Chyba dla każdej małej dziewczynki ojciec jest bohaterem wszechczasów prawda? mój był takim bohaterem odkąd pamiętam, nie miał supermocy, ale zawsze miał dla mnie czas i potrafił zrobić WSZYSTKO, ot taka złota rączka. Zepsuła się zabawka? tata naprawił, chciałam miec domek w ogródku? tata zrobił, zepsuło sie auto? najpierw telefon do taty, a potem ewentualnie do mechanika jak naprawa wymagała kanału itd... odkąd pamiętam znosiłam tacie wszystkie rzeczy domowe które sie wrednie zepsuły, ile razy ratował mi pralkę, lodówkę, suszarkę to nawet nie zliczę... i już nie przynudzam tylko przechodzę do konkretów. Jakiś czas temu zepsuł mi się generator pary, pech chciał, że juz po gwarancji było więc jak zwykle wiozę do mojego bohatera

, po paru dniach je odebrałam, wszystko ładnie prasuje a ja sie uśmiecham pod nosem, że i to nie sprawiło tacie żadnych problemów. Gdy odkładałam opakowanie po żelazku na półkę zauważyłam, że w środku jest paragon z serwisu sprzętu agd... nic z tego nie zrozumiałam i zadzwoniłam do mamy się dowiedzieć o co chodzi. Mama w końcu wyznała, że to była pierwsza rzecz, której mój tato nie umiał naprawić bo technika go po prostu przerosła, a ponieważ było mu wstyd przede mną to zaniósł żelazko do serwisu i nie przyznał się, że to nie on naprawił. I wiecie co? dopiero wtedy dotarło do mnie, że mój ojciec ma już 68 lat i że mimo, iż stara krowa ze mnie to nadal traktowałam go jak mojego bohatera , a i on chciał byc tak traktowany ....
Kiedy ten czas tak zleciał?
Smutno mi o i właściwie tyle chciałam napisać