To nie jest wątek nawracający od razu mówię
Jestem sobie wegetarianką od kilku lat. I nie jest to tak, że nie lubię sobie schrupać bekonu, albo zjeść dobrze przyrządzonej ryby, albo hotwings z KFC. Lubię. Wegetarianką stałam się wyłącznie ze względów ideologicznych. I to już budzi powiedzmy zdziwienie pomieszane z lekką pogardą otoczenia. Teraz powoli dryfuję w kierunku weganizmu bo tylko on wydaje mi się spójny etycznie. Tak - los zwierząt hodowlanych nie jest mi obojętny - nawet jeśli jest to tylko kura. Czytam sporo na ten temat, konfrontuję różne opinie i nie ma we mnie zgody na taki stan przemysłu żywieniowego. Nie chcę żadnych pomników ani uznania, nie interesuje mnie to. Chcę się czuć dobrze ze sobą. Nie chodzę nie chwalę się, że tego czy tego nie jem i dlaczego, no ale w pewnych sytuacjach te pytania się pojawiają. Nikt jeszcze nie zareagował neutralnie - zazwyczaj jestem sprowadzania do pozycji fanatycznego oszołoma, który hihihihi współczuje śwince i krówce

Naprawdę to takie godne pożałowania? i żałosne? i smieszne?
Czy uważacie dietę wegańską wynikającą wyłącznie ze współczucia za jakiś durny wymysł? jeśli tak to dlaczego ;P
Pomijam już kwestie zdrowotne bo to są bonusy takie przy okazji