Pytanie raczej do tych, co jeszcze pamiętają opiekę dentystyczną z PRL-u

Jak to wyglądało?
Ja pamiętam szkolne akcje "smarowanie fluorem" na które trzeba było przynosić szczoteczki i koszmar szkolnego dentysty... O znieczuleniu oczywiście zapomnij. To ustrojstwo, które się kręci i przy pomocy którego borowano u mojej szkolnej dentystki kręciło się na jakimś parcianym sznurku tempem konia pociągowego, raz miałam borowanie przez bite 1,5 godziny... Siedziałam i łzy mi leciały po policzkach, do dziś to pamiętam.
Dentystka wydawała się dzieciarnią i swoją pracą mocno zniecierpliwiona ("jezu, jak to dziecko się ślini" do asystentki, jakbym była jakimś krzesłem albo "przestań panikować, co, tak boli?" w formie uspokojenia). Zawsze podjadała kanapki podczas pracy i zionęła mi potem szczypiorkiem w twarz (nikt nie nosił wtedy żadnych maseczek). Potem i tak te wszystkie amalgamaty musiałam wymieniać na białe plomby. Jeden wielki KOSZMAR.