a nie tesciowej czy faceta
          to nie oni cie zamkneli w domu na cztery spusty i skarmiali na sile
          sama to sobie zrobilas
        • ichi51e2 Re: Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już! 13.04.13, 22:43
          Tak tak... Do mojej jednej znajomej tez cala wies miala pretensje ze sie rozwodzi bo przeciez nie bije nie pije i w sumie dusza czlowiek. Wbrew pozorom (odnoszac sie do postu nizej) nie jest latwo tak sie z ludzmi zakolegowac - zwlaszcza jak dziela was swiaty i one sie wszystkie znaja od kolyski
          A prace mialabys jaka znalezc? Cos podobnego do tego co robilas czy dorabiac sobie na swietlicy na 1/3 etatu? Jak oni to sobie w ogole wyobrazaja?
          Bagno.. Bagno i wyjscia brak chyba ze chcesz stawiac na jedna karte - albo ona albo ja i dziecko.
          No i zawsze mozesz sprobowac seksu. Na 9/10 to dziala - mamusia owszem ideal ale blizsza koszula cialu ;p
          • mismuki Re: Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już! 13.04.13, 22:53
            To nie są przepychanki synowa-teściowa. Tutaj ciągle jest coś w czym trzeba ojcu pomóc i On idzie. Dzień wolny i On robi. Ok, niech pomaga matce ale czy potrzebna jest pomoc przy zwariowanych pomysłach Jego taty? Śmieje się z tych pomysłów ale jak mama mówi - idź to synek idzie. Babka jedzie do córki do innego miasta w odwiedziny i ta córka babki nie odwiezie bo po co? Synek przyjedzie. No pewnie,że przyjedzie! Wystarczy telefon i w długą. A to kawka, pogaduszki. A ja siedzę sama. I wybacz. To nie przepychanki.

            Pracę miałam wcześniej bardzo dobrą i dobrze płatną. Nawet nie wiesz jak mi brakuje tych wszystkich ludzi, którzy kiedyś mnie wkurzali wink Coraz bliższa jestem wyprowadzki. Sama dam sobie świetnie radę. Zależy mi na ojcu mojego dziecka, chociażby z samego faktu Jego ojcostwa. Ale potrzebuję także przyjaciela. A niestety tego nie mam. Próby rozmowy kończą się na kłótni. Chyba muszę zacząć walczyć o siebie i dać maluchowi szczęśliwą mamę.
            • aniaurszula Re: Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już! 18.04.13, 17:24
              nie ma jednego wyjscia, jesli uwazasz ze sama dasz sobie rade majac dobra prace utrzymasz siebie i dziecko to zaryzykowalabym i zostawila ojca dziecka moze nie denifitywnie, oczywiscie powiedz mu dlaczego to robisz, moze otrzasnie sie gdy zobaczy ze moze was stracic, on mial kiedys zadbana szczeliwa dziewczyne teraz gderajaca matke dziecka i dla wyjasnienia nie zwalam winy na ciebie. jeszcze jedna rada nigdy nie atakuj jego rodzicow z doswiadczenia wiem ze to tylko pogarsza sprawe. mam nadzieje ze wam sie ulozy i stworzycie szczesliwa rodzine
          • syswia Re: Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już! 13.04.13, 23:09
            Owszem, trudno sie z ludzmi zakolegowac... to ciezka praca, ale sie da
            cos na ten temat wiem, bo wyjechalam za mezem na drugi koniec swiata
            nie mialam tu nikogo, inna kultura, inny jezyk, bez pracy
            a po 10 latach to jest moj dom bardziej niz Polska
            po prostu trzeba chciec i samej szukac kontaktow
            maz za nia tego nie zrobi

            jedno mnie dziwi: dziewczyna wyjechala do dziury zabitej deskami, tak po prostu, bez zadego planu, co dalej, co tam bedzie robila, bez rozeznania kompletnego? dla mnie to niepojete
            • ichi51e2 Re: Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już! 14.04.13, 10:57
              Szok poporodowy? smile malo ktora babka ma swiadomosc jak facet sie zmiania po dziecku. W sumie to zle powiedziane - on sie nie zmiania tylko zycie matki kompletnie sie zmienia a tatusia juz nie tak bardzo. Mam podobnie w domu (tylko ja mam wiekszy dystans bo nie jestem uwieziona na obcej planecie) zycie mojego nic sie nie zmienilo (dziekuje ze uwagi typu sama to sobie zrobilas wiem ze nie sasiadka) wstaje sobie o 5.30 idzie na trening, do pracy na 7 lunczyk z przyjacielem, potem na nauke jezyka po pracy i wraca o 18.30 kapie dziecko i siada na kanapie mowiac mi ze jego dzien byl taki ciezki... I ze powinnam pochodzic na fitness to mi dobrze zrobi (w miedzyczasie jeszcze zdazy ponarzekac ze ludzie sie syfem objadaja w pracy) machnie sobie jedzenie na nastepny dzien, popakuje w pudeleczka, sprawdzi swojego bloga "mam 40 lat jestem w formie zycia (plus moj pamietnik zywieniowy live!)" Czasem go nienawidze. Najbardziej jak sie dziwi co ja robie caly dzien i czemu tak sie zaniedbuje... No ale wracajac do senda - czasem mam wrazenie ze poniewaz dziecko malo co zmienilo w jego zyciu on sobie mysli ze tak tez ma miejsce w moim - a moje zycie nie istnieje - kreci sie w okolo dziecka. I super - mam nadzieje na wiecej dzieci soon bo dzieciaki sa super, nowa jakosc zycia, kazdy dzien przygoda i odkrywaniem swiata. Co nie znaczy ze nie chcialabym czasem normalnie wyjsc z domu (sama) pojsc na fitness (sama nie dla mam i dzieci...) zjesc obiad w restauracji (sama albo z kims kto nie guga albo probuje mi zrzucic talerz ze stolu) porozmawiac o czym innym niz co dziecko dzisiaj zrobilo... Poczytac ksiazke skupiajac sie na niej w 100% a nie lookac jednym okiem co dziecko robi i czemu wlazi do piecyka... No i mam takie poczucie ze to wszystko byloby mozliwe gdyby on zrezygnowal np z e swojej nauki jezyka (albo robil ja 4 razy w tygodniu a nie 5) no ale jakos nie umiem tego powiedziec bo jakies samolubne mi sie to wydaje. No i denerwuje mnie ze jak on juz sie zajmuje dzieckiem to zupelnie je zlewa - placze? Do lozeczka niech sie wyplacze. Etc. denerwuje mnie ze dziecko zlewane. Dziekujemy bardzo jak ma zlewac to niech spada na drzewo.

              Rady moje takie - wiecej go zaangazowac sprobuje w dziecko. Jak tesciowa taka super to moze jej da sie dzieciaka wepchnac a sama wyjdz, pojdz do lasu, do sklepu gdziekolwiek, zacznij biegac (w zdrowym ciele zdrowy duch) - pobiegniesz 15 min i na wszystko spojrzysz z dystansem. Rozwazania co dalej na razie bym jeszcze odlozyla - wydaje mi sie ze emocje za duze na razie.
              Ja oczywiscie taka mundra a u mnie tez bagno sad ale jakos przetrzyma sie...
              • syswia Re: Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już! 17.04.13, 15:43
                No widzisz, mnie sie wydaje, ze problem w tym, ze wiekszosc z nas kobiet rznie bohaterki, bo nie umiemy rozmawiac z mezczyznami i jasno okreslac naszych oczekiwan. Ja nie mam tego problemu w domu. Rozmawiamy czesto i na temat, bez histerii, szlochow i niedomowien. Od zawsze. Jeszcze przed slubem ustalilismy podzial obowiazkow i sie go trzymamy. Przed podjeciem decyzji o pierwszym dziecku tez jasno okreslilismy swoje oczekiwania i on dobrze wiedzial, ze dziecka nie bedzie jesli nie bedzie partycypowal w opieka nad nim. Nie jestem leniem. Skoro ja ponosze glowny ciezar ciazy, urodzin, karmien, to korona mu z glowy nie spadnie, jak bedzie dziecko bawil, kiedy ja spie, przewijal, kapal itd. On rozumie, ze rownowaga musi byc, jesli chce miec zdrowa psychicznie, zadbana i rozwijajaca sie mentalnie zone. Wszystko da sie rozwiazac, jesli sie chce. On tez chodzi na silownie codziennie - w trakcie lunchu. ^ie chodzi na jezyki, ale ma inne pasje, ktore aktualnie czesciowo realizuje ze starszakiem. Reszta - za pare lat. Czy sie czasem buntujemy? Owszem. Ostatnio stwierdzil np ze jest zmeczony bujaniem malucha wieczorem i zebym to ja przejela (uklad mamy taki, ze on usypia malego - z reguly maly zasypia miedzy 10 a 11 wieczorem i budzi sie o 4 rano na jedzenie i wtedy ja go obsluguje a maz spi). Powiedzialam mu, ze to jest niesprawiedliwe i ze bede wiecznie niewyspana. Pech chcial, ze nastepnego dnia naciagnelam sobie miesien szyi i on musial malego bujac i wstac o 4 rano, zeby mi podac dziecko do karmienia. Wystarczylo takie male doswiadczenie, zeby przestal marudzic, bo zdal sobie sprawe, ze ja bylabym wiecznym zombie, gdybym robila wszystko przy malym. A mamy jesczcze 3latka na stanie....
                Zeby nie bylo, ze jestem taka hop siup do przodu, to mam problem z podobna komunikacja w pracy. Pracuje w korporacji finansowej...
                Nie zwiazalabym sie z facetem, ktory nie poczuwa sie do wspolpracy w domowych pieleszach. Nie zwiazalabym sie tez z facetem twardoglowym, napakowanym stereotypami na temat kobiecej i meskiej roli. Nie zwiazalabym sie z leniem.
                Ale mysle, ze spora czesc facetow nie wspolpracuje, bo kobiety nie komunikuja jasno swoich oczekiwan od poczatku zwiazku. Bez placzu, histerii, wybuchow agresji, wymowek, polajanek, ciaglego gderania i niezadowolenia.
                Niestety z moich obserwacji wynika, ze syndrom matki polki jest w Polkach bardzo gleboko zakotwiczony i objawia sie nie tylko w sytuacjach domowych ale i w tzw sferze publicznej. Niedawno byla tu dyskusja o pani Musze i braku przewijakow na stacjach benzynowych, ktora mnie zaszokowala. Jak my sie nie bedziemy szanowac, to nikt nas nie bedzie szanowal - ani nasi wlasni mezowie, ani dzieci, ani szefowie, ani wladze miasta, politycy etc etc.
    • syswia Re: Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już! 13.04.13, 22:33
      Mysle, ze jestes w czarnej d.ie na wlasne zyczenie... A tak wlasciwie to dlaczego z nikim sie nie zaprzyjaznilas na tej wsi?
      Od tego bym zaczela: od kolezanek w okolicy. Potem bym sie rozejrzala za jakims zyciem: organizacjami, jakims domem kultury, moze biblioteka szuka wolontariuszki? Nic, naprawde nic nie ma w okolicy? Nie wierze. Potm poszukalabym pracy, i znalazla osobne mieszkanie... a moze mozecie sie wybudowac w tej samej wsi?
      Dopiero na koncu rozwazalabym wyjazd z dzieckiem, bo to oznacza rozpad zwiazku... no chyba, ze Ci na nim nie zalezy.
      • mismuki Re: Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już! 13.04.13, 22:39
        syswia napisała:

        > Mysle, ze jestes w czarnej d.ie na wlasne zyczenie... A tak wlasciwie to dlacze
        > go z nikim sie nie zaprzyjaznilas na tej wsi?
        > Od tego bym zaczela: od kolezanek w okolicy. Potem bym sie rozejrzala za jakims
        > zyciem: organizacjami, jakims domem kultury, moze biblioteka szuka wolontarius
        > zki? Nic, naprawde nic nie ma w okolicy? Nie wierze. Potm poszukalabym pracy, i
        > znalazla osobne mieszkanie... a moze mozecie sie wybudowac w tej samej wsi?
        > Dopiero na koncu rozwazalabym wyjazd z dzieckiem, bo to oznacza rozpad zwiazku.
        > .. no chyba, ze Ci na nim nie zalezy.

        Ok więc tak. Średnia wieku tu na wsi to jakieś 60-65 lat. Ja znacznie ją zaniżam bo mam tylko 28 wink Od babki wiem, że tu to mieszkają same gospodynie, które wykłócają się w sklepie (jedynym tu) o to która to robi najlepsze ciasta i takie tam. Nie mam prawa jazdy (robię) a tu kursują tylko dwa busy - rano i wieczorem. Babki priorytetem jest kuchnia i sama widziałam jak kiedyś biegała przy garach a Maluch płakał bo nie miał się kto zająć. Więc nawet nie mam z kim zostawić Bąbla. Katastrofa.
    • stokrotka_beauty Re: Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już! 13.04.13, 23:08
      mismuki, a czy rozmawiałaś z mężem o wyprowadzce do tego miasta, gdzie masz pracę?
      • mismuki Re: Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już! 13.04.13, 23:25
        Miałam plan. Zanim przeprowadziłam się tu rozmawiałam z moim szefem na temat przeniesienia do tutejszego oddziału. Jest to możliwe. Był macierzyński i jak się okazało rozczarowanie. Mój mężczyzna to zupełnie inny człowiek. Po macierzyńskim postanowiłam pójść na wychowawczy i próbować trochę "popracować" nad moim facetem. Gdyby się " nie udało" miałam plan by się rozstać i wrócić do swojej pracy. Wychowawczy się kończy a ja nadal mam to samo. Kłótnie, kłótnie, kłótnie. Brak zrozumienia, głupie komentarze mojego faceta. Nie potrafimy nawet razem usiąść i wspólnie coś porobić. Każdy swoje. Ja mam Bąbla albo tv a on pracę zawodową, pracę przy aucie, czasem zabawa z dzieckiem no i pomoc rodzicom. A ja mam zajmować się dzieckiem, ładnie wyglądać, uśmiechać się, mieć zawsze ochotę na seks i nie narzekać. Usłyszałam nawet, że jak nie ja narzekam na babkę to babka na mnie i On ma tego dość. Najlepsze jest to, że nie wstawia się wcale za mną. Rozumiem, że taka sytuacja może być frustrująca. Ale po co On opowiada matce o Naszych sprawach? Potem wychodzą nieporozumienia i wtrącanie się w Nasze sprawy. Jak ja mam ruszyć do przodu ze swoimi sprawami jak jest źle? Zależy mi na ojcu mojego dziecka ale kompletnie nie umiem z Nim żyć. Czasem wydaje mi się, że jesteśmy ze sobą tylko ze względu na Malucha. Chociaż On zapewnia, że tak bardzo mnie kocha...
        • stokrotka_beauty Re: Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już! 13.04.13, 23:31
          Czy stać Was na wynajęcie jakiegoś mieszkania w pobliżu? Czy jak byś poszła do pracy, to dziadkowie zajęli by się wnukiem?
      • mismuki Re: Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już! 13.04.13, 23:29
        Tak. Rozmawiałam. Nie wchodzi w grę wspólna wyprowadzka do mojego miejca pracy. Albo jestem tu albo z Nami koniec.

        stokrotka_beauty napisała:

        > mismuki, a czy rozmawiałaś z mężem o wyprowadzce do tego miasta, gdzie masz pra
        > cę?
        • stokrotka_beauty Re: Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już! 13.04.13, 23:35
          Wg mnie Twój mąż nie ma jeszcze odciętej pępowiny. Nie oszukujmy się. TY TAM DŁUŻEJ NIE WYTRZYMASZ! Chyba czas postawić sprawę jasno.
    • stuletnia_stokrotka Re: Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już! 14.04.13, 06:11
      twój mąż to duże,niedojrzałe dziecko,które nie potrafi się odseparować od mamusi.i nie chodzi tu o kompletny brak kontaktów ale do cholery dorosły facet założył rodzinę i teraz ta rodzina powinna być najważniejsza.najpierw w życiu są rodzice,kolejny etap to żona i dziecko.
      ja widzę jedyne wyjście z tego bagienka-twoja wyprowadzka z tej dziury,powrót do pracy-zwłaszcza,że jak piszesz sama sobie poradzisz. wtedy dopiero się okaże ile wart jest tatuś dziecka. gdyby się okazało,że utknęłaś na całe życie w zapadłej wsi z facetem,który mamusię za spódnicę trzyma to dupa blada..a może facet się ogarnie i twoja wyprowadzka uzmysłowi mu ile traci?
      • mal-sia Re: Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już! 14.04.13, 07:21
        boże współczuje Ci -naprawdę i wierze ze są takie wsie.Moi teściowie w takiej mieszkają.mnie to nawet nie chce się tam jechac na odwiedzinysada jak mieszkać bym tam miała,o boże ociekać gdzie pierz-rośnie nigdy w życiu taka wiocha.I z tesciami bym nie mieszkała.Straszni są.Ułóż sobie życie nie marnuj go , bo się w końcu załamiesz.A jak malutki urośnie to co tam będzie robił?Latał po podwórku???????Kijem w piachu grzebał?O jezuicku.
    • ichi51e2 Re: Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już! 14.04.13, 11:09
      Doczytalam watek i powiem serio ze gdybym ja byla w twojej sytuacji i miala prace (nawet srednio platna) to bym sie pakowala. Jedyny problem to mieszkanie - mialabys gdzie zamieszkac gdybys wrocila do miasta? Masz rodzine ktora moglaby sie zajac dzieckiem? A moze zlobek. Tak jak ci tu napisali za rok dwa lata juz nawet nie bedzie gdzie wracac.
      Nie musicie sie od razu rozstawac - po prostu widzisz ze on chce miec swoje zycie i nie cjce wiesc wspolnego wiec ty tez bedzies miec swoje. Do widzenia - czekasz z orwartymi ramionami jesli sie okaze ze jednak chce kompromisu.
    • kw0 Re: Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już! 14.04.13, 11:44
      współczuję!
      z mojej perspektywy to wygląda tak: tkwisz w toksycznym związku, który nie daje Ci szczęścia, ani poczucia własnej wartości. Odpowiedz sobie na kilka pytań: -czy jesteś szczęśliwa?, - czy dziecko przy zflustrowanej mamie też jest zflustrowane? - czy powrót do pracy poprawi Twoją samoocenę? - czy ojciec dziecka poświęca wystarczająco dużo czasu dziecku i Tobie? - czy masz na tyle siły by dalej się męczyć?

      Wiem, że zmiana życia o 180 stopni może być trudna, ale na Twoim miejscu bym chyba powróciła do życia sprzed wyprowadzki, skoro już raz potrafiłaś rzucić wszystko i wyprowadzić się na wieś to możesz to zrobić w drugą stronę. Jeśli Twój facet kocha Ciebie i dziecko bardziej niż swoją matkę, to powinien wyprowadzić się z Tobą. A jeśli z jakiegoś powodu on nie chce zmianiać swojego życia to myślę, że bycie samotną matką, ale spełnioną pod każdym względem jest lepsze niż toksyczny związek...
      powodzenia i wytrwałosci!!!!
      • zona_mi Na litość Boską 07.05.13, 22:08
        > czy jesteś szczęśliwa?, - czy dziecko przy zflustrowanej mamie

        sfrustrowanej!
        • paulina060787 Re: Na litość Boską 07.05.13, 22:42
          a co w przypadku kiedy facetowi zalezy na dziecku ale w d* ma dziewczyne?czy to wtedy jest rozwiązywane jakoś sądownie czy z góry jest powiedziane ze, dziecko zostaje z matką?
          • zona_mi Re: Na litość Boską 08.05.13, 00:11
            Sądownie.
    • mayaalex Re: Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już! 14.04.13, 13:55
      Jesli masz szanse powrotu po wychowawczym to wracaj do pracy. Pojdziesz miedzy ludzi to sila rzeczy bedziesz sie musiala troche ogarnac, ubrac, umalowac - i poczujesz sie lepiej. Latwo nie bedzie, tym bardziej ze bedziesz musiala zorganizowac opieke dla dziecka, ale jesli zostaniesz tam gdzie jestes to bedziesz sie czula coraz gorzej - a za pare lat nie bedziesz miala opcji powrotu, bo kto Cie zatrudni? Nic nie piszesz o swoich rodzicach wiec zakladam ze na ich pomoc nie mozesz liczyc ale w swoim miescie bedziesz miala jakis znajomych, kolezanki, sasiadki i jakos sie wszystko ulozy. A facet moze tez troche przemysli sprawe i poszuka czegos blizej Ciebie. Glowa do gory i bierz sie do dzialania!
    • siven1987 Re: Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już! 14.04.13, 17:02
      Dziewczyno facet nie zmienił się przez rok... Ty dla niego rzuciłaś wszystko i wyjachałaś na zabitą dechami wieś a co on zrobił dla Ciebie? WIEJ!!!! I to jak najszybciej. Jeżeli zależy mu na Tobie i na dziecku to pójdzie za wami, jeżeli nie zostanie tam gdzie mu wygodnie czyli u mamusi... Lepiej już zapłacić opiekunce niech się zajmie maluchem jak ty będziesz w pracy niż zostawiać teściowej która i tak ma go w poważaniu. Od opiekunki jak płacisz to i możesz wymagać. Ja też się przeprowadziłam z większego do mniejszego miasta za facetem. Na miejscu są teściowie, na szczęśćie mieszkamy oddzielnie. Na szczęście też mam pomoc w teściowej bo zawsze kiedy chce ona jest chętna do tego, żeby z maluchem zostać i go popilnować i robi to tak jak o to proszę. Jeżeli byłabym w takiej sytuacji jak ty to już dawno wróciłabym do poprzedniego miejsca zamieszkania. Nie ma na co czekać on i tak już się nie zmieni. Nie ma co trwać przy takim facecie, żeby dziecko miało ojca bo dziecko i tak zapamięta to, że się kłocice a nie to że się kochacie.
      • mismuki Re: Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już! 14.04.13, 18:03
        Na moich rodziców nie mogę liczyć. Jest o długa historia i nie będę Was tym zamęczać. Mój facet faktycznie się nie zmienił, odnoszę nawet wrażenie, że uznał, że już nie musi się starać bo przecież mamy dziecko. Nie jesteśmy małżeństwem. Zastanawiam się co by było gdybyśmy nim byli? Aż się boję. Prawdę mówiąc dosyć szybko zaszłam w ciążę bo po 10 miesiącach znajomości. Ciężko mi było wyprowadzić się z miasta na wioskę. Jednak zrobiłam to dla Nas, dla Bąbla, po to byśmy tworzyli rodzinę. Wcale nie byłam pewna tego co robię. Byłam do tej pory niezależna, mieszkałam sobie sama, zarabiałam na siebie, pieniądze inwestowałam w swój wygląd i byłam szczęśliwa. Rzuciłam to wszystko by dać mojemu Maleństwu normalność. Przez kilka tygodni (jakieś 4) było świetnie, miło, wesoło itp. itd. ... Aż w końcu się skończyło. A to szedł coś pomóc, a jak poszedł to cały dzień siedziałam sama z maluchem. Jak schodziłam piętro niżej to tylko słyszałam o tym, że sąsiadka zrobiła takie ciasto, a to pani w sklepie mówiła o tym o tamtym, na obiad dziś zrobię to i tamto, "ooo samochód jedzie" i tym podobne rzeczy. Ja rozumiem, że pomaga się rodzicom, bo sama pomagam przyszłym teściom w drobiazgach ale do cholery mój facet ma rodzinę! Ściągnął mnie tu bym siedziała sobie z dzieckiem, oglądała tv, siedziała w oknie i czekała aż ktoś po wiosce będzie szedł lub jechał autem. A uwierzcie, nie dzieje się to często wink Miałam propozycję przeniesienia do oddziału tu ale odmówiłam. Pewnie się zastanaiacie dlaczego? Otóż tak: między Nami było źle, fatalnie, brak rozmów, zrozumienia, mijanie się, kłótnie. Pomyślałam, że jak się przeniosę już tu z pracą to kompletnie leżę. Jeśli się to nie poprawi to nie mam powrotu. Chciałąm sobie jeszcze tu poukładać i wtedy się przenieść. Takie naiwne myślenie. Moi rodzice po wyjeździe tu się ode mnie odwrócili. Mam jednak ciotki, kuzynki itd. i mamy dobry kontakt. Zostawiłam dla mojego obecnego faceta mężczyznę z którym byłam 6 lat. Gdybym nie zaszła w ciążę dalej bym była z Nim. Dziwne jest to, że mój były nadal jest moim najlepszym przejacielem. Pisze, że kocha, tęskni, że chce być tatą dla Bąbla. A ja jestem tu bo uważam, że tak trzeba bo kocham najbardziej na świecie mojego Skarbka. To Jemu płączę w słuchawkę, zwierzam się i opowiadam o wszystkim. A On wspiera, rozumie. Z resztą jak zawsze. Głupia jestem co? Męczy mnie ten brak oparcia ze strony mojego faceta. Kompletnie mnie nie rozumie. I ci dziakowie którzy Go strasznie wykorzystują. Dokładamy się do rachunków, kupujemy jedzenie, sprzątamy, pomagamy jak tylko możemy ale co z tego? Babce nie podoba się miejsce w którym wieszam pranie, nie powinnam wkładać pampersów do worka na śmieci ale wynosić je bezpośrednio na zewnątrz bo one śmierdzą itd. itp. Wstaję rano i na dzień dobry: "zjedz śniadane i idź z dzieckiem na dwór bo jest ładna pogoda", "co zrobisz dziś na obiad?", "nie za dużo pieniędzy wydajecie?", "należy jeść rano śniadanie"(nawet jeśli nie chce mi się to muszę bo oni rano siedzą razem i taki zwyczaj panuje). Ahhh dziewczyny tyle tego, że masakra. Zrzęda ze mnie jak nigdy!
        • stokrotka_beauty Re: Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już! 14.04.13, 19:15
          Którego kochasz? Obecnego, czy byłego? Nie musisz tutaj odpowiadać na to pytanie. Sama sobie na nie odpowiedz.
          • siven1987 Re: Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już! 14.04.13, 20:48
            Dziewczyno rzuć ten bajzel dla dziecka! Niech ma szczęśliwa matkę! Bez tego bedzie smutnym dzieckiem. Jezeli ty bedziesz smutna, zła, niedowartosciowana to sie to odbije na dziecku. Zostaw ich na tej wsi, od obecnego gagatka wyegzekwuj alimenty dla malucha żebyś go sama nie utrzymywała. Wracaj do pracy, zacznij sie realizować, zrób sobie przyjemność to i dziecko bedzie sie dobrze przy tobie czulo.
          • mismuki Re: Nie wiem co się ze mną dzieje :/ Wariuję już! 14.04.13, 20:49
            Dobre pytanie stokrotka-beauty

            stokrotka_beauty napisała:

            > Którego kochasz? Obecnego, czy byłego? Nie musisz tutaj odpowiadać na to pytani
            > e. Sama sobie na nie odpowiedz.
            • mal-sia siven1987 dobrze napisała...tak zrobic! 15.04.13, 06:46
              • mal-sia mismuki... 17.04.13, 07:02
                ...i co postanowiłaś? jak się masz?
                • mismuki Re: mismuki... 17.04.13, 07:48
                  Dzięki dziewczyny za zainteresowanie! Zbieram się i wyjeżdżam stąd. Muszę coś ze zobą zrobić bo oszaleję - jest coraz gorzej. Buziaki dla Was kiss
                  • bisiek10 Re: mismuki... 17.04.13, 11:07
                    No i meska decyzja smile Na pewno nie bylo Ci latwo podjac taka decyzje.Byle bys nie dala sie teraz omamic tekstami kochanie zmienie sie nie wyjezdzaj.Jak bedzie naprawde chcial cos zmienic to wyjedzie za Toba.Trzymaj sie kochana.Teraz musi byc tylko lepiej smile
                    • mal-sia Re: mismuki... 17.04.13, 11:13
                      właśnie nie złam się,ja mieszkam oddzielnie-nigdy w życiu z teściami .Odezwij się jak Ci poszło.
                      • mismuki Re: mismuki... 17.04.13, 12:16
                        Kochane jesteście! Pewnie, że ciężko jest! Wiadomo, myśli są różne. Planuję powrót do byłego. Wiele przemyślałam. Jak się domyślacie pewnie, ojciec mojego dziecka nie będzie chciał się już starać bo uzna, że to bez sensu. Wczoraj rozmawiałam z teściówką i upewniłam się w tym o zamierzam zrobić. Podobno była rozmowa na ten temat, że ja tylko się obrażam. Ja pierniczę! Facet na mnie krzyczy, zaniża na maxa moją samoocenę, traktuje mnie jak przedmiot a ja mam się uśmiechać uncertain I potem mamusia słucha jaki to synek jest pokrzywdzony. OMG! Oznajmiłam dziś mojemu facetowi, że się wyprowadzę do końca tygodnia. A On co? Tylko spojrzał na mnie i oznajmił, że idzie pomóc tacie przy Jego zwariowanych pomysłach.. Kilka kartonów spakowałam. Słyszałam tylko "nie wygłupiaj się". On nie traktuje tego poważnie. W życiu bym nie pomyślała, że mnie coś takiego spotka. Nawet nie wiecie jak ja żałuję, że się tu wprowadziłam. Sygnały miałam wcześniej - 36letni mężczyzna mieszkający z rodzicami, kawaler i wiele wiele innych. Ale nieeeee, przecież będzie dobrze - to było moje myślenie. I teraz mam.
                        • syswia Re: mismuki... 17.04.13, 16:11
                          Zycze Ci powodzenia. I pamietaj - szanuj sie, gdziekolwiek i z kimkolwiek jestes. Zaslugujesz na szczescie, a nie ponizenie. Jeli juz juz wracasz do bylego (ja bym sie wstrzymala i poobserwowala, dala mu troche powalczyc o siebie, a nie ze powrot do niego to default, z podkulonym ogonem, bo z innym Ci nie wyszlo) to rozmawiaj, jasno okresl reguly gry. Nie daj sie znowu zdeptac.
                          serdeczne pozdrowienia

                          LOL. Ja to bym sie kazala temu panu ze wsi odwiesz z bambetlami do miasta smile A jak by odmowil, to poprosilabym tego pana z miasta o przysluge..., ale tak spektakularnie, zeby cala wies widziala smile
                          • mismuki Re: mismuki... 17.04.13, 19:10
                            Syswia co masz na myśli wink?

                            A co do artykułu-nawet nie zamierzam czytać!

                            syswia napisała:
                            >
                            > LOL. Ja to bym sie kazala temu panu ze wsi odwiesz z bambetlami do miasta smile A
                            > jak by odmowil, to poprosilabym tego pana z miasta o przysluge..., ale tak spek
                            > takularnie, zeby cala wies widziala smile
                            • syswia Re: mismuki... 17.04.13, 19:57
                              mysle, ze dobrze by Ci na samopoczucie zrobilo, gdyby dla odmiany pan/owie troche o Ciebie powalczyli lol
                              ale tak troche smile
                              a jak odejdziesz ze wsi to i tak `tesciowie` zrobia Ci tam czarny PR...
                              • mismuki Re: mismuki... 17.04.13, 20:32
                                Syswia,
                                pewnie, że zrobią czarny PR. Przecież jak jest dzieco to już trzeba byc razem na dobre i na złe-to usłyszałam od "teściowej". Teksty mnie śmieszą. Ja mimo, iż jestem młodsza kilka lat od mojego faceta to w wieku 21 lat uciekłam z domu i sama się utrzymywałam. Mieszkałam kilka lat z byłym i wiem jak to jest w związku. Babka mówi, że ja "nowoczesna jestem" bo nie zamierzam stać przy garach, prać, prasować, sprzątać a uznaje podział obowiązków. Dla Niej to dziwne. Facet jest do innych celów! Ma zarabiać na rodzinę a kobieta ma się zajmować domem. OMG! Jak "randkowałąm z moim facetem" to taki światowy był, przebojowy, romantyczny. Chce na mnie gadać-niech gada. Ja tam swoje wiem smile
    • bisiek10 Re: mismuki... 17.04.13, 15:29
      No swietny artykul polecasz dla dziewczyny ,ktora wlasnie podjela zyciowa decyzje i przypuszczam ze jeszcze bije sie z myslami jak to bedzie.
      • mismuki Re: mismuki... 17.04.13, 19:12
        Myślicie, że ta zmiana może być dla roczniaka bolesna? Kurcze, Maluch za tatą jest bardzo. Rozstała się któraś z Was z mężczyzną, gdy dziecko było takie malutkie?
        • kati78 Re: mismuki... 18.04.13, 19:48
          Witaj
          Przeczytałam Twój wątek i aż mnie ściska w środku, że masz tak źle.
          Naprawdę musisz dać zwłaszcza sobie szansę na to by być chociaż z siebie zadowoloną i uśmiechnięta. A przecież taka teraz nie jesteś.
          Mnie mój facet i ojciec mojego dziecka zostawił jak byłam w ciąży i nigdy synka nie widział. Wiem, że sytuacja jest inna ale uwierz, że po okresie ciąży, gdy mama mówiła, żebym tylko za bardzo nie obnosiła się z ciążą a tata podobno chciał się wyprowadzić jak mały miał się urodzić (mieszkam też na wsi choć samochodów trochę więcej tu jeździ smile ) to jak synuś się urodził to dało mi to tak niesamowitego kopa i było wręcz powodem do dumy, że sobie daję rady bez niczyjej pomocy (rodzice zakochali się w maluchu jak się urodził ale mój brat strzelił sobie w głowę w dwa dni po urodzeniu mojego synka i pierwszy rok jego życia rodzice byli pomiędzy szpitalami a pracą, w domu nie miałam praktycznie nikogo). I paradoksalnie, to że byłam sama z małym dało mi szczęście bo zrozumiałam, że gdybym była z ojcem mojego synka to tak dobrze by nam nie było. Dziękowałam losowi, że nie jestem z tym facetem.
          Bycie samej z dzieckiem, albo bycie z kimś, kto dzieciątko pokocha jak swoje jest lepsze niż męczenie się z biologicznym ojcem bo "tak trzeba" albo że "najlepszym dla dziecka" jest biologiczny tatuś. Ja wyszłam za mąż jak synek miał 5 lat, mąż przysposobił synka i kocha go bardzo, mamy wspólne drugie dzieciątko i nie zawsze może jest super i kolorowo (ale to często moja wina bo mam charakter, że sobie radzę sama i jestem szybsza od mojego męża w robieniu różnych rzeczy) ale jest lepiej dla nas, że jesteśmy z kimś kto nas kocha i szanuje.
          Co do tego jak dziecko znosi różne rzeczy - Twój maluch jest jeszcze malutki, jeżeli zajmiecie się nim oboje z miłością i spokojem to to będzie dla dziecka normalne, że jest tak a nie tak jak było wcześniej. Mój synek przez cały okres do czasu gdy pojawił się mój mąż nie zapytał nigdy o tatę, nawet w przedszkolu nie było takiego tematu. Dlaczego? Bo wypełniałam mu czas, bo kochałam go najmocniej jak umiałam i dla niego było normalne że tak jest. A wzorzec męski miał w moim tacie, który pokochał wnuka jak nie wiem co, pomimo całej tragedii jaka nas spotkała z moim bratem. A w dwa tygodnie po naszym ślubie mój synek po prostu zaczął mówić do wujka (czyli mojego męża) tata. Po prostu.
          Nie martw się na zapas o dziecko. Daj mu miłość, czas i siebie spokojną i szczęśliwą a wszystko na pewno będzie dobrze.
          Pozdrawiam serdecznie i życzę Ci siły, żebyś walczyła nie tylko o siebie ale o swoje dziecko.
          Kasia, mama Jacka i Julci.
          • mismuki Re: mismuki... 07.05.13, 10:30
            Hej dziewczyny!
            Odpisuję po długiej przerwie. Dzięki za zainteresowanie moim wątkiem, jesteście wielkie kiss.

            No i stało się. Wyprowadzka za mną!
            Do końca wierzyłam, że się uda.

            Zostałam przyciśnięta przez swoją pracę-musiałam do niej wrócić. I to szybko. Nie zostało mi nic innego jak spakować się i wyjechać. Cel: praca. Tylko i wyłącznie. Plan: wynajem pokoju w hotelu. Rozmawiałam z moim byłym ( z którym mimo wszystko pozostawałam w bardzo dobrych, przyjacielskich relacjach), który zaproponował, bym wynajęła pokoik u Niego, z uwagi na malucha, dla którego takie hotele to nic dobrego (argument do mnie trafił, to nie miał być hotel pięciogwiazdkowy a raczej mały hotelik - z pieniędzmi krucho).
            W domu atmosfera grobowa - wyjeżdża i zabiera dziecko. Ok, rozumiem, sytuacja jest ciężka ale muszę to zrobić. Myślę sobie: może to okazja by stąd uciec? Opowiadam babce gdzie się wyprowadzam, co planuję itp.
            Pakuję się - płaczę. Jestem w drodze- płaczę. Dojeżdżam na miejsce, pierwsza noc - płaczę. Druga noc - płaczę. Myślę sobie, gorzej nie będzie! I co? Będzie!
            Umawiam się z ojcem mego syna, że może zabrać malucha i wyprawić mu imieniny. Pomyślałam, że bez sensu są kłótnie i będziemy się dogadywać. Bo przecież nie rozstaliśmy się. Wyjechałam ale jakoś nie potrafiłam powiedzieć "żegnaj".
            Tata malucha przyjechał. Zabrał Go. A ja 2 dni później miłam dojechać by uczcić imieniny Bąbla. Pojechałam pociągiem. Przyjechał po mnie na pkp. Zaczynam rozmowę o kupnie auta które On kupił dla mnie. Chciałam go spłacić w 4 ratach bo inaczej nie dam rady (po wychowawczym jestem na 0 i dopiero zaczynam zarabiać). Pomyślałam, że to będzie z mojej strony ok i chciałam się dowiedzieć co On o tym sądzi. On sam twierdził, że to auto jest "babskie" i nie za bardzo chce nim jeździć. To co usłyszałam mnie rozwaliło. Otóż "trafiłam na porządną rodzinę i chcę ich naciągnąć, jestem oszustką". W tym momencie szczęka mi opadła. I to na dzień dobry. Kupno=naciąganie. Ok, rozczarowałam się. Trudno. Kupię sobie sama auto. Na jakieś 5 minut zamilkłam. Parę minut później robiliśmy zakupy w markecie na imieniny i tekst do mnie "mogłabyś płacić za rachunki, jak byłaś na wychowawczym to Cię utrzymywałem" "płaciłem za Twoje leczenie zębów" itp, itd. Wiecie co odpowiedziałam? "ja przez to, że rzuciłam wszystko i przyjechałam do Ciebie i nie pracowałam straciłam o wiele więcej, bo nie otrzymywałam wynagrodzenia wcale. Na moje słowa usłyszałam "jesteś paskudna, jak możesz mówić o pieniądzach?" I zaczeła się wojna. Zostałam sprowokowana a następne robił ze mnie głupka, że to ja wyliczam pieniądze.

            Ale to jeszcze nic.


            Dojechaliśmy na miejsce, impreza ok, Jego rodzina przyjechała. Następnego dnia się pakuję do wyjazdu. Przyleciała babka z pretensjami. Co ja Jej synowi robię. Stary koń, prawie 40 lat a stał z boku i tylko babce przytakiwał a ta na mnie jechała konkretnie. Że przyjechałam niepotrzebnie, bo nie podjęłam żadnego kroku, nie przeniosłam się do pracy, nie wyszłam za Jej synusia za mąż. Moje tłumaczenia nie docierały. Że rzuciłam wszystko, przyjechałam, rodzice się ode mnie odwrócili. Nic nie docierało! Wmawiała mi coś czego nie było (chyba liczyła, że nie pamiętam swoich słów) a gdy ja mówiłam jak było naprawdę słyszałam "a no faktycznie" a wcześniej byłam nazywana kłamczuchą. Babka i Jej synuś stali i oboje się na mnie darli a ja stałam i płakałam! Rodzina siedziała na dole i wszystko słyszeli. Potem babka zeszła na dół i chamsko mnie obgdaywała. Ja wszystko słyszałam! Upokorzenie na maxa. Następnie przyszła Jego siostra i mnie pouczała. Że ją mąż źle traktuje ale Ona to wytrzymuje bo to mąż i ojciec jej dziecka. I że ja też powinnam bo życie to nie bajka. Potem powiedziała do ojca malucha: "idz z Nią normalnie porozmawiać", przyszedł i wojna. Znów teksty o pseudowymuszeniu auta. Powiedzialam, że myślałam, że "da mi auto a ja za nie zapłacę" a On na to "jednak miałem Ci dać auto? jednak miałaś je wziąć za darmo?". Dziewczyny po tych tekstach nie wytrzymałam, uderzyłam Go i rzuciłam w Niego telefonem. A On do matki, która za chwilę znów przyszła się drzeć na mnie "mamo, Ona mnie uderzyła i rzuciła we mnie telefonem". Ostatecznie usłyszałam, że nigdzie mnie nie zawiezie i mam sobie radzić sama. Przyjechała po mnie siostra.
            Jak wyjezdzałam to babka i On do mnie powiedzieli " tylko za duzo nie opowiadaj"...
            Dodam, że usłyszałam od Jego rodziny, że u Nich rozmawia się o swoich sprawach, wszyscy wszystko wiedzą i załatwiają wszystko razem.

            A ja czerwona jak burak, zapłakana znosiłam te upokorzenia. Dobrze, że mały był w innym pokoju z dziadkiem.
            Nie ma mnie już tam ale nabawiłam się nerwicy i biorę tabletki uspokajające.

            To chyba tyle, pewnie o wielu rzeczach zapomniałam. Nie wiem tylko czy to ja jestem nienormalna czy Oni. To ostatnie to jakiś obłęd był. Ja będąc jeszcze tam zapewniałam, że wrócę bo bałam się, że mnie zjedzą.
            • stokrotka_beauty Re: mismuki... 07.05.13, 11:22
              Dziewczyno, dobrze żeś ty sie z tego bagna wyrwała.
              Facet, szkoda gadać....
              na skargę do mamusi poleciał. Przedszkolakbig_grin!!
              • mismuki Re: mismuki... 07.05.13, 11:55
                stokrotka_beauty ja to nazwałam "brakiem jaj"
                a on "normalną rzeczą" bo są taką fajną rodziną, która o wszystkim sobie mówi...
                • bisiek10 Re: mismuki... 07.05.13, 21:53
                  Trzeba bylo mu powiedziec zeby przypadkiem o ta fajna rodzine sie kiedys nie potknal i nie wyladowal na zebach.Jak mu mamusia przejdzie na tamten swiat to sobie chlopina paluchem do poopy nie trafi.Ten facet powinien miec na imie porazka.Ja bym chyba ze smiechu padla jak by tak moj chlop poszedl naskarzyc "a mamo a ona to" cos tam.Boziu...
                • ichi51e2 Re: mismuki... 08.05.13, 08:04
                  No to super ze sa tact zajebisci. Niech spadaja na bambus.
                  • mismuki Re: mismuki... 08.05.13, 12:02
                    Kochane moje kiss !
                    Nigdy nie sądziłam, że znajdę oparcie na forum smile

                    Kiedy czytam Wasze posty wraca wiara w samą siebie. Ja coraz bardziej głupiałam słuchając tego co Oni mówią. Chyba nie jestem aż taka zła kiss

                    Dzięki kochane Mamuśki kiss kiss kiss

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka