Wybaczcie nieco prowokujący tytuł
Czytam te wątki o kasie (ubrania, mieszkania) i pokrewne. I mam taka refleksję, że u nas w Polsce wszystko jest koszmarnie drogie.
Nie lubię plastiku i płyt meblowych.
Wybieram drewno, wiklinę, stal (staram się zmierzać w kierunku stylu rustykalnego). Chodzi mi o meble, kosze takie domowe (na bieliznę i inne graty).
Ktoś jeszcze ma taki skręt?
Bo nie zarabiamy z mężem 10 tys. i żyjemy skromnie, zdarza się że mamy połowę tego co wyżej, a hipotekę i tak płacić trzeba.
Mimo to plastik i te płyty z wiórów nas odstręczają.
Czy to są produkty dla najgorzej sytuowanych? Czy to kwestia gustu?
Bo ja np. wolę regał piwniczny z drewna niż "salonowy" z płyty...
Jak uważacie?
Czasem martwi mnie to, że nasz wybór ktoś może postrzegać jako przejaw nędzy (te regały np.).
No dobra, nie wpadam w depresję z tego powodu, ale czasem mi przykro gdy widzę brak akceptacji dla takich rozwiązań.
Jasne wolałabym antyki lub meble orientalne. Na to jednak nas nie stać, a meblościanki i np. plastikowego kosza na bieliznę nie umiemy przeskoczyć... Nie moglibyśmy na nie każdego dnia patrzeć.
Możecie nie naskakiwać ewentualnie, czy raczej nie?

Bo zależy mi na odpowiedzi, nie na biciu piany
Tym bardziej, że w pierwszym mieszkaniu ten plastik i płyta królowały. Teraz mówię: stop! Może być mało i stopniowo, ale tych "surowców" (?) nie zdzierżę