Krótko po urodzeniu Naszego dziecka przeprowadziłam się do mojego faceta na maleńką wieś do domu Jego rodziców. Mieliśmy inne plany i niestety tak się stało, że wyprowadziłam się ze swojego rodzinnego miasta na wieś oddaloną o 250 km. Moi przyszli teściowie są dosyć wiekowi i tak naprawdę by mogli być moimi dziadkami. Nasze dzieciątko ma już prawie rok a ja tkwię tu na wsi na wychowawczym. Nie jestem przywyczajona do takiego życia, nie znam tu nikogo i siedzę cały czas w domu, nie licząc spacerów po podwórku. Teściowie wtrącają się we wszystko, krytykują, gdy mój facet przyjeżdża z pracy kompletnie mnie nie rozumie i twierdzi, że ma dość moich narzekań i marudzenia. Nie wiem co to kino, zakupy, kosmetyczka, fryzjer. Siedzę ciągle z Naszym dzieckiem. Kocham maluszka najbardziej na świecie ale nie chcę być tylko mamą

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie mam kompletnie oparcia w moim facecie co do którego potwornie się rozczarowałam po wspólnym zamieszkaniu. Ciągle się kłócimy. Moje próby rozmowy kończą się tym, że On kompletnie nie przyjmuje togo o czym do Niego mówię. Poza tym dużo opowiada swojej mamie bo ona potem mi o tym wszystkim mówi

Czuję się jak kopciuch, zamknięty przy garach z dzieciąkiem na rękach. Kiedyś byłam bardzo szczupła, zadbana i bardzo dobrze ubrana a teraz masakra! Mam sporą nadwagę do tego i ciągle jem. Zajmuję się dzieckiem, płaczę, jem, oglądam tv. Nie spotykam się ze znajomymi bo są za daleko a tu nikogo nie znam aż tak by się spotykać na pogaduchy

Czuję się tu jak w więzieniu, sama, bez oparcia. Mój mężczyzna tak mnie przecież kochał, tyle obiecywał a teraz ja odczuwam, że byłam mu potrzebna po to by zastąpić Mu mamę która jest przecież idealna, bo nigdy nie pracowała, tylko sprzątała, prała, gotowała... Myślę o tym by uciec stąd, wrócić do swojego życia. Tu jest jakiś obłęd. Dobrze, że nie zwolniłam się z pracy tylko asekuracyjnie poszłam na wychowawczy. Zawsze mogę wrócić. Co Wy o tym sądzicie? Już mi lżej, że się wygadałam