Dodaj do ulubionych

A dentysta "za naszych czasów"?

12.11.13, 12:23
Pytanie raczej do tych, co jeszcze pamiętają opiekę dentystyczną z PRL-u wink
Jak to wyglądało?
Ja pamiętam szkolne akcje "smarowanie fluorem" na które trzeba było przynosić szczoteczki i koszmar szkolnego dentysty... O znieczuleniu oczywiście zapomnij. To ustrojstwo, które się kręci i przy pomocy którego borowano u mojej szkolnej dentystki kręciło się na jakimś parcianym sznurku tempem konia pociągowego, raz miałam borowanie przez bite 1,5 godziny... Siedziałam i łzy mi leciały po policzkach, do dziś to pamiętam.
Dentystka wydawała się dzieciarnią i swoją pracą mocno zniecierpliwiona ("jezu, jak to dziecko się ślini" do asystentki, jakbym była jakimś krzesłem albo "przestań panikować, co, tak boli?" w formie uspokojenia). Zawsze podjadała kanapki podczas pracy i zionęła mi potem szczypiorkiem w twarz (nikt nie nosił wtedy żadnych maseczek). Potem i tak te wszystkie amalgamaty musiałam wymieniać na białe plomby. Jeden wielki KOSZMAR.
Obserwuj wątek
    • zebra51 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:25
      Dentysta za naszych czasów wsadził mi taka plombę w ząb, która trzymała sie przez dobre 25 lat! .
      Czego nie mogę powiedzieć o aktualnych wypełnieniach...
      Cóż, o znieczuleniach nie wspominam, nie chcę sobie psuć humoru wink
    • aleksandra1357 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:28
      Ja chodziłam prywatnie i było nieprzyjemnie, ale normalnie. Miałam zaplombowane na czarno wszystkie zęby od czwórek po siódemki już w podstawówce, choć przecież myłam zęby. Te czarne amalgamaty z podstawówki mam do dziś, dobrze się trzymają.
    • drinkit Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:28
      Moja ciocia 70+ uważa że znieczulenie przy zabiegach dentystycznych typu borowanie to fanaberiasmile PRL jednak niexle ludzi przeorał.
      • guderianka Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:30
        drinkit-ja mam 34 i też tak sądzę suspicious
        • morgen_stern Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:34
          Cóż, do każdej "grubszej" roboty biorę znieczulenie. Ja się już u dentysty wycierpiałam, dziękuję bardzo. Po to są uśmierzacze bólu, żeby z nich korzystać. Kanałowe też robisz bez znieczulenia?
          • guderianka Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:36
            kanałowe to wyższa jazda- miałam raz i znieczulenia brałam
            przy borowaniu nie cierpię-może podobnie jak ciotunia z prl ? wink
          • karolciab125 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:58
            Ja robię kanałowe bez znieczulenia !
            Mam wysoki próg odporności na ból wink
            • lelija05 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 13:02
              Ja też, ale tylko dlatego, że nic nie bolało.
          • memphis90 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 13:49
            Ja kanałowego ani rwania nie miałam, same drobiazgi (jeden ząb pechowy, bo co chwila wypełnienie wypada, albo coś wchodzi pod dziąsło i plombę i znów stan zapalny, albo pod wypełnieniem zaczyna pulsować, więc rozwiercam, żeby sprawdzić... ). Ale wizja takiej wieeeeelkiej igły wbijającej mi się w delikatne dziąsło sprawia, że mam mroczki przed oczami big_grin
            • morgen_stern Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 13:59
              Powiem ci, że mnie też skóra od tego cierpnie, jeszcze jak wbija w podniebienie od strony policzka, tam jest w miarę miękko, to jak cie moge, ale jak w twarde... ten dźwięk rozchodzących się czy przebijanych chrząstek, czy ch... wie czego... ale wolę to, a potem relaks na fotelu i rób kobieto, co chcesz. No, prawie relaks tongue_out
            • agaja5b Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 14:03
              Ja to mam mroczki jak pomysle że tej igły mogłabym z jakichś powodów nie dostaćwink
              • aandzia43 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 19:48
                Ooo tak! To jest gabinet, w którym wręcz rozanielam się na widok igły, bo wiem jaki komfort niesie ze sobą to ukłucie smile
      • koronka2012 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 19:44
        Borowanie w PRLu a teraz to dwa różne światytongue_out

        Też uważam, że do większości zabiegów znieczulenie jest zbędne i z zasady go nie biorę, wolę lekki dyskomfort przez kwadrans, niż odrętwienie i ślinienie się przez parę godzin (jakoś słabo u mnie schodzi).
    • guderianka Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:29
      Z czasów tejże opieki stomatologicznej miałam plomby przez ponad dwie dekady (amalgamat)
      Ale
      Tak sobie myślę- że może niepotrzebnie mi borowali i plombowali bo poza tymi 2 plombami z tamtych czasów nie mam ŻADNYCH problemów z zębami (jedna kanałówka sprzed 2lat)-może tacy nadgorliwi byli suspicious
      A fluoryzacje nadal są w przedszkolach i szkołach-co miesiąc wink
      • annajustyna Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:54
        Amalgamatu nie wolno nosic w buzi ponad dwie dekady, bo jest po prostu szkodliwy sad. A i pozniej po tak poznej wymianie ciezko cos ta takiej resztce cokolwiek nadbudowac. Zeby nie bylo - sama mialam taka bombe amalgamatowa w buzi ponad 15 lat (wiecej plomby niz zeba, bo z 5 razy wypadalo, a z sie skonczylo na wiieeeeeellllkiiimmmm plombiszczu w wieku 11 lat - a i tak zab mial nie wytrzymac wiecej niz paru lat wedlug pani stomatolozki podstawowkowej - zeby mam do dzis, fakt wiekszosc na koronkach z tylu, ale podobno mam szanse dotrwac do konca zycia z nimi - od prawie 20 lat chadzam do dentysty w Niemczech).
      • aandzia43 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 13:18
        > Z czasów tejże opieki stomatologicznej miałam plomby przez ponad dwie dekady (a
        > malgamat)
        > Ale
        > Tak sobie myślę- że może niepotrzebnie mi borowali i plombowali bo poza tymi 2
        > plombami z tamtych czasów nie mam ŻADNYCH problemów z zębami (jedna kanałówka s
        > przed 2lat)-może tacy nadgorliwi byli suspicious

        To nie nadgorliwość, tylko w porę wyłapana próchnica w świeżo wyrośniętych, młodych zębach. Zęby dziecka i młodego człowieka są bardzo, bardzo podatne na próchnicę, bo predysponuje je do tego ich budowa (przewaga elementów organicznych nad mineralnymi oraz wyraźnie zaznaczone, głębokie bruzdy). Jak się wyłapie szybciutko pojedyncze ubytki próchnicowe w wczesnej fazie w podstawówce czy w liceum, to potem ma się spokój na długo. Wiele osób nosi tylko kilka plomb z wczesnej młodości smile
    • triss_merigold6 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:29
      Powiem tyle, że wszystkie plomby wymieniałam i doprowadzałam zęby do porządku już jako dorosła. Dentystka u mnie w liceum była chyba niewidoma, a sprzęt pamiętał I wojnę światową.
      • morgen_stern Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:30
        Chyba miałyśmy tę samą dentystkę smile wymieniałam wszystkie od razu, jak pojawiły się prywatne gabinety i białe plomby, bo mi się żeby po prostu pod tymi plombami psuły.
        • an_ni Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 17:21
          dokladnie
          a noszenie latami tego jakze trwalego amalgamatu u mnie skonczylo sie zmartwieniem zeba, zczernieniem, nawet bez bolu, bez zadnych objawow
          a plomba piekna szczelna i trwala... niech ją szlag
          po latach dopiero jak sie zab ukruszyl okazalo sie co sie okazalo
    • ibelin26 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:32
      Dentysta szkolny w podstawówce wywoływał po prostu na lekcji i szło się na tortury.
      Żadnych znieczuleń, maseczek, rękawiczek, amalgamat i po sprawie.

      Dzięki tym wizytom mam niezłą fobię stomatologiczną.
      • morgen_stern Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:39
        Przypomniałaś mi, że nie było też rękawiczek... A widział ktoś, żeby czyścili te wszystkie "węże", do których podłącza się wiertła przed każdym pacjentem? tongue_out Ja jakoś tego ze szkolnego dentysty nie pamiętam...
        • memphis90 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 13:51
          Ja pamiętam, jak wszystkim po kolei robili przegląd tymi samymi narzędziami.... Bez odkażania (o sterylizacji już nawet nie mówię...). Z kolei znajoma pielęgniarka wspominała, jak szczepili kiedyś dzieciaki jedną igłą! To jest hardcore!
          • ulas123 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 14:08
            Szczepienie jedną igłą pamiętam z podstawówki, na szczęście byłam pierwsza w kolejce.
        • asia_i_p Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 19:56
          Rękawiczek to nie było dłuuuugo.
          Jeszcze byłam studentką, kiedy w gabinecie wrocławskim, którego nazwy litościwie nie wspomnę, naprawiająca mi zęba dentystka miała gołe dłonie. Pamiętam to, bo miała krew po poprzednim pacjencie (drobne kropelki) przyschniętą na paznokciach. Nie obrażę się, jak nie uwierzycie, sama bym chyba też nie uwierzyła, gdyby mi ktoś powiedział.
    • morgen_stern Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:33
      Dodam jeszcze uroczą opowieść, ale to już z lat 90-tych, jak to w klinice stomatologicznej w Katowicach na Francuskiej (jest jeszcze?) wyrywano mi zęba właściwie bez znieczulenia z dłutowaniem (znieczulenie najlepiej zadziałało, jak już stałam po wszystkim na przystanku), ząb się łamał, kobita się pociła, wokół wianuszek studentów, a jedna studentka wycierała mi łzy big_grin
      • guderianka Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:38
        jak już opowieści-to wieku 6lat miałam wyrwanego na żywca zęba trzonowego-6 ? wyłam po nocach, rodzice pojechali ze mną w końcu na dyżur, zęba wyrwano na żywca-trzymały mnie 4 pielęgniarki+tata, ząb był oooooogromny.
        tylko nie wiem o co kaman-bo wyłam dalej z bólu i się okazało że mam zapalenie ucha suspicious
        ale wiesz- profilaktycznie wyrwano chwasta (prawdopodobnie zdrowego tongue_out)
        • annajustyna Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:54
          Stalego zeby wieku 6 lat?! barbarzynstwo!!!
        • aandzia43 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 13:24
          Jesteś pewna, że to był stały ząb? Może mleczna piątka? Też spore są.
          • guderianka Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 15:30
            Wiesz co-jak liczę to zęby mam w takiej samej liczbie po dwóch stronach-ale jeden ząb -"w miejscu" rwanego jest jakby z połówką drugiego (jakby wchłonął bliźniaka suspicious)-może przypadek a może to była mleczna 5 wink
    • methinks Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:33
      Ta,
      babka w przedszkolu bez konsultacji z moja matką (chodziłem normalnie do dentysty poza przedszkolem) usunela mi trzonowca, ktory nie potrzebował byc usuniety. Potem najpierw wyrosly mi zęby z obu stron tego trzonowca, wiec jak zaczal sam wychodzic, to nie mial miejsca i do dzis mam go wcisnietego do srodka.
    • demonii.larua Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:35
      Przez szkolnego dentystę z PRL-u nabawiłam się dentofobii.
      W praktyce dzis wygląda to tak, że jeśli nie zwieję z fotela i dentystka zdąży mnie znieczulić, to od biedy dam sobie pogrzebać w buzi. Ale potrafiłam już i znieczulona z fotela uciec oraz zemdleć też mi się zdarzyło.
      Dentysta był olbrzymi, miał koszmarną nadwagę do dziś jak sobie przypomnę jego grube paluchy to mam dosłownie odruch wymiotny. Koszmar...
      • demonii.larua Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:45
        A dodam, że to było w podstawówce. W 7 klasie zmieniono dentyste, ale ja już bardzo unikałam wtedy i zaliczyłam jedną kontrolę, potrzeby leczenia nie było na szczęście. Niestety w pierwszej klasie liceum przytrafił mi się stan zapalny pod plombą ząb się zepsuł, pół twarzy mi spuchło jak balon. Po lekcjach poszłam do przychodni, dojechał mój ojciec i weszliśmy do gabinetu i co... jak w jakimś tanim horrorze na krzesełku siedział stary dentysta z podstawówki. Do dziś mojemu ojcu nie moge wybaczyć, że mi wtedy nie pozwolił zwiać, pan doktor z nieukrywaną radością najpierw znieczulił mi to co się dało, potem ułamał mi kawałek zęba "oj, jaki kruchy ten ząbek" i wyrwał resztę na żywca.
    • alexa0000 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:37
      Wchodził ktos do klasy i zawiadamiał, że Iksińska ma sie udac do dentysty. Pamiętam, że bardzo, bardzo długo szłam - korytarz, dwa łączniki, dwa razy schody i tam, na samym końcu, było miejsce kaźni.

      Do dziś parwie robię w spodnie na fotelu dentystycznym.
      • default Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:52
        Ha, mam takie same wspomnienia - tę drogę do gabinetu, na miękkich nogach, z gulą strachu w gardle...
    • martishia7 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:38
      Ja już nie z PRL, do podstawówki chodziłam w latach 90tych, ale załapałam się jeszcze na końcówkę standardu tamtych czasów, mniej więcej w klasach I-III. Potem gabinet w szkole zlikwidowano, ale pamiętam, że potem pani pielęgniarka pilnowała fluorowania i byliśmy prowadzani do okolicznej przychodni na lakowanie. Sprzęt rzeczywiście był przedpotopowy, mniej więcej w wieku pani, która go obsługiwała. Owszem, nie było mowy o takich fanaberiach jak znieczulenie. Tym niemniej uważam, że chociażby regularne przeglądy, to była wartość sama w sobie. Jeżeli rodzina przykładała wagę do tego co się dzieje z uzębieniem i były na to pieniądze - to zaraz jak szkolny przegląd wyłapał problem, to prowadzili dziecko do prywatnego dentysty. Jeżeli w rodzinie nie było zwyczaju dbania o to czy też finansów - to lepiej czy gorzej, ale jednak dziecko miało jakąś opiekę stomatologiczną, która jednak przyznasz jest lepsza niż żadna. A co do amalgamatów - sama nie mam, jeden wyleciał razem z mleczna piątką wink potem miałam już tylko światłoutwardzalne. Tym niemniej dentyści z którymi rozmawiałam są raczej zdania, że pod względem trwałości amalgamat jest dużo lepszy i jeżeli tylko jest w jakimś dalszym zębie i nie przeszkadza z przyczyn estetycznych - to raczej odradzają wymienianie. Może jakaś dentystka się wypowie na ten temat.
      • morgen_stern Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:41
        Jakoś dziwnym trafem mimo częstych kontroli wciąż musiałam siedzieć u dentysty... Poza tym mnie się amalgamat z trwałością raczej nie kojarzy, zęby mi się pod tymi plombami psuły, pewnie kiepska robota.
        • martishia7 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:54
          Pewnie. Niezależnie od technologii wiele też zależy od jakości specjalisty. Byli i dentyści, którzy potrafili nawet wówczas leczyć świetnie. Podejrzewam że do pracy jako stomatolog szkolny nie szedł kwiat zawodu, niestety.
        • agaja5b Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 13:11
          Całkiem jak u mnie. Pewnie trochę winy biologicznej (słabo zmineralizowana kośc) w tym jest ale reszta to partactwo stomatologa, dam se reke uciąć.
      • ibelin26 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:48
        Amalgamat jest niezniszczalny, ale pod nim potrafią się dziać cuda.
        Ja miałam amalgamat w trzech zębach. Jednego już nie mam, dwa są po leczeniu kanałowym.
        Właśnie dlatego, że lekarz uparcie twierdził, że nie ma potrzeby wymieniać. A pod wypełnieniem radośnie hodowała się próchnica, a potem ropień.
        • aandzia43 amalgamat 12.11.13, 13:10
          Amalgamat dobrą robotę w stomatologii wykonywał przez sto lat i nie ma co na niego sarkać. Materiał trwały i to jest jego zaleta. Wadą natomaist jest to, że jest wcierany w opracowany ubytek mechanicznie*, a nie łączony chemicznie tzw. bondem ze światło lub chemoutwardzalnym materiałem (tzw. białą plombą). Z tego powodu często robią się luki między amalgamatowym wypełnieniem a resztą zęba. W tych nieszczelnościach powstaje próchnica. I mamy twardą, siedzącą jak skała plombę oraz piękną próchnicę pod spodem. Czasem się tak robi, szczególnie ze starymi plombami. Jak ktoś nosi takie jeszcze z podstawówki, to niech sobie wymieni.

          Od siebie powiem, że mnie amalgamaty 30-35 lat temu uratowały kilka zębów (wam zresztą pewnie też smile), a założone przez miłą dentystkę białe plomby wyleciały po dwóch latach razem z kawałkami zębów (potem korony albo ekstrakcje). Czemu tak? Bo w latach osiemdziesiątych chemoutwardzalne materiały w polskich gabinetach były często mocno takie sobie. Te amalgamaty, co zrobiły mi dobrą robotę w paszczy, wymieniłam po latach na dobre chemo i światłoutwardzalne wypełnienia i gites majonez zęby mam smile

          *Tak zakładano amalgamaty jeszcze paręnaście lat temu, czy wynaleziono jakiś system łączący go z zębem - nei wiem, może i tak.
          • annajustyna Re: amalgamat 12.11.13, 13:27
            Amalgamaty zaklada sie i dzis, chocby w Niemczech, choc maja od tego odejsc. Zawsze oczyiwscie mozna doplacic do bialej plomby (nie, nie dziadowskiej swiatloutwardzalnej, ale porzadnej, stapiajacej sie z zebem). No i dzis mamy tez inlaye, nie trzeba pol zeba odtwarzac z amalgamatu. Ale powinno sie raz na pare lat przeswietlac takie zeby z "bombami".
      • kalia-kalia Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 21:37
        Ja też załapałam się nalata 90-te.
        Z braku kasy leczyłam zęby u szkolnej dentystki. Wiedziałam, że amalgamat to nie najlepsze rozwiązanie, ale uważałam i nadal uważam, że lepsze to niż próchnica.
        Te plomby mam do dzisiaj, znajomy dentysta je obejrzał i też powiedział, że skoro są szczelne - lepiej ich nie ruszać.
    • lelija05 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:43
      Koterski chyba chodził do mojej podstawówki i na podstawie swych przeżyć nakręcił scenę z dentystką w Nic Śmiesznego.
      Ta ... powinna wtedy w więzieniu przy torturach pracować, a nie leczyć dzieciom zęby.
    • dziennik-niecodziennik Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:46
      fluoryzacja zębów w szkole.
      szkolna dentystka, ktorej nie dałabym sie dotknąć za nic.
      juz wtedy leczenie prywatne, nie wiem jak kosztowo wychodziło, ale juz wtedy wiedziałam że lepsze niż państwowe.
      państwowo plomby z amalgamatu, prywatnie juz lepsze w kolorze naturalnym. wymieniano mi chyba tylko dwa amalgamaty.
      znieczulenia brak.
      koszmarna praktyka lekarki, ktora mowila "jak bedzie bolało to podnieś rękę" - po czym ja z dwiema rękami w górze spływam z fotela mdlejąc z bólu, a ona mówiąc "juz juz, jeszcze momencik" boruje dalej...
      • alexa0000 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 13:12
        > koszmarna praktyka lekarki, ktora mowila "jak bedzie bolało to podnieś rękę" -
        > po czym ja z dwiema rękami w górze spływam z fotela mdlejąc z bólu, a ona mówią
        > c "juz juz, jeszcze momencik" boruje dalej...

        Taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaak! Aż się spociłam na samo wspomnienie.
    • elle_hivernale1 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 12:52
      Pierwszą i ostatnią plombę miałam założoną w wieku 19 lat, więc już sporo po PRL-u i szczęśliwie ominęło mnie borowanie i inne atrakcje w wykonaniu szkolnej dentystki. Za to Ci, którzy wracali od niej, często po nieobecności na kilku lekcjach mieli wygląd niemalże przesłuchiwanych przez SB.
      A kiedy przychodził czas fluoryzacji frekwencja i wyposażenie w szczoteczki wynosiły 100%, bo ci, którzy zapomnieli byli od razu zapraszani na wizytę...
    • agaja5b Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 13:03
      Pamietam, niestety brak znieczuleń za to totalną znieczulicę dentystów na ból. Pamiętam jak najgorszy koszmar wyrywanie raz zęba (dzieckiem byłam), kiedy trzymały mnie trzy osoby a matce kazali wyjść z gabinetu. Do dziś dentysta to moja jedyna trauma, mimo że wiele się zmieniło i teoretycznie nie powinnam się bac ale się boję i koniec, zawsze ide jak na ścięcie. Z innych wspomnień to niezapomniane wolnoobrotowe, sznurkowe wiertła, od których wibrowały wszystkie kościsad
      • azja001 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 13:11
        Nie pamietam takiego przymusu stomatologicznego w podstawówce czy szkole średniej, u nas po prostu nie było dentysty na stanie. Może to i dobrze bo moi rodzice beztroscy byli w tej kwestii i pewnie co chwile musialabym przechodzic tortury bez znieczulenia i z traumy leczyłabym sie długo.
        Juz jako osoba dorosla doprowadziłam swoje zęby do porządku, oczywiście ze znieczuleniem robie wszystko. najbardziej boję się wyeywania więc zrobię wszystko aby to nie nastąpiło smile No i moje dziecko odwiedza dentyste od 4 roku życia.
        • agaja5b Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 13:21
          Ha, jak to dziecko ma usiąść na fotel to ja się tez nie bojęwink Moje chodzą regularnie na przeglądy i lakowania od 2 roku zycia. Trafiałysmy dotąd na dentystki z super podejściem i prywatnie i na NFZ, paszcze otwierają bez problemu i wiercić jak cos jest też, na szczęście nie ma u nich wiele roboty. Nie wybaczylabym sobie jakbym dopuściła u nich do takich schiz z zębami jakie sama przeszłam.
        • niutaki Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 13:25
          Leczenie bez znieczulenia, a takze pomylki lekarskie - moja stala, zdrowiutka piatka pooooszla, bo sie pani doktor pomylila i wyrwala... Dzis mam takiego stomatologa, ze nie musze nic mowic, o nic pytac, klade sie na fotel, otwieram buzie, zamykam oczy. Jesli ma bolec, dostaje znieczulenie, chodze od lat tylko prywatnie, bardzo sobie cenie ten komfort - absolutnie bezstresowe leczenie.
          • ibelin26 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 13:42
            Jak już zaczęłam się leczyć prywatnie (połowa lat 90) - pamiętam dyskusje na temat znieczulenia i niezadowolenie lekarzy, że stanowczo żądam znieczulenia bo inaczej nie ma mowy o leczeniu (albo znieczulenie, albo dziękuję za wizytę i do widzenia).
    • 18lipcowa3 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 13:37
      U mnie to straszyli dentysta.
      • amy.28 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 13:51
        U mnie wsadzali wszystkich jak leci.
        Miałam ciotkę dentystkę, która na kontroli powiedziała wyraźnie że zęby mam zdrowiutkie.

        Pani dentystce ze szkoły nie przeszkadzało to w tydzień później zaplombować mi czterech zębów a moja matka to szału dostała jak to zobaczyła.

        O bólu to nie wspomnę nawet, pamietam pełno asystentek, każda wsadzałą mi łapska do buzi a ta cała dentystka to była jakaś panna świeżo po studiach i z pewnością nie miała żadnej wprawy, łzy to mi ciekły po policzkach jak szalone.

        Albo higienistka badała nas trójkami że musiałam koleżankom cycki pokazywać, albo jakieś szczepienia, albo sprawdzanie wszy przy wszystkich albo wyrywanie i plombowanie zdrowych zębów. Żyć nie umierać.
    • puza_666 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 14:02
      Z czasów PRLu to przypominam sobie tylko fluoryzacje w szkole- calkiem lubiłam ten posmak fluoru wink No i kontrole u szkolnej dentyski, ale nigdy nie było borowania bo nie było czego borowac.
      Do dentysty takiego prywatnego to się udałam dopiero jakos w latach 90 i to nawet nie wypelniac ubytki tylko usunąć ktoregos tam zeba z tylu bo mi się reszta nie miescila - nakaz ortodontki
    • premeda Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 14:25
      Zaletą wiejskiej, małej szkoły był brak szkolnego dentysty i pielęgniarki czy tam higienistki. Co prawda wiązało się to z olewaniem zdrowia uczniów ale traum nie mamy smile Do dentysty pierwszy raz poszłam prywatnie w latach 90, bo to była niedziela, a ząb tak dawał, że mama musiała z 6 dych wyskoczyć. Skończyło się na czterech wizytach każda 60zł. Dla nas to wtedy była kupa kasy, a ja miałam szczęście do ataków zębowych w niedzielę i święta sad Teraz mam przemiłą dentystkę, też z małej wiejskiej przychodni, która robi tak jak pacjent sobie życzy. Niektórzy na wstępie wołają o znieczulenie, inni tak jak ja najpierw robią rozeznanie czy będzie bolało. Kobitka jest specjalistką od leczenia traum podentystycznych, ma mnóstwo pacjentów, co to u innych mdleją na fotelu.
    • a1ma Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 14:29
      Ja nie miałam próchnicy w podstawówce (swoja droga, to troche wcześnie na plomby?), ale pamietam do dziś, jak szkolna dentystka wyrwała mi dwie szóstki jednego dnia, "zeby zrobic miejsce dla stałych zębów". Myślałam, ze moja matka ja wtedy rozszarpie. Spilowala mi tez kly, "bo tak bedzie ładniej". Estetka mi sie trafiła uncertain
    • jak_matrioszka Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 15:02
      W podstawowce pani dentystka wyrwala mi zdrowa mleczna trojke, zeby sie mi inne zeby w paszczy zmiescily - tak w praktyce "rownano" zgryz. Trojka stala mi nigdy nie urosla i nigdy nie urosnie, czworke stracilam w trakcie leczenia u tej samej pani doktor kilka miesiecy pozniej, a dwojka sie nie naprostowala, wiec w rezultacie dzieki pani dentystce mialam wyrwe na dwa palce. Na sama mysl o tym ze moga mi druga strone tak samo urzadzic przestalam chodzic do dentysty i trwalo to dosyc dlugo.
      Teraz chodze do gabinetow prywatnych gdzie i za raczke potrzymaja zeby dodac otuchy, ale i tak robie zeby bez znieczulenia (poza kanalowym). Wlasciwie to myslalam ze robie w znieczuleniu, dopiero na rachunku sie dopatrzylam ze znieczulenia niet - dentysta sam powiedzial ze znieczulenie bardziej boli niz samo wiercenie, a na dodatek na pierwszej wizycie malo nie zemdlalam na widok igly, wiec nie chcial mnie wiecej stresowac.
    • misiowamama-2 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 16:16
      morgen_stern napisała:

      > Pytanie raczej do tych, co jeszcze pamiętają opiekę dentystyczną z PRL-u wink


      O tak, tak , pamiętam. Do końca życia nie zapomnę wink
      Powiedzenie "dentysta-sadysta" to było najlepsze na tamte czasy... tongue_out
      • ponis1990 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 16:39
        ja już nie za PRL wink , za to wybierając się ostatnio do dentysty moja matka, które te czasy pamięta, na moje stwierdzenie że poproszę o znieczulenie do borowania, to powiedziała że zwariowałam, bo po co, bo kiedyś to bez tego i ludzie żyli... Ehhh
    • vilez Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 16:26
      Chyba wszystkich przebiję. Miałam usuwany ząb trzonowy w wieku 7 lat (nie znam przyczyny). Dentysta miał palnik gazowy i w tym palniku wypalał sprzęt do rwania. Na moich oczach!
    • lofmitender Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 16:51
      w podstawowce bylam u dentysty szkolenego ktory przyjmoweal w domu sportu polaczonym ze szkola... dentysta byl PIJANY zalozyl mi jakies zle lekarstwo, spuchlam od razu, bol etc ojciec byl nauczycielem w szkole , od razu pojechal do dentysty zrobic rozrobe...koles uciekl z gabinetu trzezwiec sad takie czasy ze dalej tego rodzice nie roztrzasali...
    • riki_i Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 16:59
      Zarówno w podstawówce, jak i w liceum, mimo, że to wszystko przeżyłem za komuny, gabinety szkolne posiadały nowoczesne maszyny szybkoobrotowe. Niestety, personel tam pracujący uparcie twierdził, że do ostatecznego "wyrzeźbienia" zęba pod plombę należy używać sado-maso przedpotopowej maszyny, która również w gabinecie stała. Więc na początku było jak cię mogę, ale potem dentystka zmieniała maszynę na tę rodem z tanich horrorów i zaczynała się jazda. Bez psikania wodą i w tempie kolejki wąskotorowej. Wszystkie plomby oczywiście amalgamat, ale mam je do tej pory (czego nie można powiedzieć o tych późniejszych światłoutwardzalnych, które począwszy od lat 90-tych wymieniałem już kilkakrotnie).

      Ps. Wzywanie podczas lekcji do gabinetu dentystycznego też pamiętam do dzisiaj.
      • aandzia43 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 19:29
        Do bardzo dokładnego doczyzczenia ubytku czasem nie wystarcza turbina z szybkimi obrotami. Panie pewnie wcale nie upieraly dla zasady li tylko. Turbiny są w użyciu i jeszcze długo będą. Na całym świecie, nie tylko w PRL-owskich gabinetach wink
        Nie wiem ile lat minęło od twojej podstawówki, ale zamiast cieszyć się trwałością plomb z amalgamatu sprawdziłabym u rzetelnego dentysty ich szczelność.
        • riki_i Re: A dentysta "za naszych czasów"? 12.11.13, 22:29
          aandzia43 napisała:

          > Do bardzo dokładnego doczyzczenia ubytku czasem nie wystarcza turbina z szybkim
          > i obrotami. Panie pewnie wcale nie upieraly dla zasady li tylko. Turbiny są w u
          > życiu i jeszcze długo będą. Na całym świecie, nie tylko w PRL-owskich gabinetac
          > h wink

          No, ale dziś do "dokładnego doczyszczenia ubytku" nie używa się wolnoobrotowej maszyny z czasów Króla Ćwieczka, tylko tej samej normalnej aparatury co zwykle (co najwyżej z innym wiertłem). Leci sprężona woda i człowiek nie ma poczucia, że ktoś mu metodą średniowiecznej tortury wierci na żywca dziurę w kości. I ból też jakby inny niż kiedyś (przy mniejszych ubytkach zgadzam się na robienie zębów bez żadnego znieczulenia).

          > Nie wiem ile lat minęło od twojej podstawówki, ale zamiast cieszyć się trwałośc
          > ią plomb z amalgamatu sprawdziłabym u rzetelnego dentysty ich szczelność.

          Lat minęło wieeeeele, ale nadal są szczelne. Wizualnie nie wygląda to za ciekawie, ale w zębach typu dolne szóstki mogę to mieć. Owszem, słabo współgra z inlay'ami i cyrkoniowymi koronkami w sąsiednich zębach, ale zdaniem mojej kliniki plomby z amalgamatu są za duże, aby je wymienić na białe. Musiałbym wstawić tam korony - póki co, wolę już te srebrne starocie.

          • aandzia43 Re: A dentysta "za naszych czasów"? 13.11.13, 00:50
            Owszem, używa się kątnic na mikrosilnik o małych obrotach. Prxejęzycxyłam się, chodziło mi o to, że mikrosilniki (wolnoobrotowe maszyny) mają się dobrze i są w powszechnym użyciu. Świeżo produkowane, nie z czasów króla Ćwieczka smile Tylko tych dwóch sekund doczyszczania "chrupiącym" wiertlem na końcówce o małych obrotach nieumordowany, pławiący się w poczuciu komfortu pacjent nie zauważa nawet big_grin

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka