Wracam se dzisiaj z zakupów, wypakowuje siatki i zanoszę do domu, a tu zza węgła wychodzi taka pani alkoholiczka, co to czasem ją biorę do wyplewienia ogródka, jak samej mi się nie chce i bełkotliwym głosem pyta: "A pani mąż kiedy przyjeżdża?", ja na to, że w piątek. A ona: "To dobrze,
bo mi obiecał"

WTF?
Mam się zacząć bać koleżanki?

Oj, przetrzepie go dzisiaj na skypie wieczorem, niech się spowiada co to naobiecywał