melancho_lia
09.10.13, 07:24
Przechodziłam z córką po pasach, połowę już pokonałam, gość stał przed pasami na drugeij połowie jezdni, za pasami stało auto czekające do skrętu, i jak tamten skręcił to ten gość ruszył (byłam już przed jego maską). Zahamował ostro w ostatniej chwili, zeszłam z pasów nieco roztrzęsiona. Nic mnie nie zaslaniało, nie wyszłam zza autobusu, zostałam przepuszczona przez jeden samochód, na tym przeciwległym pasie też stali (bo ktoś skręcał).
Ale przyznam, ze żal mi gościa. Nie widziałam u nikogo takiego strachu w oczach jak on miał kiedy mnie nagle zauważył (nie wiem, zamyślił się czy co). Facet po zatrzymaniu zasłonił twarz rękami i stał w tym miejscu dłuższy czas. Nawet się zastanawiałam czy się nie wrócić i nie zapytać czy wszystko ok, ale w końcu ruszył i wolno pojechał dalej.
Pamiętam, ze kiedyś jak jechałam z mężem to prawie potrąciliśmy dzieciaka na rowerze (wypadł na pełnej prędkości zza muru na jezdnię, brakowało cm żebyśmy go trafili). Zjechalismy na bok, mąż nie byl w stanie prowadzić auta...