volta2
01.08.13, 13:18
jak w temacie:
pojechałam z mężem odebrać dzieci z obozu jedno z zuchowego drugie z harcerskiego.
informacja kiedy dzieci przyjadą była dość kiepska - to trzeba obiektywnie przyznać
no i odbieramy synów a tu jeden z jego nowopoznanych kolegów widać, że stoi i nie wie co z sobą począć.
zapytuję, czy rodzice już dojechali? NIE
czy może do nich zadzwonić? NIE, bo telefon ma rozładowany
czy chce zadzwonić, to udostępnimy swój, jak zna numer? TAK, chce skorzystać z telefonu, numer zna.
oferujemy podwiezienie do domu, jakby co(dzieci z jednego okręgu/szczepu znaczy się z najbliższej okolicy)
po telefonie:
tak, chętnie chłopiec skorzysta z podwózki do domu(ok, dla nas jest po drodze, miejsce w aucie jest, problemu nie widzimy) - druch drużynowy się zgadza, wie, że rodzice wyrazili zgodę, możemy go zabrać i podrzucić.
i najlepsze:
już w samochodzie chłopak się przyznaje(na moje kolejne zapytania) że w domu pod tym adresem co jest blisko i po drodze nikogo nie ma. właśnie się wyprowadzili rodzice do ostatniej na obrzeżach dzielnicy, mama ma 6 miesięczne dziecko przy piersi i w ogóle to się spieszy do pracy(na 16-tą?!) a z niemowlakiem zostaną dziadkowie, którzy właśnie mają mieszkać pod podanym nam adresem.
w skrócie - w domu starym nikogo nie ma i nie wiadomo, kiedy ktoś będzie.
proponuję zatem, że zabiorę chłopaka do nas do domu i poczeka swobodnie, aż ojciec skończy pracę i odbierze dzieciaka.
chłopak dzwoni do domu:
na naszą propozycję zgody nie dostaje, mam go podwieźć pod puste mieszkanie, ktoś wkrótce dotrze.
no i tak zrobiłam - chłopaka zostawiłam pod blokiem(zapomniałam zapytać czy ma klucz?) bez niczyjej opieki - niby nie maluszek, chłopak zdał do 6 klasy.
ale czy to jest normalne że po 3,5 tygodnia obozu żadno z rodziców/dziadków nie znajduje godziny by odebrać chłopaka(z niemałymi bagażami?)
czy 6miesięczniaka nie da się zabrać w chustę i pojechać choćby taksą(fakt, że przez pół miasta?) -skoro się da lecieć do pracy(tu sądzę że chłopak krył matkę i fantazjował, tym bardziej, że wcześniej wspomniał jaki matka ma zawód)
no i gdzie jest ojciec w tej sytuacji? skoro matka nie może bo ma 6 msc dziecko to może ojciec jednak z tej pracy mógłby się na chwilę urwać?
(jak mój, który nigdy nie może ze mną nawet przez telefon pogadać w ciągu dnia dał radę - to już teoretycznie każdy powinien dać radę - tym bardziej że branża ojca ta sama co u mojego)
jestem autentycznie wkurzona, że tacy ludzie dzieci mają.
i jeszcze w nocy sobie forum zaległe przeglądam, bo nie było mnie w kraju - a tu wątek na 400 wpisów o 13 latku wyrzuconym z obozu i uśmierconym w wypadku)
oczywiście nikt nie zadzwonił, że chłopca przejął że jest bezpieczny - w sumie ja już też nie chciałam mieć z tą sprawą nic wspólnego.
gdyby ten chłopak został napadnięty pod tym blokiem, cokolwiek -to znów by były gromy na druha, na nas(po co braliśmy?) a rodzic by leciał do prokuratury.
i swoją drogą - znów - wielkie zaskoczenie - że po tej aferze ten druh nie bał się nam oddać dzieciaka, a nas nie znał(dziecko pojechało na obóz jako wolny strzelec)
gdybym ja wiedziała, że w tym domu po drodze nie ma nikogo - dzieciaka do samochodu bym nie wzięła za żadne skarby.(podwózka do domu za miasto nie wchodziła w mojej sytuacji w grę, bo dzieciak z centrum wyprowadził się na północ miasta, my mieszkamy dokładnie na południowym krańcu, cała warszawa wzdłuż i wszerz - no way)
no i czemu też matka nie zaproponowała najprostszego rozwiązania - wsadźcie go do taksy, dojedzie, zapłacę kierowcy i wszyscy happy?
chłopak przyznał, że nie ma nawet na bilet na mza.
i jeszcze ktoś z takim podejściem do dziecka funduje sobie bobaska...
jakieś komentarze?(pewnie posypią się gromy, że chciałam dobrze...)