Ze łzami w oczach (kuźwa to na pewno hormony

) oglądałam relację nt mężczyzny, któremu przeszczepiono twarz. Gula w gardle podczas konferencji, gdy mówili lekarze, gdy wypowiadał się on, podczas wywiadu Durczoka z nim, wywiad z matką zmarłego itp.
Naszła mnie taka refleksja, że poszkodowany to prosty człowiek. Jeździł jakimś wózkiem widłowym, chyba (?) mieszka w małej miejscowości lub wsi, z matką. Nie wypowiada się w sposób wyszukany, nie rzuca mądrych słów-raczej proste, uderzające w swej wymowie, ceni rodzinę-jej wsparcie, w tym widzi swój sukces.
Wydaje mi się-mogę się mylić stąd ten post i pytanie do Was-że wielki człowiek miasta, wykształcony, przeintelektualizowany mógłby nie dać rady z takim brzemieniem. Nie zadziwiłby lekarzy swoim podejściem-"no dobra, no to nowa twarz, jest super," i kciukiem uniesionym w górę. Człowiek "współczesny" robiący karierę zawodową, obracający się w wyższym towarzystwie , mający dostęp do sztabu psychologów, wiedzy, internetu, książek-mógłby mieć problem z akceptacja nowego siebie i tego co się z nim dzieje. Prosty człowiek przyjmuje los jakim on jest, homowspółczesus- rozkładał by na czynniki pierwsze .
Jak myślicie ?