otoz jestem na stazu 2 miesiace w pewnym miejscu i moj przelozony odwozi mnie do domu (jestem w trakcie dorabiania sie

odwozi nie pod sam dom ale prawie, ze podrzuca bo ma po drodze), wczoraj poszlismy na obiad i chcialam zaplacic za siebie, a wszystko bylo juz uregulowane, ogolnie spijam jego kawe, herabate, wyjadam podkladane pod nos ciasteczka. Czuje sie ta sytuacja jednak skrepowana bo odmawiam ale on z zyczliwosci mnie podrzuci bo nie bede tlukla sie autobusem. Wole ludzi bardziej zdystansowanych, rozumiecie dla mnie praca to nie miejsce na spouchwalanie sie, nie szukam tam przyjaciol, a on taki mily, zyczliwy i jakos jestem zaklopotana tym wszystkim. Jutro postanowilam przyniesc upieczone ciasto. Dziwnie sie czuje w takiej sytuacji- to moja 1praca, mam 25lat i jestem nieopierzona w temacie jak sie zachowywac w takich sytuacjach. Co robic ? pomyslalam, ze pod koniec stazu jakas kawa i merci. No nie wiem, moze macie jakies pomysly jak sie zrewanzowac? jak pojde z nim na obiad po raz kolejny to zapewne tez szybciej zaplaci wiec to nie jest dobry pomysl.