Taki tam lajtowy wątasek na weekend. Mam ostatnio szczęście na nieskrępowane rozmowy pracowników różnych usług, tak zupełnie jawnie, przy klientach. Niby oburzające i nieprofesjonalne, ale na razie nikt mnie nie wkurzył na tyle, żebym zwróciła uwagę, bywało nawet dość zabawnie
Z ostatnich dosłownie 3 dni:
- przyszpitalna przychodnia, rejestratorka wypełnia moja kartę, wpisuje miliony rzeczy w różne druki, trochę to trwa, więc nie przerywając konwersuje z koleżankami (ja cały czas stoję przy okienku, za mną kolejka): "kochane, częstujcie się ciastem! O Jezu, jak gorąco. No, dzisiaj spokojnie jest, pacjenci mili, dzień dobry, dziękuję, wczoraj było okropnie, strasznie roszczeniowi byli, ciągle jakiś problem był!"

- Biedrona, robię zakupy, kilka kroków dalej pracownica rozkłada towar, obok stoi ochroniarz i konwersują, nawet nie ściszając głosu: "Co teraz kradną? Golonkę najbardziej kradną. No niech pani patrzy, golonkę. No wczoraj mi zaj...li! Wybiegłem za nimi, bo normalnie zaj...li, ale twierdzili, że nic nie mają i co mogłem zrobić?"
Ja to nawet lubię, taki swojski folklor

pod warunkiem, że nie oznacza to, że praca stoi, a klienci czekają. Ani rejestratorka, ani pani z towarem nawet na chwilę nie przerwały!
Dawajcie swoje.