tak się złożyło, że na przestrzeni miesięcy miałam okazję rozmawiać z wieloma osobami o seksie. Czytając tutaj na forum i na Braku seksu w małżeństwie, że 3/4 wypowiadających się bzyka się codziennie lub przynajmniej 3 razy w tygodniu, a ci co tego nie robią to albo a) mąż / żona zdradza b) mąż jest gejem c) kobieta jest oziębła, przecierałam oczy ze zdumienia.
Z powodu tych rozmów uzbierała mi się niezła próbka statystyczna i okazało się, że:
- żaden z moich rozmówców nie uprawia seksu codziennie
- małżeństwa / pary z dziećmi nie mają na to po prostu czasu ani siły
- osoby pracujące są zbyt zmęczone, żeby wieczorami codziennie / kilka razy w tyg. się bzykać
- nie mają nawet takich potrzeb, i to - uwaga - również mężczyźni
- są małżeństwa można rzec białe, nie uprawiające seksu od miesięcy (jedni sobie z tym radzą doskonale, inni się rozchodzą z przeróżnych względów)
- kobiety chcą częściej niż faceci lub cierpią na brak zainteresowania (żadne kury domowe! piękne, wesołe kobiety)
- kiedy faceci chcą to kobiety albo: mają PMS, albo zły dzień, albo okres albo faceci ich wkur...li wcześniej w ciągu dnia
- seks jest przede wszystkim w weekend
- znam 2 pary, które bzykają się często - jedni zaraz będą mieli dziecko, więc im się ukróci a drudzy są w fazie zauroczenia
i mowa tu o ludziach około 30-tki.
Co o tym myślicie? Macie podobne spostrzeżenia czy wręcz przeciwne? Odnoszę wrażenie, że ostatnio jest "moda" na ciągłe uprawianie seksu czy tez mówienie o tym, a kobieta to już przede wszystkim powinna chcieć zawsze i wszędzie.
Żeby nie było: moje życie seksualne jest bardzo udane, jednak
nigdy nie bzykałam się codziennie. Ani w fazie zauroczenia, ani tuż po ślubie ani teraz. Również z powodów czysto fizjologicznych (bóle, otarcia itp.) Tyle ile jest daje mi całkowitą satysfakcję, IMO ważna jest jakość