sakada
30.07.04, 13:00
Piszę ten post, żeby się wyżalić i prosić was abyście nie ufały zbytnio ludziom. Nawet tym bliskim. Bo to się może dla was bardzo źle skończyć. Tak jak skończyło się dla mnie... Cholera! Myślałam, że moje życie w końcu się ustabilizowało. Sądziłam, że wreszcie mogę o sobie powiedzieć, że jestem szczęśliwa... Nic z tego.
Chodzi jak zwykle o mojego Ukochanego. To złoty człowiek, ale ma wybitny talent do pakowania się w kłopoty. Jakiś 1,5 roku temu stracił swoją pierwszą pracę. Nie mieszkaliśmy wtedy razem, on wynajmował pokój. Jako, że nie miał pieniędzy - musiał się wyprowadzić. U mnie nie mógł jeszcze zamieszkać - wiecie czemu, pisałam o tym. W każdym razie szukał jakiegoś lokum. Mógł naturalnie wrócić do swojej mamy, ale jak wiecie nie pochodzi stąd, skąd ja więc oznaczało by to rozstanie nie czas nieokreślony. Jak pewnie rozumiecie pragnęlismy tego uniknąć. No i tutaj do akcji wkroczyła moja stara przyjaciółka. Zaoferowała mu lokum u siebie. Ona wiedziała, że mój niemąż nie ma pieniędzy, więc umówili się, że zrobi u niej remont mieszkania (malowanie, szpachlowanie takie tam) za możliwość pobytu. No i wszystko fajnie. Mieszkał tam 3 miesiące, poczym zamieszkaliśmy w końcu razem. Mój niemąż 1,5 roku czekał na możliwość zrechabilitowania się, dzwonił w sprawie remontu, ale ona mówiła, że jeszcze nie teraz, że musi mieć kaskę na materiały itp. No i właśnie przedwczoraj zadzwoniła, że żadnego remontu nie będzie, a my mamy jej oddać 600 zł (po 200 za każdy miesiąc)! Codziennie dzwoni, wyzywa mojego niemęża i grozi nam. Wiecie (bo o tym też pisałam), że narzeczony zarabia 800 zł. Jeśli oddamy jej 600 zł to nie wiem za co będziemy żyć. Za co kupię mleko dla Oskara nie wspominając o czymś więcej. Wiedziałam, że przyjaźń kończy się tam, gdzie zaczynają się pieniądze, ale czegoś takiego jak to... nie uwierzyłabym, gdybym nie widziała na własne oczy. Jeszcze raz zaznaczam, że nie proszę o żadną pomoc. Jestem najzwyczjaniej w świecie załamana i musiałam się komuś wygadać...
(Ps: komputer, internet podobnie jak dom, w którym mieszkamy należy do mojej mamy, która nie pożyczy nam ani złotówki; jakby ktoś chciał sugerować sprzedaż. Pałacimy jej połowę wypłaty niemęża za możliwość mieszkania, utrzymujemy się sami z reszty)